Dodaj do ulubionych

troche nad kreska

11.03.04, 14:56
Witam.
Obserwujac to forum zauwazylam, ze sa tu ludzie "uleczeni", ktorzy juz od
jakiegos czasu czuja sie dobrze. Sa tez ludzie, ktorzy zaczynaja sie leczyc
albo lecza sie od niedawna. I jest cala gromada tych, ktorzy sa ledwo nad
kreska oznaczajaca depresje. I oni sa w najgorszej sytuacji (wg mnie
oczywiscie). Ja tez do nich naleze. Lecze sie od ilus tam miesiecy, jest
poprawa, majac na mysli stan poczatkowy. Ale bardzo latwo jest spasc pod te
kreske. Ja w tej chwili balansuje ale niestety wpadne pod nia. Czy zgadzacie
sie z tym , co napisalam?

Niutka
Obserwuj wątek
    • sklonowana40 Re: troche nad kreska 11.03.04, 15:06
      Ja sie zgadzam:-) ale sadze, ze z tym uleczeniem to przesada, moze
      lepiej 'zaleczeni". Ja tak sie czuje... ale ciagle w to nie wierze... i czasem
      tez boje sie tej kreski, a ktorej napisałas... No ale ja mam za soba ponad 10
      lat leczenia.. wiec moze przyszla na mnie pora, zebym wreszcie po 40-tce
      poznala, co to jest zwyczajne zycie, bez choroby i bez ciemnosci?
      Pozdrawiam Cie i zycze wytrwalosci w leczeniu i ufnosci, ze bedzie lepiej i ze
      kiedys widmo kreski zniknie z Twoich mysli...
      • niutka Re: troche nad kreska 11.03.04, 15:12
        Juz kiedys widmo kreski bylo odlegle, ale niestety po dwoch miesiacach
        takiego "zaleczenia" spadlam duzo, duzo nizej.
        Dzieki za zyczenia.
        Niutka
      • carlabruni Re: troche nad kreska 12.03.04, 15:54
        ZGADZAM SIE, ALE NIE DO KOŃCA. JA JUZ JESTEM NA DOBREJ DRODZE, TZN. CHYBA JUŻ Z
        TEGO WYCHODZE PO WOLI I NIE MYŚLE O TYM, ZE ZNOWU SPADNE POD KRESKE. LEPIEJ TY
        TEŻ O TYM NIE MYŚL. POZDRAWIAM.
    • rumiankowa Re: troche nad kreska 12.03.04, 18:44
      niutka napisała:

      > I jest cala gromada tych, ktorzy sa ledwo nad
      > kreska oznaczajaca depresje. I oni sa w najgorszej sytuacji (wg mnie
      > oczywiscie). Ja tez do nich naleze. Lecze sie od ilus tam miesiecy,

      Wiesz.. ja mysle, ze ci w "stanie przewleklym" po prostu wciaz sie bronią,
      ciagle sie boja pogorszenia, uciekaja od wiekszego cierpienia (np w
      leki, "zamykanie oczu" itd), po prostu nie siegneli tego przyslowiowego dna. Ja
      tak tez funkcjonowalam, az bylo coraz gorzej i gorzej i zaczelam sie
      konfrontowac z tym co najtrudniejsze. I wpadlam w trudny stan, ale to byl
      moment b. przelomowy w moim leczeniu. Dopiero po nim moglam naprawde wychodzic
      wyzej poza kreske. Dlatego tez jestem przeciwna zbyt pochopnemu wyciszaniu sie
      lekami. Czasem naprawde trzeba spasc i POCZUC, by stanac na nogi.
      Oczywiscie wszystko najlepiej pod kontrola terapeuty, samemu mozna sie mocno
      pogubic i lepiej miec jakies wsparcie.

      Rumiankowa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka