Dodaj do ulubionych

Czyja wina?

03.05.04, 00:48
Cały czas słyszę, że sami jesteśmy kowalami swojego losu... Wszystko więc co
nas spotyka jest wynikiem naszych prywatnych wyborów i przemyśleń a TO?
Powiedzcie szczerze, czy ktokolwiek z was chciał, żeby życie potoczyło się
właśnie w taki sposób? Żeby dopadło nas to paskudne choróbsko? Nie można
sobie z tym poradzić (przynajmniej nie samemu). Czy zrobiliśmy to sobie sami?
Czy można to zrobić, czy to jak nowotwór, jeden to ma a drugi nie mimo
takiego samego postępowania? Jak to jest? Może gdyby poznać przyczyny można
by lepiej radzić sobie ze skutkami? Ale jak poznać przyczyny? Czy to jest w
człowieku od dziecka? I powiedzcie mi jakim cudem można nie winić za to
samego siebie? Ja nie umiem... W którymś momencie kompletnie zchrzaniłam
sprawę i... MAM... Pewnie, że nie chciałam, ale cóż... Stało się. Czy w ogóle
możliwym jest to jakoś odkręcić? Nie mówię żeby całkiem wrócić
do "normalnego" życia ale tak cokolwiek... Czy to po prostu będzie i będzie
już tylko coraz gorzej???
Obserwuj wątek
    • awanturka Re: Czyja wina? 03.05.04, 02:30

      > Cały czas słyszę, że sami jesteśmy kowalami swojego losu...

      To jedno z stwierdzen funkcjonujacych w naszej kulturze równie nieprawdziwe jak i szkodliwe (bo staje się przyczyna ludzkich dramatów).

      animate napisała:
      > Wszystko więc co
      > nas spotyka jest wynikiem naszych prywatnych wyborów i przemyśleń ?

      W bardzo ograniczonym stopniu! I w różnym u każdego człowieka.
      Sprawa jest na tyle złozona, że moim zdaniem, próba rozstrzygnięcia kwestii "jestem czy nie jestem winna sytuacji w jakiej się znalazłam" jest próba beznadziejna, z góry skazana na niepowodzenie. Szkoda na to sił i czasu.

      animate napisała:
      > Może gdyby poznać przyczyny można
      > by lepiej radzić sobie ze skutkami?

      Może tak jest. Ale jeżeli nie znamy przyczyn to trzeba próbowac sobie radzic i bez tej wiedzy. I, wbrew pozorom, jest to możliwe.

      animate napisała
      > W którymś momencie kompletnie zchrzaniłam
      > sprawę i... MAM... Pewnie, że nie chciałam, ale cóż... Stało się. Czy w ogóle
      > możliwym jest to jakoś odkręcić? Nie mówię żeby całkiem wrócić
      > do "normalnego" życia ale tak cokolwiek...

      Jesteś w tym miejscu w którym jesteś i to jest Twój punkt startu. Tego się nie da zmienic. Natomiast można próbowac coś robic aby dalsze zycie wygladało inaczej. A temu nie sprzyja katowanie się myślami o przeszłosci...

      animate napisała:
      > I powiedzcie mi jakim cudem można nie winić za to
      > samego siebie?

      Można a nawet trzeba, jeżeli chcesz coś zmienic. Wiem.. nie jest łatwo myślec inaczej jeżeli winiło się siebie przez całe dotychczasowe życie. Ale jeżeli w pełni uświadomisz sobie, że Twój sposób myślenia i poczucie winy blokuja zmiany to może Ci się uda...

      Pozdrawiam!!! - awanturka

      • animate Re: Czyja wina? 03.05.04, 02:41
        Witam i cieszę się, że jesteś. Usiłuję jak widzisz coś poskładać do kupy ale
        chyba nie za bardzo mi to wychodzi :( Nie wiem co mam robić a nawet co mam
        myśleć... Czy już mnie nie ma?
        • bigda Re: Czyja wina? 03.05.04, 02:53
          Poszukiwanie winnych nigdy nie sprzyja pozytywnym efektom. U ludzi z depresją
          skłądanie się do kupy często polega (czasem wbrew ich woli) na rozpamiętywaniu,
          zagłębianiu się, próbie zrozumienia... czyli na pogrążaniu się. W poważnym
          stanie nie poskłądasz się do kupy sama. Musi być obok Ciebie ktoś, kto pomoże
          Ci sopjrzeć na siebie i otoczenie trzeźwiej i powie STOP za każdym razem, gdy
          znów zaczniesz. Hm, dobrze jest mieć oddanego pzryjaciela, który potrafi
          poprowadzić w taki sposób, ale przyjacielpomimo najszczerszych chęci nie zawsze
          potrafi. Może jednak pomimo ogólnych narzekanna terapeutów spróbujesz
          terapii... trzymam kciuki, życzę powodzenia i wierz mi, że widziałem ludzi,
          którzy krok po kroku lub nawet gwałtownie wychodzili z takich stanów.
          Okoliczności takich wydarzeń często były bardzo zaskakujące i nieoczekiwane dla
          nich samych a nawet dla ich terapeutów. Jak śpiewał KAZIK, "więc głowa do góry,
          gdy dzień wstaje rano, od tego są nogi, by łazić na nich".
          • awanturka Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:09
            Animate!

            Bigda ma rację!
            Twoje myslenie o tym co było i o tym co będzie jest skrzywione depresyjnie ( niezależnie od obiektywnie trudnej sytuacji).
            To trzeba sobie uświadomic. I trzeba by ktoś był przy Tobie i wskazywał, jakie myśli sa "myśleniem depresyjnym". Z trudem i mozołem należy je wyrywac jak chwasty, jedna po drugiej... To + wsparcie farmakologiczne to jest jakaś droga. Jakie sa Twoje doświadczenia z psychoterapia? Piszesz, że chorujesz od 15 lat więc pewnie już tego próbowałaś... Nie pomogło? - awanturka
            • animate Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:22
              Tak. psychoterapia to świetna sprawa ale nie zawsze jak widać dostępna dla
              człowieka bez kasy :( Psycholog w moim ośrodku (chociaż niewiadomo czemu ale
              mnie chyba lubi) nie ma dla mnie "miejsca". Może byłoby wyjściem, taka np.
              terapia grupowa... To miałam w szpitalu w 99 i sądzę, że wielu, nie tylko mi,
              ludziom pomogło... awanturko!!! Co mam zrobić??? Przecież tak nie można... No i
              znowu mnie dopada... Nie jestem normalna :(
              • awanturka Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:47
                Trzeba to jakoś rozwiazac.
                Jeszcze nie wiem jak.
                Ale pomyślę. - awanturka
          • animate Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:12
            No widzisz. Moja pani doktor chyba nie lubi psychologów :( Ja z jednego pobytu
            w szpitalu najbardziej chwalę sobie psychoterapię, choć muszę przyznać, że
            czasem było nawet bardzo niemiło... Psycholog, która "niby ma mnie pod swoją
            opieką" stwierdziła (choć faktycznie, nie wiem czemu, ale chyba mnie lubi), że
            ona prowadzi tylko grupy terapeutyczne a ja się nie nadaję... Więcej na temat
            pomocy psychologicznej nie rozmawiałam, że się nie nadaję słyszę może zbyt
            często i już nie chcę ok.? Wiem kto jest winny. To tylko ja i nie chcę właśnie
            żeby to był jakiś banał czy powszechnie znane stwierdzenie... Ja jestem winna,
            biorę to na siebi i nikt inny tylko ja mogłabym coś z tym zrobić (gdybym mogła :
            ( co niestety jest mało prawdopodobne). Przyjaciół nie mam ŻADNYCH nawet
            sąsiadów tak to jest... Nie mam wsparcia z niką choć wiem jak to bardzo
            ważne... Nie potrafię nic z tym zrobić, niestety... W ogóle, chyba nic nie
            potrafię faktycznie...
            • bigda Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:29
              (choć faktycznie, nie wiem czemu, ale chyba mnie lubi) to właśnie przykład
              myślenia, które pogłębia Twój stan. Wiem, ze niełatwo pozbyć się go, a osoba,
              któa mogłaby Ci w tym pomóc, może zareagować na wypowiedziane słowa, a nie
              myśli, ale właśnie o to chodzi. Pamiętaj, że łatwiej jest zmienić postawę
              zmieniając zachowanie, niż zmienić zachowanie poprzez zmianę postawy. Co z
              tego, że nie wiesz czmu Cię lubi? A kto wie, cczemu inni go lubią? Jeśli ktoś
              wie, to z reguły jest to tylko jego subiektywna interpretacja. Skoro Cię lubi,
              to widocznie jest w Tobie coś, za co Cię lubi i już. Trochę to niedobrze, że
              psycholog powiedziała Ci, że się nie nadajesz na terapię. Mogła powiedzieć, że
              metody przze nią stosowane nie nadaja się dla Ciebie, bo tak w istocie jest.
              Terapia dla Ciebie, a nie Ty dla terapii. I nie przejmuj się tym, że jej metoda
              dla Ciebie się nie nadaje. Większość terapeutów specjalizuje się w określonych
              formach terapii i poza nie nie wychodzi. Poza tym terapia grupowa w ogóle
              pewnie by Ci się przydała - terapia w postaci grupy wsparcia. Rozejrzyj
              się,może znajdziesz.
              • animate Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:45
                Faktycznie, pewnie masz rację. Ona (psycholog) prowadzi grupy terapeutyczne
                głównie dla młodych dziewczyn z pewnie innymi problemami... Nie potrafię tak po
                prostu zmienić sposobu mówienia czy myślenia o sobie... To trudne... Na prawdę
                nie wiem dlaczego ktoś mógłby mnie lubić... Chyba za dużo się nasłuchałam w
                drugą stronę ale tego już nie zmienię, coś tam zostało i pewnie będzie jeszcze
                bardzo długo albo na stałe... A gdzie się mam rozglądać za możliwościami innej
                terapii... Zupełnie nie mam pojęcia tym bardziej, że w ogóle już nie wychodzę z
                domu...
            • awanturka Re: Czyja wina? 03.05.04, 03:31
              To może dziwne, ale to co napisałaś napawa mnie optymizmem. Wyobrażałam sobie, że masz za soba dziesiatki godzin psychoterapii i nic... Tak też się zdarza.
              A tu się okazuje, że taki podstawowy środek jak psychoterapia indywidualna nie został w pełni wykorzystany. No to już wiadomo jaki powinien byc następny krok. Zdaję sobie sprawę, że moga byc tu duże trudności, bo znalezienie dobrego, zaangażowanego w sprawę, psychoterapeuty nie jest łatwe... Ale myślę, że w tym kierunku trzeba iśc.

              A jakie leki obecnie przyjmujesz? Nawet najlepiej poprowadzona psychoterapia nie odniesie skutku jeżeli nie zostanie równocześnie przywrócona w mózgu równowaga neuroprzekazników (zakładam, ze masz depresję).

              - awanturka
              • animate Re: Czyja wina? 03.05.04, 04:02
                Obecnie nie przyjmuję żadnych leków. Moja doktor zaproponowła mi albo
                amitryptylinę (która wiadomo jak działa, przynajmniej na mnie) albo bardzo
                malutkie dawki leku, którego nazwy niestety nie pamiętam, wiem z ulotki, że to
                lek stosowany m.in. w chorobach alkocholowych, to były takie malutkie czerwone
                tabletki przez niektórych dobrze znane... Tyle pamiętam. Dawki przez nią
                przepisane były więcej niż śmieszne, bo w leczeniu żadnego ze schorzeń nie
                stanowiły dawki terapeutycznej (1 tabletka dziennie z najmniejszego opakowania -
                dawka terapeutyczna to 4 do 12 takich tabletek). Dziwne, że mam dość? Tak, to
                jest depresja. Kilkakrotnie diagnozowana jako dystymia (najprościej -
                przewlekła) i okoliczne... Do zaburzeń osobowości, socjopatii itp... Chyba nie
                wiedzieli co z tym zrobić :/ Oprócz tego wada serca, zaburzenia hormonalne,
                zaburzenia elektrolitów... I nie mam pojęcia co oni jeszcze potrafią
                wymyślić... W pewnym momencie przestałam ich słuchać, bo co lekarz
                (specjalista, do którego Cię odsyłają) to coś w swojej dziedzinie...
                Psychoterapii indywidualnej nigdy nie przechodziłam. Jak wspominałam, mój
                psychiatra jest chyba wrogiem psychologów... Nie mam pojęcia jak mogłabym
                znaleźć taką psychoterapię... Nie mam na to kasy... W ogóle nie mam kasy a
                darmowo mam psychiatrę, który musiałby skierować do psychologa... Co zrobisz
                jak ona bardziej wierzy w leki?
                • bigda Re: Czyja wina? 03.05.04, 12:29
                  1) Do psychologa nie trzeba mieć skierowania.
                  2) Psychoterapeutą bywają także psychiatrzy.
                  3) Twój psychiatra jest wrogiem psychologów? Hm, to często się zdarza. Jeśli
                  idzie o psychologię, to jest ona nauką o psychice znacznie bardziej kompletną
                  niż psychiatria, która z definicji zajmuje się wyłącznie zaburzeniami
                  zachowania, nie zaś zachowanie w ogóle. Ingerencja psychiatry (niekoniecznie
                  psychoterapeuty) jest niekiedy nieodzowna ze względu na koniczność stosowania
                  leków - zachowanie człowieka ma liczne uwarunkowania bilogiczne, chociaż
                  placebo działa podobnie jak lek w ok. 30% przypadków!!! Osobiście znam ludzi,
                  którzy lepiej się poczuli zmieniając psychiatrę, zmieniając leki, poddjąc się
                  psychoterapii. Depresja jest o tyle podstępnym zaburzeniem, że zabiera wiare w
                  przyszłość i odbiera motywację do działania. Min. dlatego tak ważna jest
                  terpia, m.in. wspierająca.
                  4) Ta sprawa była już poruszana w ktrymś z wątków - jesteś za swoje zdrowie,
                  samopoczucie i przyszłość odpowiedzialna w równej mierze, co lekarze,
                  psycholodzy i inni. Trudno będzie Ci uzyskać zmianę, jesli będziesz
                  sięoszukiwać w którąkolwiek ze stron: że nic Ci nie pomoże (to jedna ze stron),
                  że trafisz w końcu na lekarza, który przepisze Ci cudowne tabletki i od tej
                  pory wszystko się zmieni (to druga ze stron). Jeśli Twoje kłopoty mają podłoże
                  biologiczne (w przypadku dystymii niekoniecznie musi to być główny wątek
                  problemu choć z pewnością nie jest bez znaczenia), to dłuższy okres przebywania
                  w tym stanie jest wystarczającym powodem zmiany sposobu patrzenia na świat na
                  taki, który powoduje obniżenie nastroju bez względu na biologię. Terapia na
                  ogól wymaga pełnej świadomości swojej sytuacji.
                  4) Nie obrażaj się, że odsyłają Cię od speca do speca. Diagnozowanie problemów
                  zaburzeń psychicznych często odbywa się drogą wykluczenia wszystkich innych
                  przyczyn. Często to trwa naprwadę długo.
                  5) Przepraszam jeśli ta informacja gdzieś mi umknęła, ale ja długo zmagasz się
                  z problemem?
                  6) Jeśli chodzi o dostęp do psychologa, to czasami rzeczywiści jest to trudna
                  sprawa, zwłaszcza jeli chodzi o publiczną służbę zdrowia. Ale nie beznadziejna.
                  Poza tym prywatny niekoniecznie musi być aż tak drogi, jak niektórzy sądzą.
                  Często zdarza się, że niezłymi terapeutami są nie tylko Ci, których widzisz
                  czasem w telewizji. Jeśli mieszkasz gdzieś w Centralnej Polsce, to może udałoby
                  mi się poradzić Ci jakić konkretny adres.
                • awanturka Re: Czyja wina? 03.05.04, 12:36
                  Animate!

                  Nie bardzo rozumiem czemu trzymasz się jednej i tej samej lekarki. Przecież nie ma żadnej rejonizacji, do psychiatry można pójśc bez skierowania, wizyta u takiego co ma podpisany kontrakt z NFZ jest bezpłatna. Jeżeli sposób leczenia przez Twoja lekarkę nie przynosi skutków to trzeba szukac innego lekarza.
                  Ja też "zaliczyłam" wielu zanim trafiłam na tego "swojego".
                  Do psychologa wcale nie trzeba skierowania od psychiatry. Inna sprawa, że psychologów majacych podpisanew kontrakty z NFZ jest bardzo mało i przeważnie sa oblegani. A informacje o psychiatrach i psychologach, którzy podpisali kontrakty w Twoim województwie sa dostępne w oddziale NFZ (myślę, że można uzyskac informację telefonicznie).

                  Pozdrawiam! - awanturka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka