Dodaj do ulubionych

dzisiaj znów

07.03.04, 16:54
pomyślałam, że powinnam chociaż trochę się pouczyć. dobrze więc, ale
odwlekałam to jak tylko się dało.
w momencie kiedy zasiadłam w kńcu nad podręcznikami i notatkami, zaczęło się.
znowu. zaczęłam płakać, siedziałam skulona i cała się trzęsłam, rozmazując na
twarzy łzy i smarki. znowu pmyślałam o sobie że jestem śmieciem i nic nie
wartym debilem który nawet nie potrafi opanować materiału z jakim radzili
sobie inni przede mną i po mnie.
i - pierwszy raz to mówię glośno - pomyślałam sobie że nie chcę żyć.
:(
Obserwuj wątek
    • awanturka Re: dzisiaj znów 07.03.04, 17:28
      Znam taki stan bardzo dobrze chociaż studia skoczyłam kilkanaście lat temu.

      To odwlekanie wszelkimi sposobami momentu sięgnięcia po notatki, czy zagladniecia do podręcznika. I to koszmarne napięcie, które temu towarzyszyło. Też ryczałam nad podręcznikiem. Też mówiłam, że nie chcę życ... Znam to wszystko.

      Nie wiem jak Ci pomóc. Przytulam Cię więc tylko mocno.

      - awanturka

      P.S.
      Jest na forum taki watek założony przez Plasanę zatytułowany "ile z was przewaliło studia?" (nr 3103- w tej chwili na str.1 na samymdole, za chwilę pewnie znajszie się na str. 2) - zagladałaś?



      -
      • szara_godzina Re: dzisiaj znów 07.03.04, 17:59
        czytałam ten wątek.
        mam 25 lat i jestem na trzecim roku. studia zaczęłam planowo, ale po pierwszym
        semestrze rzuciłam, potem było jakieś studium a potem znowu podjęłam rzucony
        kierunek.
        czuję się jak kretynka skończona że nie umiem, chodzę na zajęcia z młodszymi od
        siebie i myślę sobie, jak im dobrze, nie czują jeszcze tej presji którą czuję
        ja.
        zastanwiam się dlaczego tak mi śmieciowato, tyle osób nie skończyło studiów i
        jakoś z tym żyją. ja wiem, że nie chcę wykonywac zawodu związanego ze studiami
        (polonistyka) i mam męczącą świadomość że do nieiwelu czynności w życiu mogą
        się rpzydać.
        nie pracuję, jestem na utrzymaniu rodziców, a ojciec od zcasu do czasu mi to
        wypomina i wtedy jest mi jeszcze gorzej. próbuję znaleźć pracę, wysyłam cv'ki w
        różne miejsca - ale najgorszy nie jest brak pracy, najgorsze jest że w niewiele
        miejsc mogę wysłać moje cv! bo czasem nawet nie wiem czego dotyczą proponowane
        ogłoszenia.
        uczepiłam się myśli że przeniosę się na eksternistyczne jeśli tylko uda mi się
        znaleźć pracę i trzymam się tego, pracy ciągle szukając.

        jutro rano muszę iść wreszcie do kobiety od eghzaminu i jej wytłumaczyć
        dlaczego nie było mnie na obydwu terminach. nie wiem co mnie czeka. wszyscy
        mówią: musisz zdać, niemożliwe zebyś nie zdała, a nikt nie powie: nieważny ten
        egzamin, tak czy inaczej coś z ciebie będzie.
        qrva, gdybym wyskoczyła przez okno albo powiesiła się we własnym pokoju to może
        by do nich wszystkich wreszcie dotarło że to nie są żadne fanaberie, że ja się
        naprawdę boję studiów i egzaminów. dla ojca wszystko jest jasne: nie idę na
        egzamin, to znaczy że nie umiem, boje się bo się obijałam i nie nauczyłam. nie
        widzi innej opcji. nie rozróznia że to nie zwykłe nieróbstwo, ja się skryptów
        BOJĘ.
        • awanturka Re: dzisiaj znów 07.03.04, 19:18

          szara_godzina napisała:

          > zastanwiam się dlaczego tak mi śmieciowato, tyle osób nie skończyło studiów i
          > jakoś z tym żyją.

          Pozwól , że odpowiem cytatem skopiowany z innego watku:

          amorican napisał:
          "...Bo w depresji tak jest ,że oprócz beznadziejnych objawów ,nasze umysły
          jeszcze "napędzają " coraz to gorsze myśli...
          To tak ,jakby w mojej głowie siedział mój wróg i pilnował ,żeby czasem za
          dobrze nie było..."


          szara_godzina napisała:
          > nikt nie powie: nieważny ten
          > egzamin, tak czy inaczej coś z ciebie będzie.

          Sama sobie to musisz powiedziec.
          I ja Ci to mogę powiedziec.
          I myślę, że wiele osób na forum powiedziałoby Ci to samo.
          To że czujesz się "śmieciowato" to nie sprawa egzaminu czy studiów.
          To poprostu "siedzi" w Twojej głowie.
          Gdybyś skoczyła studia i znalazła pracę pewnie Twoja psychika wynalazła by sobie inny powód abyś czuła się "śmieciowato".

          W każdym razie w moim przypadku tak właśnie było. To sa chore emocje i to trzeba leczyc. Nie wiem kto się Toba powinien zajac (psychiatra czy psychoterapeuta), ale na pewno potrzebujesz pomocy.

          Czy próbowałaś się leczyc? Czy byłaś chociaż u psychologa.
          Leczenie tego typu problemów nie jest proste i nie można po nim spodziewac się wiele w krótkim czasie. ale chyba trzeba zdecydowac sie na ten krok.

          A teraz parę mniej ważnych, może, praktycznych uwag.

          Zaczęcie leczenia dałoby Ci też pewne "przywileje" na studiach np. możliwośc przesunięcia sesji, wpis warunkowy, urlop zdrowotny itp.

          Wiem, że wtajemniczenie dziekana czy opiekuna roku w swoje problemy emocjonalne nie jest sprawa przyjemna. Często ukrywamy je przed najbliższymi a to przecież zupełnie obcy ludzie. Na szczęście nie trzeba nic tłumaczyc - wystarczy stosowne zaświdczenie od lekarza.

          Przecież Ty nie udajesz, masz naprawdę problemy emocjonalne i myślę, że uczelnia powinna Ci pomóc, tak jak pomaga się osobie z choroba, która utrudnia studiowanie i dotrzymywanie terminów.

          Trzymaj się! - awanturka
          • szara_godzina Re: dzisiaj znów 07.03.04, 19:39
            łatwiej na pewno będzie mi powiedzieć dyrektorowi instytutu niż własnemu ojcu.
            wróg w umyśle? dobrze powiedziane.
            zastanawiam się, dlaczego tak. przecież nie jest mi źle. mam własny pokój,
            zwyczajnych rodziców, kochającego partnera. może oczekuję wsparcia, jakiego oni
            nie mogą mi dać.
            ojciec bardzo chce żebym skończyła studia, i ja sobie zdaję sprawę z tego że
            kieruje się troska o mnie. nie potrafię mu wytłumaczyć że robi to nie tak jak
            trzeba. kiedy byłam mała - miałam nadwagę. a za sprawą ojca - kompleksy. bo w
            dobrej wierze powtarzał mi że za dużo jem i że jestem gruba. wiem że chciał
            dobrze, ale robił to w karygodny sposób. teraz jest podobnie. stara się mnie
            dopingować. ja wiem, że on też bardzo rpzeżywa moje porażki, powtarzanie roku.
            ale w taki sposób że mam ochotę rkzyczec, i wpadam w histerię kiedy tylko go
            słyyszę.
            kiedy przychodzi do mnie jakiś gość, to potem ojciec się pyta czt ten ktoś też
            ma kłopoty ze studiami. ZAWSZE sie pyta. nie wiem po co. a ja wtedy dostaje
            szału.

            przepraszam za błędy ale jak tylko zaczynam w tym grzebać to płaczę i wzrok mi
            sie rozmazuje.

            a teraz z bardziej formalnej beczki:
            moja znajoma korzysta z opieki lekarza psychiatry. powiedziała mi że są w
            przychodniach bardzo długie kolejki. i ja właściwie jestem trochę zmieszana
            przed wyruszeniem tam. jak to wszystko będzie wyglądało? nigdy nie korzystałam
            z pomocy psychiatry ani psychologa, i ciągle jestem skłonna przypisać moje
            płaczliwe nastroje pms'owi albo wrodzonemu mazgajstwu.
            nie mam pieniędzy na prywatna terapię u psychoanalityka.
            ojciec popuka się tylko w głowę i powie że jestem już do końca durna. nie chcę
            nic mówić rodzicom, nie chcę się z nimi dzielić tym co się dzieje w środku -
            recepta ojca to nauczyć się, a słowa mamy "za mało wierzysz w siebie" mają
            rację ale nie ma recepty w nich na tą wiarę.
            marcin - od marcina też słyszę słowa pocieszenia ale już wolę żeby bez słów
            mnie przytulił, bo słowa, słowa, słowa... ucz się. próbuję, ale coś jakby mnie
            trzymało za włosy i nie pozwalało zaglądać do książek. śmieszne.
            • awanturka Re: dzisiaj znów 07.03.04, 22:02
              Nie wiem jaka jest sytuacja tam gdzie mieszkasz. Wiem, że sa gabinety prywatne które maja podpisane kontrakty z NFZ, tam się krócej czeka i przewaznie tam pacjent jest traktowany lepiej człowieka lepiej (chociaz bardzo przyzwoity lekarz może trafic sie i w "zwykłej" poradni zdrowia psychicznego).

              Teoretycznie jeżeli sa wskazania to powinnas miec też bezpłatna terapię (nawet długotrminowa),Sa psychoterapeuci, którzy maja też podpisane kontrakty z NFZ. Niestety jest ich mało i trudno takiego znaleśc. Ale nie jest to niemożliwe.

              Można też bezpłatnie wyjechac na 4-6 tygodni do jakiegoś Centrum Leczenia Nerwic (np. w czasie wakacji), gdzie przechodzi sie intensywna psychoterapię (indywidualna lub grupowa zależnie od wskazan).

              To wszystko wymaga trochę staran, ale jest możliwe do zrealizowania.
              Na razie znajdż lekarza.
              Gdybyś potrzebowała póżniej jakiś informacji wyślij do mnie e- meila.
              -awanturka

        • planasana Re: dzisiaj znów 07.03.04, 19:30
          Rozumiem Cie, wspolodczuwam.
          Awanturka ma racje - dobrze, zebys poszukala specjalistycznej pomocy.
          Wiem, ze to co przezywasz, to zadne tam fanaberie i nierobstwo.
          Wiesz, latwiej moze by Ci bylo, gdybys zamiast tych studiow miala w zanadrzu
          jakas alternatywe, jakis inny pomysl na zycie.
          Zycze Ci, zebys go znalazla.
          Jesli nie widzisz sensu w studiowaniu, jesli czujesz sie zle, moze nie ma co na
          sile ?
          Choc dobrze wiem jak potrafia zniszczyc mysli w rodzaju : "wszyscy cos
          pokonczyli, a ja nie i jestem zerem....".
          Poszukaj, prosze, jakiegos zyczliwego i profesjonalnego terapeuty.

          Bardzo Cie pozdawiam

          • szara_godzina Re: dzisiaj znów 07.03.04, 19:54
            alternatywa - hm. ależ jest mnóstwo spraw, tylko że żadna z nich nie przynosi
            pieniędzy i nie zapewni mi usamodzielnienia się. umiem fotografować, podobno
            nieźle piszę, potrafię szyć, haftować, robić na drutach, znam podstawy
            projektowania stron www, skręcę szafę...
            studia na których jestem zawsze chciałam skończyć i mam nadzieję że skończę.
            dzisiaj przerażam się tym że JUTRO RANO będę tłumaczyć się pani doktor. mam
            nadzieję że mnie wysłucha. i mam nadzieję że pozwoli mi zdawać ten egzamin w
            innym terminie niż w środę, kiedy zdaje ponad 25 osób, a ona pyta jedną średnio
            20 minut. zastanwiam się, co jej powiem, podobno jest formalistką. "proszę
            pani, przeraża mnie ta masa osób do zmielenia? chcę indywidualnie bo mam kuku
            na muniu? bądź człowiekiem, towarzyszu? boję się pani??????????"

            tak, chciałabym spać, spac, spać. do końca życia z przerwami na siku i obiad.
    • mskaiq Re: dzisiaj znów 07.03.04, 22:17
      To ze boiszsie usiasc za ksiazka bierze sie ze strachu ze nie poradzisz Sobie.
      Masz na tym punkcie kompleks ktory bedzie sie rozwijal jesli nie zatrzymasz
      tego. Nie jestes smieciem i nie jestes debilem. Nie akceptuj takich mysli o
      Sobie bo zaczniesz Siebie nienawidziec.
      Ten strach to emocje ktore sa w Tobie, sa tym silniejsze im bardziej
      zaniedbujesz wlasne cialo. Ty potrzebujesz pozbyc sie tych emocji. Najlepszym
      sposobem to robic wiele cwiczen fizycznych na swiezym powietrzu. Do tego doadaj
      zdrowa diete tzn duzo owocow i warzyw.
      Dbajac o Siebie zmniejszysz sile tego strachu i bedziesz mogla go
      przezwyciezyc. Dalej Sama zobaczysz jak szybko i latwo opanujesz material.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • szara_godzina Re: dzisiaj znów 09.03.04, 19:30
      dziękuję Wam :) za to że odezwaliście się w moim wątku i że zdopingowaliście
      mnie do wybrania się do lekarza.
      myślałam że będzie trudniej bo od znajomych słyszałam o jakichś
      kilkutygodniowych terminach i praktycznie nastawiłam się że potrwa to dłużej...
      a tu proszę, gdybym miała czas, pani doktor przyjęłaby mnie w poniedziałek.
      ostatecznie umówiłam sięz nią na czwartek :)
      ogólnie czuję się trochę lepiej i cieszę się z tego. mam nadzieję że ten stan
      utrzyma się jak najdłużej. jestem pełna nadziei, że tak górnolotnie powiem.
      • awanturka Re: dzisiaj znów 09.03.04, 20:30
        Cieszę sie, ze wybrałaś się do lekarza. Już sam fakt, że ruszyłaś z swoim
        problemem z miejsca poprawił Ci nastrój. To był krok w dobrym kierunku.
        Potrzeba Ci teraz będzie dużo cierpliwosci i wytrwałosci. Wyniki leczenia
        rzadko sa natychmiastowe. Poproś też o skierowanie Cię na psychoterapię
        (lekarze nie zawsze to proponuja nawet gdy uważja, że by się przydała). To tez
        jest finansowane z NFZ aczkolwiek niełatwo znaleśc psychoterapeutę, który by
        miał podpisany z NFZ kontrakt.

        Trzymam za Ciebie kciuki!!! - awanturka
        • szara_godzina Re: dzisiaj znów 09.03.04, 21:37
          jeszcze raz dziękuję za wsparcie. faktycznie, to że popchnęłam sprawę z
          miejsca, od razu dodało skrzydeł. moje ostatnie burze miały zapewne jakiś
          związek z pms'em, ale do diaska, wcześniej AŻ TAK strasznie nie było. jednak
          to że z nadejściem okresu czuję się lepiej, przecież nie rozwiąże sprawy do
          końca, nie mam specjalnej ochoty żyć w rytmie wyznaczanym przez tabletki
          antykoncepcyjne. z tego co zdążyłam się zorientować, one też przyczyniają się
          do spadku nastrojów, ale nie mogę - nie chcę - z nich zrezygnować i mam
          nadzieję że nie będę musiała.
          domownikom na razie nic nie powiedziałam i chyba nie chcę mówić, przynajmniej
          na razie, nie chcę żeby uznali to za fanaberię. wie mój partner i dwie
          przyjaciółki. One pogratulowały odwagi :) On też nie widzi przeciwwskazań.
          myślę że zrobie dobrze i sobie, i jemu. to wspaniały człowiek, ale niestety a
          może należałoby powiedzieć: na szczęście? chyba tak, a więc: na szczęście nie
          zna tego obrzydliwego, oblepiającego jak smoła uczucia. przytulanie i dotyk to
          bardzo kojąca sprawa i to od niego dostaję, ale to nie wystarcza. może w
          połączeniu z wizytą u lekarza da to wszystko jakiś efekt?
          jedna z moich przyjaciółek też wizytowała psychiatrę jakieś dwa miesiace temu
          (podśmiewamy się trochę, że to zaraźliwe ;)) i u niej już widać efekty
          leczenia;
          patrzę w przyszłość z optymizmem :D chociaż dzisiaj w mini-ataku szału ;)
          rozbiłam kuwetę własnego kota, waląc w nią szczotką, bo od dna nie chciał
          odkleić się pobrylony żwirek... ale z tym kłopotem może zgłoszę się na forum
          zwierzęta :)
          jeszcze raz dziękuję że przyjęliście mnie życzliwie. zajrzę tu pewnie niejeden
          raz i nie omieszkam dalej informować, jak się rozwija działanie. na razie
          zachowuję się chyba bardzo egoistycznie, bo jestem skoncentrowana wyłącznie na
          własnej d..., ale czytam o Was.

          szara

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka