angharad
18.04.04, 22:03
...mnie przeraża. Przeraża mnie, że nie mogę się czuć pewnie nawet w swoich
czterech ścianach. Że po zmroku nikt przy zdrowych zmysłach nie chodzi po
ulicy. Że, to na co harowałam pół życia może mi zabrać jakiś bandyta, że
drugi człowiek może mnie skrzywdzić, tak ot, bo miał ochotę się wyżyć. Że
nikt ci nie pomoże, a każdy uda że nie widzi. Że wszyscy kłamią, a swoje
kłamstwa nazywają naginaniem prawdy, sprytem, albo o zgrozo inteligencją. Że
jeśli zostałeś skrzywdzony, to widać sobie na to zasłużyłeś, bo jesteś
pierdołowatym naiwniakiem. I że setki tysięcy innych drobnych spraw składa
się na to, że ja - uczciwy człowiek jestem ofiarą, pożywieniem, półproduktem
dla silnych, dostosowanych jednostek. Matrix jakiś do cholery!
Powiecie, że to jakiś naiwnie-egzystencjalny bełkot. Może i tak. Ale jeśli
nie można przejść nad takimi sprawami do porządku dziennego, to jak się
ratować? Czy psychoterapia i psychotropy nie przydałyby się raczej światu, a
nie nam - niedostosowanym?
pozdrawiam.