Dodaj do ulubionych

Nie daję sobie prawa do choroby

23.03.10, 08:56
Z jednej strony jest lepiej - śpię, nie latam na wysokości lamperii a strach
nie determinuje mojego życia. Ale z drugiej strony wcale nie jest lepiej -
oszukuję wszystkich że jest lepiej - tego oczekują, oszukuję samą siebie że
jest lepiej. A w środku wyję ze strachu i rozpaczy. Nie czuję że żyję, boję
się życia teraz, po. Zaczynam coraz bardziej martwić się o to co dalej.
Przez te "eksperymenty" lekowe, przez całą chorobę zaniedbałam życie, parę
spraw odpuściłam, niektóre poważniejsze niektóre mniej poważne. Teraz nadszedł
strach i panika. A nie mam siły ponaprawiać tego.
Z jednej strony czuję że muszę się z mobilizować, że muszę żyć, ale z drugiej
wiem że to bzdura, że nie za bardzo jest lepiej. Ech nienawidzę siebie.
Obserwuj wątek
    • martini-7 Re: Nie daję sobie prawa do choroby 23.03.10, 09:07
      może to zabrzmi głupio i banalnie ale skoro widzisz dwie strony, to może skup
      się na tej fajniejszej, skoro zaczęłaś widzieć ją to duży plus :)
    • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 23.03.10, 09:59
      nie od razu krakow zbudowano, nie zapominajmy o rekonwalescencji, po niewielkiej
      chorobie typu przeziębienie która trwala tydzień trzeba mieć dobrych kilka dni
      na rozruch i powrót do pełnej sprawności ducha i ciała, a co dopiero po
      depresji. Właściwie po ciężkiej depresji powinno się wziąć długi urlop żeby
      odpocząć, ale że życie nei jest idealne to trzeba po prostu traktować się trochę
      ulgowo, dużo odpoczywać, dbać o siebie a z czasem powoli się rozkręcać. Wywarcie
      od razu po kilku lepszych dniach presji że teraz trzeba wejść na stare obroty
      może jedynie spowodować nawrót. I tyle w tym temacie.
    • mskaiq Re: Nie daję sobie prawa do choroby 23.03.10, 11:40
      Trzeba ponaprawiac to co zostalo zaniedbane. Bez tego nie poradzisz
      sobie bo strach bedzie nieustannie sie pojawial i wszystko psul.
      Nie poradza na to zadne srodki bo zaniedbane sprawy przyniosa
      rzeczywiste zagrozenie ktorego nie sposob sie pozbyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • ichnia Masz prawo. 23.03.10, 13:23
      A że nie bardzo to odpowiada, chciałoby się więcej...cóż. Osoba która jeździ na
      wózku inwalidzkim z pewnością chciałaby chodzić o własnych siłach. Głową muru
      nie przebije, a znam wiele przypadków świetnej adaptacji takich osób. Warunkiem
      było zaakceptowanie własnej ułomności, dostosowanie wymagań i tempa życia do
      własnych możliwości.
      • lucyna_n Re: Masz prawo. 23.03.10, 14:55
        może to głupio porownywać się do osób na wozku ale jak zaakceptowac coś w co
        nikt, ale to nikt z zewnątrz nei wierzy? to że osoba na wózku czegoś nie może i
        ma ograniczenia to dla wszystkich oczywiste (* z wyjątkiem nfz i urzędnikow), a
        czego nei może osoba co ma teoretycznie zdrowe ręce i nogi? Dlaczego nei może
        pracować, dlaczego raz może a raz nei wyjść z domu, i skoro tydzień temu mogla
        to i dzisiaj jak się wysili to może, tylko pewnei jest lemiwa i jej się nei
        chce. Tłumaczenei że ja wlaśnie jestem "wielbłądem" chociaż na zewnątrz nie
        wygladam męczy mnie od lat. Co gorsza nawet w zetknięciu z zaburzonymi niezbyt
        często znajduję zrozumienie bo każdy ma na innym tle ograniczenia i trudno wejść
        w czyjąś skórę.
        często ludzie widzą w nas więcej potencjalnych możliwości niż my odczuwamy.
        momentami jest to dla mnie ciężar nie do uniesienia.
        • ichnia Re: Masz prawo. 23.03.10, 19:21
          Zgadza się. Dlatego tak ważne jest by sobie samemu dać pozwolenie na taką czy
          inną ułomność. A że inni nie wierzą? Nie rozumieją? W sumie nie ma się co
          dziwić, większość wierzy tylko w to co widzi. Taka krótkowzroczność. To też
          ułomność ;)
          Kiedyś straszliwie denerwował mnie okres wakacji, gdy się zbliżały każdy
          zaczynał pytać o plany urlopowe, kiedy, gdzie, co i jak. Myślałam, że wyjdę z
          siebie. Ale co miałam tłumaczyć, że co z tego że urlop, że mi się wcale nie chce
          nigdzie ruszać, a jeśli nawet wyjadę - to żadna wielka radocha z tego powodu, bo
          tak naprawdę to wolałabym przesiedzieć w domu jak najdłużej...?? A czemu winni
          ci co pytali, dla nich to normalne i fajne, przecież nie mogli rozumieć tego jak
          się czuję. Przestałam się na to złościć, nauczyłam się jakoś tak rozmawiać żeby
          nie roztrząsać tego tematu, żeby to nie sprawiało przykrości mi samej.
          Niewidomego widzieć nikt nie nauczy.
          • lucyna_n Re: Masz prawo. 23.03.10, 22:46
            ja to niby rozumiem, i nie mam za złe, ale jednak mimo wszystko boli. Czasem
            bardzo, czasem spływa jak woda po kaczce, częściej jednak zakluje mimo wszystko
            i wlaśnei powoduje tą niemożnaość przyzwolenia na słabość, wywoluję tą presję w
            środku nie dającą odpocząć.
            • kara.mija Re: Masz prawo. 24.03.10, 08:45
              ah.... żadne to pociesznie ale mimo to cieszę się, że nie jesteśmy z
              tym sami i że jestemy MY i rozumiemy siebie nawzajem .... mimo
              całego niezrozumienia przez otoczenie jest to przecież jakaś
              iskierka w tunelu. A poważnie - ja też czuję się lepiej i mimo
              oczekiwań wszystkich, że będę teraz już mogła żyć jak kiedyś dałam
              sobie przyzwolenie na rekonwalescencję powoli wchodzęna obroty (nie
              zakładam nawet czasu w którym wejdęznowu na pełne - zobaczymy). A
              jak ktoś tego nie rozumie to albo tłumaczę albo brzydko
              pisząć "olewam" - oczywiście nie zawsze mi się to udaje bo nadal
              miewam gorsze dni ale staram się trwać przy tym założeniu bo innego
              sposobu nie widzę.
              • lucyna_n Re: Masz prawo. 24.03.10, 09:44
                to zrozumienie jest pozorne, tylko w necie, jakbyśmy się spotkały to bardzo
                wątpię czy rzeczywiście byśmy się rozumiały, każda by widziała w drugiej
                możliwości jakich tamta w sobei nie odczuwa i tak naprawdę szlag by trafił "dusz
                zbratanie".
                • ichnia Re: Masz prawo. 24.03.10, 13:08
                  ucyna_n napisała:
                  > to zrozumienie jest pozorne, tylko w necie, jakbyśmy się spotkały to bardzo
                  > wątpię czy rzeczywiście byśmy się rozumiały, każda by widziała w drugiej
                  > możliwości jakich tamta w sobei nie odczuwa i tak naprawdę szlag by trafił "dus
                  > z
                  > zbratanie".

                  Hehe ;)

                  Tak naprawdę to chodzi o "poczucie" zrozumienia, nie odosobnienia, wtedy nawet
                  nie trzeba będzie się spotykać ;)
                  • lucyna_n Re: Masz prawo. 24.03.10, 13:20
                    dla mnie to niewiele znaczy
                    • ichnia Re: Masz prawo. 24.03.10, 13:43
                      lucyna_n napisała:
                      > dla mnie to niewiele znaczy

                      Dla niektórych znaczy.
                      • lucyna_n Re: Masz prawo. 24.03.10, 16:25
                        i co z tego?
                        • ichnia Re: Masz prawo. 24.03.10, 20:22
                          lucyna_n napisała:
                          > i co z tego?

                          nic
    • mskaiq Re: Nie daję sobie prawa do choroby 24.03.10, 13:00
      Ichnia napisala
      >Zgadza się. Dlatego tak ważne jest by sobie samemu dać pozwolenie
      >na taką czy inną ułomność. A że inni nie wierzą? Nie rozumieją? W
      >sumie nie ma się co dziwić, większość wierzy tylko w to co widzi.
      >Taka krótkowzroczność. To też ułomność ;)
      Pracuje z ludzmi z porazeniem mozgowym. Sa tacy ktorzy akceptuja
      swoja ulomnosc i te osoby traca mozliwosc wstawania, chodzenia,
      karmienia siebie i samodzielnego zycia, chociaz kiedys byly te osoby
      niezalezne.
      Sa tacy ktorzy potrafili obronic chodzenie, wstawanie i sa niezalene.
      Te osoby potrafia upasc, ale sie tym nie zrazaja, chca chodzic i byc
      niezalezne chociaz kosztuje ich to wiele wysilku.
      W zamian za to maja satysfakcje z niezaleznosci, samodzielnosci i
      uczestniczeniu w zyciu. Pracuja, same potrafia pojechac na
      interesujacy ich mecz, do kina, teatru, itp.

      To samo dotyczy depresji. Jesli pozwoli sie sobie na ulomnosc
      lezenia w lozku to straci sie chodzenie, bo zanikna miesnie i trudno
      je po tym odzyskac.
      Przyzwalajac na ulomnosc mozna stracic mozliwosc wychodzenia z domu,
      pracy, komunikowania sie z ludzmi, itp.
      Oddajac depresji wszystko co w zyciu sie liczy oznacza ograniczenie
      siebie do zera.
      Czlowiek staje sie cialem w ktorym sie nic sie nie dzieje, ale tylko
      pozornie bo bol jak przynosi taki stan jest nie do zniesienia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ichnia Re: Nie daję sobie prawa do choroby 24.03.10, 13:12
        mskaiq napisał:

        Zła interpretacja. To o czym piszesz, to poddanie się. Moja wypowiedź oznacza
        coś zupełnie innego.
      • onemama Re: Nie daję sobie prawa do choroby 24.03.10, 16:45
        Mskaiq - czasem nie obraź się ale gdy Cię czytam to się zastanawiam co Ty tu
        robisz. Masz w sobie jakieś nie wiem, pogodzenie, siłę czy co tam. Nie żebym
        krytykowała, czy osądzała, tak tylko nie pasujesz obrazem do mnie, czy do paru
        innych osób stąd. Może to też kwestia leczenia, czy samoleczenia. Ja nie wiem. Z
        drugiej strony owszem, nieakceptowanie siebie takiego jakim się jest, nie
        akceptowanie swoich ułomności, determinowanie życia tym czymś sprowadza do zera.
        Chyba tak właśnie jest w depresji - jestem zerem, świat jest nic niewart, i tak
        świat się nie zmieni czy będę czy nie będę na nim.
        Natomiast nie do końca zgadzam się z Lucyną piszącą że kontakt na forum jest dla
        niej prawie nic nie wart (przepraszam z góry jeśli czegoś nie zrozumiałam, lub
        uraziła Cię Lucyno), to pisanie tu jest jakimś kontaktem dla mnie z innymi
        osobami które jednak w jakiś sposób mnie rozumieją, wiedzą jak to jest gdy ból
        podniesienia powiek rano jest nie do zniesienia, a poza tym co niejednokrotnie
        podkreślałam - tu mogę i nie boję się wywewnętrznić (choć i tak skromnie) w
        rzeczywistości nie umiem tego prawie przed nikim, a jeśli już to szczątkowo. To
        jakoś mi jednak pomaga że ktoś znający z autopsji depresję może powiedzieć
        słuchaj jest tak i tak, u mnie było tak, ale może być tak.
        • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 24.03.10, 17:31
          ale ja nie mówię że komuś innemu forum nei pomaga, piszę tylko że wyobrażenie o
          zrozumieniu na forum jest bardzo złudne, choć i na ułudzie można zbudować
          poczucie ulgi.
    • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 24.03.10, 20:55
      Moja teoria jest taka, że chory nie powinien zamęczać rodziny. Póki jest w
      stanie zwlec się z łóżka i coś zrobić, to powinien się zwlekać i robić.
      Po to umiemy udawać, żeby nie pokazywać za bardzo po sobie, że jest źle.
      Wiem, wiem, tłumione emocje zabijają itp., itd, ale za to nietłumione emocje
      zabijają naszych bliskich.
      To ja już wolę sama barować się ze swoją słabością niż zatruwać życie dzieciom.
      Obecnie moje samopoczucie jest dobre, bo na szczęście jesienią zaczęłam się
      leczyć i szczerze mówiąc, kiedy sobie przypomnę, jak było przed leczeniem, to
      sama się dziwię, jaka byłam dzielna, chociaż oczywiście myślałam, że jestem do
      niczego.

      To tyle peanów na własną cześć:)

    • mskaiq Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 17:03
      onemama napisała:
      >Z drugiej strony owszem, nieakceptowanie siebie takiego jakim się
      >jest, nie akceptowanie swoich ułomności, determinowanie życia tym
      >czymś sprowadza do zera.
      Akceptuje siebie, akceptuje moje bledy, nigdy nie jestem przeciwko
      sobie, potrafie wybaczyc sobie jesli zrobie cos zle ale rownoczesnie
      staram sie nie popelniac bledow ktore wywoluja u mnie poczucie winy.
      Jesli chodzi o ulomnosci to taki sposob myslenia sprowadza zycie do
      zera.
      Nie moge wyjsc z domu, nie moge miec przyjciol, nie moge pracowac,
      nie moge prawie nic. Jak w takiej sytuacji cieszyc sie, miec dobry
      nastroj ?
      Uznanie siebie za osobe ulomna to poddanie sie, to akceptacja ze
      nigdy nie bedzie lepiej, to odbieranie sobie motywacji do zycia.
      Serdeczne pozdrowienia.


      • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 17:54
        akie blędy w sobei akceptujesz?
        bardzo, ale to bardzo jestem ciekawa
        • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 18:42
          Pytanie nie do mnie, ale mam ochotę odpowiedzieć:) Nie akceptuję moich błędów,
          ale nie robię sobie wyrzutów, jeśli błąd powstał niechcący. Nie wymagam od
          siebie perfekcjonizmu, bo zauważyłam, że perfekcjonizm innych, to raczej ich
          dobre samopoczucie i autoreklama.
          Czy znasz kogoś o kim mogłabyś powiedzieć: perfekcjonista?
          • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 19:10
            Na studiach miałam taką koleżankę, która twierdziła, że uczy się tyle, ile może.
            Według mojej oceny ona nie uczyła się wcale i oczywiście studiów nie skończyła.
            Ja, jeśli nie padałam na ryj, to uważałam, że nic nie robię. Zawsze uważałam się
            za mniej bystrą niż inni. Szłam swoim żółwim tempem, wylewając przy tym siódme
            poty i okazuje się, że ja, depresyjny żółwik, wcale nie jestem na końcu
            peletonu. Ale z Justyną Kowalczyk nie ośmielę się konkurować:) To już absolutnie
            nie moja kategoria:)
            • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 20:12
              no i pozwolilaś maskowi ukryć się w potoku słów, a tak mi zależało na odpowiedzi
              tym razem, jak nigdy.
              • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 20:38
                No to moje gadanie okazało się do d...:(
                • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 20:42
                  A czego ty chcesz jeszcze od maska? Kiedy napisał, że omamy wzrokowe można
                  pokonywać poprzez ( zdaje się ) dotykanie, to dla mnie wszystko stało się jasne.
                  Podziwiam go. Bo to zdaje się "piękny umysł" jest.
                  • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 23:38
                    no ja jestem ciekawa jakie to słabości odkrył w sobie!!!
                    Ja nie podziwiam, zacznę jak się dowiem o tych słabościach zaakceptpwanych.
                    • ichnia Re: Nie daję sobie prawa do choroby 25.03.10, 23:57
                      lucyna_n napisała:
                      > no ja jestem ciekawa jakie to słabości odkrył w sobie!!!
                      > Ja nie podziwiam, zacznę jak się dowiem o tych słabościach zaakceptpwanych.
                      >
                      O błędach, o błędach, yes.
                      • onemama Lucyno i Masqa (pewnie z błędem napisałam) 26.03.10, 08:02
                        Lubię te wasze polemiki i dwa odmienne zdania, o jak bardzo odmienne. Nie będę
                        mówić którego postrzeganie świata i okolic jest mi bliższe, to chyba widać.
                        A swoją drogą kibicuję Lucynie w oczekiwaniu na odpowiedź bo i mnie to intryguje
                        jakież to błędy i ułomności są akceptowalne dla Masqa.
                      • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 14:22
                        blędach, no coż skoro już nie można o słabościach to niech chociaż te błędy.
    • mskaiq Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 13:11
      Wszystkie bledy akceptuje, nie ma zycia bez bledow. Co nie oznacza
      ze bledy te uznaje jako ulomnosc.
      Jesli mam problem i zapominam to co mam zrobic to zamiast uznac
      siebie za ulomnego lepiej wprowadzic kalendarz i zapisywac w nim co
      nalezy zrobic.
      Lek, potrafi ograniczyc zycie, stworzyc stan w ktorym na przyklad
      mozemy sie sami zamykac w domu, bo pojawiaja sie uczucia somatyczne
      ktorych nie potrafi sie opanowac. Ten lek to strach przed wlasnym
      cialem. Wielu osobom udalo sie pokonac ten lek, przejsc przez niego
      zrozumiec ze mozna sobie z nim poradzic bez wzgledu na to jakie
      przynosi odczucia.
      Mozna inaczej, mozna uznac lek jako ulomnosc. Tyle z taki lek bedzie
      narastal, moze ograniczyc przemieszczenie sie z jednego pokoju do
      drugiego, moze pojawic sie kiedy probuje sie pisac na forum, albo
      kiedy probuje sie zasnac, czy oddychac.
      Czy akceptuje lek, tak, trudno go nie akceptowac kiedy sie pojawia
      tyle ze obecnie nie wywoluje zadnych reakcji, nie budzi we mnie
      niepokoju, moge przejsc przez kazda jego faze bez zadnego problemu.
      Przerobilem go dobrze.
      Poczucie winy, pojawia sie natychmiast kiedy ma przyklad ktos powie
      ze potrafi radzic sobie z lekiem a ja nie potrafie. Tak dziala,
      poczucie winy, jest to uczucie ktore probuje zatrzymac pozytywne
      zmiany.
      Poczucie winy pojawia sie u mnie czesto tyle ze nie ulegam temu
      uczuciu, znam je, wiem co moze wywolac. Umiem sobie wybaczyc kiedy
      zrobie cos nie tak, albo czegos nie umiem.
      Mozna poczucie winy uznac jako ulomnosc ale wtedy jest sie skazannym
      na nie i epizody depresyjne ktore poczucie winy wywoluje.
      Kiedys musialem zaakceptowac to ze slysze glosy, omamy, urojenia,
      strach, zlosc, zal, mienawisc, itp ale nigdy nie uznalem ich jako
      ulomnosc.
      Gdybym zaakceptowal na przyklad glosy za ulomnosc czy chorobe mozgu
      to nie bylbym w stanie obronic sie przed nimi.
      Glosy tworza swiat strachu, nienawisci, bolu, zagubienia, nie sposob
      funkcjonowac w takim swiecie bo to swiat wielkiego strachu, bolu i
      cierpienia z ktorego probuje sie uciec, i wycofac.
      Ja stworzylem moj wlasny swiat, pelen milosci, szacunku, zaufania a
      tamten ktory probowaly narzucic glosy nie mial zadnego znaczenia.
      Serdeczne pozdrowienia.




      • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 13:29
        Mówcie co chcecie, ale to całkiem rozsądna walka z chorobą. To nawet nie walka,
        tylko wojna. Jeśli mask rzeczywiście stosuje swoje metody, to ja go podziwiam.
        Racjonalizuje dolegliwości i tak chyba trzeba robić. Tylko nie zawsze się to
        udaje. Najgorsze to płakać nad sobą.
        • mskaiq Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 14:02
          Nigdy nie traktuje tego jako wojny o siebie. Nie mozna przelamywac
          siebie za wszelka cene. Czesto nie daje sie pokonac leku, jest
          silnieszy, wtedy trzeba sie wycofac i sprobowac pozniej.
          Wlasnie to nieustanne wracanie, malenkie postepy, kazdy krok, czy
          pol sie liczy.
          Trzeba dac sobie prawo do wycofania, wybaczyc sobie kiedy sie nie
          udaje, cieszyc sie z kazdego powodzenia.
          Przede wszystkim trzeba uwierzyc w siebie, kazdy czlowiek moze
          wielokrotnie wiecej kiedy wierzy w siebie.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • martini-7 Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 14:14
            prawda trzeba umieć cieszyć się ze swoich postępów, takie małe radości dają
            satysfakcję i nadzieję na większe
        • lucyna_n Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 14:23
          rón jak uważasz, ale kilka osób już na oddziałach skończylo po próbach wdrażania
          złotych rad z foruma.
          • pogodyna Re: Nie daję sobie prawa do choroby 26.03.10, 14:32
            Ja tam nic wdrażać nie zamierzam, ale jak inni wdrażają to mi nie przeszkadza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka