Dodaj do ulubionych

Depresja od... zawsze...

21.02.10, 09:05

Zdałam sobie sprawę z tego,że tak właściwie to od zawsze taka jestem.Smutna,wyciszona,nieszczęśliwa.Byłam spokojnym,zamkniętym w sobie dzieckiem,zakompleksioną nastolatką,o której w szkole mówiono:"dziwna".Nie miałam nigdy wielu znajomych ani dobrego kontaktu z rodziną.
Czasem jest lepiej i myślę,że już po wszystkim,póżniej znowu gorzej.Tak w kółko.Stale z tym walczę.Nie powiem,że bez żadnych rezultatów.Nie lubiłam swego ciała,więc przestałam się objadać i pokochałam sport,zdrowy tryb życia,znalazłam mężczyzne swoich marzeń,wciąż stawiam sobie nowe cele,szukam pasji,nowych wyzwań.Mam teraz 26 lat.Jestem piękną inteligentną kobietą,kochaną przez wspaniałego faceta.Mam mieszkanie,niezły samochód,zwariowane zainteresowania.Mogłoby się wydawać,że tylko pozazdrościć,a tak na prawdę to jest we mnie smutek.Czuję się czasem tak beznadziejnie nieszczęśliwa.Datychczas myślałam,że jest o.k ale coraz bardziej zaczynam dostrzegac prawdę:że nie jest.Że ja się wcale tak bardzo nie zmieniłam.Ostatnio cierpię znowu na bezsennoś,przesypiam za to całe poranki,południa,nie mam ochoty wstac z łóżka.Trudno jest mi się zorganizować.Cały czas czuję niepkój,rozdrażnienie,zmęczenie,trudno jest mi się koncentrować,coraz częściej zapominam,wręcz mam wrażenie niesprawności intelektualnej i to mnie jeszcze bardziej przytłacza.Tracę ochotę na wychodzenie z domu,spotkania towarzyskie,seks.Mam tego wszystkiego świadomość i staram się jakoś z tym radzić,mobilizuję się do aktywności,staram się myśleć pozytywnie,robić coś sensownego ale...Nie mam już siły.Chyba potrzebuję tarapii i leków.
Zmieniłam niedawno miejsce zamieszkania,ze wględu na pracę narzeczonego.Miasto mi się nie podoba.Nie mam tutaj znajomych,zresztą nie mam już ich w ogóle nigdzie.Tak się złożyło.Trudno jest mi znależć pracę,zresztą zawsze często ją zmieniam i nigdy nie jestem zadowolona ze stanowiska,bo uważam,że stać mnie na coś lepszego(Dlatego w pażdzierniku chcę zacząć studia)Dostaję czasem jakieś zlecenie.Praca,którą aktualnie się zajmuję polega na kontaktach z ludżmi,czemu nie sprzyja mój obecny stan i mam z tego powodu ciągle wyrzuty do siebie nie mówiąc o stresie.
Parę lat temu chodziłam do terapeuty przez pół roku.Dużo z tego wyniosłam ale przerwałam terapię,bo zmieniłam miejsce zamieszkania(patrząc wstecz często je zmieniam).Stałam się silniejsza i myślałam,że dalej już poradzę sobie sama.Jednak się myliłam.Teraz to dostrzegam.Mam wrażenie,że gdy zaczyna być ze mną o.k,to potem następują powroty depresji i są one coraz silniejsze.
Zaczyna do mnie docierać,że sama sobie z tym nigdy nie poradzę i czas coś tym zrobić,poważnie się za siebie zabrać,poszukać pomocy.Bo już odbija się to na moim związku,życiu zawodowym.Właściwie teraz dopiero do mnie dotarło ,że tak na prawdę mam tan stan od bardzo dawna,odkąd pmiętam(!).Boję się,że kiedyś stracę wiarę w to,że może być lepiej.Że stracę to co jest dla mnie teraz ostoją.Że zostanę biedną,samotną,schorowaną staruszką.
Piszę to,żeby się wygadć.Może ktoś mnie zrozumie,może ktoś coś doradzi i żeby pokazać wam na swoim przykładzie iż nie warto rezygnować z pomocy terazpeutecznej.Depresja to poważna choroba.Powinno się ją leczyć,bo może spustoszyć nasze życie.
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: Depresja od... zawsze... 21.02.10, 12:36
      Mam takie wrazenie kiedy czytam Ciebie ze wiesz co nalezy robic,
      wiesz w jaki sposob radzic sobie aby bylo dobrze ale to sa tylko
      akcje, ktore przynosza krotkotrwale rezultaty. Po zakonczeniu wraca
      smutek, przygnebienie.
      Napisalas ze jestes kochana przez wspanialego faceta ale czy Ty go
      kochasz ? Mam wrazenie ze brakuje Ci w zyciu milosci, do tego co
      robisz, do otoczenia w ktorym zyjesz, brakuje czegos co mogloby byc
      wazne dla Ciebie i silniejsze niz smutek i obojetnosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • babetschka Re: Depresja od... zawsze... 21.02.10, 12:44
      karola
      marne to pocieszenie ale ja od siebie napisze ci ze...z "prawdziwej" depresji
      takiej tkwiącej az po kość, nie wychodzi sie nigdy.....
      sa okresy lekkiej poprawy pod wplywem lekow lub innych czynnikow zewn, ale ona
      wroci predzej czy pozniej ...

      chyba ze to nie jest "prawdziwa" depresja...wtedy...kto wie...
      • lucyna_n Re: Depresja od... zawsze... 21.02.10, 15:17
        nie gadaj bzdur
        wiele osób przechodzi tylko jeden nawet cieżki epizod depresyjny, nie u każdego
        następuje nawrót i wcale nie oznacza to że to nie była depresja.
      • mskaiq Re: Depresja od... zawsze... 21.02.10, 21:12
        Nie istnieje cos takiego jak prawdziwa depresja albo inaczej kazda
        depresja jest prawdziwa.
        Czesto ludzie po traumatycznych przezyciach uwazaja ze ich depresja
        jest bardziej prawdziwa niz u innych.
        Depresji mozna sie pozbyc ale najpierw trzeba rozumiec co jest jej
        przyczyna, trzeba zmieniac siebie. Trzeba zadbac o wlasne cialo,
        przejac kontrole nad emocjami i pozbyc sie blednego myslenia.
        Serdeczne pozdrowienia.
    • milczek26 Re: Depresja od... zawsze... 23.02.10, 20:33
      Chciałabym nawiązać do wypowiedzi karolinaes,gdyż jak czytałam Twoją wypowiedź,to miałam wrażenie jakbym czytała o sobie. Wizyta na tym forum jest moją pierwszą taką wizytą. Zdecydowałam się znaleźć ludzi,którzy mają podobny problem do mojego i hasło "depresja od...zawsze..." opisuje dosłownie moje życie.Tak samo jak Ty,od małego byłam spokojnym,małomównym dzieckiem,które (tak jak powiedziałaś o sobie) też było przez rówieśników określane mianem "dziwna". Miałam dobry kontakt z rodzicami i dwiema przyjaciółkami,rozmawiałam tylko z nimi,a kiedy życie postawiło mnie w sytuacji kiedy musiałam odezwać się do kogoś obcego,dostawałam z nerwów zadyszki i zaczynałam się jąkać. Dlatego też miałam problemy w szkole z czymś co nazywa się aktywnością-nauczycielka od polskiego,kiedy po 4 latach ogólniaka,na koniec roku szkolnego usłyszała mój głos,ze zdumieniem powiedziała: "to ty jednak potrafisz mówić..":) Teraz się z tego śmieję,ale wtedy czułam się dyskryminowana,kiedy na semestr czy na koniec roku wystawiano mi np. 4,mimo iż miałam same piątki,tylko dlatego,że z aktywności miałam 1. Dlatego teraz sama,jako nauczycielka,nie popełniam tego błędu i nie dyskryminuję ucznia tylko za to,że jest wstydliwy. Dziwisz się pewnie,że pomimo mojej przeszłości milczka zostałam nauczycielką:) Czyli znowu wątek podobny do Twojego,bo Ty też napisałaś,że pracujesz z ludźmi. Gdzieś w Internecie czytałam,że jednym z objawów depresji jest narastająca absencja w pracy. I rzeczywiście,niełatwo jest pracować z depresją,szczególnie w miejscu gdzie jest dużo ludzi. Ja się o tym przekonałam,kiedy to w dwóch poprzednich miejscach pracy,unikałam tej pracy (non stop prosiłam lekarza o zwolnienia),w zasadzie celowo dążąc do tego,żeby mnie zwolnili,bo sama nie miałam odwagi iść do szefa i wręczyć wymówienie. Teraz,z perspektywy czasu,widzę,że takie działanie było podyktowane tym,że źle mi było w tych szkołach. Wtedy,kiedy trzeba było po raz kolejny szukać nowego miejsca pracy,depresja oczywiście nasiliła się. Ale los ofiarował mi posadę w tak świetnej szkole,z tak świetnymi dziećmi i z tak wspaniałą kadrą,że wówczas przywróciło mi to wiarę w siebie. Odkąd tam pracuję jestem non stop chwalona za swoje osiągnięcia i w życiu nie spodziewałabym się,że jak to ja mówię - demony przeszłości powrócą.. Pomimo sukcesów na gruncie zawodowym, pomimo wspaniałego faceta u mego boku itd.,depresja wróciła ze zdwojoną mocą. Objawy bardzo szybko się nasilały,a u mnie depresja objawia się nagłym odpływem energii z mojego ciała,tak że muszę się położyć i nic mi się wtedy nie chce robić,a dodatkowo (co dla mnie jest najgorsze) pojawia się tak jakby w klatce piersiowej ogromne poczucie lęku,do tego stopnia,że muszę nabierać duże chałsty powietrza,bo przy wydechu mam wrażenie jakby mi coś ciężkiego na klatkę położono i mam wtedy uczucie,że klatka mi się zapada. Lekarz rodzinny od razu rozpoznał u mnie depresję,ale był tak zdziwiony jak mu opisywałam swoje objawy,że dla pewności wysłał mnie na EKG (które wykazało,że z serduchem wszystko dobrze). Od 3 msc-y biorę tabletki na depresję i faktycznie na początku pomagały,a teraz mam wrażenie,że deprecha wytoczyła wszystkie swoje działa i skutecznie wyniszcza mój organizm i psychikę. Najbardziej przeraził mnie moment,kiedy to powiedziałam mojemu narzeczonemu,że modlę się o wypadek samochodowy,albo inny skuteczny sposób,który zabrałby mnie z tego świata. Kiedyś bardzo negatywnie wyrażałam się na temat samobójców i prób samobójczych,aż tu nagle taka myśl sama zawitała do mojej łepetyny. W tym samym momencie kiedy wyraziłam taką myśl,chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do mojego lekarza rodzinnego i powiedziałam,że natychmiast ma mnie przyjąć,nawet poza kolejką,bo źle się ze mną zaczęło dziać. Tym sposobem dostałam inne leki i na razie nadal mam niemal codziennie te napady lęku,ale przynajmniej wtedy wiem,że mam się położyć do łóżka,zamknąć oczy i spróbować się zdrzemnąć,żeby choć trochę złagodzić natłok negatywnych myśli,które niestety w takich momentach aż buzują mi pod czaszką. Te negatywne myśli,to np. takie,że nikt mnie nie lubi,nikt mnie nie kocha,nikt nie chce się ze mną spotykać,jestem ogólnie do niczego;wtedy też wyłączam komórkę,odłączam telefon stacjonarny,wyłączam domofon i mam ochotę zniknąć. I nieważne,że to wszystko to nieprawda,bo w nowym miejscu zamieszkania (i tu pojawia się kolejny wspólny wątek:)) sąsiedzi mnie lubią,przyjaciele narzeczonego też,w pracy mnie uwielbiają,mam nowe bardzo życzliwe mi koleżanki.. Wtedy w mojej głowie dominuje przeświadczenie,że wszyscy są dla mnie mili,bo coś przeciwko mnie knują;że tak naprawdę w duchu się ze mnie śmieją itp. Na szczęście jeszcze nie jest ze mną tak źle,żebym wierzyła w te zwodnicze myśli,które mnie czasem atakują:) Nawiązując jeszcze do innych wspólnych objawów,to też unikam rodziny (bo mówią o mnie,że skoro mało się odzywam,to znaczy że się wywyższam..), też w nocy nie mogę spać,a potem leżę jak kłoda do południa, też boję się,że jeśli choroba będzie się nasilać,to w końcu narzeczony i ludzie mi bliscy się ode mnie odwrócą,bo stwierdzą,że ile można mnie pocieszać i mówić mi jaka jestem fajna.. Też się o to boję i mam taką szczerą nadzieję,że jednak te nowe leki ustabilizują mnie emocjonalnie i,że wreszcie uwierzę w siebie. Ale tak prawdę mówiąc,jak wracam myślami do przeszłości,to przypominam sobie,że przecież ja takie napady lęku mam odkąd pamiętam i że przecież już w podstawówce ratowałam się tabletkami ziołowymi typu Persen itp. Tylko po prostu teraz,jak zaczęło się to dorosłe życie na własny rachunek,to pojawiły się nowe obawy,dużo większe niż np. strach przed maturą,czy obroną pracy dyplomowej i niestety depresja ma teraz o wiele większe pole do popisu.. Mam tylko nadzieję,że przechytrzę tę "gadzinę" i nie zejdę na zawał jako młoda kobita,tylko dlatego,że na przykład po raz piąty nie zdam egzaminu na prawo jazdy:) Pozdrawiam Ciebie i pozostałe żuczki borykające się z tą paskudną deprechą. Trzeba pamiętać tylko o jednym - nie jesteście sami z tym problemem,a kiedy się pojawia,to od razu trzeba gnać do lekarza po pomoc.
      • lucyna_n Re: Depresja od... zawsze... 23.02.10, 21:55
        jakbyś podzielila na akapity łatwiej by się czytało.
      • karolinaes Re: Depresja od... zawsze... 25.02.10, 23:52

        A jednak jest gdzieś ktoś z podobnym problemem...Teraz już wiem na pewno,że nic sobie nie wmawiam.Ja też dostałam 4 z j.polskiego mimo samych 5 z tego samego powodu w 8 klasie podstawówki!Bardzo mnie to sfrustrowało.Póżniej ledwo skończyłam liceum i zdałam maturę.I także opuszcza mnie energia i muszę się położyć.Tyle tylko,że taki sposób już mi nie pomaga,bo gdy wstaję narzeczony jest obrażony,że idę spać zamiast spędzać czas z nim.W ogóle mnie ostatnio nie wspiera,wręcz wywołuje we mnie gorsze samopoczucie.Też jemu już mówiłam,że ja nie chcę żyć,czasem na prawdę mam takie myśli,chociaż wiem że nigdy nic głupiego nie zrobię.
        Bardzo ci dziękuję za twojego posta.Dodał mi otuchy,bo poczułam się zrozumiana.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka