nevada_blue Re: wczoraj chcialam umrzec 07.05.04, 18:42 i tak trzymać :) ściskam delikatnie, ale ciepło :] Odpowiedz Link Zgłoś
carlabruni Re: wczoraj chcialam umrzec 07.05.04, 18:46 Bardzo mnie to cieszy. Pozdrawiam Cię słońce. Odpowiedz Link Zgłoś
kasiajulia Re: wczoraj chcialam umrzec 08.05.04, 09:20 Enika napisz konieczk=nie jak sobie radzisz. Serdeczności. K. Odpowiedz Link Zgłoś
nevada_blue a dziś... 08.05.04, 10:06 mógłby być mój ostatni dzień.. i wcale bym nie żałowała.. Odpowiedz Link Zgłoś
abdon Re: wczoraj chcialam umrzec 08.05.04, 14:21 Nevada napisała mógłby być mój ostatni dzień.. i wcale bym nie żałowała.. Ale ja bym żałował!!! Odpowiedz Link Zgłoś
nevada_blue Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 14:40 na tym przecież polega życie - przychodzimy, odchodzimy.. mój dzień też kiedyś przyjdzie.. i Twój.. żal nie jest potrzebny.. o wiele lepiej cieszyć się, że miało się okazję kogoś poznać.. tak, jak ja cieszę się, że poznałam Ciebie :) Odpowiedz Link Zgłoś
abdon Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 14:52 Żal nigdy nie jest p o t r z e b n y. Żal nas ogarnia, chociaż czasami się przed nim bronimy, bo nas przytłacza. Żal po Tobie ogarnąłby mnie mimo, że nie jest potrzebny, ponieważ Ciebie poznałem . Odpowiedz Link Zgłoś
nevada_blue Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 15:01 przypomniała mi się historia lisa z "Małego Księcia".. jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy.. Odpowiedz Link Zgłoś
abdon Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 15:16 nevada_blue napisała: > przypomniała mi się historia lisa z "Małego Księcia".. > jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy.. Przyznam, że tym razem nie jest dla mnie całkiem jasne, co miałaś na myśli. Czy to, że jesteśmy odpowiedzialni za oswajanie sie z tym, że ktoś odszedł? Odpowiedz Link Zgłoś
nevada_blue Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 15:24 nie pamiętasz historii lisa? lis poprosił Małego Księcia, by ten go oswoił - Mały Książe zrobił to stosując sie do wskazówek lisa i w ten sposób przestał być dla niego jednym z wielu, a stał się tym jedynym w swoim rodzaju, bo oswojonym.. ale Mały Książę nie mógł zostać z lisem na zawsze - musiał go opuścić.. i lis był smutny.. Mały Książę zapytał po co wobec tego chciał, by go oswajano skoro teraz jest smutny z powodu rozstania.. a lis na to, że przynajmniej miał tę chwilę, kiedy był szczęśliwy i oswojony, i że mimo smutku to złociste łany pszenicy zawsze juz będą przypominać mu blond włosy Małego Księcia.. jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswajamy.. każda znajomość, a im bliższa tym bardziej, jest odpowiedzialnością za tę drugą stronę.. i ważne, żeby obie strony zdawały sobie sprawę z konsekwencji znajomości.. i że nic nie trwa wiecznie.. a mimo to warto.. Odpowiedz Link Zgłoś
abdon Re: Abdonie drogi... 08.05.04, 16:27 Nevado Droga! (Poczyłem się upoważniony do takiej formy zwracania się do Ciebie, skoro tak zwracasz się do mnie, co jest bardzo miłe) Źle skojarzyłem, bo sądziłem, że do odnosi się do oswajania żalu. Oczywiście tak jest.Zycie polega na stałym rozstawaniu się z kimś albo z czymś, przez nas oswojonym.Z jednej strony musimy się z tym pogodzić, a z drugiej strony buntujemy się przeciwko temu Dlaczego on(a) mi to zrobił(a)? - tak reagują niektórzy bezpośrednio po śmierci kogoś bliskiego. Z drugiej strony jest tak, jak napisałaś. Mam psa owoiłem go, pewnego dnia stracę jego albo on mnie.Ja wtedy przeżywając jego śmierć, mimo to powiem, że wato było, ale pies podobno czeka na swego pana do końca swojego życia. Odpowiedz Link Zgłoś
nevada_blue Re: Abdonie drogi... 09.05.04, 09:28 dla mnie "oswajanie" dotyczy nie tylko zwierząt, miałam raczej na myśli tworzenie jakichkolwiek więzi - w tym między ludźmi.. rzeczywiście tracąc kogoś lub coś cierpimy z powodu żalu.. no właśnie - my cierpimy.. żal po takiej stracie jest tak naprawdę żalem nad sobą samym, bo się coś straciło i powstała w tym miejscu pustka, która NAS boli.. nigdy nie płakałam po nikim.. nie, raz tylko.. ta osoba żyje, aczkolwiek ja ją straciłam.. ale mimo to nie żałuję niczego.. ani jednej chwili, choć do tej pory wsponienia wywołują tępy ból gdzieś w środku.. słabszy, bo minęło już sporo czasu, ale jednak.. nie żałuję i cieszę się, że mogłam Go poznać.. tak samo jak cieszę się, że mogłam "poznać" Ciebie i parę innych jeszcze osób.. owszem, po takiej stracie powstałaby pustka w tym miejscu.. ale o wiele lepiej jest zapełnić ją taką właśnie cichą radością.. Odpowiedz Link Zgłoś