carmen19
06.04.04, 17:15
... i nie za bardzo wiem, co napisać. Nie wiem co sie ze mną dzieje, wpadłam
w jakiś dziwny stan, z którego nie potrafię wyjść. To wszystko zaczęło sie
kilka lat temu.
Już jako dziecko miewałam ataki lęku i histerii, byłam strasznie
znerwicowana, gdy mialam występować publicznie nie umiałam wydusic z siebie
słowa, bałam się wszystkiego i wszystkich dookoła... zaczełam chorować, ale
nikt nie wpadł na to, że przyczyną mogą być nerwy. Moze i lekarze coś tam
wspominali, ale moi rodzice nie chcieli tego do siebie przyjąć.
Później poszłam do LO, było coraz gorzej. Opuszczałam sporo lekcji,
znienawidziłam siebie i swiat, ktory mnie nie rozumiał. Zaczęłam brać leki
uspokajajace, każdy dzień był dla mnie koszmarem. W pewnej chwili nie
wytrzymałam, postanowiłam pójść do bliskiej mi wtedy osoby(jednego z
nauczycieli) i porozmawiac, nawet poprosić o jakąś pomoc... to był mój
największy błąd, gdyż zostałam odrzucona... życie przestało mieć dla mnie
wartość.
Stopniowo pogłebiała się moja depresja(zdiagnozowano ją podczas pobytu w
szpitalu), dwa razy zmieniałam szkołę aż wreszcie przeniosłam się do
zaocznego LO, bo nie byłam juz w stanie chodzić codziennie na lekcje. Ale
zamiast lepiej, to było jeszcze gorzej.
Od kilku miesiecy czuję się strasznie... nie mam siły na niczym sie skupić,
nie mam siły do najzwyklejszych czynności, pozawalałam egzaminy... całkowicie
odcinam się od świata, nie odbieram telefonów, nie chce mi sie wychodzić z
domu... czegoś się boję, ale sama nie wiem czego. W piątek poinformowano
mnie, że chcą skreślić mnie z listy uczniów - na miesiąc przed maturą...
Juz nie mam siły życ... jestem zła na siebie, bo nie umiem się do niczego
zmobilizować, bo spieprzyłam sobie życie... co zrobić gdy umrzeć wydaje się
jedynym rozwiązaniem...? nie chcę już więcej cierpirć i zadawac bólu innym...