diabollo
03.05.16, 07:35
Lidia Ostałowska
Od miesięcy trwają dyskusje, gdzie liberalna Polska popełniła błąd. Piewcy rynku biją się w piersi, śmieciówki znalazły krytyków, młodzi bez szans żarliwych obrońców. Ale nadal nikt się nie upomina o prawo do prowokacji i drwiny
"Dla wielu Polaków niezadowolonych na różne sposoby z transformacji, jej symboli i wartości Urban i Nie stanowiły rodzaj sekretnego języka, jakim mówi się w domowym zaciszu" - pisze Jakub Majmurek w ostatnim magazynie "Ha!Art". "W latach 90. w pirackim dyskietkowym obiegu krążyła faktycznie - jak dziś o tym myślę - niesmaczna i groteskowo antyklerykalna gra Operacja Glemp. Był to dość prymitywny graficznie quest: bohater trafia do tajnej siedziby Episkopatu Polski, którą ma za zadanie wysadzić w powietrze. Po drodze spotyka księży pedofilów i księży alkoholików, bogactwa rodem z pałaców orientalnych satrapów i tony katolickiej makulatury. W pewnym momencie trafia na pismo Nie. W końcu coś normalnego do poczytania - krzyczy wtedy bohater".
Tygodnik Jerzego Urbana dawał wyraz emocjom związanym z przemianami, jakie nie znajdowały ujścia gdzie indziej. "Nie" czytywali i przyjaciele, i wrogowie ówczesnej politycznej prawicy. Zawsze z zawstydzeniem.
Według Majmurka ktoś w rodzaju Urbana byłby dziś niezwykle pożądany. Bo ten polski Blofeld (a może Mefistofeles?) to po prostu bezczelny realista. Przypomina o libertyńskim nurcie oświecenia, który słabo się u nas przyjął.
Co nie znaczy, że zuchwalstwo, arogancja, bezceremonialność czy zwyczajne chamstwo są w Polsce nie do pomyślenia. Wręcz przeciwnie. Arcybiskup Juliusz Paetz, oskarżony w 2002 roku o molestowanie młodych poznańskich kleryków, miał z innymi hierarchami odprawiać uroczystą mszę w 1050. rocznicę chrztu Polski. Pytany o udział w święcie odpowiedział: - A czemu nie? Ja tutaj jestem u siebie.
A mówią, że to Boy był gorszycielem.
CZYTAJ TEŻ: "Sprawa arcybiskup Juliusza Paetza. Kuszenie w cieniu katedry
Kiedy w lipcu 2006 z trybuny sejmowej wezwano posłów na mszę w intencji deszczu, na sali zapanowała wesołość. Ludzie myśleli, że to żart. Marszałek Marek Jurek upomniał wtedy zebranych. Oświadczył, że jeśli któryś z parlamentarzystów ma lepszy pomysł na suszę, to może go zgłosić. Śmiechy umilkły. Odtąd w życiu publicznym wzięło górę "wielebne głupstwo": konfrontacyjny katolicyzm i prostacki konserwatyzm.
Pohańbienie Polski i wiary na Rynku w Krakowie! Wstyd i zgorszenie! Na scenie zmontowanej oficjalnie i z rozmachem przedstawiono bluźnierstwa, orgię księży, szyderstwa z Piłsudskiego, parodię pieśni patriotycznych, drwinę z Ojczyzny i Kościoła - grzmiała jesienią "Fronda". Szło o spektakl "Neomonachomachia" teatru KTO w reżyserii Jerzego Zonia. Teraz policja, prokuratura i biegły oceniają, czy biskup Ignacy Krasicki i Zoń wyszydzili święte wartości.
CZYTAJ TEŻ: "Bronisław Maj i Jerzy Zoń przesłuchani w sprawie Neomonachomachii"
Od miesięcy trwają dyskusje, gdzie liberalna Polska popełniła błąd. Piewcy rynku biją się w piersi, śmieciówki znalazły krytyków, młodzi bez szans żarliwych obrońców, nawet związki zawodowe nie wydają się już czasem takie złe. Ale nadal nikt się nie upomina o prawo do prowokacji i drwiny.
Nadal obowiązuje styl podniosły. Rubaszne, ironiczne memy i hasła na demonstracjach próbują go lekko rozbroić. Ale to za mało, żeby dać ujście emocjom. Potrzebujemy nowego Blofelda, współczesnego rogatego diabła, szatańskiej mocy. Obyśmy się jej nie wystraszyli.
wyborcza.pl/duzyformat/1,151493,19949577,szatanska-moc-drwiny-ostalowska.html