Dodaj do ulubionych

Zygmunt Bauman

13.09.22, 07:27
wyborcza.pl/7,75517,28876702,domoslawski-bauman-byl-intelektualista-z-oczami-reportera.html#S.MT-K.C-B.2-L.1.duzy
Obserwuj wątek
    • walmart.ca Re: Zygmunt Bauman 13.09.22, 12:29
      Biografia Zygmunta Baumana" w finale "Nike" - czyli jest jeszcze jakaś nadzieja...
    • diabollo Re: Zygmunt Bauman 14.09.22, 07:29
      Był Żydem, "obcym", pogromcą "żołnierzy wyklętych". Różni wyładowali na nim swoje fobie
      NAGRODA LITERACKA NIKE
      13.09.2022, 04:37

      Michał Nogaś

      Mój bohater idealnie nadawał się do roli diabła wcielonego. Różni ludzie mogli wyładowywać na nim swoje frustracje i fobie - mówi Artur Domosławski, autor "Wygnańca. 21 scen z życia Zygmunta Baumana".
      "Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana" Artura Domosławskiego to książka monumentalna, szczegółowo opowiadająca złożone losy jednego z najwybitniejszych filozofów współczesności. Jest jedyną biografią, która znalazła się w finale 26. edycji Nagrody Literackiej "Nike".

      Laureatkę lub laureata poznamy 2 października. Już teraz każdy może wskazać swojego faworyta i zagłosować na "Nike Czytelników". Głosujemy TU. Chętni mogą napisać o wybranej książce recenzję i wygrać voucher na wycieczkę o wartości 5 tys. zł.

      Rozmowa z Arturem Domosławskim, którego książka "Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana" znalazła się w finale Nagrody Literackiej "Nike"
      Michał Nogaś: Co sprawiło, że postanowiłeś zostać biografem Baumana?
      Artur Domosławski: Moja droga do Baumana wiodła przez globalne Południe, jakkolwiek zaskakująco to brzmi. W Ameryce Łacińskiej, do której zacząłem jeździć w drugiej połowie lat 90., rodził się ruch alterglobalistyczny i coraz silniejsza kontestacja kapitalizmu. Właśnie w tamtym okresie, gdzieś na przełomie wieków, wpadła mi w ręce niewielka książka Baumana "Globalizacja". Znalazłem w niej analizy pozwalające mi lepiej rozumieć to, czego byłem świadkiem. A także język niezbędny do syntetycznego opowiadania o tym, co zobaczyły oczy reportera.

      Bauman sięgał po słowa trafnie nazywające ciemne strony globalizacji, przedstawiał swoją krytykę w sposób zrozumiały dla szerokich rzesz czytelników. Ukuł wtedy rozmaite pojęcia, które potem weszły do ogólnoświatowego obiegu w humanistyce, środkach przekazu, i które stały się narzędziem analizy i opowiadania o naszych bolączkach i niepokojach. Płynna i stała nowoczesność, turyści i włóczędzy, osadnicy i nomadzi…To były lata, kiedy nikt jeszcze w Polsce Baumana nie wyklinał w związku z wyborami, jakie podejmował jako młody człowiek po II wojnie światowej.

      Był też drugi moment – istotny z punktu widzenia narodzin tej książki. W 2006 roku zaczęły się pojawiać pierwsze teksty pisane przez historyków i publicystów prawicowych, którzy odsądzali Baumana od czci i wiary z powodu jego służby w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego i udziału w budowaniu po wojnie komunizmu. Właśnie wtedy poznałem go osobiście i mieliśmy przeprowadzić wywiad rzekę o jego życiu. Zaczęliśmy, ale ostatecznie Bauman się wycofał. Jednak dzięki temu, że wykonaliśmy kawał pracy, dowiedziałem się sporo o jego życiu, o doświadczeniach poznańskich, o czasach, gdy jako nastolatek spędził kilka lat w Związku Radzieckim, a następnie został żołnierzem 1. Armii Wojska Polskiego i - później - KBW.

      To wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że kiedyś może napiszę jego biografię. Było to zanim zrodziła się myśl o napisaniu innej – Ryszarda Kapuścińskiego, która powstała jako pierwsza.

      Gdy została ogłoszona finałowa siódemka tegorocznej Nike, przy twojej książce natychmiast pojawiły się komentarze brzmiące jak teksty z 2006 roku, o których wspominasz.
      - To pokazuje, że choroby polskiej duszy, które doprowadziły do wygnań Zygmunta Baumana, są trwałe. Antysemityzm. Pewien typ antykomunizmu, który nie chce uznać różnorodności ludzkich dróg, doświadczeń i wyborów. Zawiść. Przecież nie chodzi tu o jakąś zbiorową pamięć o Baumanie przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Nikt nie słyszał o roli Baumana w KBW czy budowaniu komunizmu, dopóki tej jego rzekomo wielkiej roli nie "stworzono" pół wieku później.

      CDN...
      • diabollo Re: Zygmunt Bauman 14.09.22, 07:32
        Nie był znaczącą postacią władz Polski Ludowej. Był porucznikiem, kapitanem, majorem służby mundurowej, która chroniła władzę przed zbrojnym podziemiem. Tymczasem wizerunek, jaki wytworzono w ramach prawicowej polityki historycznej, sprawia wrażenie jak gdyby przyszły socjolog i filozof sprawował rządy w latach 40. i 50. i był jedną z głównych osób, które należy obarczać winą za "błędy i wypaczenia" epoki. To zakłamanie, na dodatek nieudolne, wręcz groteskowe.

        Ale jest też szerszy aspekt tego, co prześladowało Baumana. Żyjemy w antykomunistycznej hegemonii światopoglądowej. To sprawia, że wybór komunizmu dokonywany przez wielu w 1945 r. – z najróżniejszych powodów – jawi się dziś całym rzeszom ludzi jako udział w „zniewalaniu Polski". Owszem, Polska utraciła część suwerenności, należała do bloku radzieckiego. A równocześnie był to czas wielkiej społecznej rewolucji, dzięki której miliony ludzi dostąpiły społecznego awansu, miliony zyskały prawa, których nigdy nie mieli. Jedną z takich osób był Zygmunt Bauman.

        Im głębiej wchodziłem w jego życie, tym jaśniej uświadamiałem sobie, że jest ono jakąś niesamowitą epopeją. Żył ponad 90 lat. Przydarzyło mu się tak wiele, był uczestnikiem i świadkiem tylu wydarzeń i procesów, tyle razy niebo runęło mu na głowę, że nieraz dziwiłem się, jak on to wszystko przetrwał. Żywot Baumana to wymarzony materiał na powieść, film, serial, sztukę teatralną. No i, rzecz jasna, na obfitą książkę biograficzną. Stwarza okazję nie tylko do epickiej opowieści, ale także rewizji nieprawdziwych wyobrażeń o nim samym, o współczesnej historii Polski, świata. Daje narzędzia do twórczych batalii o idee, jest pomocnikiem w obserwowaniu świata. To niesamowite wręcz uniwersum do badań wszelkiego rodzaju – dla pisarzy, historyków, socjologów, filmowców, psychologów, filozofów... Bauman jeszcze powróci z wygnania.

        Tymczasem zrobiono z niego w niektórych kręgach diabła wcielonego.
        - Idealnie się do tej roli nadawał, różni ludzie mogli wyładowywać na nim swoje frustracje i fobie. Dla antysemitów był Żydem, „obcym", który „zniewalał" Polskę. Dla antykomunistów – pogromcą „żołnierzy wyklętych". Przypomnę, że czarna legenda Baumana – oficera KBW - zaczęła rozkwitać dokładnie wtedy, gdy podjęto się kreowania jasnej legendy antykomunistycznego podziemia z lat powojennych. Z kolei zawistnicy z akademii nie mogli przeboleć jego światowej sławy… Całkiem szeroki front nienawiści i zawiści.

        Bauman był dumny ze swojej osobności, nie przynależał do żadnego środowiska, grupy politycznej czy klanu intelektualnego. To dawało mu wolność, możliwość niezależnego spojrzenia, dystansu, niewikłania się w sytuacje wymagające lojalności grupowej. Jednak sytuacja ta naraziła go na samotność w chwili, gdy został zaatakowany. Nie było wpływowego środowiska, które wzięłoby go w obronę.

        Jest jeszcze jedna okoliczność osobności Baumana i jego „nieprzynależenia", jak mówił. Znacznej części inteligencji, ludziom, którzy nadawali ton intelektualnym i politycznym debatom w Polsce, mój bohater - ze swoim rogatym światopoglądem - nie pasował. Komunizm go rozczarował, ale nie stał się, jak wielu o podobnych doświadczeniach, antykomunistą; pozostał w kręgu wartości, które wiodły ludzi do komunizmu. „Umrę socjalistą", mawiał. Krytykował politykę neoliberalną – zarówno w Anglii za Margaret Thatcher, jak i w Polsce lat 90. Ujmował się w swoich książkach i wypowiedziach za rozbitkami transformacji, globalizacji, co psuło optymistyczną opowieść o nowych czasach i dobre samopoczucie.

        Pustka wokół niego zachęcała hejterów do kolejnych ataków. Również ona sprawiła, że stał się idealnym obiektem kampanii, które miały zaspokajać rozmaite zapotrzebowania polityczne, a także osobiste i grupowe frustracje. Wolność i osobność Baumana stały się poniekąd pułapką.

        Z atakami musiał sobie radzić od dziecka. Jednym z najbardziej poruszających fragmentów "Wygnańca" jest ten, w którym opisujesz dzieciństwo Baumana i endecką nagonkę na miejscowych Żydów.
        - Warto poćwiczyć wyobraźnię i wyobrazić sobie lęk, z którym żyli on i jego rodzina. To był lęk nieustanny – w szkole, na ulicy. Jak wygląda życie, w którym nieustannie czeka się na cios? Opowiadał, że zdarzało mu się widzieć rodziców ryglujących drzwi w domu na noc. Myślę, że na nagonki nie można się uodpornić, a powiedzenie, że co cię nie złamie, to cię wzmocni, jest fałszywe.

        Myślę, że szykany, wygnania osłabiły go. Wydawał się kruchy i podany na zranienie. A zarazem – pomimo doświadczenia tak wielu kampanii nienawiści, ostracyzmów, symbolicznych linczów, które mogły go całkowicie złamać – przeszedł przez życie z jakąś niesamowitą energią. Mimo wszystkich złych doświadczeń miał siłę tworzyć i smakować życie.

        Mimo osobistych kataklizmów, które kilkakrotnie przeżył, miał charakter – twardy, a zarazem plastyczny – i równie niesamowitą wolę życia. To one sprawiły, że w sytuacjach, w których los skazywał go na dramatyczne położenie, na kolejne wygnania fizyczne i symboliczne, radził sobie z nimi nadzwyczajnie. I po latach potrafił przekuć bolesne doświadczenia w wybitne dzieła humanistyki.

        CDN...
        • diabollo Re: Zygmunt Bauman 14.09.22, 07:33
          Jakie to były sytuacje?
          - Szykany, jakie dotknęły go jako Żyda w sanacyjnej Polsce. Wyrzucenie z KBW w 1953 roku, bo przecież postawił wszystko na nowy ład, a usunięto go jako „obcego", tzn. jako Żyda i burżuja. Dawni towarzysze broni zaczęli udawać, że go nie znają. Odczuł boleśnie ten ostracyzm, ale nie załamał się. Podjął karierę uniwersytecką - i rozwinął ją w niesamowitym tempie. Ludzie, którzy go pamiętają z tamtego czasu i z lat kolejnych, wspominają erudytę, który przeczytał wszystko i wszystko pamiętał.

          A potem przyszedł rok 1968 – najbardziej dramatyczny moment w dorosłym życiu: antysemicka kampania, w wyniku której on i jego żona Janina zostali pozbawieni pracy i de facto wygnani z kraju. Pierwsze trzy lata w Izraelu były trudne, dlatego zdecydował, że przeniesie się do Wielkiej Brytanii. To ona okazała się przystanią na resztę życia. Spędził tam dokładnie jego połowę.

          Poobijany przez los zaczął powolutku się odbudowywać. Czytał, myślał, uczył, a gdy przeszedł na emeryturę i miał w końcu czas na pisanie, stał się gwiazdą światowej humanistyki; człowiekiem, który wyznaczał kierunki w myśleniu o nowoczesności; komentatorem upadku realnego socjalizmu i „rewolucji konserwatywnej" lat 80. i 90., wreszcie – globalizacji. Stworzył pojęcia, którymi zaczęli się posługiwać i naukowcy, i dziennikarze – ze słynną, czasem nietrafnie i w banalny sposób używaną "płynnością" na czele.

          Ilu polskich wygnańców osiągnęło tak wiele?

          Gdy czyta się twoją książkę, nietrudno wyczuć, że darzysz swojego bohatera dużą sympatią...
          - Wcale nie zamierzałem tego ukrywać. Myślę, że w biografii, podobnie jak w innych gatunkach literackich, kwestia tego, do kogo należy głos, jest w zasadzie kluczowa. Nie bardzo wierzę w opowieści, których narrator jest niewidoczny czy przezroczysty – w non- fiction to po prostu kwestia uczciwej relacji z czytelnikiem.

          A ponadto książki są zawsze czytane w kontekście. Moja sympatia do Baumana jest tym bardziej widoczna, że w Polsce otacza go czarna legenda. Mając takie tło, każda rzecz o wydźwięku pozytywnym brzmi jeszcze pozytywniej.

          Dokładnie ten sam mechanizm – tyle że à rebours – działał przy okazji innej mojej biografii. Ryszarda Kapuścińskiego otaczało powszechne uwielbienie, a w związku z tym najmniejsza krytyka czy informacja odbiegająca od jego publicznego wizerunku były odbierane silniej, niż na to zasługiwały.

          Co dała ci praca nad "Wygnańcem"?
          - Poznałem niezwykły los niezwykłego człowieka. To przywilej. Zetknąłem się z dziesiątkami osób, które towarzyszyły Baumanowi lub znały go w różnych okresach jego życia – w Polsce, Izraelu, Wielkiej Brytanii. Uważniej przeczytałem jego książki – niektóre ponownie, niektóre po raz pierwszy.

          Pogłębiłem swoje doświadczenia z biografią jako gatunkiem, jego jasnymi i ciemniejszymi stronami, uwikłaniami i pułapkami. Korzystam z okazji, by podziękować Jerzemu Jarniewiczowi z tegorocznej siódemki nominowanych do Nike, którego przemyślenia na temat gatunku były dla mnie jedną z inspiracji.

          Prawdopodobnie lepiej teraz rozumiem mechanizmy wykluczeń i nagonek, w tym rolę milczenia i konformizmu tych, którzy nie umieją bądź nie chcą się im przeciwstawić.

          Dzięki pracy nad tą książką, jak również wcześniej dzięki pracy nad opowieścią o Kapuścińskim, zacząłem inaczej patrzeć na doświadczenia ludzi z ich pokolenia. I formułować własne wnioski. Nie chodzi tu o przestawianie zwrotnic o 180 stopni czy dekretowanie, co teraz będzie dobre, a co złe. Ocenianie w ogóle mnie mało interesuje, staram się rozumieć.

          Szczęśliwie, przeżywamy dziś czas rewizji historycznych. Mam na myśli przede wszystkim nurt nieopowiedzianej ludowej historii – jedna z książek tego nurtu, „Chamstwo" Kacpra Pobłockiego, znalazła się w finałowej siódemce Nike. Myślę, że moja opowieść o Baumanie – choć książki nie zapisałbym wprost do tego nurtu – jakoś się z nim rymuje. Powstające dziś historyczne rewizje pozwalają w sposób pełniejszy spojrzeć także na Baumana i jego czasy.

          Bauman twierdził zresztą, że po prostu nie mógł mieć innego życia...
          - To poetycka wręcz fraza, która rozbudza wyobraźnię: „Innego życia mieć nie mogłem" – z archaizującym, charakterystycznym dla Baumana, wyrzuceniem orzeczenia na koniec zdania. Bauman nie składał w nim hołdu determinizmowi, prosił raczej o zrozumienie innego doświadczenia, zapraszał do dialogu z doświadczeniem, które stało się udziałem jego i wielu z jego pokolenia.

          Tak zresztą rozumiał swoje pisarstwo – jako dialog z doświadczeniem innego człowieka. Niekoniecznie Innego – wywodzącego się z innej kultury. Zarazem przestrzegał, że taki dialog nie ma linii mety, nie sposób dotrzeć do ostatecznych odpowiedzi. A to znaczy, że nie zaznamy wytchnienia. Bauman zaprasza nas w niekończącą się podróż.

          Bardzo mi się podoba to podejście. Jego książki pełne są diagnoz, myśli, podpowiedzi, sugestii, drogowskazów, które nie są zorientowane na to, by nas pouczyć, lecz zachęcić do własnych poszukiwań, wyznaczania własnych horyzontów.

          Czy po wydaniu książki ktoś powiedział ci lub napisał do ciebie, że "Wygnaniec" zmienił jego sposób postrzegania Baumana?
          - Mógłbym pomyśleć, że masz jakiś sekretny dostęp do listów, które dostaję... Dostałem mnóstwo takich sygnałów, od ludzi różnych zapatrywań, zazwyczaj nieznajomych. Pierwszy list z brzegu, który leży tu na biurku: podziękowanie za to, że książka otwiera oczy nie tylko na los Baumana, ale także na wybory krewnych piszącego ów list 40-latka – jego rodziców i dziadków.

          Chyba nigdy wcześniej nie doznałem - jako autor - aż tak wielkiej satysfakcji jak po opublikowaniu "Wygnańca". I nie chodzi o liczbę sprzedanych egzemplarzy, lecz o to, co dali mi odczuć czytelnicy – piszący, jak głęboko ta opowieść ich poruszyła; jak pozwoliła im przełamać różne rodzinne tabu i inaczej – to znaczy z empatią – pomyśleć o żywotach swoich bliskich, a także sobie samych i swoim miejscu w świecie.

          <<Reklama>> Ebook i audiobook "Wygnaniec. 21 scen z życia Zygmunta Baumana." są dostępne na Publio.pl >>

          ***

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka