oby.watel
27.10.10, 17:14
W więzieniu nie pracuje, bo praca to przywilej. Nie uczy się, bo kursy są dla nielicznych. Nuda go zjada. Co robić? Narkotyki wjeżdżają do celi z regularnością szwajcarskiego zegarka.
Więzienny świat M. nie mieści się w oficjalnych statystykach Centralnego Zarządu Służby Więziennej. Te pokazują, że problem narkotyków jest minimalny: w ubiegłym roku we wszystkich zakładach karnych środki odurzające znaleziono 396 razy, w pierwszym półroczu tego roku – 207 razy. Zestawmy te dane z informacjami, że ok. 30 proc. z 80 tys. osadzonych skazano za złamanie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Ilu z nich jest uzależnionych bądź potrzebuje pomocy terapeuty – nie wiadomo. Do tego dodajmy narkomanów, którzy trafili do więzień tak jak M., z innych paragrafów. Otrzymujemy ciemną, trudną do sprecyzowania liczbę i paradoks: jeśli uznać, że w opowieściach M. i innych uzależnionych, którzy trafili do więzienia, tkwi choćby ziarno prawdy, to miejsce przymusowego odosobnienia, teoretycznie odcięte od świata, jawi się jako miejsce, w którym z uzależnienia wyleczyć się bardzo trudno.
Więzienie będzie prawdopodobnie oznaczało powrót do nałogu. – W ostatnich latach w żadnym innym miejscu narkotyki nie były tak blisko mnie, jak w kryminałach. Heroina, spid, do wyboru, do koloru. Jak jesteś przy forsie, możesz zamówić nawet kokainę – opowiada M. – Za każdym razem, jak trafiam do więzienia, ćpania jest coraz więcej.
Tak się w Polsce rozwiązuje problemy - zamiatając po dywan. Co z oczu, to i z serca. A "oficjalne statystyki" dopełniają obrazu sielanki i dają poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Całość w papierowym Tygodniku Powszechnym, albo za tydzień na jego stronie domowej.