07.05.04, 17:54
Jeszcze wczoraj dowcipkowalam z ludzmi, smialam sie i zartowalam a juz teraz
czuje sie beznadziejnie. Kolega z grupy na psychoterapii zapytal mnie czy ja
w ogole chce cos zmienic. I to mnie przydolowalo, bo ja nie wiem co chce
zmienic, bo ja nie mam przed soba motywacji do zycia. Ja juz chyba nie chce
nic zmieniac, meczy mnie przebywanie z ludzmi, najbardziej lubie byc sama,
objesc sie ciastkami i ogladac TV. Nie mam odwagi zmienic pracy, nie mam
zadnego pomyslu na siebie. NIE MAM OCHOTY ZYC. Nie mam juz sily.
Moja byla przyjaciolka szczesliwie zakochana w facecie, o ktorym marzylam :(.
Za miesiac koncze terapie w szpitalu i musze wrocic do pracy. BOJE SIE.
Jestem za egoistyczna na bycie z facetem, chcialabym tylko dostawac.

Wkurzaja mnie ludzie na terapii mowiacy o zmianie pracy, o swoich radosnych
planach, ich pieprzenie w rodzaju "trzeba chciec" i "mozna wyzdrowiec". No
wlasnie - trzeba chciec, ale najpierw trzeba chciec zyc.

Znowu mysl o samobojstwie jest moim jedynym pocieszeniem

planasana

p.s. POZDROWIENIA DLA ABDONA I AWANTURKI

Obserwuj wątek
    • negatywista Re: dół :( 07.05.04, 18:26
      Czuję to, co ty!:/ Nie jesteś w tym sama.
      • planasana Re: dół :( 07.05.04, 18:36
        Dzieki negatywisto, ze rozumiesz.
        Chociaz ktos rozumie.
        Pocieszajace, ze ktos tez tak ma, a z drugiej strony - to smutne i wspolczuje
        Ci z calego serca.

        Nie wiem co dalej.

        pozdrawiam

        planasa
    • nevada_blue Re: dół :( 07.05.04, 18:40
      planasana napisała:

      > Jeszcze wczoraj dowcipkowalam z ludzmi, smialam sie i zartowalam a juz teraz
      > czuje sie beznadziejnie.

      ja też..
      epidemia?..

      > Kolega z grupy na psychoterapii zapytal mnie czy ja
      > w ogole chce cos zmienic. I to mnie przydolowalo, bo ja nie wiem co chce
      > zmienic, bo ja nie mam przed soba motywacji do zycia. Ja juz chyba nie chce
      > nic zmieniac,

      rozumiem..
      zaczęłam się leczyć, ale też nie jestem pewna czy słusznie..
      zrezygnowałam z e spotkań z psychoterapeutką, bo nie wiedziałam do czego mają
      doprowadzić i co zmienić.. i po co?..

      > meczy mnie przebywanie z ludzmi, najbardziej lubie byc sama,
      > objesc sie ciastkami i ogladac TV.

      też zaszywam sie w norze, zakopuję w kocyk, chowam główkę, żeby nie widzieć
      świata, na którym mi źle.. a jeść nie mogę za bardzo, choć dziś zjadłam całą
      paczkę Cini Minis i teraz mi niedobrze.. :(

      > Nie mam odwagi zmienic pracy, nie mam
      > zadnego pomyslu na siebie. NIE MAM OCHOTY ZYC. Nie mam juz sily.

      ja nie mam odwagi w ogóle zacząć szukać.. przeraża mnie przyszłość w kżdym
      wymiarze.. żadnych planów, żadnych perspektyw, motywacji, nic.. zastanawiam się
      po co w ogóle to ciągnąć..

      > Moja byla przyjaciolka szczesliwie zakochana w facecie, o ktorym marzylam :(

      tego, którego kochałam [i kocham nadal] straciłam ponad rok temu - jeszcze nie
      do końca sie pozbierałam.. On teraz daleko i mam nadzieję szczęśliwy..

      > Wkurzaja mnie ludzie na terapii mowiacy o zmianie pracy, o swoich radosnych
      > planach, ich pieprzenie w rodzaju "trzeba chciec" i "mozna wyzdrowiec". No
      > wlasnie - trzeba chciec, ale najpierw trzeba chciec zyc.

      właśnie - chęć do życia nie jest również i moją mocną stroną..

      > Znowu mysl o samobojstwie jest moim jedynym pocieszeniem

      to jest nas dwie..
      prawie kropka w kropkę..
      nie jesteś sama - pamiętasz mnie kotku?
      dziś tak samo jak poprzednio wykulałam sie nieszczęśliwa z kocyka, żeby
      zobaczyć na ekranie Twojego posta i napisać Ci to samo, co wtedy..
      może i banał, szczyt naiwności, ale mimo wszystko wierzę, że to wszystko do
      czegoś prowadzi.. że to ma jakiś swój sens.. i że kiedyś wszystko sie
      wyprostuje, bo nie może przecież trwać bez końca..
      że jesteśmy jak te motyle - zawinięte w kokon smutku i zniechęcenia.. ale
      nadejdzie taki dzień, że sie przebudzimy z tego paskudnego koszmaru, przebijemy
      tę powłoczkę i rozwiniemy skrzydełka - tak piękne o jakich się nawet światu nie
      śniło!
      słyszysz? jeśteśmy takimi motylami..

      może dzieś nie jest najlepszy dzień, ale przecież bywało lepiej, prawda?
      więc może warto? choćby dla kolejnej takiej lepszej chwili..
      może dziś moja wiara w to wszystko słabsza, bo też mi źle, ale całą jaką mam
      chciałabym dać Tobie.. i siłę, żeby iść dalej, gdziekolwiek ta droga prowadzi..

      przytulam Cię ciepło Planasano
      nie jesteś sama - myślami jestem przy Tobie :)

      [nevada]
      • planasana Re: dół :( 07.05.04, 18:48
        Mowe mi odebralo.....pdobienstwo naszych odczuc....i nawet te Cini
        Minnies...zezarlam cala pake w niedziele, dasz wiare ?

        Kochana, szkoda, ze Ci gorzej, bo ostatnio Cie czytalam i juz bylo Ci
        lepiej....Smutno mi, ze znowu jest Ci zle.

        Dziekuje Ci, ze JESTES po prostu, dziekuje, ze rozumiesz.
        Az mi sie plakac chce...

        Sciskam Cie mocno

        planasa

        • nevada_blue Re: dół :( 07.05.04, 18:53
          niech Ci nie będzie smutno przeze mnie..
          to już tak jest, ze raz górka, raz dolinka - życie przecież..
          jakoś to będzie :]
          jesteś dzielną dziewczynką i wierzę w Ciebie :)
          płacz - jeśli chcesz, jeśli Ci źle - to jak katharsis, oczyszczenie..
          łzy mają zadziwiającą moc..

          przytulam delikatnie, za to bardzo ciepło..
          ja dość często myślę o Tobie - jak tam sobie radzisz..
          nie jesteś sama :)
          dasz radę piękny motylu :)

          [nevada]
          • planasana Jak sie czujesz nevada ? 08.05.04, 09:45
            Jak dzisiaj, Kochana ?

            Ja jeszcze w pizamie, czekam az wszyscy gdzies wyjda z domu, wtedy wylacze
            telefon, polece w bylejakich ciuchach do sklepu po czekolady, zasiade przed TV,
            pospie do woli.

            Zaloze sie, ze na terapii powiedza mi, ze sie nie staram, ze nie chce niczego
            zmienic, ze jak sie sama nie zabiore do roboty, to nikt tego za mnie nie
            zrobi..... Czyli leniwa jestem i dobrze mi z tym (??). Wygodniej.

            Sciskam Cie bardzo serdecznie i mocno,
            ciesze sie, ze gdzies tam jestes,
            trzymaj sie jakos pod tym kocykiem :)

            planasa
            • nevada_blue Re: Jak sie czujesz nevada ? 08.05.04, 09:59
              dziś może ciut lepiej..
              choć do ideału daleko..

              wzięłam wczoraj procha i poszłam spać..
              spałam dłuuugo jak na mnie, ale nie najlepiej..
              dlatego od rana zmęczona..

              teraz szukuję się do wielkiej wyprawy po chleb..
              mimo wszystko coś jeść trzeba..
              chociaż właśnie sama wtrząsnełam tabliczkę czekolady..

              w perspektywie kolejny dzień nad notatkami, żeby nadrobić zaległości..
              utkwiłam w końcówce lutego..
              jeszcze sie do mnie koleżanka właśnie zapowiedziała, bo ja zaszyłam sie znów w
              swojej norze, zawinęłam w kocyk i nawet granatem mie nikt stąd nie ruszy..
              tylko jeszcze po ten chleb muszę pójść..

              co do zmian..
              proponuję układ - ja zajmę się swoimi notatkami i będę pilnie nad nimi
              pracować..
              a Ty przynajmniej część tego dnia poświęcisz na coś równie konsruktywnego
              zamiast te czekolady i TV, co?
              pod wieczór relacja z dokonań..

              przytulam Cię cieplutko
              [nevada]
              • planasana SMUTNY BILANS 08.05.04, 21:01
                Jak nevada ? Notatki przejrzane ?

                Moj dzien wygladal tak:

                - 12 pierniczkow
                - serek waniliowy
                - 1 tabletka Seroxatu
                - bulka serowa
                - litr Pepsi
                - 2 pączki
                - 4 opakowania żelek gumisiow
                - 2 lody magnum
                - 2 opakowania ryby po grecku
                - 4 kanapki z serem smietankowym, salata i pomidorem
                - troche zapiekanki ryzowej z kawaleczkiem kurczaka pieczonego
                - 1/3 lodów Koral

                - umylam sie bylejak
                - mialam wykonac prace pisemna na terapie (jutro wracam i zabiore sie w
                ostatniej chwili)
                - obejrzalam kilka gówien w TV
                - spalam w ciagu dnia ze dwie godziny
                - nie umylam wlosow
                - wylaczylam telefon
                - zrobilam pranie (kolorowe z bialymi, bo nie chcialo mi sie segregowac)
                - puscilam kilka gluchaczy do znajomych
                - cieszylam sie, ze nikt mnie nie chcial nigdzie wyciagnac

                Czuje sie bezpiecznie w tej chorobie (cokolwiek mi jest).
                Jakos przetrzymam do konca terapii a potem znowu pokombinuje z samobojstwem.
                Musze poudawac, ze mi sie cokolwiek chce (do konca terapii).

                Nie widze dla siebie miejsca w zyciu.
                Przyszlosc mnie przeraza i napawa obrzydzeniem.

                Przepraszam, ze tak jęczę.

                planasa
                • negatywista Planasano! 08.05.04, 21:33
                  Straszne to, co piszesz. Aż mi się zimno zrobiło. Wygląda na to, że całe swoje
                  życie spisałaś już na straty - żadnej szansy na satysfakcję i samorealizację
                  skądkolwiek. Myślę, że nie można Twojego postępowania w żaden sposób oceniać -
                  ani w kategoriach moralnych, ani racjonalnych. Ty sama również tego nie rób. To
                  nie jest lenistwo, tchórzostwo ani wygodnictwo - rana w tobie jest tak głęboka
                  i cierpienie jest tak straszne, że nie jesteś w stanie nic robić, każda
                  motywacja jest śmieszna, żadne wartości nie istnieją oprócz tych płytkich,
                  szkodliwych i krótkotrwałych przyjemności, którymi próbujesz zagłuszyć dużo
                  poważniejsze braki, najprawdopodobniej w dużym stopniu nieuświadomione i
                  zakorzenione w dzieciństwie.
                  Chyba jedyne, co Ci mogę zasugerować to to, że musisz sobie jasno sama przed
                  sobą powiedzieć, że to, że jest źle, fatalnie, tragicznie - TO NIE JEST SPRAWA
                  OBIEKTYWNEJ RZECZYWISTOŚCI I ZEWNĘTRZNYCH PROBLEMÓW tylko Twojego podejścia
                  zwichniętego przez chorobę. Myślę, że jesteś u beznadziejnego terapeuty,
                  którego Twój przypadek przerasta. Oczekiwanie na koniec terapii nic nie zmieni,
                  bo ta terapia nic Ci nie daje! To będzie kosztować, dobry terapeuta musi
                  kosztować niestety, ale Twoja sytuacja warta jest każdych pieniędzy.
                  To co się w tobie buntuje przeciwko leczeniu to nie intelekt tylko emocje.
                  Depresja to choroba emocji, a ty jesteś ofiarą choroby - ale uleczalnej w dużym
                  procencie. Spróbuj na poziomie samego intelektu zastanowić się - kiedyś
                  większość ludzi umierała na choroby, które dziś są uleczalne, ponieważ medycyna
                  czyni wszystko aby ich ratować - ty zrób to samo, czyń wszystko! A nad tym czy
                  warto żyć, czy nie i jakie życie ma wartość w ogóle się teraz nie zastanawiaj,
                  bo jesteś teraz ślepa na wartości życia. Jak wyzdrowiejesz, dopiero te wartości
                  zobaczysz i zdobędziesz, w depresji nie masz szans ich dostrzec nawet z daleka.
                  Pozdrawiam i gorąco Ci kibicuje!
                  • planasana Negatywisto ! 08.05.04, 21:58
                    Negatywisto drogi,

                    Serdecznie dziekuje Ci za tyle empatii i sympatii.

                    Nie wiem, czy terapeuta jest beznadziejny.

                    On mysli, ze ja nie chce pracowac nad soba, po prostu, ze leniwa jestem.
                    Inni na grupie tez tak pewnie mysla, nie wiem. Ze nawet nie probuje walczyc.
                    A po co mam walczyc ? Tyle razy z tego wychodzilam, szczuplalam, bylam pewna
                    siebie i na "haju", bylam taka jak chcialam byc, a potem jakis "podmuch wiatru"
                    i znowu depresja i obzarstwo.
                    Jestem juz tak bardzo tym zmeczona. Nie czeka mnie nic dobrego, faceci mnie nie
                    chca, bo jestem brzydka i zlosliwa.

                    Terapeuci stwierdzili, ze boje sie zmian, bo moja choroba paradoksalnie
                    poprawila stosunki w mojej rodzinie. Tez mi cos.

                    Mam sile tylko na uzalanie sie nad soba.

                    Negatywisto, o jakich Ty ranach z dziecinstwa mowisz?
                    Nikt nie nie molestowal (no moze raz w tramwaju), nie gwalcil, mama jedynie
                    nadopiekuncza, dzieci sie ze mnie smialy w przedszkolu, ze beksa i niezdara,
                    siostra smiala sie z mojej tuszy...I co, mam zwalac na nich wszystkich, ze
                    teraz mam depresje ? Nic mi to nie pomoze.

                    Dziekuje, ze sie tak zaangazowales.
                    Jesli masz ochote, napisz czasem do mnie na priva.

                    czy Ty radzisz juz sobie lepiej ?
                    Zycze Ci tego z calego serca.
                    A sobie - zeby wreszcie ktos mnie zamordowal.

                    planasana
                    • negatywista Planasano... 08.05.04, 22:37
                      planasana napisała:


                      > Nie wiem, czy terapeuta jest beznadziejny.

                      Jest, bo nie ma do Ciebie odpowiedniego podejścia i nie wywouje u Ciebie
                      zaufania. Ile bierze za godzinę? Jeśli mniej niż 100 zł to możesz go puścić w
                      trąbę, bo to jakiś lamer. Wbrew pozorom ci tańsi psychoterapeuci wyciągają Ci z
                      kieszeni więcej pieniędzy - bo dłużej do nich chodzisz, a skutek żaden.

                      Tyle razy z tego wychodzilam, szczuplalam, bylam pewna
                      > siebie i na "haju", bylam taka jak chcialam byc, a potem jakis "podmuch
                      wiatru"
                      >
                      > i znowu depresja i obzarstwo.

                      Bo Twoja pewność siebie była bardzo niepewna, nie miała fundamentów, była
                      iluzją de facto. Fundamenty zdobywa się w dzieciństwie - przez wsparcie
                      emocjonalne rodziców głównie i zapewnione poczucie bezpieczeństwa. Jeśli nie
                      masz fundamentów to twoja budowla się wykrzywia. Ale te fundamenty da się
                      odbudować - psychoterapią prowadzoną w sposób rzetelny i z Twoim
                      zaangażowaniem. To nie moje wymysły tylko metafora mojej terapeutki (bardzo
                      kompetentnej osoby)


                      > Jestem juz tak bardzo tym zmeczona.

                      Nie dziwię się. Ja też. Mam takie same sinusoidy - ale wiem, ze
                      euforyczne "górki" samopoczucia to iluzje i że nie mają nic wspólnego z
                      wyzdrowieniem. To tylko objaw zaawansowania zaburzeń dwubiegunowych.

                      Nie czeka mnie nic dobrego, faceci mnie nie
                      >
                      > chca, bo jestem brzydka i zlosliwa.

                      Po pierwsze nie jesteś jasnowidzem! Jesteś czarnowidzem:) Jak każdy w depresji.
                      A w depresji nie próbuj przepowiadać przyszłości, nie oceniaj świata i PRZEDE
                      WSZYSTKIM nie oceniaj siebie! Bo masz zaburzone postrzeganie wszystkiego, a
                      siebie najbardziej i patrzysz przez negatywny pryzmat. Brzydka/ładna to
                      określenia relatywne i subiektywne, a złośliwa... możesz przecież przestać być,
                      to zależy od Ciebie. Mój były psycholog, który był też doradcą małżeńskim i
                      seksuologiem powiedział mi, że fakty są takie, że ludzie, którzy zostają
                      samotni, zostają tylko i wyłącznie za sprawą swojej psychiki, a nie fizyczności.
                      Lecz psychikę!

                      > Terapeuci stwierdzili, ze boje sie zmian, bo moja choroba paradoksalnie
                      > poprawila stosunki w mojej rodzinie. Tez mi cos.

                      Może coś w tym być. Jeśli nagle dostałaś taryfę ulgową, może być to dla Ciebie
                      wygodne. Ale na poziomie racjonalnego myslena uświadom sobie, że korzystanie z
                      tej wygody na dobre Ci w końcu nie wyjdzie.


                      >
                      > Negatywisto, o jakich Ty ranach z dziecinstwa mowisz?

                      O tych nieuświadomionych. Nie pamiętasz tych emocji, ale będziesz mogła zejść
                      na ich poziom podczas psychoterapii i te dziury połatać. Teraz do tego nie
                      dotrzesz, zapomnij. To nie muszą być wcale jakieś obiektywne tragedie, to
                      mogłobyć cos, co źle jako dziecko zinterpretowałaś i co zaimputowało ci strach
                      przed życiem.


                      I co, mam zwalac na nich wszystkich, ze
                      > teraz mam depresje ? Nic mi to nie pomoze.

                      Nie zwalać na innych, tylko uświadomić sobie, że to nie Twoja wina i że nie
                      dzieje się tak dlatego, że jesteś beznadziejna, tylko dlatego, że życie Ci
                      dokopało. Tylko wtedy będziesz mogła sama sobie pomóc i nie ma to nic wspólnego
                      z użalaniem się nad sobą.

                      >
                      > Dziekuje, ze sie tak zaangazowales.

                      Po to jest to forum nie? Mamy siebie wspierać, a nie żartować, pierdolić o
                      bzdetach - o muzyce np. Wspierając innych wspieramy siebie, działa to jak
                      terapia grupowa - jest jakiś feedback, to co dajesz wraca do Ciebie - Wchodząc
                      w innych wchodzi się w samego siebie i własne problemy.


                      > czy Ty radzisz juz sobie lepiej ?

                      Nienajlepiej. Emocje cały czas mam chore, ale przynajmniej udało mi się
                      zrozumieć, że nie muszą one wpływać na racjonalne myślenie. Na pozomie emocji
                      nienawidzę całego świata, ludzi i siebie, mam poczucie porażki i skazania na
                      porażkę, nic dla mnie nie ma znaczenia i chcę umrzeć... na poziomie rozumu
                      wiem, że jestem chory i jest we mnie pozaemocjonalna wola leczenia się, chcę z
                      ciekawości zobaczyć jak jest po drugiej stronie - między zdrowymi - i dlatego
                      chcę jeszcze żyć.


                      > A sobie - zeby wreszcie ktos mnie zamordowal.

                      emocje, emocje, emocje...
                      Pozdrawiam
                      I proszę Cię - zastanów się jeszcze raz na spokojnie nad tym, co Ci napisałem.
                      Nie nastawiaj się od razu na negację, postaraj się najpierw wszystko jakoś
                      zrozumieć.
                • nevada_blue Re: SMUTNY BILANS 08.05.04, 23:21
                  mój bilans wcale nie lepszy..
                  tylko krótszy:

                  - zjadłam śniadanie
                  - wzięłam grzecznie tabletkę
                  - wyprałam polara
                  - wyprasowałam parę rzeczy
                  - odkurzyłam mieszkanie

                  potem zaczęło mnie trząść i znajomy ścisk w gardle, więc wzięłam Chlorprothixen
                  zanim stan lękowy rozkręci się na dobre..

                  - potem wpadła koleżanka i chwilę żeśmy pogadały

                  nie długo, bo mnie tabletka zmuliła..
                  resztę czasu przespałam..
                  w sumie:

                  - nie uporządkowałam notatek [zaraz się za to zabiorę]
                  - nic nie zjadłam [teraz wmuszam w siebie jakąś kolację..]
                  - zmarnowałam (?) kolejny dzień..

                  planasana napisała:

                  > Nie widze dla siebie miejsca w zyciu.
                  > Przyszlosc mnie przeraza i napawa obrzydzeniem.

                  ja też kotku..
                  i dlatego staram się nie patrzeć za bardzo w przód, bo wtedy lęk przed
                  nieokreśloną przyszłością paraliżuje wszelkie moje działania..
                  nie szukaj teraz na siłę swojego miejsca ani sensu życia..
                  nie wybiegaj za bardzo do przodu z myślami..
                  postaraj się żyć z dnia na dzień..
                  dobra jest metoda drobnych kroczków i małych zwyciestw..

                  wiele z tego, co Ci chciałam napisać, powiedział Ci już Negatywista..
                  on ma naprawde sporo racji..
                  może później skrobnę coś jeszcze jak się dobudzę..

                  tymczasem trzymaj się i nie poddawaj!
                  jeszcze przyjdą lepsze chwile..
                  więc może warto teraz przemęczyć..
                  przytulam najcieplej jak potrafię :)
    • zoltanek Re: dół :( 07.05.04, 19:54
      Wychodzenie z depresji jest paradoxem. Chęć na życie i zmiany przychodzi z
      momentem wyzdrowienia, jednocześnie jest nieodzownym warunkiem dojścia do
      zdrowia. Twoje uczucia są jak najbardziej normalne(czyt.nienormalne) To Ci
      hurraoptymiści chyba są nie na miejscu. Co do faceta to chyba po prostu nie
      spotkałaś odpowiedniego. Chciałabyś tylko dostawać i dobrze! W miłości dajesz
      sobie samej szczęście drugiej osóby.
      • vinja Re: dół :( 08.05.04, 15:06
        zoltanek napisał:

        > Wychodzenie z depresji jest paradoxem. Chęć na życie i zmiany przychodzi z
        > momentem wyzdrowienia, jednocześnie jest nieodzownym warunkiem dojścia do
        > zdrowia. Twoje uczucia są jak najbardziej normalne(czyt.nienormalne) To Ci
        > hurraoptymiści chyba są nie na miejscu. Co do faceta to chyba po prostu nie
        > spotkałaś odpowiedniego. Chciałabyś tylko dostawać i dobrze! W miłości dajesz
        > sobie samej szczęście drugiej osóby.


        Rety !!!
        Kocham Cię Zoltanku !!!
        • carlabruni Re: dół :( 08.05.04, 21:03
          Ja też Cię kocham Zoltanku.Pozdrawiam.
    • randybvain Biedactwo 08.05.04, 22:09
      Chciejstwo, tchórzostwo, wygodnictwo, lenistwo, indolencja, abulia, dystymia...
      Strach przed zmianą.
      Podniecanie się sampobójstwem.
      Jak wiele z tego jest wynikiem chorocy, a jak wiele przyczyną?
      Nic ci nie doradzę, bo i tak się nie zastosujesz.
      Jest ci dobrze i źle zarazem.
      Spotkaj się z nevadą i pobawcie się w jakieś gierki.
      Sayonara
      • planasana daruj sobie 08.05.04, 22:20
        Wkurzasz mnie juz od dluzszego czasu.
        A scislej - wkurzaja mnie twoje pseudo - przemadrzale posty, wkladanie kija w
        mrowisko.
        Masz jakas misje otwierania oczu leniwym nieudacznikom zyciowym takim jak ja ?

        Tak, podniecam sie samobojstwem i bede jeszcze probowala, bo to jedyne
        pocieszenie dla mnie.
        Mam nadzieje, ze tym razem sie wszystko uda i nie zostane kaleka.

        Nie chce mi sie z Toba gadac i nie zycze sobie, zebys nazywal / ala mnie
        biedactwem.

        Po raz pierwszy i ostatni odpisuje na Twojego wkurwiajacego posta.

        planasa
        • nevada_blue Re: daruj sobie 08.05.04, 23:45
          Planasano - nie rób sobie nic proszę..
          zostań..
          dla samej siebie, bo jeszcze przyjdą lepsze chwile..
          albo choćby i dla mnie - bo Cię lubię i mi na Tobie zależy..
          chociaż wiem, ze to w sumie nie ma większego znaczenia..

          spróbuj jeszcze raz zawalczyć o siebie..
          wierzę, że kiedyś Ci się uda..
          i że to wszystko ma jednak jakiś sens, chociaż nie wiem jaki..

          nie wiem, co Ci więcej powiedzieć..
          przytulam baaardzo ciepło,
          [nevada]
        • randybvain ??????? 09.05.04, 00:24
          Kilka rzeczowników jest wkurwiające? Czy gdzieś napisałem, że jesteś taka i
          taka i coś takiego?
          Do ciebie bezpośrednio było to, że nic ci nie napiszę, bo i tak to nic nie da i
          zebyś pobawiła się z nevadą.
          BTW mam misję, ale ciebie to chyba nie obchodzi.
          Jak chcesz sobie być "leniwym nieudacznikiem życiowym" to sobie bądź.
          A co mnie to obchodzi.
          To jest wolny kraj.
          Co ci ktoś może poradzić jak raz na jakiś czas chce ci się wyleczyć, raz nie?
          Gdyby to chociaz było zależne od ciebie.
          Ale taka jest ta choroba, że mózg otumania.
          Oiche mhaith duit.
      • nevada_blue Re: Biedactwo 08.05.04, 23:41
        poczułam się uprawniona do odpowiedzi, choć post kierowany głównie do
        Planasany, ale mój nick też został wspomniany..

        randybvain napisał:

        > Chciejstwo, tchórzostwo, wygodnictwo, lenistwo, indolencja, abulia,
        dystymia...

        po części prawda..
        bywają czasem takie chwile..
        ale do tego zacięta, okrutna walka z tym wszystkim..
        bo nie mogę nawet znikąd liczyć na taryfę ulgową - z własną chorobą radzę sobie
        sama! przy odrobinie wsparcia psychicznego od paru ludzi..

        > Strach przed zmianą.

        w pewnym sensie..
        strach przed nieokreśloną, mglistą przyszłością, w której siebie nie widzę, a
        który paraliżuje czasem wszystkie moje działania i udaremnia wysiłki..

        > Podniecanie się sampobójstwem.

        raczej świadomość, że w każdej chwili mogę to zrobić i że potrafię przekroczyć
        tę granicę.. owszem, jest w myśli o samobójstwie coś pociągającego.. ale
        samookaleczenia czy nawet próby [jak dotąd nieudane] bywają choćby i
        rozładowaniem tego napięcia, jakie stwarza pragnienie śmierci.. bo czasem życie
        staje się nie do zniesienia, a myśli zbyt silne, żeby z nimi walczyć..
        ucieczka? tchórzostwo? być może..

        > Jak wiele z tego jest wynikiem chorocy, a jak wiele przyczyną?

        trudno ocenić..

        > Nic ci nie doradzę, bo i tak się nie zastosujesz.
        > Jest ci dobrze i źle zarazem.

        co do drugiego zdania - trochę prawda..
        z jednej strony źle - tak czuje ta część mnie, która każe mi z tym walczyć..
        a z drugiej dobrze - to ta część, która nie chce zmian i pragnie się zniszczyć..

        > Spotkaj się z nevadą i pobawcie się w jakieś gierki.

        to, co Ty nazywasz "gierką" to dla Twojej wiadomości jest moje życie, a raczej
        to, co mi jeszcze z niego zostało i co każdego dnia staram się walczyć, mimo
        wszystko.. mimo, że nie widzę w tej walce sensu, że nie potrafię znaleźć dla
        siebie miejsca na tym świecie..

        każdego dnia wstaję, próbuję wmusić w siebie jakiś jedzenie, zębami i pazurami
        staram się utrzymać na studiach, pilnuję się przy najbardziej podstawowych
        czynnościach, bo wiem, ze jak przestanę - wycofam się z życia.. i każdego dnia
        podejmuję tę walkę o siebie, choć jestem już strasznie zmęczona, najchętniej
        nałykałabym się prochów, wzięła nóż..

        może nie zawsze wygrywam..
        każdy dzien to bilans małych zwycięstw i porażek..
        ale naprawdę bardzo się staram!
        a Ty nie masz prawa tego oceniać!

        > Sayonara
        >
        >
        • randybvain *I* 09.05.04, 00:31
          Gierka oznacza gierkę. Zabawę. Rozrywkę. Relax. Wasze posty mówią, że się
          dogadujecie, to spotkajcie się w realu.
          Dlaczego wszyscy czytają pomiędzy wierszami i doszukują się jakichś ukrytych
          agresji z mojej strony. Jakbym chciał kogokolwiek zjechać, to bym wyraził się
          dosłownie.:((((
          I GDZIE JA DO KURWY NĘDZY KOGOŚ OCENIAM?
          Jak napiszę "smutek" to jest ocenianie??
          A co wy tak boicie się ludzie tego oceniania? Myślicie, że jak ktoś nie powie,
          ze jesteście jacyś tam, to tacy nie jesteście? Przecież i tak wmawiacie sobie,
          że ktoś o was źle myśli? Chyba jesteście świadomi, że są ludzie, dla których
          depresja to są np. fanaberie, lenistwo i muchy w mosie?

          To tak ogólnie.
          Owocnej walki, nezado:^*
          • nevada_blue Re: *I* 09.05.04, 00:38
            może faktycznie nadinterpretacja z mojej strony - wobec tego przepraszam..
            co do oceniania - nie boję się go, mam swoje zdanie na swój [i nie tylko] temat
            i niepotrzebna mi do tego ocena z zewnątrz.. :)
            dziękuję za życzenia owocnej walki :)
            Tobie również tego życzę :)
            i pozdrawiam serdecznie :)

            [powiedziała chowając toporek wojenny z powrotem do szafy i zapalając szluga
            zamiast fajki pokoju ;) ]
            • randybvain ^A^ 09.05.04, 14:35
              Ja sie nie gniewam. Przyzwyczaiłem się do tego.
              ^A^|\|93|_5 for you
              • nevada_blue Re: ^A^ 09.05.04, 14:44
                randybvain napisał:

                > Ja sie nie gniewam.

                cieszy mnie to :)

                > ^A^|\|93|_5 for you

                cokolwiek to znaczy.. :)
                ode mnie po prostu miłego dnia :)
          • eulogete Re: *I* 09.05.04, 00:42
            randybvain napisał:

            > A co wy tak boicie się ludzie tego oceniania? Myślicie, że jak ktoś nie
            powie,
            > ze jesteście jacyś tam, to tacy nie jesteście? Przecież i tak wmawiacie
            sobie,
            > że ktoś o was źle myśli? Chyba jesteście świadomi, że są ludzie, dla których
            > depresja to są np. fanaberie, lenistwo i muchy w mosie?
            >
            ja się boję bo nie wierzę sama sobie. Moja opinia nie jest dla mnie miarodajna -
            więc uznaję zewnętrzną za prawdę .
            proste?

            pozdrawiam
    • zuzass Re: dół :( 08.05.04, 23:18
      planasana,
      Rozumiem Cię. Dokładnie tak samo się czuję. I też myślę o samobójstwie. Mam
      depresję bo mnie facet nagle porzucił i zniknął bez śladu, zresztą to dłuższa
      historia ale nie ma go i nie wiem gdzie jest. Muszę brać leki, biorę Asentrę
      ale na razie nic nie pomaga (dzisiaj 10 tabletka), nigdy w życiu bym nie
      pomyślała, że będę potrzebować takiej pomocy... Jestem załamana...
    • planasana Re: dół :( 09.05.04, 07:49
      do negatywisty:

      Nie place za terapie, bo w szpitalu na terapii jestem. Niskobudzetowosc nie
      oznacza, ze jest to slaba terapia, bo psychoterapeuta jest bystry i jest
      jeszcze psychiatra z cietym jezorem, ktora wywali Ci od razu w czym rzecz, nie
      cackajac sie. Jesli teraz powiem, ze mam samobojcze mysli, to moga mi
      zaproponowac inny oddzial, gdzie tylko lezysz i leki wcinasz.

      do randybvain:
      Wkurzylam sie, bo prawda zabolala, byc moze. Nevermind.

      do nevady:
      No co Ty, ja nie bede teraz sie zabijac. To jest moj plan na "po". A terapia
      potrwa jeszcze przez miesiac. Zreszta ma za malo sily, zeby sie zabic, za
      leniwa jestem ;).

      Boje sie tylko, ze zrobie to nieudolnie i wtedy wyladuje w prawdziwym
      wariatkowie.

      Chyba sie zamkne na jakis czas, bo robie sie monotematyczna i tylko Wam jęczę.
      planasana
      • nevada_blue Re: jeśli masz ochotę... 09.05.04, 07:52
        to jęcz ile wlezie :)
        chętnie Cię posłucham! :)
      • nevada_blue Re: dół :( 09.05.04, 07:57
        moja prośba odnosiłą się do tego "po"..
        dlaczego chcesz to zrobić..
        wszystko można jeszcze wyprostować, kiedyś na pewno najdejdą lepsze chwile -
        uwierz..
        będę sie strasznie o Ciebie martwić przez kolejny miesiąc.. :(
        nie rób tego proszę..
        • planasana Re: dół :( 09.05.04, 08:10
          nevada, a Ty juz nie spisz :) ?
          Nie martw sie mna, pomysl o sobie i swoim zyciu.

          Mnie tylko pociesza mysl, ze w kazdej chwili moge to zrobic.
          Watpie bym sie odwazyla, za slaba jestem.
          Paradoksalnie - mysl o mozliwosci znikniecia stad w kazdej chwili - trzyma mnie
          przy zyciu.

          Caluje Cie mocno
          • nevada_blue Re: dół :( 09.05.04, 08:20
            a czytałaś może "Wilka stepowego"?
            Herman Hesse rozwija w tej książce myśl Nietzschego o tym, że myśl o śmierci
            niejednej osobie pozwoliła przetrwać ciężkie chwile.
            I rzeczywiście - już sama świadomość, że mamy tę furtkę, coś jak wyjście
            ewakuacyjne, że zawsze możemy to zrobić i skończyć cierpienie, bywa ukojeniem.
            Ale zawsze pozostaje ta odrobina ciekawości: co będzie jutro? albo już za
            chwilę? ile tak naprawdę człowiek jest w stanie znieść?..

            więc jeśli Ci to pomaga, myśl o tym, ale zachowaj w sobie tę ciekawość świata i
            każdej następnej chwili.. :)

            przytulam bardzo ciepło :)
    • planasana "dobre rady" 09.05.04, 12:05
      Rodzice moi wkurwieni, jak to, terapia grupowa nie pomaga ?
      A tak by chcieli, zeby stal cie cud i mi pomoglo.
      Fakt, ze stwarzaja mi komfortowe warunki do "chorowania".

      Porada mojego taty: "moze bys sie tak porzadnie przeglodzila" "postaraj sie
      jesc mniej"

      Rada mojej matki: "powinnas sie czyms zajac, zeby tyle nie myslec".

      Zaraz mnie kurwica strzeli.
      • nevada_blue Re: "dobre rady" 09.05.04, 12:07
        wiem, ze takie rady wkurzają..
        ale może faktycznie spróbuj się czymś zająć..
        to pomaga, choć czasem nie łatwe..
        nie poddawaj sie w każdym razie! :)
        jestem z Tobą :)
      • randybvain Opadają ręce 09.05.04, 14:32
        twoim rodzicom. Nie wiedzą co poradzić. A co to są komfortowe warunki do
        chorowania?
        • planasana Re: Opadają ręce 09.05.04, 14:51
          Randybvain,

          Pragne Cie przeprosic za moja reakcje na Twojego posta, w ktorym to
          doszukiwalam sie ukrytych intencji, ktorych nie bylo. Poszperalam w
          wyszukiwarze i poczytalam Twoje posty na innych forach - chyle czola, bo
          diabelnie elokwentny z Ciebie czlowiek.
          Mysle, ze mi wybaczysz moja impulsywna reakcje, my neurotycy "tak mamy" ;-).

          Pisza o "komfortowych warunkach do chorowania" mialam na mysli, ze nie wtracaja
          sie do tego co robie, ze chodze w obflumfranym dresie, ze siedze przed TV, nie
          sprzatam objadam sie (choc w ukryciu), siedze przed kompem, spie za duzo w
          ciagu dnia i nie wychodze z domu.

          Wiem, ze sa bezradni, wiem, ze chca mi pomoc, ale nie zarażą mnie nagłą chęcią
          do zycia. Zal mi ich i wstyd, ze taka fatalna corke sobie zrobili. Zyciowo
          rozmemlana. Czasem boje sie, ze bez nich sobie nie poradze w zyciu. Moze
          powinni mnie wykopac za tylek z domu "radz sobie sama" i to by mnie
          otrzezwilo ? Nie wiem. Teraz poczulam sie odrobine lepiej, pisze zadanie domowe
          na terapie.
          Chyba powiem "na grupie" jak sie czuje naprawde, ze mam dola. Sprobuje sie
          odwazyc.

          pozdrawiam

          neurotyczna jęcząca planasana
          • nevada_blue Re: Opadają ręce 09.05.04, 14:58
            spróbuj :)
            powodzenia :)
          • randybvain No problemz 11.05.04, 02:31
            Ja się zasadniczo nie gniewam. Wychodzę z założenia, że wszelkie wypowiedzi w
            stanach depresyjnych sa tendencyjne i chwilowe i człowiekowi może się po czasie
            odwidzieć. Tylko martwię się, że zostałem źle zrozumiany.
            A jeśli chodzi o "elokwencję". Hmmm:^D Miałem nadzieję, ze nikt tego nie
            odkryje.
    • abdon Planasano! Dziękuję za pozdrowienia 09.05.04, 15:53
      Wybacz, że dopiero teraz dziękuję. Naturalnie ja też Ciebie bardzo serdecznie
      pozdrawiam.
      Masz jeszcze przed sobą miesiąc kuracji w szpitalu. Wię postaraj się nie myśleć
      co będzie później. Zaczekaj do końca leczenia. W depresji ma się skrzywiony
      obraz siebie i świata. Nie przejmuj się tym co pisze Randybvain. Zawsze znajdą
      się domorośli psychologowie, którzy pouczają, jak niegdyź na tym forum Janusz
      Głowacki i do tego chcą decydować o czym można pisać. Bzdety to wypisuje
      własnie Randybwain.Pragnienie śmierci jest objawem choroby. Cierpiwie czekaj,
      choć wiem, że tak czekać nie jest łatwo.
      ---
      abdon vel dr Jackyll
      • planasana Abdonie, nic nie szkodzi :) 09.05.04, 17:42
        Abdonie Kochany,

        Nie mam Ci czego wybaczac, ciesze sie, ze piszesz :-).
        Troche mi lepiej.
        Pogadalam z kolezanka co ma dwubiegonowke.
        Wystarczylo mi poczucie, ze ona ROZUMIE.
        Wyrwe sie ze szpitala do mojej psychiatry (oby mi sily i zapalu starczylo).
        Dojrzalam do tego, by zaczac sie porzadnie leczyc farmakologicznie.
        Sprawy zlosci, braku asertywnosci itp. i pracy z emocjami decyduje sie odlozyc
        na czas, kiedy bede miala sily.
        Ciesze sie, ze jestes Abdonie i dziekuje, ze rozumiesz.

        Pozdrawiam Bardzo

        Niezrownowazona Planasana
        • planasana chimerycznosc 09.05.04, 18:16
          Kurna, nic z tego nie rozumiem.
          Czuje sie lepiej, dobrze sieczuje.
          Mam zapal do pracy nad soba, mam ochote wyjsc na spacer, roznosi mnie.
          Zaraz sobie wejde na stronke o The Smiths, mam ochote sobie pospiewac z Alicia
          Keys.

          Am I insane 4 real ?

          Pozdrawiam Was wszystkich i dziekuje za mega cierpliwosc.

          chimeryczna planasana
          • nevada_blue Re: chimerycznosc 09.05.04, 18:20
            miło ;)
            zapraszam zatem do mojego wątku - na wyprawę w Andy :)
            Zoltanek zbiera chrust na ognisko, kolacja już prawie gotowa :)
            słońce powoli chyli się ku zachodowi.. :)
            pięknie jest :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka