diabollo
21.01.16, 07:46
Dziary narodowe. Polska z tatuaży patriotów
Konrad Oprzędek
Orzeł pod majtkami dumnie zadziera główkę, co symbolizuje niezłomność Polaków. Ewelina opowiada o nim tylko koleżankom, bo faceci mogliby się podniecać.
Daniel masuje się po Polsce, którą ma wytatuowaną na ramieniu. Polska trochę boli, bo dwa dni wcześniej kazał postawić ją w płomieniach i dodać żołnierza Armii Krajowej z karabinem. Za tatuaż zapłacił zasiłkiem dla bezrobotnych.
- Przez kilka miesięcy główkowałem, jak wydawać te pięć stów i nie czuć się nikim - tłumaczy 27-latek. - Gdy dorzucałem się rodzicom do rachunków i jedzenia, brakowało mi na tramwaj albo kartę do telefonu, co robiło ze mnie śmiecia. Ostatnio olałem rachunki i zafundowałem sobie autoterapię. Bo ten tatuaż tak działa. Kiedy czuję, że w dzisiejszej Polsce nie da się żyć, patrzę na żołnierza. Myślę o drugiej wojnie. To mnie uspokaja.
Chłopak wodzi smętnym wzrokiem za ludźmi, którzy biegają po galerii handlowej. Od kiedy stracił robotę w biurze, przychodzi tu codziennie. W domu ciągle czuje na sobie ojcowskie spojrzenie, które robi z niego nieudacznika i darmozjada, dlatego o dziewiątej wychodzi na miasto. Dwie-trzy godziny meandruje po ulicach Krakowa, a koło południa przysiada w galerii, żeby się ogrzać. Potem wraca do domu i rozsyła CV.
- Podczas wojny życie, nawet jeśli zagrożone, było łatwiejsze - mówi dalej. - Polak mógł walczyć i ginąć za coś, w co wierzył...
Chłopak przerywa, bo właśnie zauważył piękną brunetkę w tweedowym płaszczu i czarnych spodniach ze skóry.
- Chcesz do niej podejść? - pytam.
- Weszła do Yoshe - kręci głową. - Kobiety, które ubierają się w drogich sklepach, mają w oczach maszynki do przemieniania facetów w meneli. Wystarczy, że nie masz markowego ciucha, a po spotkaniu z taką lasiunią czujesz się nikim.
Daniel od dziecka wiedział, że z ludźmi, którzy mają dość czasu i pieniędzy, by się stroić, lepiej nie krzyżować spojrzeń, bo skończy się to dla niego upokorzeniem. Wychował się w domu szewca i sprzątaczki, którzy powtarzali, że kto przyszedł na świat w dziurawych portkach, w takich umrze. Zmienili zdanie dopiero, gdy zobaczyli, że nawet ludzie skromniej żyjący od nich posyłają dzieci na studia. Nabrali nadziei, że wykształcenie wyrwie Daniela z zaklętego kręgu dziurawych portek, w którym ich rodzina tkwiła od pokoleń. Chłopak został magistrem marketingu. Nie znalazł pracy w zawodzie, więc trafił do biura firmy meblarskiej. Szef dał mu najniższą krajową, ale zapewnił, że lepsze życie zacznie się Danielowi, gdy kryzys minie. Tylko że zamiast tego firma splajtowała, a chłopak wylądował na bezrobociu. Jak wielu jego znajomych z uczelni.
- Chciałbym kiedyś wchodzić bez obciachu do Vistuli jak tamten - wskazuje na blondyna w niebieskiej marynarce. - Ale szanse są małe. Musiałbym być synem bogatego gościa.
Daniel znów zaczyna masować się po Polsce i wzdycha: - Kiedyś wystarczyło chwycić za karabin, żeby znaleźć się w elicie narodu. Teraz trzeba się w niej urodzić.
Emigracja do dawnej Polski
Gdy Dominik Rozwał ma gorszy dzień, podwija rękaw bluzy i przygląda się małemu powstańcowi, którego wytatuował na przedramieniu. Dzieciak ma nie więcej niż 13 lat, a już dźwiga karabin. Co takie małolaty miały w głowach - zastanawia się 39-latek - że nie wymiękły podczas powstania warszawskiego.
Tatuaż zrobił sześć lat temu, gdy rzucił robotę w fabryce części samochodowych. Przepracował tam ponad pięć lat - na śmieciówkach. - Do tego szef tak dociskał psychicznie, że zrobił ze mnie kłębek nerwów - wspomina Rozwał. - W nocy nie spałem, miałem stany lękowe i drgawki. Skończyło się na psychotropach.
Dominik nie chciał wyjechać do Anglii, jak zrobiło wielu jego znajomych. Wolał emigrować do dawnej Polski. Na ławce w parku, gdy syn zasnął w wózku, otwierał książkę o drugiej wojnie. Przypominał sobie też o wujku, który walczył u Andersa, i o siostrze babci, która przez całą wojnę ukrywała w komórce młodą Żydówkę.
- Podczas wojny Polacy byli bardziej życzliwi, jeden drugiemu pomagał - idealizuje Dominik. - Łączyła ich silna więź, bo zależało im na kraju. Dziś w szkołach nie uczą patriotyzmu, dlatego Polacy olewają dobro wspólne. Każdy patrzy, żeby wszystko zgarnąć pod siebie, jak u mnie w firmie, gdy dyrekcja postanowiła zrobić dwie odlewnie. Na drugą dostała dotację z Unii Europejskiej, ale w zamian musiała dać ludziom pracę. Wymyśliła, że zatrudni ich na śmieciówkach, potrzyma wymagany czas, a potem wyrzuci. Dawniej Polacy tak sobą nie poniewierali.
Teraz Dominik jest kontrolerem produkcji w fabryce hamulców, ma umowę o pracę i co miesiąc dostaje 2700 zł na rękę. Pensje jego i żony wystarczają, żeby utrzymać trzyosobową rodzinę. Tylko że gdy porównuje swoją pracę i tę, którą dawniej wykonywali Polacy, wychodzi mu, że jest na minusie. Bo w Peerelu, zdaniem Rozwała, robota nie zabierała ludziom całego czasu, po fajrancie mogli być mężami, żonami i rodzicami. A Dominik widuje żonę tylko w weekendy i święta. W dni powszednie wychodzi do fabryki, gdy Kasia jeszcze śpi, a wraca, kiedy jej już nie ma. Wieczorem też nie rozmawiają, bo zanim ona przyjdzie z pracy, on zasypia.
Tatuaż na przedramieniu przypomina mu o wielkości, której wokół siebie nie widzi. - Ten powstaniec, choć mały łebek, był wielki, bo pokazał charakter: poszedł na wojnę i narażał siebie dla innych - mówi. - Dzisiaj ciężko być wielkim. Nawet nie wiem, co musiałbym zrobić, żeby takim się poczuć. Mogę tylko harować, żeby opłacić rachunki, ale wtedy jestem szaraczkiem. Już pogodziłem się z tym, że o wielkości muszę zapomnieć. Ale inni nie zapomną. Widzę to po kilku kumplach z tatuażami patriotycznymi i po tysiącach ludzi, którzy co roku 11 listopada maszerują przez Warszawę.
CDN...