onemama
18.01.10, 15:07
Witam.
To ja - łażąca depresja. Zdiagnozowana już kilka lat temu. Najpierw
po poporodowa, potem za parę lat nawrót i znowu. Teraz kolejny.
Za pierwszym razem brałam leki, chodziłam na terapię. Przerwałam, bo:
miałam omamy po Anafranilu a psycholog sam wymagał pomocy - takie
sprawiał wrażenie. Następnym razem pani psycholog znowu mnie
zraziła. Kolejny raz to tylko xanax i zwolnienie.
A teraz?
Nie mam chęci chodzić na terapię - mam jakieś opory (też przed
mówieniem o sobie) przed tym, z resztą szczerze mówiąc nie chce mi
się. Nie mogę się zmotywować. Tak na prawdę motywacji nie mam do
niczego i wołami mnie z domu nikt nie wyciągnie.
Psychiatra? Tak, jasne, ale znowu trzeba wyjść z domu, trzeba
zadzwonić do poradni, trzeba rozmiawiać z ludźmi. Unikam ich, nie
chcę mieć z nimi konaktu. Tracę przyjaciół i znajomych. Oczywiście
nikt nie wie o co chodzi, dlaczego; no przecież nie lubię o sobie...
Nie mam sił do wstania rano, zrobienia czegokolwiek, zrobienia
śnidania dziecku, odwiezienia go do szkoły, pójścia do pracy. Tam
udaję że pracuję. Wracam do domu i znowu błędne koło - obowiązki a
ja nie mam na nie siły i ochoty.
Najgorsze jest to że perspektywy są beznadziejne - każdego dnia to
samo.
Poczucie beznadziei, zmęczenia, braku sensu życia, swoich działań.
Pierwsze pytanie - czy ktoś - coś umie zmotywować mnie do
minimalnego wysiłku i odwiedzenia psychiatry? Ja nie umiem.
Drugie pytanie - jak długo czeka się na wizytę państwowo? W
Warszawie. Czy do tego czasu (gdy w końcu ktoś mnie za kłaki
wyciągnie) nie wykończę się?
Trzecie pytanie - czy juz tak do końca życia będzie? Nawroty?