diabollo
16.02.18, 08:10
Katastrofa smoleńska. Upada teza o zamachu. Opinia biegłych, której nie chce pokazać prokuratura Ziobry
Agnieszka Kublik
Załoga tupolewa świadomie złamała przepisy bezpieczeństwa w Smoleńsku, a gen. Błasik jest współwinny tragedii. Takie mają być konkluzje opinii biegłych sporządzonej dla prokuratury - dowiadujemy się nieoficjalnie.
Do 28 lutego specjalny zespół powołany w Prokuraturze Krajowej po wygranych przez PiS wyborach czeka na wyniki badań próbek pobranych podczas ekshumacji ciała gen. Andrzeja Błasika. Na czele zespołu stoi prokurator Marek Pasionek, zastępca prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.
Prokuratura ma wyjaśnić m.in., czy Rosjanie faktycznie badali ciało gen. Błasika (podali, że w jego krwi było 0,6 promila alkoholu), a także sprawdzić pobrane podczas ekshumacji próbki pod kątem obecności środków odurzających, psychotropowych i alkoholu. Zajmują się tym niezależnie od siebie Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna z Krakowa i medycy sądowi z Lublina.
– Takie badania to standard w przypadku załogi samolotu i prokuratura zleciła je wcześniej – mówi „Wyborczej” jeden z pełnomocników rodzin ofiar katastrofy.
Dlaczego więc bada także ciało gen. Błasika? – Bo był w kokpicie albo bardzo blisko kokpitu. Tak wynika z końcowej opinii biegłych dla prokuratury. W takiej sytuacji procedura wymaga przeprowadzenia wobec niego takich samych badań jak wobec załogi – wyjaśnia nasz rozmówca.
Według naszych informacji ta opinia biegłych jest gotowa od końca maja 2017 r. i uwzględnia już odpowiedzi na ok. 100 pytań prokuratorów i pełnomocników ofiar. – Jest dla nas niedostępna w wersji pisemnej. Możemy się zapoznać z nią tylko na miejscu – opowiada „Wyborczej” jedna z osób, która miała dostęp do akt.
Biegli o katastrofie smoleńskiej. Wnioski są jednoznaczne
Zespół biegłych – na czele z płk. pilotem dr. inż. Antonim Milkiewiczem – na paru tysiącach stron precyzyjnie opisuje, jak doszło do katastrofy i kto ponosi za nią winę.
Nasi rozmówcy, którzy znają tę opinię, twierdzą, że wnioski są jednoznaczne: do tragedii 10 kwietnia 2010 r. doszło, bo w gęstej mgle samolot leciał za nisko, za szybko się zniżał, a załoga nie przestrzegała podstawowych zasad bezpieczeństwa. Dlatego na wysokości poniżej 7 metrów maszyna zahaczyła lewym skrzydłem o drzewo, obróciła się kołami do góry i uderzyła w ziemię.
Biegli nie znaleźli żadnych dowodów na wybuch, a zatem i na zamach. Ocenili, że Rosjanie popełnili błąd, nie zamykając lotniska przed polskim samolotem. Ponadto biegli uznali dobór załogi do lotu za zły, a szkolenie w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, który latał wtedy z najważniejszymi osobami w państwie, za niewłaściwe.
To ustalenia zbieżne z raportem rządowej komisji Jerzego Millera z 2011 r. A całkowicie sprzeczne z przedstawianymi przez podkomisję smoleńską w MON powołaną przez Antoniego Macierewicza hipotezami o zamachu, do którego miało dojść, bo „w lewym skrzydle i w kadłubie były założone ładunki wybuchowe”.
– I to właśnie jest powód, dla którego prokuratura ma problem i nie przekazuje nam opinii biegłych – ocenia jeden z pełnomocników rodzin ofiar.
Śledczy od ponad tygodnia nie odpowiadają na pytania „Wyborczej” w tej sprawie. Wysłaliśmy je 7 lutego, a prokurator Arkadiusz Jaraszek z biura prasowego Prokuratury Krajowej odpisał wtedy: „Pytania zostały przesłane do Zespołu Śledczego nr 1 Prokuratury Krajowej celem uzyskania stosownych informacji. Jak tylko je uzyskamy, niezwłocznie udzielimy Pani odpowiedzi”. W czwartek nie odpowiedział na kolejny e-mail.
CDN...