Dodaj do ulubionych

Ustawka wie! osza niz życie

23.04.11, 11:29
Ustawka wie! osza niz życie
Autor: IZA KOSMALA

Zostałam kibolką i bardzo mi z tym dobrze.

- Panie, panowie, wyłączamy telefony, kładziemy na stół. A pani dziennikarka jest chyba głuchoniema... - To Marcel, lat 30, pracuje w Ministerstwie Sportu od czasów Mirosława Drzewieckiego. - No, odpalało mu w centrali, nosiłem mu czasem papiery do podpisu, to wiem. Wiedziałem, że to się tak skończy... Marcel jest kibolem. Ale nie żadnym pizdusiem, co na mecze łazi z czwórką bachorów pomachać szalikami i pokazać im, jak się piłka kula po boisku. Marcel i jego kolesie to uczestnicy stadionowych żylet, ustawek, napierdalanek. Piłka to dla nich wątek bardzo poboczny. - Gdyby interesowała mnie piłka, to zostałbym piłką. - Marcel zaciąga się fajką jak Sartre. W zasadzie liczy się tylko wynik, bo służy do obrony honoru, o który trzeba walczyć, inaczej nie ma czucia w żyłach i życie wygląda jak zabawa w cmentarz. Praca, zakupy, dom, telewizor, wyro... Codziennie to samo w tych samych godzinach. Rygor z telefonami to nie paranoja. Przed Euro 2012 psy muszą sprawiać wrażenie, że coś robią. Policyjni śledczy wyłapują kandydatów do bransolet z YouTube, gdzie różne napięte mongoły wrzucają filmiki z ustawek. Oglądanie bitew jest jak drapanie się po dupie: przyjemne, ale seksu z tego nie ma. Dlatego wszyscy kibole zawczasu pilnują, żeby nikomu nie odbiło i nie połasił się na internetową sławę. Nie żeby się kibole bali 24 godzin w dybach w areszcie, tylko czasu im szkoda. Nawet internetowe forum Ustawki już nie istnieje. Teraz znowu wszystko jest manualne, ciemne, jak kiedyś państwo podziemne.

Kto kogo napierdolił

Gotek bardzo się z tego cieszy. Lubi powstanie warszawskie i żołnierzy Armii Krajowej. Na Facebooku jest fanem Bora-Komorowskiego. Ale najbardziej Gotek podziwia Jana Piwnika, pseudo Donat lub Ponury. Komendant dowodził zgrupowaniem AK, a gdy został odwołany, założył samodzielny oddział partyzancki. Nikomu nie dał nasrać sobie na głowę. Poległ pod Jewłaszami w czasie udanego ataku na obiekty niemieckie... Gdy się tak Go tka słucha przy piwie, jest jasne jak słońce, że 5 minut wcześniej wyjebało go z maszyny do podróżowania w czasie. Nic bardziej mylnego. Gotek jest mikrosocjologiem, specjalistą od małych struktur społecznych, pracuje w ośrodku dla młodzieży oraz wykłada na jednej z prywatnych uczelni. Jednocześnie prowadzi klubowe rankingi ustawek. Wszystko ma zapisane w zeszytach, które trzyma w piwnicy sąsiada. Gotek codziennie wieczorem dzwoni po kumplach z całego kraju i sprawdza wyniki: Arka Gdynia, Legia Warszawa, 21 na 21 - wygrana. Arka Gdynia, Śląsk Wrocław, banda na bandę - wjazd psów. Beskid Andrychów, Hejnał Kęty, 10 na 10, do 18 lat - wygrana. Broń Radom, Petrochemia Płock, 3 na 3 - porażka. Granica Kętrzyn, Mazur Ełk, 3 na 3 - wygrana. Falubaz Zielona Góra, Polonia Bydgoszcz, 22 na 22 - remis... I tak przez godzinę, żeby do wszystkich kiboli dotarły bitewne realia. Klub wymieniony na początku to organizator ustawki, dalej liczba bojowników po obu stronach i wynik. Słuchaczom łatwo się w tym wszystkim połapać. Wiek też trzeba zaznaczać. Bo starszyzna powyżej czterdziestki inaczej się klepie, to już weterani, tylko się macają, a dzieciaki przed osiemnastką to maszyny do bicia. Musi być sprawiedliwie jak na ringu. Na 150 ustawek - które odczytał Gotek - zorganizowanych w ostatnich kilku miesiącach nie było żadnych ofiar. Bo są sztywne i proste zasady: bić, nie zabić. Sztachetami czy kijami nie można walić po łbie, a nożami nie można dźgać w odcinki tętnicze.

Napierdalanki mają bowiem znacznie szersze znaczenie, także towarzyskie. a problemy, kredyty, rozwód to jakieś pierdy. Po wszystkim od razu miło się gawędzi.

Bądąc cycatym chujem

Do knajpy w centrum Warszawy, w której kibole najchętniej piją browce, gdyż nie ma okien, wpadło nagle trzech gości. Przez ich wrogie miny zebrało mnie na rzygi. Już widziałam, jak wszyscy napierdalają mnie po łbie rozbitymi butelkami. Tymczasem Marcel od razu podniósł się z krzesła. - Ale dostaliście tydzień temu od nas megawpierdol, pokaż oko - kiwnął na największego łysola. - Eee, luz, do wesela się zagoi, stary. I wtedy Marcel przypomniał sobie o reszcie przy stoliku. - A wy się chyba nie znacie. Kolega, kolega i kolega. A tu moja nowa dupa. - Marcel wskazał na mnie i powiedział mi na ucho: - No, sorry, ale to panowie z ultras, nienawidzą dziennikarzy, zwłaszcza komunistycznych. O tym z lewej w "Wyborczej" napisali kiedyś, że jest kibolskim dilerem. A prawda była taka, że pracował w wodociągach, a pod blokiem palił skręty. - Baby to cycate chuje, żadnych innych różnic nie widzę - przedstawił mi się od razu jeden z fanów Legii. - Jak się zakochałem, to po miesiącu szmacisko zaproponowało trójkącik z moim najlepszym kumplem. Drugi też wyciągnął do mnie rękę na powitanie: - Ja napisałem swojej wiersz. Przychodzę na klub, a typ, który mnie zawsze wkurwiał, bo bił się jak mięczak i nie miał poglądów politycznych, chwali się moim wierszem. Pizda zmieniła końcówki na żeńskie i się pod moim wierszem podpisała. - W każdej kobiecie kurwy dwie trzecie - mrugnął do mnie trzeci gość. Żeby nieznacznie zmienić temat i żeby skinole niepotrzebnie mnie o nic nie wypytywali, co mogłoby ujawnić moją dziennikarską rolę i reportaż szlag by trafił, Marcel wyciągnął telefon. - Widzieli nowości na fotosiku? Kibole wzruszyli ramionami. - No to proszę, Złoty Anioł, Krysia, 39 tys. komentarzy, średnia ocena 9 na 10... Zanim się zorientowałam, że Marcel podsuwa koleżkom fotki amatorek kiboli z internetu, jeden szturchnął mnie na pocieszenie. - Zobacz, kurwa, po 30 lat mają i się podniecają jakąś 16-letnią labadziarą. Chłopaki, ankieta! - wrzasnął. Od razu pomyślałam, że będzie taka: Mała zostaje czy wypierdala? I nie miałam racji. - Zdradziłbyś starą? - Tak, ale tylko po wódce, bo człowiek to wtedy głupi jest - rzekł Marcel. - Czemu jak się zaczyna człowiek w coś angażować, to się wszystko pieprzy - zapytał filozoficznie legionista. - A czemu jak idziesz do kibla się wyszczać, to nie srasz, a jak idziesz srać, to zawsze też szczasz? Ja to mam zryte sny ostatnio - odpowiedział mu drugi. - Zaprosiłem pacjentkę do siebie na kwadrat, a potem napierdalałem ją w łazience, bo mi mydło chciała ukraść. - Dobra, chuj tam, trzeba pomóc koledze - zakończył ankietę drugi z Legii. - Galeria Wisła w Płocku organizuje konkurs dla narzeczonych. Do wygrania za pierwsze miejsce jest suknia ślubna, garnitur, obrączki i przejazd limuzyną, także wartość jest dość znacząca, nasz człowiek nie zawracałby dupy, gdyby szło o bon do McDonalda. Trzeba na niego wysłać głosy. To jest para nr 21. Zapiszcie sobie: www.galeria-wisla.pl/slub/pary.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Ustawka wie! osza niz życie 23.04.11, 11:30
      Udławić sią krwią

      Na ustawkę podjechaliśmy w piątkę samochodem Marcela. Miejsce - warszawskie Bemowo. Po drodze, dla rozluźnienia mięśni, chłopaki wymieniali się ciekawostkami. - Ile dzieci ma Roman Giertych? - Dwie córki. - Dlaczego na studzienkach wodociągowych są napisy TP albo Netia? - Bo to nie wodociągi, tylko kable telekomunikacyjne, baranie. - A jak autobus nagle wjedzie w dziurę, jak się stoi, to kolana mogą dostać urazu? - Legia Warszawa, duma i sława - padła odpowiedź. - Co grozi za przystawienie noża typowi do gardła, po pijanemu w formie żartu w barze, nie będąc wcześniej karanym? Zajechaliśmy wreszcie na miejsce, totalne wypizdowo, wkoło pełno drzew. Marcel zerknął na skład wroga. - Nie ma żadnej dziewczyny. Zostajesz w samochodzie, trudno - krzyknął na pożegnanie, jak gdyby się spieszył na imprezę. Ustawka kibolska wygląda z daleka jak walki psów i trwa tyle samo. 30 minut później byliśmy wszyscy w samochodzie. Chłopaki z poobijanymi ryjami i porwanymi ciuchami mieli jeszcze lepsze humory niż wcześniej. W lusterkach zmywali krew wacikami ze spirytusem i jak zwykle dyskutowali. - Panowie, wiszę kumplowi 200 zł za wyjazd, obiecałem mu oddać przy wypłacie, a jego dupa do mnie wydzwania i grozi, że odda sprawę na psy z kodeksu nr 74. Dostanę grzywnę, bo nie podpisałem z nim żadnej umowy? - Zadzwoń do niego i powiedz, że mu zaraz oddasz i żeby unicestwił jędzę. - Był Ruguz, widzieliście, podobno pozwał tego profesorka Kruszyńskiego za tekst w "Wyborczej", że kibole to patologia... - A wiecie, kto tak pizgał kijem teraz. Ten Tolo, co dostał granta z urzędu miasta na rozwój kulturalno-fizyczny. Ofiary ustawek to niefortunne wypadki. Jak na imprezach u alkoholików, gdy ktoś się udławi własnymi rzygami. Kibole dławią się krwią. Jak ostatnio w Widzewie, 150 luda, 10-minutówka z kastetami, na taki balet nadają się tylko najtwardsi zawodnicy. No i ten Marcin już nie żyje z własnej głupoty, bo miał 25 lat, czyli już był bez świeżego oddechu w pięści i sklepali go 20-latkowie. Nikt mu tam łba maczetą nie uciął. Jak ktoś nie daje rady, to wypada z ustawki, normalne, a jak zostajesz, to wiesz, co robisz. Jak w boksie. Dlaczego psy nie ścigają bokserów? Przecież niejeden zginął już na ringu.

      Z nożem na maczety

      Znacznie gorzej ma Piotrek z Krakowa. Bo pod blokiem za śmietnikiem ustawił się z nim gnój z trzema wypierdkami. Miało być na pięści, a szczochy przyniosły maczety. Piotrek zawsze nosił nóż. Marcel tłukł się z nim kiedyś, to wie. Bo Piotr uprzedzał, że jak będzie jakiś ruch nieodpowiedni, to dziugnie. No i te fajfiisy coś spierdoliły, może im maczeta zeszła, że ten Piotrula nie wytrzymał i dźgnął gnoja nożem, tamten się tak pewnie odsunął, że trafiło w serce. I teraz przejebane ma cała czwórka. Ten, co nie żyje, bo nie żyje; ten, co zabił, bo zgnije w pace; a dwójka pajaców za osobisty imbecylizm. Więc jak Piećka mówił glinom, że nie chciał zabić, to mówił serio. To był wypadek. Pod tamtym blokiem kibole do tej pory wszystkim znicze stawiają. A obok listy pożegnalne: Tu odeszli św. pamięci ludzie. Craccma Kraków. Z tych nielicznych wypadków gliny do spóły z mediami robią mordowanie narodu. Coś w tym jest, bo w prasie przy kibolach nagłówki są największe, słowo kibol wydrukowane musi być na czerwono albo grubą białą czcionką na czarnym tle i koniecznie z wykrzyknikami. Z okazji ostatniego 11 listopada nie było żadnej blokady, tylko normalna ustawka - kibole faszyści przeciw antyfaszystom. Roberta Biedronia z Kampanii przeciwko Homofobii policja zwinęła z pierwszego rzędu manifestacji. - Bo debil stał tam, gdzie na Miodowej mieliśmy ustawkę - tłumaczy Adam z Legii ultras, a na co dzień z warsztatu samochodowego. - A wpierdol i tak się odbył, tylko bez widzów z obchodów Dnia Niepodległości. Był remis. I proszę jeszcze zwrócić tu uwagę, że nie używam słowa pedał, więc może zamiast kibol należałoby mówić np. kibic zaangażowany fizycznie. Z jakiegoś jednak powodu społeczeństwo polskie przestało się utożsamiać z ofiarami kiboli. Ta filozofia szybko się skompromitowała w Krakowie. Kiboli na specjalnej konferencji prasowej przepraszał sam prezydent Jacek Majchrowski. Szło o zamordowanego Tomasza C. Prezydent wyraźnie powiedział, że świat przestępczy podszywa się pod kiboli. Że to zabójstwo przestępcy próbowali ubrać w kibolskie barwy. - Bo się wtedy publika i psy zamiast na mafii, skupiają jak zwykle na kibolach. Mordercy, żeby była jasność, zostawili na miejscu zbrodni szaliki Cracovii. Ale psy to łyknęły, chociaż się teraz wypierają. Jakie robili naloty, nawet do mojej babci wjechali, bo ja w robocie, chata zamknięta, matka wyjechała do ciotki i babka jak zwykle mało na zawał nie zeszła, dobrze, że jest już wprawiona. - Marek, kibol z Krakowa, pracuje w sklepie rowerowym. - A ten Tomasz to przed śmiercią jechał srebrzystą audicą, do tego miał gangsterski kajdan. Już na pierwszy rzut oka wiało ścierną. Kibol w takiej furze, żenada... I dalej, niby kurwa my, kibole, podjechaliśmy wszyscy dżipem i tego Tomasza C. zepchnęliśmy tak, że wjechał w osiedlową cukiernię. Wysiadł i zaczął uciekać. Wlazł do śmieciarki, a wtedy wyskoczyliśmy i zaczęliśmy go dźgać czym popadnie. W "Gazecie Krakowskiej" od razu poszło, że ten Tomasz to był numer 2 w Cracovii, miał duże poważanie, to nie był typ mięśniaka, mówili jak zwykle anonimowi fani... A potem Majchrowski to wszystko musiał odszczekać.

      Jebać głupie psy

      Intelekt wśród policji nie wzrósł od lat 70. Ciotka Adama uciekła kiedyś seryjnemu mordercy Zdzisławowi Marchwickiemu, pseudonim Wampir. Marchwicki mordował robotnice. Gliniarze nie mogli go złapać przez prawie 6 lat, bo przez 4 nic, tylko podstawiali mu policjantki. Czub był od nich mądrzejszy i na przesłuchaniu od razu zeznał, że psy są pojebane. Wytłumaczył, że jak baby z pracy zapierdalają, to głowa w dół, psychika zryta i czym prędzej do domu, żeby zupa nie była za słona. A psiary to chodziły po polu jak damulki, dupami kręciły, rozglądały się, w niebo gapiły. Zbok to skumał w pierwsze 5 sekund. Dzięki temu wiedział, gdzie mordować. A jak go w końcu złapali? Po tym, jak zginęło 21 bab, aresztowali go, bo żona złożyła zawiadomienie na milicji o znęcaniu się nad nią i dziećmi. Dlatego właśnie panuje przekonanie, że bardziej niż kibole z kibolami napierdalać lubi się z kibolami policja. Chorzowska policja w ubiegłorocznej operacji "Armagedon" zwinęła chuligański gang narkotykowy. Kibole przy okazji organizowania ustawek rozdilowali 80 kilo amfy i pół kilo koki. - Ja się, kurwa, pytam, kto tam myśli? - Adam sytuację traktuje osobiście, bo w życiu od żadnego kibola nie dostał takiego wpierdolu, jak od gliniarzy. - Czy jak ktoś handluje prochami i zarabia taki hajs, to żeby zwrócić na siebie uwagę policji, napierdala się pod stadionem w celu stracenia całego biznesu? Toż to czysty debilizm. W warszawskiej Komendzie Stołecznej nie jest lepiej, o czym przekonany jest z kolei Marcel: - Psy zakomunikowały na przesłuchaniu, że zwinęły 39-letniego faceta powiązanego ze środowiskiem pseudokibiców jednej z warszawskich drużyn piłkarskich. W jego mieszkaniu znaleźli kokainę. To był cytat. A uzasadnienie było takie, że w mieszkaniu dilera doszło do transakcji z jakimś kibolem, kibicem jednej z warszawskich drużyn, czyli typ sobie poszedł i kupił działkę. I co ja im na to miałem powiedzieć, skoro z dobrego źródła wiem tylko, że ten, co go psy zwinęły, zaopatrywał również środowisko warszawskich dziennikarzy i prezesów państwowych spółek. Podobno miał najlepszy towar w mieście.

      CDN...
      • diabollo Re: Ustawka wie! osza niz życie 23.04.11, 11:31
        Elektroniczne gówno nożne

        Z tych wszystkich powodów kibole mają od nowego roku nosić na nogach obroże. Gdy idę do kawiarni z łysymi chłopakami w szalikach ulicą Marszałkowską, ludzie patrzą na nas jak na dymiące gówna. - Z tym migającym kurewstwem na nodze latem lud będzie do nas przez okna strzelał z wiatrówek. Przecież te same bransoletki noszą teraz na nogach pedofile i gwałciciele... Trzeba przyznać, że sytuacja nie jest komfortowa. Z okazji Euro 2012 kibole mają być sądzeni i obrączkowani natychmiast po zatrzymaniu, nawet na stadionie w czasie trwania meczu, podczas wideokonferencji z sędzią. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski ogłosił swój pomysł miesiąc temu. Drastyczne środki minister wprowadził w związku z korkowaniem bramek. Stary system monitoringu kibiców zajmuje więcej czasu. Normalni kibice musieliby czekać w kolejce na bramkach. Znakowanie umożliwi natychmiastową rejestrację kibola w każdym miejscu na ziemi. System dozoru elektronicznego świetnie już działa w gdańskich i łódzkich więzieniach. Monitoring w czasie rzeczywistym dotyczący kiboli od 2009 r. przysługuje przestępcom seksualnym. System świetnie się sprawdza, dlatego do 2020 r. ma objąć wszystkie stadiony ekstraklasy w Polsce - podsumował minister ( Kwiatkowski. - Napieprzający się na ustawkach kibice, zamiast zakazu stadionowego, będą więc z okazji Euro 2012 mieli bransoletkę z zakazem życia. To społecznie wymagane umiarkowanie - tłumaczy kibol Gotek, soqolog. - To wytwór powojenny. Żeby już nigdy nie było takiej wojny, ludzie, czyli politycy, się umówili, że tylko tzw. pluralizm zagwarantuje w społeczeństwie spokój. A ponieważ on nie istnieje, bo ludzie nie chcą tylko kupować takich samych ubrań, powstała zgodność fikcyjna. Wrażenie pluralizmu. I tylko kibole są papierem lakmusowym, że to jawne łgarstwo. Bo ten pluralizm nie dotyczy właśnie kiboli. Bo jak ktoś kogoś chce pokonać, to wali prosto w gębę, w przeciwnika, a nie gdzieś po omacku, nie wiadomo w co i gdzie.

        Tłum odkrył, że ofiary kiboli to wyłącznie kibole. Dlatego państwowy aparat musiał wymyślić ciąg dalszy. Wyszło, że trzeba kibolom dorabiać mordy gangsterów, ćpunów i dilerów narkotykowych, powolnych morderców niewinnych bogatych dzieci z dyskotek. Tymczasem politycy też są kibolami, ale strachliwymi. Żeby się nie tłuc krzesłami, wymyślili politykę. Ich starcia są rozmydlone i polegają tylko na szczuciu publiczności.

        Jak się ludzie nawzajem nawalą po ryjach, od razu spada im ciśnienie, nikt się nie pompuje, nikogo nie udaje, od razu się wtedy łapie cenny do życia dystans,

        www.nie.com.pl/art24500.htm
    • diabollo W obronie kiboli 23.04.11, 11:33
      W obronie kiboli
      Jaś Kapela

      Rząd wypowiedział wojnę kibolom. Tak przynajmniej pisze Wyborcza. Tylko, że jak się wypowiada wojnę, to należałoby co najmniej poinformować o tym fakcie wroga (a może nawet uczynić parę innych kroków przewidzianych przez międzynarodowe konwencje). Nie słyszałem jednak, żeby rząd poinformował kiboli, że znajdują się w stanie wojny z państwem Polskim. Jeśli taka wojna rzeczywiście istnieje – a można tak domniemywać – to trudno ją uznać za legalną, a tym bardziej moralną.


      „Gazeta Wyborcza” również wypowiedziała wojną kibolom, a teraz retorycznie pyta: Gdzie jest granica eskalacji wojny kiboli z mediami? Na co trudno nie odpowiedzieć: Gdzie jest granica eskalacji wojny mediów z kibolami? Gdyby czerpać wiedzę o kibolach wyłącznie z łam GW, można by łatwo odnieść wrażenie, że kibolstwo jest synonimem mafii. A jeśli tak, to może rząd i GW powinny wypowiedzieć wojnę mafii, a kiboli zostawić w spokoju? Piłka nożna ani mnie grzeje, ani ziębi, choć trochę podejrzewam, że świat bez piłki nożnej byłby światem lepszym. Ale jednocześnie znam pewne argumenty na poparcie przeciwnej tezy, więc nieważne. Choć piłka nożna mnie nie interesuje, to interesuje mnie wojna. Więc gdy jakąś widzę, to się jej przyglądam. Wojna rządu z kibolami jest całkiem ciekawa.



      Po pierwsze dlatego, że władze, czy szerzej elity, wydają się dosyć zdziwione siłą fenomenu kibolstwa. Może ja czegoś nie rozumiem, ale w piątej klasie byłem dobry z matematyki. To mi wystarczy, żeby policzyć: ponad 1800 orlików, średni koszt: milion sto tysięcy pln, co daje to nam bagatelną sumę dwóch miliardów złotych. Stadion Narodowy to kolejne dwa miliardy, pozostałe stadiony na Euro to trzy miliardy. Czyli lekko licząc w ostatnich latach wydano lub będzie wydane na kiboli 7 miliardów złotych. Czy można się zatem dziwić, że rosną w siłę? Trzeba być raczej ślepym. Nie obrażając ślepych. Bo większość ślepych zapewne to dostrzega. Oczywiście nie wszyscy kibice to kibole. Ale podobnie nie wszyscy kibole to mafia, co nie przeszkadza tworzyć takich uogólnień.


      Gdyby wydać te siedem miliardów na biblioteki, zapewne mogłoby to również zrodzić różne szkodliwe patologie. Być może bylibyśmy świadkami narodzenia się nowej paskudnej kasty czytoli. Agresywnych i powiązanych z mafią fanów literaturoznawstwa. Ponieważ jednak nie wydaliśmy tych pieniędzy na promocję czytelnictwa, tylko na piłkę nożną, to nie mamy takiego problemu. Mamy za to inny. Jednak trudno mu się dziwić. Tam, gdzie jest za dużo pieniędzy, ktoś z tych pieniędzy korzysta. Nie jest przypadkiem, jak sądzę, że firma Litara, prezesa Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców (znanego z opluwania rodzin należących do klasy średniej), robiła catering nie tylko na stadionie, ale również dla prezydenta Poznania. Gdyby zamiast na stadion, wydać te pieniądze na centrum biblioteczne, być może catering u prezydenta robiłaby nie firma Litara, ale jakiejś osoby obsługującej bibliotekę. W bibliotekach ludzie też czasami na siebie plują, ale przynajmniej nie mają zasady, że kto nie czyta, temu trzeba zajebać. Choć może mają. Co prawda w żadnej bibliotece nikt mi nie powiedział, cytuję: „Nie wiem, czy część z was się zorientowała, ale jesteśmy w »bibliotece«. A to nie jest miejsce dla jakichś, kurwa, odpicowanych małolatek, dla jakichś długowłosych, kurwa pazi, dla jakichś, kurwa, gamoni. Jak widzisz, że kolega obok ciebie nie czyta, to zajeb mu w łeb”. Ale to przecież niczego nie dowodzi.


      To w kwestii zdziwienia. No, ale nic. Rząd się dziwi, więc szykuje specjalne represje. Cele na stadionie. Sąsiadujące z nimi „sądy odmiejscowione”, czyli wydawanie wyroków już na stadionie. Dozór elektroniczny. Słyszałem też niedawno wypowiedź jakiegoś rzecznika policji, który postulował, że kary dla kibiców powinny wynosić nie tysiąc złotych, czy dwa, ale co najmniej kilkadziesiąt tysięcy. Bo w innym przypadku kibole nie traktują ich poważnie. Kilkadziesiąt tysięcy za zakłócanie porządku? Może też ciszy nocnej? Wtedy nie tylko prawdziwi kibice ucieszyliby się z takiego rozwiązania, lecz również osoby lubiące chodzić spać przed 23. Wszystko to piękne i godne pochwały reformy. Może w ogóle zróbmy specjalne sądy dla kiboli, złożone z wyselekcjonowanych prawdziwych kibiców piłki nożnej. Wszyscy się przecież zgadzają, że obecny system sądownictwa źle działa. Dokładanie mu kolejnych obowiązków na pewno tego stanu rzeczy nie zmieni. Do takich sądów obywatelskich na pewno znajdziemy wielu chętnych. Nawet, gdybyśmy szukali wyłącznie pośród dziennikarzy Wyborczej, a przecież nie musimy się tak ograniczać. Takie sądy mogłoby działać natychmiast po złapaniu kibola i od razu wymierzać mu stosowną karę. Począwszy od kilkudziesięciu złotych polskich grzywny za plucie na klasę średnią, po karę śmierci za obrażanie Michnika. Dozór elektroniczny też wydaje mi się zbyt łagodnym i skomplikowanym rozwiązaniem. Do tej pory został zastosowany w przypadku ledwie ponad tysiąca skazanych. Kiboli jest w Polsce znacznie więcej. Zamiast więc wydawać pieniądze z budżetu na kosztowną aparaturę, łapmy po prostu takiego delikwenta i tatuujmy mu na czole „kibol”. To słowo proste i jednoznaczne powinno wystarczyć, żeby taki gostek nie zbliżał się do naszych pięknych i lśniących stadionów.


      To wszystko oczywiście nie oznacza, że nie widzę problemu. On oczywiście jest. Tylko jest znacznie szerszy, niż potrafi zrozumieć to rząd i Wyborcza. Problem jest wręcz fundamentalny. A brzmi tak: liberalna demokracja jest nudna. Co widzimy świetnie w poświęconym kibolstwie reportażu Izy Kosmali: „ –  Gdyby interesowała mnie piłka, to zostałbym piłką. – Marcel zaciąga się fajką jak Sartre. W zasadzie liczy się tylko wynik, bo służy do obrony honoru, o który trzeba walczyć, inaczej nie ma czucia w żyłach i życie wygląda jak zabawa w cmentarz. Praca, zakupy, dom, telewizor, wyro… Codziennie to samo w tych samych godzinach”. Marcel pracuje w ministerstwie sportu, jest kibolem i wie, że życie w liberalnej demokracji jest potworne. Szkoda, że zamiast robić rewolucję, napierdala się na ustawkach. Ale co ma robić w czasach, kiedy idea rewolucji wydaje się martwa. Natomiast idea napierdalania się na ustawkach jest żywa, prosta i ma się dobrze.

      www.krytykapolityczna.pl/JasKapela/Wobroniekiboli/menuid-244.html
      • chickenshorts Re: W obronie kiboli 23.04.11, 12:01
        Gdyby wydać te siedem miliardów na biblioteki, zapewne mogłoby to również zrodzić różne szkodliwe patologie. Być może bylibyśmy świadkami narodzenia się nowej paskudnej kasty czytoli. Agresywnych i powiązanych z mafią fanów literaturoznawstwa. Ponieważ jednak nie wydaliśmy tych pieniędzy na promocję czytelnictwa, tylko na piłkę nożną, to nie mamy takiego problemu.

        Dokładnie tak! Przynajmniej o jedno zdziwienie mniej. I jedną patologię.
        Świetne teksty!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka