lenny86
04.04.11, 18:45
Witam!
Od 3 lat cierpię na "zespół lęku napadowego" - przynajmniej tak mi się wydaje. Zaczęło się od ataków duszności, które później przerodziły się w swego rodzaju fobie - panicznie bałem się, że ktoś dodał mi extasy do jedzenia/picia. Boję się tego do tej pory i unikam jedzenia poza domem, co jest bardzo uciążliwe. Nawet gdy jem coś w domu natrętne myśli nie dają mi spokoju i dopatruję się szkodliwych substancji nawet w świeżym jajku. Długotrwałe napięcie nie daje mi spokoju i narodziło nowy lęk - strach przed popadnięciem w obłęd. Chciałbym dodać, że pochodzę z rozbitej rodziny i od zawsze odczuwałem lęk przed wypadkiem mojej matki alkoholiczki, a w wieku 17 lat miałem niemiłą przygodę z narkotykami (amfetaminą i extasy).
Dwa miesiące temu zacząłem wizytę z psychoterapeutą jednak nie widzę żadnej poprawy. Nasze spotkania są zwykle takie same - pani przekonywuje mnie, że wszystko jest ze mną w porządku i namawia do jedzenia poza domem.
Jeszcze jedno: w przeciągu tych 3 lat, po zażyciu dużej dawki magnezu, przez cztery dni czułem się normalnie! Nie przeszkadzały mi moje myśli, miałem dobry humor, czułem się świetnie! Niestety były to tylko cztery dni i dalsze stosowanie witamin nie przyniosło pozytywnych rezultatów. Chciałbym jednak powiedzieć wszystkim, którzy nie mają takich problemów, że nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są szczęśliwi!