Dodaj do ulubionych

Elity inteligencji i dyktatury

08.10.23, 10:07
Socjologowie z dorobkiem, uznani historycy, cenieni filozofowie - dlaczego poparli PiS?
WOLNA SOBOTA

Marek Beylin
Miłosz w "Zniewolonym umyśle" szuka przyczyn samozniewolenia. Dahrendorf w "Pokusach wyzbycia się wolności" idzie dalej - zastanawia się, co chroniło przed paktem z komunizmem i faszyzmem. "Adam Michnik poleca".

Widzimy ich w Polsce na co dzień i są całkiem liczni. To intelektualiści, bystrzy, dobrze wykształceni, którzy od lat występują przeciw wolności i prawom obywatelskim. Socjologowie z dorobkiem, uznani historycy nagradzani nie tylko przez instytucje władzy, znakomity tłumacz, filozofowie…

Część z nich wybrała kariery partyjne, więc wiernie dostosowują swój głos do partyjnych przekazów. Część, formalnie poza PiS-em, pławi się w udzielanych im przez partię zaszczytach, nie wyrzekając się przy okazji profitów finansowych. Ci niepartyjni uważają się wprawdzie za intelektualistów autonomicznych, ale tak się składa, że milczą, gdy PiS niszczy kolejne prawa i wolności czy urządza nagonki na mniejszości, wypowiadają się zaś przeciw tym wartościom, postaciom, środowiskom czy instytucjom, które w rządzących wzbudzają wrogie reakcje. Niezależnie od tego, co o sobie myślą, są skorumpowanymi duchowo poputczikami autorytarnej władzy.

Dlaczego klęczą przed tronem Kaczyńskiego?
Niegdyś znałem, nawet zażyle, niektóre z tych osób i nie przychodziło mi do głowy, że mogą ulec pokusie firmowania nacjonalistyczno-autorytarnego reżimu. Zastanawiam się czasem, dlaczego zdradziły wartości, jakie niegdyś wyznawały. I w przeciwieństwie do osób jeszcze bardziej małostkowych niż ja nie sądzę, by była to tylko kwestia konfitur, o których wiedzą, gdzie są, kto nimi dysponuje i jak po nie sięgać.

Problem jest bardziej złożony, bo ci intelektualiści takich konfitur nie potrzebowali. Inaczej niż liczni piewcy PiS-u o miernych talentach i rozpanoszonym ego, którym jedynie władza mogła zapewnić kariery, na jakie w swym mniemaniu zasługują. Stąd pakt: ty oddasz nam duszę, my damy ci atrybuty uznania, posady, granty badawcze, nakłady książek, pochwały w rządowych mediach, nieco władzy cennej, zwłaszcza gdy uderza w nielubiane środowiska, pokazując im, kto tu rządzi, a kto jest marginesem rzeczywistości. Taki pakt uważam tyleż za nikczemny, co zrozumiały. Bo kto mimo ambicji nie ma szans na realne uznanie, łatwiej ulegnie pokusie, by brać od rządzących jego erzace.

Tyle że wspomniani na początku intelektualiści takiego paktu z władzą nie potrzebowali, uznanie dla nich wynikało z ich dorobku, a nie z partyjnego nadania. Dlaczego więc teraz klęczą przed tronem Jarosława Kaczyńskiego, zdradzając również własne intelektualne biografie? Da się wymienić splot rozmaitych przyczyn związanych z resentymentami, światopoglądem, czasem megalomanią czy poczuciem destabilizacji umysłowej i tożsamościowej w błyskawicznie zmieniającym się świecie. Kłopot polega jednak na tym, że w jakimś momencie takich rozważań tak czy owak dochodzimy do granicy, za którą leży czyste psychologizowanie, jałowe i zawodne.

Gdy wolności kruszeją pod naporem tyranii
A gdyby dobrać się do tego problemu od innej strony? Tak właśnie czyni Ralf Dahrendorf w eseju „Pokusy wyzbycia się wolności". Znany, zmarły już socjolog analizuje postawy tych, którzy takim pokusom nie ulegli bądź po okresie ideologicznych zaczadzeń, często młodzieńczych, stanęli po stronie liberalnej demokracji, rozmaicie ją zresztą rozumiejąc.

W tym sensie dzieło Dahrendorfa jest rewersem czy dopełnieniem „Zniewolonego umysłu" Miłosza, eseju o uległości kilku wybitnych polskich postaci wobec totalitarnego komunizmu. Bo o ile Miłosz docieka przyczyn samozniewolenia, o tyle Dahrendorf zastanawia się, co chroniło przed paktem z komunizmem i faszyzmem. Bierze na warsztat przede wszystkim osoby urodzone w latach 1900-10, zmagające się w międzywojniu i w czasach powojennych XX wieku z naporem tych dwóch mocarnych wówczas ideologii.

Dahrendorf buduje szeroki obóz obrońców demokracji liberalnej. Im szerzej, tym skuteczniej, zwłaszcza gdy wolności kruszeją pod naporem tyranii - to przeświadczenie, powzięte z namysłu socjologa i z doświadczeń udziału w demokratycznej polityce europejskiej, jest cenne również dziś. W czasach tożsamościowych wzmożeń, gdy spora część demokratycznych polityków oraz wyborców i wyborczyń nie potrafi akceptować politycznej współpracy z kimkolwiek, kto odstaje od ich własnych światopoglądów bądź ma na sumieniu mroczną przeszłość. W obozie, jaki konstruuje Dahrendorf, jest miejsce dla każdego, kto niezależnie od rozmaitych grzechów i zbłądzeń w końcu stanął twardo za wolnością.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 10:10
      Są w nim klasyczni liberałowie, Raymond Aron, Isaiah Berlin, Karl Popper, stawiający bardziej na wolność jednostki od ingerencji władzy niż na regulacje społecznej sprawiedliwości. Bliżsi konserwatyzmowi, żywili nieufność do zbiorowych emancypacji. Tym większą, że uznawali demokrację za królestwo chłodnego rozumu i racjonalności.

      W politycznych emocjach, zwłaszcza tych rządzących społeczeństwem, widzieli głównie zagrożenie dla demokratycznego ładu. Co wiązało się z ich doświadczeniem faszyzmu i komunizmu stawiających na irracjonalny fanatyzm. Toteż żaden z nich nie pojął emancypacyjnego i wolnościowego wymiaru studenckiej rewolty na Zachodzie w 1968 r. Uważali te społeczne poruszenia za kolejną inwazję zideologizowanych barbarzyńców.

      Jest w obozie Dahrendorfa Hannah Arendt przekonana, że demokracji nie da się oprzeć tylko na rozumie i jednostkowych wolnościach. Jej sens widziała w wielości głosów, dziś powiedzielibyśmy: narracji, stąd uporczywie upominała się o to, by nadać widzialność i słyszalność nieobecnym, marginalizowanym i dyskryminowanym grupom społecznym. Ponieważ urodziliśmy się jako ludzie, mamy wszyscy na świecie te same prawa; jesteśmy też od siebie współzależni. Dlatego demokracja jest nieodłączna od solidarności ze słabszymi i społecznie niemymi. A zbiorowe emancypacje stanowią warunek jej dobrostanu.

      To myślenie Arendt współtworzyło amerykański feminizm, a dziś bywa przywoływane również w rozważaniach, jak solidarnie zapobiegać katastrofie klimatycznej.

      Mało kto pozostaje bezgrzeszny
      Te wyobrażenia demokracji pozostają w sporze z koncepcjami Arona, Berlina czy Poppera. Akurat bliżej mi do Arendt niż do nich, Dahrendorfowi przeciwnie. Ale i dla niego, i dla mnie nie ma to specjalnego znaczenia. Bo gdy zagrożone jest samo istnienie demokracji - dziś nie tylko w Polsce, lecz także w ogóle na Zachodzie - każdy głos wolności czy też każdy reflektor oświetlający rozmaite demokratyczne wartości i zagrożenia to cenna część naszych batalii, dawnych i obecnych.

      Toteż Dahrendorf nie ma problemu, by do tego grona włączyć różniących się od niego światopoglądem demokratycznego socjalistę George’a Orwella czy Norberta Bobbio, znakomitego włoskiego filozofa prawa i polityki, „liberalnego socjalistę", jak sam siebie określał. Jego wydane w Polsce książki, „Prawica i lewica" i „Liberalizm i demokracja", wciąż są warte lektury.

      Ale Dahrendorf sięga szerzej w budowaniu owego demokratycznego sojuszu, dając przykład dobrze rozumianego politycznego realizmu. I niezapiekłego człowieczeństwa, które daje innym sposobność, by stawali się lepszymi. Wychodzi więc od prostej obserwacji, że mało kto pozostaje bezgrzeszny w czasach wielkich zmian i ideologicznych namiętności. Wytyka opisywanym przez siebie postaciom rozmaite głupstwa ideowe czy gesty uległości wobec tyranów, konstatując jednak, że najbardziej liczy się to, jak swoje błędy porzucali i za jakimi wartościami finalnie się opowiedzieli.

      Przypomina komunistyczną przeszłość pisarza Arthura Koestlera i znanego publicysty oraz psychologa Manèsa Sperbera, by tym dobitniej ukazać ich późniejszą liberalną i antytotalitarną postawę. Pisze, jak wielcy przeciwnicy Hitlera - Tomasz Mann, filozof Theodor W. Adorno czy socjolog Karl Mannheim - poddawali się w początkach nazistowskiej władzy czarowi nowych, wielkich Niemiec.

      Dyktatura korumpuje dusze
      W 1933 r. Mann wahał się, czy wracać do Niemiec Hitlera. Nie postrzegał tego reżimu jako wrogiego; konstatował, że różne poczynania nazistów, jak „odżydzenie wymiaru sprawiedliwości", to „żadne nieszczęście". Problem rozstrzygnął Hitler, uznając Manna za wroga, nad czym wielki pisarz początkowo ubolewał.

      Adorno, który nie chciał wyjeżdżać z nowych Niemiec, choć utracił prawo nauczania, wdał się w 1934 r. we flirt z władzą, wychwalając, nie tylko z konformizmu, nazistowską estetykę. A Mannheim, już na emigracji w Londynie, w lecie 1934 r. wyznawał, że Hitler to „poważny, uczciwy człowiek, który niczego nie szuka dla siebie, lecz całym sercem zabiega o to, żeby budować nowe rządy (…) Podziwiamy jego prawość".

      Również Bobbio, który działał w grupie oporu przeciw Mussoliniemu, napisał w latach 30. wiernopoddańczy list do dyktatora, deklarując oddanie faszyzmowi. Taktyczna mimikra? Lęk przed demaskacją? On sam pisał o swoim liście: „żeby ocalić siebie pod dyktaturą, potrzebna jest siła charakteru, wielkoduszność i odwaga, i przyznaję, że swego czasu, gdy pisałem ten list, tych cech mi brakowało". I konkludował: „dyktatura korumpuje dusze. Narzuca obłudę, kłamstwo, uniżoność".

      Dodałbym tylko, że wielkoduszność i siła charakteru przydają się także w ocenie takich poczynań: hamują pychę skłaniającą do wywyższania własnej moralnej czystości przez nieodwołalne i całościowe potępienie tych, którzy kiedyś zbłądzili, choć późniejszymi zaangażowaniami dowiedli swej prawości.

      Chodzi mi nie tylko o wspomnianych tu intelektualistów, ale też o plejadę polskich humanistów, którzy w młodości wdali się w komunizm, a później, otrząsnąwszy się z tego zaczadzenia, jawnie występowali przeciw reżimowi w imię demokratycznych wartości. Toteż tylko bałwan pełen pychy może negować zasługi filozoficzne i w obronie demokracji Leszka Kołakowskiego z uwagi na jego młodzieńczy stalinizm. Bądź dokonania tak badawcze, jak w pracy na rzecz wolności Bronisława Baczki, Krzysztofa Pomiana, Jerzego Szackiego bądź Jerzego Jedlickiego.

      Są oczywiście sytuacje graniczne. Do grona obrońców wolności Dahrendorf włącza Theodora Eschenburga, prawnika, politologa uważanego za współtwórcę powojennej niemieckiej demokracji. Za hitleryzmu ten konserwatywny liberał daleki od ideologii nazistowskiej postawił na przystosowanie bez oporu. Nie wspierał reżimu, ale koniunkturalnie przystąpił do SS. Jak tłumaczył później, chciał chronić swego żydowskiego partnera w ich wspólnej firmie prawnej.

      CDN...
      • diabollo Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 10:12
        Nikomu nie zaszkodził, lecz jak ognia unikał kręgów i ludzi podejrzanych dla nazizmu. Nie wierzył w sens oporu i by przetrwać, chciał się roztopić w szarej masie proreżimowego społeczeństwa. Już po śmierci Dahrendorfa w Niemczech wybuchła gorąca dyskusja wokół roli Eschenburga w nazistowskiej aryzacji życia gospodarczego, w tym w konfiskatach dóbr żydowskich. Eschenburg, choć napisał autobiografię, nie ukrywając swych konformizmów, o tej części swego życia nie wspomniał.

        Jak wynika z tej niemieckiej debaty, Eschenburg nie był antysemitą, nie przyczynił się do czyjejkolwiek śmierci. Pozostawał trybikiem w wielkiej zbrodniczej machinie. Pisząc swój esej, Dahrendorf nie wiedział o tym, ale i tak wahał się, czy umieścić go na liście swych bohaterów. Czy dysponując tymi informacjami, byłby wciąż tak inkluzywny?

        Ale ta sytuacja pokazuje również nasz ustawiczny dylemat: kogo z mrocznymi przeszłymi dokonaniami da się aprobować jako przyjaciela czy obrońcę wolności tak, by nie wprowadzać do niej zamętu? Nie ma żelaznych obiektywnych reguł. Dla mnie warunkiem jest szczere wejrzenie we własne mroki i bezwzględna akceptacja demokratycznych wartości wyłączających jakąkolwiek dyskryminację.

        Publiczni intelektualiści. Czasem waleczni
        Według Dahrendorfa jego bohaterowie, widziani jako wzorcowa zbiorowość, uwewnętrzniali fundamentalne cnoty liberalne. Odwagę, by walczyć o prawdę, także samotnie, nawet wbrew nastrojom w bliskich sobie środowiskach. Sprawiedliwość, czyli umiejętność życia pośród sprzeczności i konfliktów. Z czym łączy się rozwaga, równoważenie zaangażowania i chłodnej obserwacji. A także to, co najtrudniejsze: namiętny rozum godzący racjonalizm z emocjami. Praktykowane indywidualnie cnoty te immunizują na uległość wobec antydemokratycznych ideologii, a zakorzeniane w zbiorowościach przydają demokracjom liberalnym siły i sprawczości.

        Dahrendorf dostrzega oczywiście, że nie wszystkie opisywane przezeń postacie dysponują całą pulą owych cnót. Zarzuca np. klasycznym liberałom, Popperowi i Aronowi, niedocenianie roli emocji w liberalnej demokracji, systemie i tak z natury chłodnym. A właśnie emocje społeczne stoją u podłoża prodemokratycznych ewolucji, także w ramach samej demokracji, i związują ludzi z tym systemem. Dahrendorf powtarza za Dawidem Hume’em, że rozum, również ten demokratyczny, czerpie siłę z namiętności, jak „radość, nadzieja, ciekawość i miłość prawdy".

        Tę swoją gromadę obrońców demokracji Dahrendorf nazywa „erazmianami". To duchowi spadkobiercy Erazma z Rotterdamu, sławnego renesansowego humanisty. Erazm namiętnie krytykował zabobony i dogmaty więżące ludzi i rozum. Występował w imię wolności myślenia przeciw opresjom praktykowanym przez Kościół, a jego batalie przyczyniły się m.in. do powstania i rozkwitu reformacji. Jednak Erazm nigdy nie przystąpił do żadnego obozu, nie chciał dać się zamknąć w klatkach zbiorowych wiar i lojalności. Pozostawał, jak pisze Dahrendorf, niezależnym „publicznym intelektualistą", z natury antyplemiennym.

        A przy tym wszystkim Erazmowi daleko było do waleczności, unikał twardych zaangażowań, wystrzegał się słów i gestów, które mogłyby go narazić na represje. Toteż jego spadkobiercy, „erazmianie", nie muszą być, według Dahrendorfa, specjalnie odważni ani tym bardziej uczestniczyć w czynnym oporze przeciw złu. Ich rola polega przede wszystkim na oświetlaniu nam rzeczywistości i dawaniu narzędzi jej rozpoznawania.

        Jasne, mogą być waleczni i zaangażowani. Do „erazmian" należy choćby Jan Patočka, czechosłowacki filozof, zawsze niezależny, który pod koniec życia włączył się do działań opozycyjnej Karty 77. W tym gronie są też młodsi Václav Havel i Adam Michnik. Bo niezależnie od swych czynnych zaangażowań są owymi publicznymi intelektualistami, pielęgnującymi liberalne, erazmiańskie cnoty.

        Polska autokracja skupiona na przeszłości
        Dziś są one równie potrzebne jak kiedyś, choć obecna stawka jest nieporównywalna ze skalą zagrożeń niesionych przez dawne faszyzmy i komunizm oraz ich zbrodniczości. Te ideologie były masowe i mocarne. Jak notuje Dahrendorf, oferowały odnowienie wspólnotowych więzi, erodujących w nowoczesności, klarowną tożsamość, a komunizm dodatkowo jasną i nieuchronną przyszłość.

        Natomiast obecna polska autokracja gnije od samego początku, i to na publicznym widoku. Nie obiecuje też przyszłości - skupia się na obronie mitycznej wyobrażonej przeszłości, nacjonalistycznej i jednolitonarodowej.

        Ideologia PiS-u czy podobne nurty na Zachodzie, choć czerpią rozmaite elementy z faszyzmów i komunizmu, inaczej niż one nie są ekspansywne. Są ucieczkowe. zarówno PiS, jak i pod tym względem bliźniacza Konfederacja, mówią nam: ponieważ nie zmienimy świata na swoją modłę, wyjdźmy z niego do naszych piwnic. Olbrzymia część publicznej perswazji tych ruchów skupia się więc na tym, jak owym piwnicom przydać powabu i dowieść, że są one bezpiecznym schronieniem przed rzeczywistością. To sedno obecnej rewolty przeciw demokracji, którą Dahrendorf, widząc jej początki, nazywał „nowym kontroświeceniem".

        Takie ideologie nie tworzą mocnych pokus dla intelektualistów poszukujących, jak niegdyś, sensu bądź sprawczości. Tym bardziej dziwi mnie grono, które przystąpiło bez zahamowań do polityki PiS-u bądź ją wspiera. Zwłaszcza że ci nasi współcześni znają przeszłość i wiele wiedzą o autorytarnych pokusach i zdradach wartości. Nierzadko sami doświadczyli ich skutków.

        CDN...
        • diabollo Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 10:13
          Nie da się więc przyznać im dobrodziejstwa nieświadomości, w co się wepchali. Dlatego, jak myślę, nie mają wyposażenia, by stać się w przyszłości „erazmianami".

          Ralf Dahrendorf, „Pokusy wyzbycia się wolności. Intelektualiści w czasach próby", przeł. Adam Romaniuk, Wydawnictwo Agora 2022. Książka dostępna na Kulturalnysklep.pl i w formie e-booka na Publio.pl.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,30252629,i-ty-zostaniesz-erazmem-z-rotterdamu.html
      • grzespelc Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 13:32
        Błogosławieni którzy nigdy nie uwierzyli.
    • diabollo Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 10:21
      Podobnie jak sugeruje pan Beylin, nie uważam dyktatury Kaczyńskiego i jego ideologii za coś trwałego.
      Bez względu na wynik najbliższych wyborów Kaczyński niedługo wyciągnie kopyta po prostu ze starości, a jego miejsce zajmą nowi katoprawicowcy.

      Ciekawszym pytaniem powinno być jak to się stało, że polska inteligencja tak jednoznacznie, bezmyślnie a zapamiętale weszła z tak fatalnymi społecznie skutkami dla Polski w antyhumanistyczną ideologię katolicką, weszła w kult bałwana Jana Pawła Olbrzymiego i oddała koszczujowi katolickiemu "rząd dusz" nad polskim społeczeństwem?

      Kłaniam się nisko.
      • grzespelc Re: Elity inteligencji i dyktatury 08.10.23, 13:33
        Filozoficznie podchodząc do sprawy, to w ogóle nic nie jest trwałe, nawet cząstki elementarne potrafią się rozpadać...
        Chyba obserwujemy koniec reżimu, czuję to wszędzie, ale może dlatego, że bardzo chcę...
        Za tydzień ostateczne starcie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka