12.05.04, 08:56
o miłość, o szczęście
często słyszę - o miłość trzeba walczyć, o szczęście trzeba walczyć
czy ktoś wie, jak? tak w praktyce? jak się to właściwie robi?
Obserwuj wątek
    • negatywista Re: walka 12.05.04, 09:12
      Życie jest ciężkie i przygniatające, żeby wyrwać z niego coś dla siebie trzeba
      się starać, angażować i kombinować. Niektórzy ludzie lubią to interpretować
      jako "walkę", bo wtedy czują się dzielni. Wszyscy stwarzamy jakieś małe
      mitologie na personalny użytek.
    • mskaiq Re: walka 12.05.04, 15:28
      Dosc czesto mozna uslyszec ze - ja nie czuje milosci, ze nie ma jej. Ona jest i
      kazdy ja ma. Zrozumienie ze ona jest i ze jest najwaziejsza sprawa w zyciu to
      poczatek walki o nia. Nastepym krokiem jest wydobycie jej na powierzchnie. Im
      wiecej jest w nas milosci tym mniej depresji.
      Trzeba jej szukac wszedzie, w pomaganiu innym, w tym ze kwitna drzewa i jest
      pieknie, ze pada deszcz. Na poczatku trzeba sie do tego zmuszac bo wtedy jest w
      nas tylko negatywizm i wszystko wokol nie ma sensu. Tutaj jest ta walka, trzea
      zmuszac sie do patrzenia radosnie i z miloscia. Pozniej samo zacznie to
      przychodzic. Trzeba przelamac kompleks patrzenia negatywnie. Moza to zroic.
      Inaczej bedzie strach i bezsens bo my go wspieramy.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • another_story Re: walka 12.05.04, 15:37
      Moja metoda walki o szczęście jest dość oryginalna. Wmawiam sobie mianowicie,
      że go nie potrzebuję. Potem, kiedy nagle spotyka mnie coś pozytywnego, traktuję
      to jako miły dodatek do życia, ale staram się nie przywiązywać. Sposób może
      niezbyt genialny, lecz przynajmniej zakładający brak rozczarowań. Na tzw.
      prawdziwe szczęście jakoś nie liczę.
    • negatywista Re: walka 12.05.04, 20:31
      Jest logika w tym, co piszesz. To coś na modłę buddyjską - mi dość obce,
      ponieważ targają mną żądzę, które gromadziły się przez wiele lat, a teraz
      pozostają niezaspokojone. Bałem sie w związku z taką postawą pewnego
      zgorzknienia i popadnięcia w marazm i bierność, czego mógłbym żałować z
      perspektywy późniejszych lat. Tak czy inaczej uważam, że paradoks, wg którego
      im usilniej próbujemy dogonić szczęście, tym bardziej się od niego oddalamy,
      rzeczywiście zachodzi. Wydaje mi się, że jestes bardzo zrównoważoną i pogodzoną
      z własnymi emocjami osobą (mimo, że trochę smutną) - trochę Ci tego zazdroszczę.
      • negatywista pow. post do another_story 12.05.04, 20:33
      • another_story Do Negatywisty 12.05.04, 20:52
        Negatywisto - ponieważ z natury jestem dość szczera, i tym razem powiem Ci
        prawdę. To, co życzliwie nazwałeś zrównoważeniem, stanowi raczej absolutny brak
        złudzeń. Ja po prostu wiem, czego mogę oczekiwać od życia. Trzymam się owej
        wiedzy kurczowo, bo pointą najdrobniejszego eksperymentu jest przeważnie
        rozpacz. Cała moja filozofia (będąca rodzajem nieco wypaczonego stoicyzmu) to
        więc ucieczka przed cierpieniem - jakkolwiek melodramatycznie to brzmi.

        Zazdrościć mi naprawdę nie musisz, ponieważ powyższe dywagacje nijak mają się
        do codzienności. Dobry ze mnie teoretyk, praktyk żaden. Pozdrawiam.
    • mskaiq Re: walka 13.05.04, 03:59
      Mozna sprowadzac sie w dol, obnizac poprzeczke az w koncu juz niczego nie
      oczekujesz, bo zycie Ci nie chce dac. W ten sposob mozesz zabic wszystko,
      marzenie, sens zycia, milosc, wiare wyjscia z depresji. Trzeba miec marzenia,
      trzeba chciec zmieniac, trzeba walczyc o milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka