Dodaj do ulubionych

Myśli ciele

09.04.16, 01:41
Partia Opozycyjna, znana jako mniejsze zło, kombinowała jak by tu rozwiązać nabrzmiały problem i wreszcie wymyśliła. A co wymyśliła, to wyjaśniła, bo chcieć, to móc. Chcemy rozwikłać spór wokół Trybunału Konstytucyjnego - jeśli nie da się zrobić tego na drodze politycznej, we współpracy z PiS, (...) to trzeba spróbować rozwiązać go na drodze prawnej - zdradził sprytny plan rzecznik PO Jan Grabiec. Chodzi o uchylenie art. 21 ustawy o TK, zgodnie z którym osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec prezydenta RP ślubowanie.

PO uznało nie ma znaczenia, że już raz, 3 grudnia ubiegłego roku, Trybunał tę kwestię badał i uznał zapis za zgodny z Konstytucją. Niech se zbada drugi raz, może zmieni zdanie. Ale tym razem niech zbada zgodność nie z polską Konstytucją, ale z ust.1 art.6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, która jest dokumentem Rady Europy. Gdyby Trybunał uznał, że zapis nie jest zgodny z Konwencją, to przyznałby także, że polska Konstytucja jest niezgodna z Konwencją. To jednak partii opozycyjna zbytnio nie wadzi, bo partia opozycyjna nie po to robi, żeby zrobić, tylko po to, żeby społeczeństwo czuło, że czuwa i działa.

To do pewnego stopnia zażegnałoby to kryzys, przynajmniej dotyczący liczebności Trybunału - TK po prostu funkcjonowałby w pełnym składzie. Być może ten fakt wpłynąłby też na to, że PiS zmieniłoby swoje postępowanie odnośnie Trybunału, widząc że bezskuteczna jest ich strategia opóźniania przyjmowania ślubowania sędziów - wyjaśnił rzecznik PO Jan Grabiec.

Teraz wszystko w rękach Rzeplińskiego. Skoro sam zaproponował kompromis polegający na olaniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, to i zdelegalizować Konstytucję może, byle tylko osiągnąć kompromis.
Obserwuj wątek
    • suender Re: Myśli ciele 09.04.16, 06:16
      Obywatel:

      > zdradził sprytny plan rzecznik PO Jan Grabiec. Chodzi o uchylenie art. 21 ustawy o TK, zgodnie z którym osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec prezydenta RP ślubowanie.
      ===============================================================

      Ach ten "sprytny" Grabiec to nie słyszał, że w ustawach specjalnie często używa się wielu nieprecyzyjnych terminów, których nawet posłowie nie kapują, by "tęgie głowy prawnicze" miały co interpretować zagubionemu w meandrach polityki suwerenowi.
      Do takich zwrotów należny np.:

      a) WOBEC Prezydenta ślubować: Słowo to oznacza, że ślubujący może się osobiście stawić przed Prezydentem, albo tylko wysłać mu podpisane przez siebie ślubowanie.

      c) NIEZWŁOCZNIE drukować akt prawny: Słowo to oznacza termin od 1 dnia do n- dni.
      Pozdr.

      "To nie prawda, że droga jest trudna, lecz sam marsz!"
      • oby.watel Re: Myśli ciele 09.04.16, 09:53
        Tęgie głowy prawnicze nie są władzą ustawodawczą. Władzą ustawodawczą są wybierane tępe głowy. Którym nie zależy na tym, żeby prawo które uchwalaja było jasne, zrozumiałe, jednoznacznie i klarowne.
        • grzespelc Re: Myśli ciele 09.04.16, 13:19
          A ja myślę, że chcieliby, ale nie potrafią.
          • oby.watel Re: Myśli ciele 09.04.16, 13:42
            Myślisz zero-jedynkowo. Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
            • grzespelc Re: Myśli ciele 09.04.16, 23:08
              No właśnie!
    • grzespelc Re: Myśli ciele 09.04.16, 13:21
      "Gdyby Trybunał uznał, że zapis nie jest zgodny z Konwencją, to przyznałby także, że polska Konstytucja jest niezgodna z Konwencją."

      Nie musi być zgodna, a przynajmniej sama tak uważa.
      A po drugie - myślisz zerojedynkowo. A zakresy regulacji mogą się nie pokrywać.
      • oby.watel Re: Myśli ciele 09.04.16, 13:49
        Prawda jest taka, że partia opozycyjna nie ma zielonego pojęcia co robić, nie ma pomysłu, nie ma wizji. Osiem lat gnuśnienia zrobiło swoje. A i przywódca pozwalający latami gnoić się i poniżać nie jest liderem na trudne czasy. Nawet Petru dał się wodzić za nos, nie mówiąc o Razem, która nie ma kompletnie nic do zaproponowania, za to jest na każde na skinienie prezesa.
        • grzespelc Re: Myśli ciele 09.04.16, 23:11
          Nie, nie, to dobrze przemyślany wniosek, który może pozwolić włączyć trzech wybranych legalnie sędziów do Trybunału bez zaprzysiężenia.
        • podjadek57 Re: Myśli ciele 09.04.16, 23:26
          oby.watel napisał:
          > nie mówiąc o Razem, która nie ma kompletnie nic do zap
          > roponowania, za to jest na każde na skinienie prezesa.
          >
          Jak rozmawiać z kłamcą, notorycznym kłamcą?
          Po co rozmawiać z szulerem?
          Ad meritum nie ad personam?
          He he smile
          Marny, tandentny prowokatorek, pozdro dla szczujni.
          • oby.watel Re: Myśli ciele 09.04.16, 23:42
            Jak zwykle merytorycznie i na temat. Tak po pisowsku, prosto między oczy. I jakże bogaty repertuar! Szczujnia, zaprzedany człowiek, szuler, notoryczny kłamca, mający gen zdrady, tandentny prowokatorek, gorszy sort, element animalistyczny, łże-elita, lumpeninteligent, komunista i złodziej...
    • oby.watel Tandentny prowokatorek, pozdro od szczujni 10.04.16, 10:05
      Rycerze koślawego stołu

      Tacy rycerze, jaki stół, taki stół, jaki król... I było jak w baśni. Krajowe rycerstwo ze wszystkich stron świata zjechało w czwartek do Sejmu, by przy jednym stole i w pełnej atencji ciszy wysłuchać dobrego władcy i ogrzać się jego łaską. Rycerze marzyli o kompromisie, dialogu i wysłuchaniu... Zamiast tego tylko wysłuchali. Nic nowego. Skupieni na porażającym wrażeniu, że pierwszy raz od wielu miesięcy król potraktował ich podmiotowo, dopiero po wyjściu zorientowali się, że wyszli z niczym.

      Efekt czwartkowego spotkania u króla (sorry, obiadu nie podano, bo było południe i władca ledwie co skończył śniadanie) jest dlań doskonały, zaś dla rycerstwa żaden. Władca przekonał się bez wysiłku, że nawet najbutniejszy jego oponent przybędzie na gwizdnięcie, i to bez warunków wstępnych czy innych grymasów. Nawet nie było co się wykosztowywać na organizację spotkania, bo już samo prezesowe przywołanie polska klasa polityczna (obecnie w całości na uchodźstwie, czyli w opozycji) przyjęła za niebywały zaszczyt. Jak władca zamieszał w głowach rycerstwu, widać było po banalnych oświadczeniach, gdy minął im zawrót głowy. Dla Ryszarda Petru w słowach króla jegomości zamrygało jakieś światełko, czyli ujrzał cień jakiejś nadziei. Przemek Wipler, adiutant Korwin-Mikkego, światełek już nie dojrzał, ale od czasu, gdy dostał łupnia od policjantki, częściej słyszy głosy. Grzegorz Schetyna, strwożony i poraniony po partyjnych przejściach, światełko, jakie mignęło Petru, skojarzył wyłącznie z reflektorem pędzącego pociągu pancernego. Trwoga nie dziwi, bo Schetyna, kombatant cudem uszły z partyjnej rzezi, ma rację! Dobroć władcy, który był łaskaw zwołać do stołu swych oponentów, jako żywo przypomina galanterię średniowiecznych książąt uwielbiających wielodniowe bankiety, z których żywi wychodzili tylko oni sami.

      Aliści nietrudno też dojrzeć obustronne zyski. Do środy wieczora goście pana Jarosława - mimo zaproszeń w kieszeniach - wiedzieli, że dla wszechmocnego władcy są tylko odrażającym elementem bydlęcym. Prezes Prawa i Sprawiedliwości nazwał w tak niewyszukany sposób wszystkich przeciwników swojej (czyli jedynej!) wizji państwa. - To element najbardziej zdemoralizowany, podły, animalny - ulegający spirali złości, niechęci i nienawiści skierowanej w jego środowisko polityczne - wyraził się był prezes Jarosław. Musiało to jego oponentów skonfundować, bo choć język elit odpowiada jej pochodzeniu, to słowa władcy mogły co wrażliwszego rodaka zwyczajnie zaboleć. Szczególnie
      tych, co skończyli jakieś szkoły i bluzg prezesa zrozumieli. Ale skoro ten przyjął ich teraz przy okrągłym, choć koślawym stole i strażom marszałkowskim karcić nie kazał, to może nie jest tak groźny, jak by się zrazu zdawało? A zatem skorośmy przyszli i pozwolono nam w dobrym zdrowiu wyjść żywymi, to może nie wszystko jeszcze stracone? - pomyślał Czarzasty z lewicy i wykombinował sobie bystry Kosiniak o chłopskim pomyślunku. - Jak to dobrze, że w trakcie spotkania nie doszło do eskalacji konfliktu - cieszył się jak szewc na bani pieśniarz masowy Kukiz.

      Najbardziej ucieszył się jednak ze spotkania Jarosław Kaczyński, bo dowiódł komilitonom, że oponentów ma u stóp na pstryknięcie palcami. Do tego za darmo, bo nic im nie musiał obiecywać ani w niczym ustępować. Podsunął za to swemu wiernemu Dudzie we właściwym czasie doskonały argument, gdy ten, przed kolacją w Białym Domu, naparł w drzwiach na gospodarza... - Mr. President, how are you? My name is Duda, from Poland. Trybunał is OK. Prezes kazał powiedzieć, że wspólnie z opozycją szuka wyjścia z problemu. Świetnie im idzie... - zapewnił Duda Baracka. Pax, pax, panowie bracia... - mógłby z ulgą pomyśleć w tym miejscu amerykański prezydent, gdyby było w nim choć trochę szlachciury. Ale nie było, więc nie pomyślał, tylko z uśmiechem odparł: - Oh, yes, dude, that’s good. Thank you! I love Holland. Poklepał naszego po ramieniu i poszedł...

      I o ten mistrzowski efekt Kaczyńskiemu od początku szło. Godzinka poświęcona na czcze spotkanie, a efekt jakże pozytywny i do tego globalny. - Mam dla Państwa dobrą wiadomość - podzielił się po czwartkowym spotkaniu wesołą nowiną rozluźniony Kaczyński. - W Polsce rozpoczął się dialog polityczny! - Na razie tylko ja dialoguję - zdawał się precyzować prezes - zaś reszcie, wszak to ciągle jeszcze gorszy sort, kazałem stulić pyski.

      Gdyby to miało być spotkanie biznesowe, gdzie spotyka się ten, co chce sprzedać, z tym, co chce kupić, i strony w oczekiwaniach by się tak całkowicie rozeszły, kac byłby powalający. Obie strony byłyby głęboko zawstydzone stratą czasu i płonnością nadziei. A także działaniem obcym biznesowym standardom. Tymczasem goście Kaczyńskiego wyszli z sali, uśmiechając się durnowato, bez konkretu czy wspólnego planu. No, poza łaskawym zaproszeniem zebranych na obchody święta Konstytucji 3 Maja, co rozsierdziło towarzyszkę z partii Razem, spodziewającej się już tylko fali nocnych aresztowań, a nie wspólnej celebry na placu Zamkowym. - To przejaw skrajnego cynizmu władzy - zagdakała trochę od rzeczy poruszona do najmniejszego pazurka towarzyszka pozaparlamentarna. Żaden skrajny, żaden cynizm, moja jejmościanko... To tylko polityka. Zabawa dla dużych dzieci, która jest jak ulubione przez prezesa rodeo, choć zamiast byków miotają się w niej barany.

      Henryk Martenka, Angora nr 15 (1347), 10 kwietni 2016.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka