Stanisław Dziwisz

30.03.19, 15:38
Stanisław Dziwisz przekazywał Janowi Pawłowi II to, co chciał. Jaką mógł mieć rolę w ukrywaniu skandali seksualnych?
Mirosław Wlekły
30 marca 2019

Wszystkie informacje o skandalach były kierowane do Jana Pawła II. Jeśli nie docierały, to musiał je blokować ktoś najbliższy. Mirosław Wlekły z Watykanu.

Mirosław Wlekły – autor książki o przestępstwach seksualnych księży „All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem”. 22 maja nakładem Agory ukaże się jego „Raban! O Kościele nie z tej ziemi”

Giovanni Battista Vian, do niedawna naczelny „L’Osservatore Romano”, siedzi obok mnie i zajada zestaw gotowanych mięs. Naprzeciwko Frédéric Martel: zamiast jeść, zasypuje go gradem pytań. Podczas wspólnej kolacji w rzymskiej restauracji kilka kroków od Watykanu francuski pisarz, dziennikarz i socjolog wymienia Włochowi nazwiska kolejnych kardynałów gejów, którzy prowadzą podwójne życie.

Vian z niedowierzaniem kiwa głową. Ale nie zaprzecza. Kiedy pytam go o pontyfikat Jana Pawła II i rolę Stanisława Dziwisza w ukrywaniu skandali, dyplomatycznie odpowiada, że nie pracował jeszcze wtedy w Watykanie. W książce Martela przyznaje jednak, że w oficjalnym dzienniku Watykanu powstrzymywał się od publikacji sprawozdań z przesłuchań i procesów watykańskiego wymiaru sprawiedliwości, bo groziłoby to zdyskredytowaniem całej instytucji.

„Ile brudu jest w Kościele” – powiedział kardynał Ratzinger po przeczytaniu tajnego raportu przygotowanego przez trzech kardynałów po aferze Vatileaks, który najprawdopodobniej był jedną z przyczyn jego abdykacji. Zdaniem Martela niemiecki papież poległ właśnie pod ciężarem liczby skandali i przestępstw, zarówno finansowych, jak i seksualnych, które szczególnie nasiliły się podczas pontyfikatu Jana Pawła II.
– Kościół w czasach Jana Pawła II czy Benedykta XVI ukrywał kompletnie wszystko. I teraz Franciszek ma gigantyczny problem: ciągle coś wypada z szafy – mówi mi znany watykanista, dziennikarz popularnej włoskiej gazety, gdy spotykamy się na obrzeżach Stolicy Apostolskiej. Prosi, żeby nie podawać jego nazwiska: nawet włoskim mediom wciąż brak odwagi, by mówić o tym, z czego wszyscy w Rzymie zdają sobie sprawę.

„Papież Chce”

Do Rzymu jadę tuż przed światową premierą książki Martela. Spotykam się tam z kilkoma ważnymi pracownikami Watykanu i ludźmi zawodowo zajmującymi się Kościołem.
– Będąc tak długo w najbliższym otoczeniu papieża, Dziwisz nie mógł nie mieć wiedzy i wpływów, a w ostatnich latach pontyfikatu doszedł do szczytu władzy – twierdzi osoba z najbliższego otoczenia Franciszka, która znała się też z dwoma poprzednimi papieżami. Pijemy espresso w cichej kawiarni przy Borgo Pio, tuż za granicami Watykanu. Mój rozmówca woli rozmawiać off the record.
„Il papa vuole” – miał mawiać Dziwisz, gdy wychodził od schorowanego Wojtyły. Z tego wziął się jego przydomek – „Papież Chce” – którym pod koniec pontyfikatu powszechnie nazywano go w Watykanie.
– „Papież chce” – słyszeli wszyscy. Decydował jednak on! Dziwisz. Bo Jan Paweł II nie mógł już podejmować decyzji – komentuje mój rozmówca.

Włoski kardynał Giovanni Battista Re, jeden z setek rozmówców Martela, określa polskiego kardynała jako niezwykłego, wiernego i oddanego sługę papieża.
– Był sekretarzem nie do zastąpienia – tłumaczy Martelowi inny rozmówca z Watykanu. – Dziwisz stawał się filtrem: przekazywał papieżowi to, co chciał, a w miarę jak nasilała się choroba Jana Pawła II, zaczął się wypowiadać zamiast niego. W końcu nie bardzo było wiadomo, kto wydaje polecenia: papież czy Dziwisz.

CDN...
    • diabollo Re: Stanisław Dziwisz 30.03.19, 15:39
      Tak było również, uważa rozmówca autora „Sodomy”, z dossier o pedofilii czy o skandalach finansowych. Na tym tle dochodziło do spięć z kardynałem Ratzingerem. Podobno Dziwisz był bardzo ostry i kilkakrotnie doprowadzał przyszłego papieża do łez.
      Ksiądz kurii: „Dziwisz był na swój sposób schizofreniczny: łagodny i agresywny, bardzo przy tym przedsiębiorczy. Jako najbliższy współpracownik ojca świętego prowadził bez przeszkód swoje interesy. Wiedział, że jest poza czyimkolwiek zasięgiem”.
      Pierwszy sekretarz
      Raport przedstawiony Benedyktowi XVI – zdaniem Martela, który do jego treści dotarł – objawił olbrzymią skalę praktykowania w Watykanie homoseksualizmu. Dotyczy jednak nie tyle istnienia „gejowskiego lobby”, jak się zwykło podejrzewać, ile homoseksualnych szantaży, intryg i molestowania, które szczególnie w czasach Jana Pawła II przerodziły się wręcz w nieformalny system.
      „Za sztywnością zawsze jest coś ukrytego, w wielu przypadkach podwójne życie” – powiedział Franciszek, a zdanie to mogłoby być mottem książki Martela. Francuz w Watykanie odkrył bowiem zasadę, że im bardziej homofobiczny duchowny, tym większe prawdopodobieństwo, że prowadzi rozpustny tryb życia.
      Podczas czteroletniego śledztwa Martel pomieszkiwał w Watykanie, odwiedził 30 krajów, przepytał setki duchownych, w tym kilkudziesięciu kardynałów, i teraz uważa – bynajmniej nie homofobicznie, w końcu sam jest gejem – że właśnie homoseksualizm stanowi klucz do zrozumienia konserwatywnego kursu Kościoła i większości faktów od dziesięcioleci plamiących jego historię: panicznej walki z prezerwatywami, nietolerancji wobec homoseksualistów, mizoginii i zaciekłej obrony celibatu, a z drugiej strony skandali seksualnych, afery Vatileaks czy wreszcie dymisji Benedykta XVI i obecnego buntu przeciw Franciszkowi.

      Nikt jednak nie ośmiela się o tym publicznie mówić. Obowiązuje „kultura tajemnicy”, a ci, którzy za wszelką cenę ukrywają swoją orientację, na wszelki wypadek milczą też w sprawie nadużyć i przestępstw seksualnych, w tym pedofilii.
      Osobisty sekretarz Jana Pawła II jest jedną z najczęściej wymienianych postaci w tej książce. Osoba bliska Agostinowi Casarolemu, za Jana Pawła II jednemu z najbardziej wpływowych kardynałów, która wciąż pracuje w Watykanie, sugeruje wręcz, że Polak jest jedną z największych tajemnic ostatnich dekad rzymskiego katolicyzmu.
      Mój nieszkodliwy kardynał
      W 1991 roku Polak mógł mieć wpływ na nominację Angela Sodana na stanowisko sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, osobę numer 2 po papieżu. Podobno chciał sprawnego urzędnika, ale nieszkodliwego i uległego.
      Wcześniej – od 1978 do 1988 roku – Sodano był nuncjuszem apostolskim w Chile. To jeden z najczarniejszych charakterów książki Martela.
      Z Wojtyłą i Dziwiszem połączył go antykomunizm. Śledztwo Martela, który dwukrotnie pojechał do Chile, wykazało, że duchowny zaprzyjaźnił się z Pinochetem, wchodził w układy z reżimem, opływał w luksusy. Odtajnione archiwa potwierdzają, że Sodano wspierał dyktatora, bagatelizował tortury, forsował na biskupów księży przynajmniej neutralnych, dyskwalifikując jego przeciwników, przymknął nawet oczy, kiedy rząd aresztował księży oskarżonych o działalność wywrotową. Nawet po powrocie do Watykanu wciąż chronił Pinocheta, pociągał za sznurki i kontrolował konferencję episkopatu Chile. – W Chile Angelo Sodano zachowywał się jak faszysta i był przyjacielem dyktatora faszysty – kwituje jeden z tamtejszych dziennikarzy.
      A przy okazji wspierał pedofilów. Najsłynniejszym z nich jest ówczesny przyjaciel Sodana ksiądz Fernando Karadima, który przez 50 lat wykorzystał dziesiątki chłopców w wieku od 12 do 17 lat. Chilijski duchowny wybierał młodych chłopców z problemami, otaczał opieką i wiązał ze swoją parafią, aż stawali się łatwym celem.

      CDN...
      • diabollo Re: Stanisław Dziwisz 30.03.19, 15:41
        Wersja oficjalna głosi, że Watykan dowiedział się o wszystkim dopiero w 2010 roku, ale według Martela oficjele byli świadomi sprawy już w latach 80. Być może kardynałowie przymykali oko na występki Karadimy również dlatego, że ksiądz pomagał denuncjować juncie księży o lewicowych poglądach.
        Apogeum propinochetowskiej działalności nuncjusza i w ścisłej współpracy – co podkreśla Francuz – ze Stanisławem Dziwiszem było zorganizowanie w 1987 roku wizyty Jana Pawła II. Pracujący przy tej pielgrzymce ksiądz Cristián Precht wspomina w rozmowie z Martelem: „Sodano w niektórych sprawach zachowywał się jak przedstawiciel rządu i Pinocheta, a nie Jana Pawła II”.
        Podróż papieża do Chile pozwoliła dyktatorowi, gdy jego zbrodnie zaczynały wychodzić na jaw, zyskać niespodziewaną międzynarodową legitymizację. Sodano i Dziwisz podali mu na srebrnej tacy certyfikat moralności.
        Za zgodą Sodana, a może dzięki jego inspiracji, Jan Paweł II i generał Pinochet wspólnie pojawili się na balkonie pałacu prezydenckiego La Moneda. Zdjęcie uśmiechniętego papieża spotkało się z krytyką na całym świecie. Nazajutrz podczas mszy dla miliona osób tajne służby sprowokowały zamieszki, rannych zostało około 600 osób.
        Generał nie szczędził pochwał nuncjuszowi. Kilka miesięcy później wydał uroczysty obiad z okazji dziesięciu lat obecności Sodana w Santiago.
        Niedługo potem Wojtyła mianował go swoim „ministrem spraw zagranicznych”. W 1993 roku Sodano nalegał, by Jan Paweł II przesłał Pinochetowi życzenia „Bożych łask”, a pięć lat później, po aresztowaniu dyktatora, którego junta zamordowała przynajmniej tysiąc osób, a dziesiątki tysięcy torturowała, Watykan sprzeciwiał się jego ekstradycji do Hiszpanii, gdzie miał wytoczony proces.
        Sodana od władzy odsunął dopiero Benedykt XVI, usunięcie Karadimy ze stanu duchownego musiało poczekać na Franciszka. W konsekwencji afery wszyscy chilijscy biskupi złożyli rezygnacje.
        Zostawcie Trujilla w spokoju
        Zdaniem Frédérica Martela Dziwisz był też jednym z trzech – obok Sodana i Ratzingera – przyjaciół i protektorów kolumbijskiego kardynała Alfonsa Lópeza Trujilla.

        Arcybiskup Medellin mieszkał w przepychu. Gdy przyjeżdżał jednym ze swoich luksusowych samochodów na wizytę pasterską, w kościołach musiały bić dzwony, przed nimi rozkładano czerwone dywany. Wizycie towarzyszyła muzyka, chłopięce chóry, a ich członkom – kardynał nie życzył sobie czarnoskórych – specjalnie na tę okazję podcinano włosy. Wiernym kazał całować swoje pierścienie, w parafiach polecał rekwirować kosztowności: biżuterię, srebrne kielichy i obrazy. Odsprzedawał je albo ofiarowywał kardynałom lub biskupom z Watykanu.
        Podczas wizytacji parafii dopytywał o księży bliskich teologii wyzwolenia. Przemieszczał się z członkami grup paramilitarnych – potwierdza w książce Martela Alvaro Léon, który towarzyszył mu jako ceremoniarz. López Trujillo wskazywał im księży, którzy prowadzili akcje społeczne w biednych dzielnicach. Paramilitarni namierzali ich, czasami wracali, by ich mordować. Dzisiaj uważa się, że arcybiskup jest bezpośrednio lub pośrednio odpowiedzialny za śmierć kilku biskupów i dziesiątek postępowych księży.
        Wszystko wskazuje też na to, że był finansowany przez grupy paramilitarne bliskie handlarzom narkotyków. Być może nawet przez samego Pabla Escobara – istnieją relacje, że otrzymywał od niego całe walizki banknotów.
        W gejowskiej dzielnicy Medellin, nieopodal katedry, miał intymny apartament, do którego sprowadzał seminarzystów, młodych mężczyzn i męskie prostytutki (homoseksualizm Alfonsa Lópeza Trujilla Martel potwierdził u dziesiątek świadków, w tym kilku kardynałów). Ofiary namierzał podczas wizytacji parafii, seminariów, wspólnot religijnych. Jego „specjalnością” byli chłopcy z nowicjatu. Najdelikatniejsi, najmłodsi, najlepiej jasnoocy i jasnowłosi. Zdarzało się, że temu, kto odmówił wejścia do jego łóżka, blokował wyświęcenie. Korzystał z systemu księży naganiaczy. Ofiary znieważał i poniżał.

        Bicie musieli też akceptować oddający mu się za pieniądze mężczyźni, bo korzystanie z prostytucji było kolejną pasją hierarchy. Ciosy zawsze wymierzał na końcu, nie w trakcie aktu seksualnego.
        W 1983 roku Jan Paweł II uczynił go kardynałem, a w 1990 roku jednym z najważniejszych swoich „ministrów” – przewodniczącym Papieskiej Rady do spraw Rodziny.
        Wtedy, również dzięki protektorom takim jak Dziwisz, pycha Lópeza Trujilla wymknęła się spod kontroli. Po Rzymie jeździł ferrari. Choć należał do najzagorzalszych wrogów homoseksualizmu i aborcji, wykorzystywał podróże służbowe, żeby wyszukiwać sobie partnerów. W poszukiwaniu kochanków odwiedził podobno ponad 100 krajów. – W Watykanie wiedzieli o tym wszyscy – mówi Martel.
        Kolumbijczyka pokonała w 2008 roku infekcja płuc, ale Watykan szeptał, że prawdziwą przyczyną śmierci było AIDS (które zresztą, jak opowiada Martelowi wielu rzymskich lekarzy, poczyniło znaczne spustoszenie w Stolicy Apostolskiej).
        Dlaczego z kogoś takiego zrobiono szefa Konferencji Episkopatów Ameryki Łacińskiej (CELAM)? Czemu przewodniczył Papieskiej Radzie do spraw Rodziny? No i dlaczego wskazywano go jako jednego z potencjalnych następców Wojtyły?
        Podobno kupował wielu kardynałów. Przede wszystkim jednak – komentuje jeden z prałatów kurii, który się z nim spotykał – López Trujillo był przyjacielem Jana Pawła II, protegowanym Sodana i Dziwisza.

        CDN...
        • diabollo Re: Stanisław Dziwisz 30.03.19, 15:42
          Handlarz świętej krwi
          Na kolejne spotkanie Frédéric Martel prowadzi do restauracji dziesięć minut od placu Świętego Piotra. Czeka już na nas watykanista Robert Carl Mickens, który przez 11 lat pracował w Radiu Watykańskim, a dziś jest naczelnym międzynarodowego wydania katolickiego dziennika „La Croix”.
          – Dziwisz był strażnikiem Jana Pawła II – twierdzi Mickens. – Don Stanislaw zamykał bramę przed każdym, kto miał papieżowi coś ważnego do powiedzenia, zwłaszcza gdy w ostatnich latach Wojtyła już nie mógł kierować Kościołem. Był „kapitanem ciemności” watykańskiego personelu.
          – Ile tajemnic mógł ukryć przed papieżem jego sekretarz? – dopytuję.
          – To wielka zagadka. Ludzie, którzy próbowali kształtować mit Jana Pawła II jako il santo subito, ochraniali go przed wszelką odpowiedzialnością za grzechy Kościoła. Dziwisza można wskazywać jako jednego z winnych temu stanowi rzeczy. Później opublikował dzienniki Wojtyły, choć ten sobie tego nie życzył. I krew! Pobierał ją od papieża, jeszcze zanim umarł. Tylko krew była mu w głowie. I przechowywał ją, żeby potem obdarowywać różnych ludzi i miejsca „krwią świętą”.
          Sprytny człowiek nie zostawia dowodów

          O tym, co wyczynia ojciec Marcial Maciel, założyciel potężnego świeckiego zgromadzenia Legioniści Chrystusa, informowano Watykan już od 1949 roku. Zakonnik oprócz tego, że był zwykłym oszustem, był też notorycznym gwałcicielem, molestatorem i pedofilem (za molestowanie pozwał Legionistów jego własny syn). W 1997 roku jego ofiary, przysięgając na Ewangelię, opisały praktyki swojego przełożonego.
          Nie wiadomo, czy Sodano i Dziwisz przekazali list papieżowi. Kiedy sam kilka lat temu zbierałem w Meksyku informacje o Macielu, skrzywdzeni opowiadali mi, jak w 2002 roku zdesperowani milczeniem Jana Pawła II zredagowali list po polsku i wysłali go bezpośrednio do Dziwisza. Bez odpowiedzi.
          Rok później prywatny sekretarz Maciela osobiście przekazał dowody papieżowi, Dziwiszowi i Sodanowi. Znów nie zareagowali, czego dowodem ma być notatka Ratzingera.
          Federico Lombardi, rzecznik dwóch papieży, twierdzi, że niemiecki kardynał wielokrotnie informował Jana Pawła II o zbrodniach potężnego zakonnika i sugerował przeniesienie Meksykanina do stanu świeckiego, ale za każdym razem spotykał się ze sprzeciwem Sodana albo Dziwisza.
          – Dziwisz jest bardzo sprytnym i mądrym człowiekiem – tłumaczy mi Francesco Lepore, były ksiądz i łacinnik, gej, który szybko robił karierę w Watykanie. Nie mogąc znieść hipokryzji, odszedł w końcu z kapłaństwa. W liście do Franciszka opisał podwójne życie i rozwiązłość seksualną watykańskiego kleru. Papież do niego zadzwonił. Podobno był poruszony.
          – Dziwisz dobrze wiedział o wszystkim, co działo się w Kościele na całym świecie – kontynuuje. – Był mózgiem tego pontyfikatu i podtrzymywał niepisaną zasadę wspierania „swoich” bez względu na okoliczności. Trudno się spodziewać, że zostawił jakiś dowód lub ślad swojego zaangażowania w coś złego.

          – Nazwisko Dziwisza przewija się przez mnóstwo książek i artykułów o kryciu skandali pedofilskich – mówi Martel. – Potwierdzono jego związki z Meksykaninem Marcialem Macielem, Chilijczykiem Fernandem Karadimą, Kolumbijczykiem Alfonsem Lópezem Trujillem i Amerykanami Bernardem Lawem i Theodore’em McCarrickiem (pierwszy chronił księży pedofilów, drugi sam molestował dzieci). Nie mówiąc już o ukrywaniu polskich skandali, na czele ze sprawą arcybiskupa poznańskiego Juliusza Paetza, który molestował kleryków. Być może takich spraw były dziesiątki, a nawet setki.
          Święty Jan Paweł II był wstrząśnięty
          Poprosiłem kardynała Dziwisza o rozmowę. Wysłałem mail, rozmawiałem z jego sekretarką siostrą Gracjanną. Nie odpowiedział, ale następnego dnia wydał oświadczenie.
          Stwierdził w nim m.in., że Jan Paweł II jako papież nie zastępował biskupów w poszczególnych krajach w ich odpowiedzialności, ale nie zamierzał tolerować przestępstw pedofilii w Kościele, był nimi wstrząśnięty, wydał im walkę, zatwierdzając politykę „zero tolerancji”. „Gdy okazało się, że lokalne episkopaty i przełożeni zakonni wciąż nie radzą sobie z problemem, a kryzys się rozlewa na inne kraje, uznał, że nie dotyczy on tylko świata anglosaskiego, ale ma charakter globalny”.
          W oświadczeniu czytamy też, że to właśnie za pontyfikatu Polaka wszczęto dochodzenie w sprawie Marciala Maciela. Stanisław Dziwisz nie wspomina jednak, pod jak silną presją światowej opinii publicznej był już wtedy Watykan.
          Frédéric Martel: – Nie przesądzam, czy Sodano i Dziwisz są winni, czy nie, ale sekretarz stanu oraz sekretarz papieża musieli być wtajemniczani we wszystko, więc jeśli chcemy wyjaśnienia przestępstw seksualnych w Kościele, to kardynałowie Sodano czy Dziwisz powinni być co najmniej przesłuchani.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24597907,stanislaw-dziwisz-przekazywal-janowi-pawlowi-ii-to-co.html
    • grzespelc Re: Stanisław Dziwisz 02.04.19, 11:25
      Tak, jasne, dobry car, tylko doradców ma złych...
      • diabollo Re: Stanisław Dziwisz 02.04.19, 22:14
        Hehehe....
Pełna wersja