planasana
07.05.04, 17:54
Jeszcze wczoraj dowcipkowalam z ludzmi, smialam sie i zartowalam a juz teraz
czuje sie beznadziejnie. Kolega z grupy na psychoterapii zapytal mnie czy ja
w ogole chce cos zmienic. I to mnie przydolowalo, bo ja nie wiem co chce
zmienic, bo ja nie mam przed soba motywacji do zycia. Ja juz chyba nie chce
nic zmieniac, meczy mnie przebywanie z ludzmi, najbardziej lubie byc sama,
objesc sie ciastkami i ogladac TV. Nie mam odwagi zmienic pracy, nie mam
zadnego pomyslu na siebie. NIE MAM OCHOTY ZYC. Nie mam juz sily.
Moja byla przyjaciolka szczesliwie zakochana w facecie, o ktorym marzylam :(.
Za miesiac koncze terapie w szpitalu i musze wrocic do pracy. BOJE SIE.
Jestem za egoistyczna na bycie z facetem, chcialabym tylko dostawac.
Wkurzaja mnie ludzie na terapii mowiacy o zmianie pracy, o swoich radosnych
planach, ich pieprzenie w rodzaju "trzeba chciec" i "mozna wyzdrowiec". No
wlasnie - trzeba chciec, ale najpierw trzeba chciec zyc.
Znowu mysl o samobojstwie jest moim jedynym pocieszeniem
planasana
p.s. POZDROWIENIA DLA ABDONA I AWANTURKI