diabollo
08.02.15, 16:31
Ruch Czerwonej Pigułki, czyli bitcoiny dla naiwnych
Wojciech Orliński
Na blogu Boing Boing wpadł mi w oko artykuł Jaya Allena zatytułowany "Przewodnik po prawicy czerwonej pigułki" ("A beginner's guide to the Redpill Right"). Dotyczy fenomenu widocznego głównie w anglojęzycznym internecie, ale temat jest ważny i dla nas.
Metafora "czerwonej pigułki" pochodzi z filmu "Matrix", w którym główny bohater staje przed wyborem dwóch pigułek. Niebieska sprawi, że dalej będzie mógł "wierzyć, w cokolwiek chce wierzyć", czerwona zburzy iluzję i pokaże straszną prawdę o świecie.
Do metafory "czerwonej pigułki" odwołują się więc ci, którzy uważają, że poznali Prawdę. Reszta społeczeństwa to dla nich bezmyślne lemingi podążające za iluzją niebieskich pigułek.
Nazywanie wyznawców "czerwonej pigułki" prawicą jest uproszczeniem, uprzedza na wstępie Allen. To nie jest ugrupowanie o spójnej ideologii. W USA składają się na nie tak różne zjawiska, jak "ruch wyzwolenia mężczyzn", zwolennicy "ludzkiej bioróżnorodności", entuzjaści kryptowalut czy neoreakcjoniści.
Pod tymi nazwami często kryją się bardzo stare idee, które kiedyś poniosły spektakularną porażkę, nie wypada więc do nich nawiązywać wprost - ale czasem wystarcza zmiana etykiety. Na przykład "ruch na rzecz ludzkiej bioróżnorodności" to tak naprawdę poczciwy rasizm.
Zwolennicy tego ruchu gromadzą naukowe dowody na wyższość białej rasy nad resztą ludzkości. Takie "dowody" da się oczywiście znaleźć, bo jest tu pewien prosty haczyk.
Osoba średnio oblatana w korzystaniu z prasy naukowej potrafi w niej znaleźć dowody literalnie na wszystko, choćby na istnienie telepatii. Chcą państwo namiar na dowód na telepatię w prestiżowym piśmie naukowym? Proszę bardzo: Targ, R. & Puthoff, H.; "Nature" 252 (1974).
Haczyk polega na tym, że gdy coś takiego się ukaże, odbywa się debata na temat zastosowanej metodologii, rzetelności badania i sposobu wyciągania wniosków przez autorów. Która to debata przynosi zwykle rozczarowujący rezultat: telepatia jednak nie istnieje, podobnie jak dowody na wyższość białej rasy.
Wystarczy jednak pominąć debatę i powiedzieć "telepatia istnieje, udowodnili to amerykańscy naukowcy Puthoff i Targ w roku 1974". Mniej więcej na tej zasadzie działa gromadzenie "naukowych" dowodów na wyższość białej rasy - bierzemy jakieś nierzetelne badania i pomijamy ich późniejszą krytykę.
Ten styl działania łączy wszystkich czerwonopigułkowców. Uważają siebie za sceptyków i racjonalistów, ale ich sceptycyzm działa selektywnie.
Odrzucają opinię większości specjalistów i jednocześnie bezkrytycznie wierzą komuś, kogo postrzegają jako dysydenta zaszczutego za głoszenie Prawdy. Dlatego ten sceptycyzm prowadzi ich jednocześnie do zdumiewającej łatwowierności - zwolenników "czerwonej pigułki" bardzo łatwo zrobić w konia.
Ich szczególnie ciekawą cechą jest wiara w schematy typu "szybkie bogactwo" - pisze Allen. Łatwo ich wciągnąć do jakiejś piramidy finansowej, na przykład wykorzystując ich wiarę w "kryptowaluty", takie jak niesławny bitcoin.
Bitcoin ma być alternatywną walutą internetu, którą można płacić z całkowitym pominięciem oficjalnych instytucji finansowych - banków, fiskusa, nadzoru. To pasuje zwolennikom "czerwonej pigułki", bo te instytucje niemal z definicji należą do świata pigułek niebieskich.
Jest tylko jeden problem: w realnym świecie bitcoin na niewiele się zdaje. Za wszystko płaci się w nim dolarami, euro czy złotówkami.
Bitcoiny wymienia się na normalne waluty na specjalnych kryptogiełdach. Te oczywiście właśnie dlatego, że działają poza jakimkolwiek nadzorem, jedna za drugą okazują się w końcu oszustwem.
Rok temu upadła największa giełda tego typu na świecie - MtGox - przez którą przechodziło 70 proc. bitcoinów. Około 600 mln dol. zainwestowanych w "kryptowalutę" po prostu wyparowało. Do dzisiaj Google po wpisaniu "MtGox" automatycznie podpowiada dalszy ciąg "jak odzyskać".
W Polsce "czerwonopigułkowcy" równie gorąco wierzyli w Amber Gold, którego reklamy odwoływały się wprost do ich przedziwnej mikstury sceptycyzmu z naiwnością. "Skoro ekonomiści i dziennikarze przed tym ostrzegają, to musi być dobry interes", mniej więcej tak rozumuje "czerwonopigułkowiec".
"Skoro naukowcy zgadzają się co do globalnego ocieplenia, to musi być spisek; skoro lekarze bronią szczepionek, to znaczy, że szczepionki szkodzą" - znamy to i z Polski. Oczywiście, skoro prasa ośmiesza "czerwonopigułkowców", to tylko kolejny dowód na to, że ten ruch ma rację!
wyborcza.pl/duzyformat/1,143522,17356469,Ruch_Czerwonej_Pigulki__czyli_bitcoiny_dla_naiwnych.html