e_english
27.04.04, 18:48
Bez antydepresantów, bez wizyt u psychologów i innych "szarlatanów".
Cierpiałam przez 4 miesiące, tak bardzo, że przez ten wewnętrzny ból prawie
chodziłam po ścianach. Do tego bezsenność, lęki, ciągły płacz, paraliż nocny,
wymioty, bóle głowy, myśli samobójcze, natręctwa. Koszmar. Myślałam, że to
już mój koniec. Teraz, już od 8-9 miesięcy żyję normalnie. Czasem zdarzają
się doły i myśli, że to się chyba znowu zaczyna... Gdzieś na dnie świadomości
nadal czuję ból (tego chorzy na depresje chyba nigdy się nie pozbywają). Ale
przynajmniej mogę żyć, śmiać się, cieszyć się każdym dniem, planować sobie
przyszłość.
Nie umiem powiedzieć jak tego dokonałam. Wiem tylko, że sami dla siebie
(nasze myśli, nastawienie do życia, branie na siebie wszystkich problemów
świata, zadręczanie się nieistotnymi sprawami) bywamy największym
emocjonalnym wrogiem. Tak samo możemy stać się swoimi przyjaciółmi. Ja trochę
polubiłam już siebie i staram się być dla siebie dobra. To tyle.
Życzę Wam wszystkim, żeby za jakiś czas życie ucieszyło Was znowu, tak jak
mnie. Pozdrawiam!