Dodaj do ulubionych

Jestem potomkiem niewolników

01.03.21, 07:28
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26826334,jestem-potomkiem-niewolnikow-twardoch.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jestem potomkiem niewolników 02.03.21, 07:19
      Szczepan Twardoch

      Jestem potomkiem niewolników

      Słowa "cham" ciągle używa się jako obelgi, dlatego chętnie się do bycia śląskim chamem przyznaję

      O nieuświadomionych przywilejach mówić nigdy dość, jest jednak pewien element języka tożsamościowego dyskursu, który w polskim tudzież śląskim kontekście nieco mnie irytuje, i jest to ten moment, w którym ktoś, naśladując język amerykańskiej lewicy, bezrefleksyjnie zakłada, iż elementem przywileju w Europie Wschodniej jest bycie „białym”, wskazując na przykład na przywilej „białych, heteroseksualnych mężczyzn”.

      Owszem, bycie heteroseksualnym mężczyzną również w Polsce wiąże się z licznymi, często niewidocznymi przywilejami, ale posiadanie jasnej skóry? W USA ciemny kolor skóry z dużym prawdopodobieństwem oznacza bycie potomkiem niewolników, co wcale nie przestało być ważne 156 lat po zniesieniu niewolnictwa tamże, i nie dziwię się, że dziś potomkowie amerykańskich niewolników coraz głośniej domagają się z tego powodu reparacji, jakkolwiek trudne nie byłoby takiego postulatu spełnienie.

      Jednak tutaj? W Polsce albo na Górnym Śląsku?

      Gdy spoglądam w lustro, skórę mam, owszem, jasną, gdy jednak przyglądam się śladom życia moich przodków i cofam się do czasów sprzed zniesienia w Prusach niewolnictwa (zwanego poddaństwem), czyli do początków XIX wieku, to cóż widzę?

      Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Simon i Paul Twardochowie, ojciec i syn, byli wtedy przynajmniej od kilku, a zapewne od bardzo wielu pokoleń niewolnikami baronów Buyakowski von Knurow. Podobnie inni, z których za pośrednictwem transmisji genów się zrodziłem, Widuchy, Spytchy, Musioły, Scholtiski, Smolki, Dragi, Syrziska, Celbrodty, Hoydesche, Pillichy, Ludwigi, Owczarki, Tluki i Morawiny, Konopki, Matuschki, Lonczyki, wszystko to niewolnicy, należący razem ze swoimi chałupami, rodzinami i inwentarzem do różnych baronów, hrabiów i książąt, do von Hoymów, von Pruszkowskich, von Ressewiztów i von Hohenlohe, Ballstremów, Hochbergów, hrabiów Wengerskich i Raczków, Gieraltowskich i Larischów.

      To tylko sześć pokoleń wstecz, to prababcie moich prababć i pradziadkowie moich pradziadków, a więc znałem jeszcze kobiety, które w dzieciństwie mogły znać niektórych z nich, ten dystans wcale nie jest daleki i jakbym starannie nie szukał, nie ma wśród tych oddalonych o sześć pokoleń moich przodków nikogo, kto dwieście dwadzieścia lat temu nie byłby niewolnikiem, wyzwoleni zaś prawnie, ciągle przecież pozostawali w sieci zależności, nawet jeśli wyrwali się z tych postfeudalnych wsi do kapitalistycznych kopalń.

      W Polsce to niewolnictwo trwało jeszcze pół wieku dłużej, i bez wątpienia było to właśnie niewolnictwo, chociaż jednym z kluczowych elementów polskiej fałszywej świadomości jest konsekwentne tego faktu maskowanie narracją o dobrotliwych, patriarchalnych feudałach. Jasne, w detalach była to zależność inna niż niewolnictwo czarnoskórych niewolników amerykańskich, które z kolei różniło się od niewolnictwa w starożytnym Rzymie, gdzie niewolnik posiadał ograniczoną osobowość prawną, inny był też chociażby status słowiańskich niewolników, których Mieszko I sprzedawał arabskim kupcom, opierając na tym handlu zręby swojego państwa. Jednak niewolnictwo to niewolnictwo, zaś większość z nas to potomkowie niewolników.

      CDN...
      • diabollo Re: Jestem potomkiem niewolników 02.03.21, 07:20
        Ta banalna konstatacja ciągle wzbudza opór, wielu z nas chciałoby w sobie raczej widzieć potomków ludzi ważnych i darzonych szacunkiem, dobrze ten wewnętrzny opór rozumiem, sam jako młody człowiek cieszyłem się z opowiadanych przez mojego dziadka historii o wołoskiego pochodzenia freibauerach, wolnych chłopach z Deutsch Zernitz, od których jakoby mieliby pochodzić żerniccy Dragowie. Jednak w sięgających końca XVII wieku dokumentach nie znalazło się nic, co miałoby te historie potwierdzać, a nawet gdyby była to prawda, w co wątpię, to przecież niczego by to nie zmieniało.

        Chciałem więc mieć interesujących przodków i trochę mi zajęło, zanim zrozumiałem, że nie zostali zapomniani, bo byli nieciekawi, zostali zapomniani, bo byli niewolnikami.

        Co z tego wynika dziś?

        Odróżnić potomków właścicieli niewolników od potomków niewolników na pierwszy rzut oka nie jest u nas tak łatwo jak w USA, bo nie różnimy się kolorem skóry, a jednak odróżnić można, bo też potomkowie właścicieli niewolników bardzo są do swojego pochodzenia przywiązani i chętnie się nim publicznie i bezwstydnie afiszują. Potomkami panów jest inteligencja, dominująca w polskim życiu politycznym i społecznym od stu lat (z przerwą w latach 1939-1956), owszem, kooptująca do swych szeregów chamów, przyjmujących wtedy fałszywą świadomość, pańskie dystynkcje i systemy wartości. Panami byli zarówno Dmowski (ten akurat z szlachty pochodził bardzo ubogiej), jak i Piłsudski czy Dzierżyński, z panów pochodzą Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski, Rafał Trzaskowski i Małgorzata Kidawa-Błońska, Filip Libicki, Jan Maria Jackowski czy Marek Suski, aby podać tylko parę nazwisk ze sfery polityki, a przecież w kulturze czy w życiu gospodarczym nie jest inaczej.

        To, co chamskie, jest przedmiotem pogardy, razem z tymi, którzy się z tym, co chamskie i wsiowe, kojarzą. To, jak we współczesnej, liberalnej publicystyce pisano o programie 500+, nie różni się wiele od tego, jak w XVIII wieku pisano i mówiono w Polsce o ewentualnym uwłaszczeniu chłopstwa, nawet kiedy to miało obejmować tylko chłopskie chałupy i inwentarz. Dwieście lat później państwo dalej obawiają się, że chamstwo, posiadając cokolwiek ponad to, co potrzebne do fizycznego przetrwania, stanie się leniwe, nieskore do pracy, poza tym wszystko przepije. Tak jak w XVII wieku Nekanda-Trepka w swoim „Liber generationis plebeanorum” demaskował fałszywych w jego mniemaniu szlachciców, tak i dzisiaj o kimś, kto posiada kapitał finansowy, lecz brakuje mu kapitału kulturowego, mówi się, że mu „słoma z butów wystaje”, a więc nawet pod oznakami finansowego sukcesu rozpoznając z łatwością chama.

        Czy w Polsce jest jak we Florencji, gdzie, jak wykazały badania, dzisiejsi najbogatsi mieszkańcy są potomkami najbogatszych rodzin z XV wieku? Zapewne w dużym stopniu tak, ale nie chodzi tutaj tylko o proste dziedziczenie kapitału społecznego czy kulturowego, ale raczej o trwanie struktur władzy i wyzysku. Inteligenckie, a więc pańskie dystynkcje ciągle porządkują polską rzeczywistość społeczną. Słowa „cham” ciągle używa się jako obelgi, właśnie dlatego ja się chętnie do bycia śląskim chamem przyznaję, licząc, że stanie się kiedyś z tym słowem w polszczyźnie to, co w angielszczyźnie stało się ze słowem „nigger”, że dla potomków właścicieli niewolników słowo „cham” stanie się tabu, zaś my, chamy, uczynimy z nim to, co niemieccy geje uczynili z obraźliwym kiedyś przymiotnikiem „schwul”.

        Dlatego nie, bycie „białym” nie należy w Polsce do sfery przywileju. Do sfery przywileju należy u nas bycie potomkiem panów, właścicieli niewolników, ja zaś, cham, potomek niewolników, chcę dołożyć wszelkich starań, aby ci mniej liczni, a jednak ciągle dominujący w życiu społecznym potomkowie panów, właścicieli naszych przodków, nie zapomnieli, na ilu pokoleniach bezwzględnej eksploatacji opierają się ich dzisiejsze przewagi.

        Taki właśnie jest mój chamski plan.

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26826334,jestem-potomkiem-niewolnikow-twardoch.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
      • diabollo Re: Jestem potomkiem niewolników 13.03.21, 08:16
        Szczepan Twardoch

        Radziwiłł moim felietonem się zdziwił

        Nie jestem bolszewikiem, nie nawołuję, by grabić zagrabione, moje postulaty są skromniejsze; wystarczy mi zagrabione zagrabionym nazwać

        Łatwo przeoczyć własny przywilej.

        Staram się być tu czujny, bo introspekcja w samego siebie, w kontekście miejsca, jakie zajmujemy w społeczeństwie, jest ćwiczeniem się w cnocie pokory pomagającym uniknąć hybris; zaś „przed zginieniem uprzedza pycha, a przed upadkiem duch się wynosi”, powiada Księga Przysłów.

        Gdy spoglądam więc w siebie i myślę o swoich przywilejach, to prócz tych, których nie dostrzegam, niektóre widzę jednak wyraźnie: jestem heteroseksualnym mężczyzną, posiadam zdrowe, silne ciało, wychowałem się w kochającej rodzinie, w domu, w którym były książki i miłość, moi rodzice zadbali też o fundamenty mojej edukacji. Moje szanse już na starcie były o wiele większe niż wielu innych.

        Bywają też jednak przywileje ulotne, jednorazowe. W taki sposób właśnie stałem się jednorazowo uprzywilejowanym felietonistą, uprzywilejowanym tak, że aż trudno w to uwierzyć. Bo proszę sobie wyobrazić: dwa tygodnie temu napisałem felieton o tym, że jestem potomkiem niewolników, śląskich chłopów, zaś podziały społeczne sprzed stu kilkudziesięciu lat ciągle jakoś trwają i kształtują rzeczywistość społeczną, i któż mi na ten felieton odpowiada?

        Otóż Maciej książę Radziwiłł, herbu Trąby.

        I to jak odpowiada! To naprawdę nie zdarza się często, żeby polemista postanowił zostać żywą ilustracją tekstu, tak jakby sam chciał dowieść tez, z którymi podejmuje polemikę.

        Niczym w przysłowiu o nożycach zauważa więc książę, iż nie należy pańszczyzny oceniać według dzisiejszych kryteriów, ponieważ w społeczeństwie stanowym miała ona swoje uzasadnienie, gdyż każda warstwa miała tam swoje zadania.

        Czyż nie jest to pyszne? Z ostatnim zdaniem nie sposób zresztą się nie zgodzić. Tak, każda warstwa miała swoje zadania: zadaniem niewolników należących do przodków księcia Radziwiłła było spędzić żywot ze zgiętym karkiem, pracując, zadaniem zaś Radziwiłłów było przejąć owoce tej pracy, niewolnikom zostawiając tyle, by mogli przeżyć, i nie szczędzić im przy tym upokorzeń, by karki gięli nie tylko nad pługiem, ale i przed panem.

        Czy jednak nie możemy oceniać pańszczyzny według dzisiejszych kryteriów? Jego Książęca Mość raczy wybaczyć, ale tu zgody być nie może.

        Bo cóż powiedziałby Jaśnie Oświecony Książę o niewolnictwie w USA, czy tego również nie możemy oceniać według dzisiejszych kryteriów, bo każdy miał tam swoje zadanie, plantator swoje, a niewolnik swoje? Czy stosunki społeczne w III Rzeszy również oceniać możemy jedynie wewnątrz „realiów epoki” i potępiać tylko tych, którzy przekraczali ówcześnie obowiązujące normy?

        Każda epoka wydaje sąd o poprzednich, przykładając do nich własne miary, i dziwnym byłoby, gdybyśmy dla przodków Jego Książęcej Mości robili tu wyjątek.

        Pisze dalej Jego Książęca Mość o tym, jak ciężkie były losy arystokracji, jak prześladowano ją w PRL, pisze, że pojawiły się nowe elity, i powtarza te śliczne opowieści o surowym wychowaniu, o tym, jak zabraniano mu czuć się lepszym od innych, o szlacheckich i rycerskich wartościach, które „są po prostu piękne”, tak jakby Jego Książęca Mość, przecież socjolog z wykształcenia, nie czytał nigdy „Teorii klasy próżniaczej” Veblena i nie miał pojęcia o veblenowskiej dekonstrukcji tych misternych zasłon dymnych, uników, maskowań, a z drugiej strony ostentacyjnych manifestacji własnej pozycji, często przybierających formy poczucia moralnej wyższości.

        Dziwi się też Jego Książęca Mość temu, iż „niektórzy współcześni intelektualiści” próbują przepisywać historię na nowo, albowiem, zdaniem Jego Książęcej Mości, historia zawsze będzie historią elity, gdyż tylko ta jest ciekawa.
        No to już zależy, co kogo ciekawi, od pół wieku bez mała sąd taki w historiografii uchodzi za co najmniej przeterminowany, mnie też bardziej ciekawi historia życia codziennego zwykłych ludzi niż Radziwiłłów, ale nie miejmy tego Jego Książęcej Mości za złe. Wyparcie jest przecież podstawowym mechanizmem obronnym, a zaiste, dziedzicząc przywilej wynikający z takiego ogromu ludzkiej krzywdy, jakąś obronę własnej tożsamości przedsięwziąć trzeba, Czytelników więc proszę, nie potępiajmy Jego Książęcej Mości zbyt łatwo. Miejmy dlań więcej wyrozumiałości, niż jego przodkowie mieli dla naszych.

        Zmienię tymczasem na chwilę ton z kpiącego na nieco poważniejszy, bo – jak mawiał Talleyrand – „za dużo dowcipu to za mało dowcipu”.

        Kwestie społecznej mobilności w Polsce i na Górnym Śląsku na przestrzeni ostatnich dwustu lat są skomplikowane; jakaś mobilność bez wątpienia istniała i tak samo bez wątpienia przywileje się dziedziczyły. Tym, jak stan szlachecki przemieniał się w inteligencję, zajmują się Zarycki i Smoczyński w „Totemie inteligenckim”, wskazując tam również, jaka była rola inteligencji i arystokracji w PRL, i stawiając tezę, iż po II wojnie światowej i latach stalinizmu Polska na powrót państwem inteligenckim się stała. Może się książę na lekturę skusi, chociaż on sam poniekąd jest tytułowym totemem, bo też opisują autorzy to, jak bliskość do arystokracji była od 1918 roku dla władającej do dziś Polską inteligencji symbolem historycznej ciągłości. To, w jakim stopniu dzisiejsze elity są potomkami elit I Rzeczypospolitej, starannie i nowoczesnymi metodami bada Marek Jerzy Minakowski i łatwo można u niego na stronach sprawdzić, skąd się biorą Trzaskowscy i Kaczyńscy, wyczekuję więc jego wielkiej monografii na ten temat, będącej efektem badań raczej ilościowych niż humanistycznych, tymczasem zaś intuicja podpowiada mi, iż społeczne awanse są o wiele rzadsze, niż się nam w naszym udającym egalitarne społeczeństwie wydaje.

        Chciałbym też Jego Książęcą Mość uspokoić. Nie jestem bolszewikiem, nie nawołuję, by grabić zagrabione, moje postulaty są skromniejsze; wystarczy mi zagrabione zagrabionym nazwać.
        Nie wierzę w utopijne społeczeństwo całkowicie znoszące nierówności wynikające z przywileju; wystarczy mi przywilej uprzywilejowanym uświadomić. Nie sądzę, by w jakikolwiek sposób dało się dziś zrekompensować stulecia pańszczyzny; wystarczy jej nie lekceważyć.

        Są jednak również bieżące sprawy do załatwienia.

        CDN...
        • diabollo Re: Jestem potomkiem niewolników 13.03.21, 08:17
          Na przykład niezbyt raduje mnie to, że Rzeczpospolita Polska zapłaciła sto milionów euro z pieniędzy podatników za kolekcję Czartoryskich, przy której to transakcji Jego Książęca Mość raczył pośredniczyć. Drażni mnie ta transakcja, bo nasuwa mi natrętnie pytania o to, kosztem czyjej pracy kolejne pokolenia Czartoryskich tę kolekcję zgromadziły, ale znowu, niechże Jego Książęcą Mość uspokoję: zdaję sobie sprawę, że wywłaszczenie niestety chyba nie wchodziło tu w grę.

          Czartoryscy swoje sto milionów euro natychmiast po transakcji przenieśli z jednej fundacji do innej, tym razem w Liechtensteinie, co Jego Książęca Mość raczył wtedy tłumaczyć tym, iż obawiają się oni polskich urzędników po złych doświadczeniach z PRL. Jego Książęca Mość zapewniał też wielokrotnie, że ani złotówki za swoje pośrednictwo nie wziął, w co wierzę oczywiście, wiedząc też jednak, że Czartoryscy zasilili znacznymi środkami fundację Trzy Trąby, prezeską której jest córka Jego Książęcej Mości, zaś w radzie fundacji znajduje się sam książę, obok dwóch innych Radziwiłłów, łącznie więc trzech, stąd jak rozumiem nazwa. Fundacja powstała zaś akurat jakoś dwa miesiące po dealu z Czartoryskimi.

          No tak się złożyło.

          Czego więc oczekiwałbym od Jego Książęcej Mości?

          W istocie nie mam oczekiwań wielkich. Wystarczy, by Jego Książęca Mość raczył uświadomić sobie, iż – na przykład, by odwołać się do poprzedniej kwestii – w transakcji z Czartoryskimi pośredniczył nie tylko dzięki swoim osobistym cnotom, ale również dzięki odziedziczonemu przywilejowi i koneksjom, podobnie nie tylko jakoś dziwnie dziedziczone, osobiste zalety sprawiły, iż Czartoryscy tę kolekcję zgromadzili i teraz wzbogacili się o rzeczone sto milionów euro z kieszeni polskiego podatnika. Ma Jego Książęca Mość rację, w ustanowieniu aktualnego przywileju większe znaczenie ma to, kim byli nasi rodzice, niż to, kim byli nasi prapradziadkowie, chciałem jednak Jego Książęcej Mości wskazać na przedziwną prawidłowość: otóż rodzice nasi również posiadali rodziców i ci kolejni również, i może – tylko być może – niewątpliwy przywilej, który Jego Książęca Mość raczył odziedziczyć, jest nieco starszy niż jedno pokolenie. Niechże Książęca Mość to zrozumie – i wystarczy.

          Na koniec zaś jeszcze raz pozwolę sobie zgodzić się z Jego Książęcą Mością: tak, istotnie żyjemy w humanitarnych czasach.
          Księcia jakiś znakomity przodek w kontuszu, gdyby poczuł się tekstem chama pisarczyka dotknięty, to kazałby go czeladzi batogami ćwiczyć, Jego Książęca Mość zaś zmuszony jest po prostu napisać polemikę.

          Jest to niewątpliwy postęp. Przynajmniej dla pisarczyka, bo co tam Książę o tym sądzi, to nie wiem.

          wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26868363,radziwill-moim-felietonem-sie-zdziwil-twardoch.html
        • grzespelc Re: Jestem potomkiem niewolników 14.03.21, 23:29
          "nie należy pańszczyzny oceniać według dzisiejszych kryteriów, ponieważ w społeczeństwie stanowym miała ona swoje uzasadnienie"

          Myślę, że to uzasadnienie wyglądało mniej więcej tak, że przychodzi bandyta do chłopa i mówi:
          "Albo się będziesz opłacał albo cię za*****. Nie masz czym zapłacić? Nie szkodzi, odrobisz."
          No i tak już zostało na wieki, i tylko potem trochę się podorabiało do tego ceremoniału i ideologii.
          • oby.watel Re: Jestem potomkiem niewolników 15.03.21, 11:22
            grzespelc napisał:

            > Myślę, że to uzasadnienie wyglądało mniej więcej tak, że przychodzi bandyta do
            > chłopa i mówi:
            > "Albo się będziesz opłacał albo cię za*****. Nie masz czym zapłacić? Nie szkodz
            > i, odrobisz."
            > No i tak już zostało na wieki, i tylko potem trochę się podorabiało do tego cer
            > emoniału i ideologii.

            A gdzie byli prawnicy? Wystarczyło chłopu uświadomić jego prawa i pan musiałby sobie sam obrabiać swoją ziemię. Dlaczego prawnicy nie pomagali wyłącznie panom? Po prostu chłopi nie mieli czym zapłacić.
      • oby.watel Re: Jestem potomkiem niewolników 13.03.21, 12:12
        Co racja, to racja. To dzięki Twardochom rozwija się kultura, sztuka, nauka. No i godny potępienia jest jakiś szlachciura czy arystokrata, który majątek odziedziczył lub odziedziczony pomnożył, a nie jakiś Obajtek czy inny ludowy trybun, który do majątku doszedł jak towarzysz przykazał — grabiąc zagrabione. Niewolnikowi nigdy nie przeszkadza majątek, do którego inny niewolnik doszedł nieuczciwie. Jemu zawsze solą w oku ci, wzbogacili się z racji urodzenia lub talentu.

        Niewolnicy muszą mieć pana. Im pan bardziej krwiożerczy despota nie stosujący się do reguł tym lepiej, tym bardziej jest godny podziwu i szacunku, tym skwapliwiej rzucą się na każdego, którego pan mu wskaże. Stad ten szalony atak na elity, choć naród, państwo bez elit nie istnieje. To nie niewolników zsyłano na Syberię, to nie niewolnicy gnili w łagrach.

        Narodowi socjaliści demolują Polskę bezkarnie, bo niewolnicy rozumieją i podziwiają tylko siłę i bezkompromisowość, więc masowo popierają. Dlatego nie protestują przeciw transferom pieniędzy do kieszeni kolesi, nieuczciwemu bogaceniu się. Boli ich to, że ktoś sprzedał to, co gromadzili jego przodkowie przez setki lat i z pieniędzmi zdobił to, co chciał. Sami chętnie sprzedałby z kilka milionów portret przodka w ramach, ale nikt nie chce tego kupić.
        • walmart.ca Re: Jestem potomkiem niewolników 14.03.21, 01:25
          Może się książę na lekturę skusi, chociaż on sam poniekąd jest tytułowym totemem, bo też opisują autorzy to, jak bliskość do arystokracji była od 1918 roku dla władającej do dziś Polską inteligencji symbolem historycznej ciągłości. To, w jakim stopniu dzisiejsze elity są potomkami elit I Rzeczypospolitej, starannie i nowoczesnymi metodami bada Marek Jerzy Minakowski i łatwo można u niego na stronach sprawdzić, skąd się biorą Trzaskowscy i Kaczyńscy, wyczekuję więc jego wielkiej monografii na ten temat, będącej efektem badań raczej ilościowych niż humanistycznych, tymczasem zaś intuicja podpowiada mi, iż społeczne awanse są o wiele rzadsze, niż się nam w naszym udającym egalitarne społeczeństwie wydaje.

          Trudno nie zauważyć jak to ta polska słabość do arystokracji, ten "symbol ciągłości historycznej" miesza pod sufitami różnym wannabe panom ontelygentom
          • oby.watel Re: Jestem potomkiem niewolników 14.03.21, 17:30
            Twardocha nie ma na liście? A może to zwykła zazdrość gdy drzewo genealogiczne przypomina krzaczek? Tak czy owak wyrazy współczucia. Dlaczego Twardoch nie podzielił się tym, co wynika ze starannie i nowoczesnymi metodami zbadanych przez Marka Jerzego Minakowskiego przypadków. Wielu chętnie dowiedziałoby się skąd się wzięli Trzaskowscy i Kaczyńscy i co wynika z tego, że się wzięli. Sprawdził i nie zdradził? Może dlatego, że urodzili się tak jak on, a jedyna różnica polega na tym, że nie są potomkami niewolników? Problem w tym, że nie każdy potomek niewolnika ma mentalność niewolnika, a nie każdy potomek arystokraty nie ma, czego najlepszym dowodem Konstanty Radziwiłł (to, że to arystokracja litewska nie ma najmniejszego znaczenia).

            Ciekawe dlaczego Twardoch wyskoczył jak Filip z konopi z dawno przebrzmiałą sprawą akurat wtedy, gdy wszyscy żyją przypadkami Obajtka, który do majątku doszedł w klasyczny dla niewolnika sposób? Zazdrość czy próba przekonania samego siebie, że lud nie jest tak zły jak elity? Otwarte pozostaje pytanie dlaczego Twardoch usiłuje leczyć swoje kompleksy w medium, które pobiera opłaty?

            Nie jestem bolszewikiem, nie nawołuję, by grabić zagrabione, moje postulaty są skromniejsze; wystarczy mi zagrabione zagrabionym nazwać. Żeby było łatwiej należy po prostu nie przyjmować do wiadomości postępu cywilizacji. Dlatego bez żenady można miotać oskarżeniami o kradzież, grabież, wyzysk nie próbując ich nawet uprawdopodobnić. A przecież nikt chłopu nie kazał. Mógł zostawić pana pole, pójść do miasta i zatrudnić się w Orlenie.

            Do jednej z tych dziur zaciągnął włościanin nad wieczorem trupa powstańca i zwłoki konia obdartego ze skóry. Zepchnął je pospołu do jednego lochu, uwikłał żerdzią między dylami i zielskiem i narzucił z wierzchu trochę gliny, aby tego żeru wrony nie wytropiły.

            Tak bez wiedzy i woli zemściwszy się za tylowieczne niewolnictwo, za szerzenie ciemnoty, za wyzysk, za hańbę i za cierpienie ludu, szedł ku domowi z odkrytą głową i z modlitwą na ustach. Dziwnie rzewna radość zstępowała do jego duszy i ubierała mu cały widnokrąg, cały zakres umysłowego objęcia, całą ziemię barwami cudnie pięknymi. Głęboko, prawdziwie z całej duszy wielbił Boga za to, że w bezgranicznym miłosierdziu swoim zesłał mu tyle żelastwa i rzemienia...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka