Dodaj do ulubionych

NIE DAM RADY

17.05.04, 11:37
Od kilku miesiecy mieszkam w miescie ktore jest mi obce, w ktorym nie mam
przyjaciol, raczej kilkoro milych, ale ciagle zajetych znajomych.
Mimo "atrakcyjnego towarzysko" wyksztalcenia utknelam w pracy ktora mnie
meczy, z marna nadzieja na zamiane ( brak popytu na humanistów).
Nie mam wsparcia ze strony rodziny (trudna relacja z matka, ojciec popelnil
samobojstwo kilka lat temu, co zreszta jest dla mnie ciagle ogromnym
obicazeniem).
Nie mam zadnych oszczednosci,sama wynajmuje mieszkanie na odleglym osiedlu
(bo taniej).
3 lata zwiazku z mezczyzna mojego zycia, zakonczyly sie smutno: 2 miesiace
temu kazalam mu sie wyprowadzic i zglosic na leczenie( naduzywal alkoholu).
Probowal, z coraz wiekszym powodzeniem, ciagle zabiegal o odnowienie relacji,
bylam twarda i dumna z siebie, ze powoli zaczyna cos rozumiec i pracowac nad
soba. I ze mimo wielkiej do niego slabosci umiem byc tak konsekwentna.
Ostanio celowo zamilklam na kilka tygodni...
Przedwczoraj na wspolnej imprezie u naszych znajomych (wlasciwie jego
znajomych)niespodziewanie pojawil sie z nową atrakcyjną partnerką. To byl
cios. Musialam zaakceptowac ze juz nigdy nie bedziemy razem, ze wszystkie
moje wysilki poszly na marne i zostalam sama,bez czegokolwiek co daloby mi
poczucie bezpieczenstwa lub chociazby wsparcie.
Mam 30 lat, niczego nie osiagnelam, nie mam swojego miejsca na ziemi, nie mam
kogo prosic o pomoc. Od 3 dni bezustannie placze , prawie nie jem, nie spie,
z trudnoscia wykonuje codzienne czynnosci,zmuszam sie tylko do mycia...
Nie dam rady. Codziennie mam ochote to wreszcie zakonczyc, zawsze ja mialam
ale nigdy tak intensywnie. Ratunku.

Obserwuj wątek
    • szyrek2 Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 11:54
      Witaj
      z tego co piszesz wynika, ze twoja sytuacja nie jest najlepsza i masz
      psychicznego doła.
      Jesli chcesz to napisz do mnie na szyrek2@wp.pl
      Moze pogadamy i jakos poprawie Twój nastrój
      Trzymaj sie
      P
      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 12:15
        to cos znacznie bedziej obezwladniajacego niz psychiczny dól.ja juz po prostu
        nie mogę. nie sadze ze ktokolwiek moze mi pomoc. porady moich znajomych
        typu "wez sie w garsc, to minie" powoduja ze przestaje wierzyc w skutecznosc
        miedzyludzkiego wsparcia...
        • szyrek2 Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 12:21
          prosze napisz do mnie porozmawiamy, trzeba probowac, czekam
        • tinu Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 12:28
          jeśli to coś nie daje żyć - doktorek...

          może masz mocno z górki bo pojawiła się inna ona i trzeba czasu żeby się
          otrząsnąć (ale to: 1. żadna pociecha 2. z pewnością nie wypowiedź eksperta - ze
          mnie nieczułe stworzenie)

          samotność to dobra używka dla znielubienia siebie i życia

          trudne wspomnienia - co tu dodać...

          ja przećwiczyłam taki wzór:

          - nikt nie potrafił mi pomóc
          - zaczęło mi się wszystko walić na głowę
          - nie podobało mi się to
          - zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy i poszłam do lekarza

          jeśli masz siłę - zrób to - i poczekaj
          ściskam
    • pobieda Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 16:32
      Hmm, nie wiem, czy Cie to pociesz, ale ja też jestem w totalnym dołku. Nic mi
      się nie podoba, chciałabym usnąć i to zakończyć. Mam ciągłe nawrotuy histerii,
      tak że płacze całe dni, chce mi się wyć tak naprawdę z tego wszystkiego. I
      wiesz - u mnie co najgorsza niby wsio ok. tzn. jestem z kimś, mam prace - s
      łabo płatną, ale zawsze jest, a życie mi sie nie podoba, Nie umiem podhjąc
      zadnej decyzji, bo każda mnie przeratsa. I wszystko w mouich oczach jest takie
      czarne../ Więc jedyne co ci mogę powiedzieć - to trzymaj sie, nie jesteś sama.
      Bryknij do lekarza, ja już tę dycyjkę podjęcłam, i wierzę że może prochyu
      pomogą. Bo w coś do cholery trzeba wierzyc :) Ciepłe pozdrowionka Ci przesyłam,
      i trzymaj w kontakcie, jak Ci idzie z tą deprechą
    • roman.giertych Re: NIE DAM RADY 17.05.04, 16:43
      Może i dobrze się stało że nie jesteście juz razem. Twoje problemy z
      narkotykami, jego z alkoholem to nie jest najlepsze połączenie. I tak byście
      nic razem w życiu nie osiągnęli.
      Teraz powinnaś skupić się na swoim leczeniu, udaj się do poradni dla ludzi
      uzależnionych od narkotyków albo bezpośrednio do Monaru jeśli jest w twoim
      mieście. Tak się mówi że jeden skręt to nic złego ale zapewniam cię że nie ma
      nic bardziej mylnego. Trzymamy za Ciebie kciuki. !
      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 18.05.04, 09:16
        roman.giertych napisał:

        > Może i dobrze się stało że nie jesteście juz razem. Twoje problemy z
        > narkotykami, jego z alkoholem to nie jest najlepsze połączenie. I tak byście
        > nic razem w życiu nie osiągnęli.
        > Teraz powinnaś skupić się na swoim leczeniu, udaj się do poradni dla ludzi
        > uzależnionych od narkotyków albo bezpośrednio do Monaru jeśli jest w twoim
        > mieście. Tak się mówi że jeden skręt to nic złego ale zapewniam cię że nie
        ma
        > nic bardziej mylnego. Trzymamy za Ciebie kciuki. !


        Nigdy nie mialam problemow z narkotykami , skad ci to przyszlo do glowy? czasem
        zapale skreta, ale przez ostatnie 3 miesiace nawet nie mialam do nich dostepu...
        Moj pan dzieki mojej konsekwencji byl juz o krok od zgloszenia sie do poradni,
        chociaz musze przyznac ze moja konsekwencja nigdy nie wynikala z poczucia
        wlasnej wartosci (bardziej z obawy przed tym co bedzie) i kosztowala mnie
        naprawde bardzo bardzo wiele.
        Teraz budze sie o 4 nad ranem i juz po kilku sekundach, kiedy przypominam sobie
        w jakiej jestem sytuacji, zaczyna mi walic serce. Zero spania. wspomagam sie
        hydroksyzina w syropie ale pomaga tylko na 2 /3 godziny...To koszmar. Caly
        dzien jak w spiaczce. Ogarnia mnie przekonanie ze nawet wizyta u psychiatry i
        leczenie tylko odwloką to co juz w sobie nieodwolalnie mam.
    • mskaiq Re: NIE DAM RADY 18.05.04, 09:35
      Nic w Twoim zyciu nie jest skonczone. W tej chwili masz wiele czarnych mysli
      ktore Cie obezwladniaja. One przejda ale nie zwielokrotniaj ich przez ciagle
      myslenie o tym. Zmus sie tak jak do mycia i zjedz cos, nastepnie idz na dlugi
      spacer. Wrocisz mocniejsza.
      Masz Swoje miejsce tutaj a takze wszedzie gdzie jestes. To nieprawda ze jestes
      samotna, czasem sie nam tak zdaje. Wszedzie jest wiele ludzi ktorzy sa otwarci
      i gotowi pomoc. Swiat nie jest taki zly, rowniez Twoje wyksztalcenie sie mu
      bardzo przyda.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 18.05.04, 09:44
        to wszystko wazne i madre. pewnie prawdziwe. tylko ze ja wciaz pamietam jak moj
        ojciec po stracie pracy przez pol roku jezdzil na rowerze, rozwiazywal
        krzyzowki,wypozyczal ksiazki z biblioteki, robil sobie energetyczne
        sniadania...w koncu w sloneczny i zielony wielkanocny wielki piatek, wyrzucil
        do kosza swoja proteze zebow, wyszedl z pustmi rekoma i przepadl.
        po kilku miesiacach znalazlam w moim pokoju,wetkniety w podstawke kalendarza
        jego samobojczy list pozegnalny.
        przeraza mnie to ze jestem do niego tak bardzo podobna.
    • mskaiq Re: NIE DAM RADY 18.05.04, 16:12
      Nie jestes podobna do Ojca, kazdy z nas ma swoje zrozumienie tego kim jest i co
      robi i kazdy podejmuje wlasne decyzje. Z tego co piszesz podejrzewam ze Twoj
      Ojciec walczyl z depresja samotnie. Ruch i swieze powietrze to bardzo pomaga
      ale w ten sposob nie pokona sie negatywnych mysli. To pomaga w pozbyciu sie
      emocji ktore nie daja zyc, kreuja bol i strach trudny do zniesienia. Dlatego
      napisalem abys poszla na bardzo dlugi spacer, pomoze Ci to pozbyc sie emocji.
      To wazne bo bedziesz mogla wrocic do normalnego zycia tzn bedziesz jadla, spala.
      Nastepna sprawa to Twoje myslenie jest obecnie bardzo niebezpieczne, patrzysz
      bardzo negatywnie. Piszesz ze nic nie osiagnelas w zyciu. To nie prawda,
      skonczylas studia o to bardzo duzo. Masz prace a to bardzo wazne. Piszesz ze
      jej nie lubisz, czy mozesz napisac co robisz. Jest bardzo wazne akceptowac to
      cos sie robi, zapewniam Cie mozna polubic kazda rzecz, wszedzie mozna pomagac
      innym a to przynosi satysfakcje.
      Jesli chodzi o milosc, to wszystko jest otwarte, mozesz znalesc kogos nowego, a
      moze wroci Twoj chlopak. To sie wyjasni w przyszlosci.
      Trzeba byc pozytywnym i wierzyc ze wszystko zmieni sie w taki sposob jak bysmy
      chcieli. Inaczej akceptujesz depresje, strach ze jestes do niczego. Masz wiele
      do zaoferowania temu swiatu trzeba tylko w to wierzyc i zaczac dzialac.
      Serdeczne pozdrowienia.


      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 10:16
        mskaiq napisał:

        > Nie jestes podobna do Ojca, kazdy z nas ma swoje zrozumienie tego kim jest i
        co
        >
        > robi i kazdy podejmuje wlasne decyzje. Z tego co piszesz podejrzewam ze Twoj
        > Ojciec walczyl z depresja samotnie. Ruch i swieze powietrze to bardzo pomaga
        > ale w ten sposob nie pokona sie negatywnych mysli. To pomaga w pozbyciu sie
        > emocji ktore nie daja zyc, kreuja bol i strach trudny do zniesienia. Dlatego
        > napisalem abys poszla na bardzo dlugi spacer, pomoze Ci to pozbyc sie emocji.
        > To wazne bo bedziesz mogla wrocic do normalnego zycia tzn bedziesz jadla,
        spala
        > .
        > Nastepna sprawa to Twoje myslenie jest obecnie bardzo niebezpieczne, patrzysz
        > bardzo negatywnie. Piszesz ze nic nie osiagnelas w zyciu. To nie prawda,
        > skonczylas studia o to bardzo duzo. Masz prace a to bardzo wazne. Piszesz ze
        > jej nie lubisz, czy mozesz napisac co robisz. Jest bardzo wazne akceptowac to
        > cos sie robi, zapewniam Cie mozna polubic kazda rzecz, wszedzie mozna pomagac
        > innym a to przynosi satysfakcje.
        > Jesli chodzi o milosc, to wszystko jest otwarte, mozesz znalesc kogos nowego,
        a
        >
        > moze wroci Twoj chlopak. To sie wyjasni w przyszlosci.
        > Trzeba byc pozytywnym i wierzyc ze wszystko zmieni sie w taki sposob jak
        bysmy
        > chcieli. Inaczej akceptujesz depresje, strach ze jestes do niczego. Masz
        wiele
        > do zaoferowania temu swiatu trzeba tylko w to wierzyc i zaczac dzialac.
        > Serdeczne pozdrowienia.
        >
        >
        Nie moge polubic pracy bo jest calkowicie niezgodna z moimi predyzspozycjami
        psycho-umyslowymi ( wykorzystuje jedynie znajomosc jez obcego), daje mi
        natomiast pensje za ktora moge sie SAMA utrzymac. Pracuje wlasciwie sama,przy
        kompie i telefonie, jedyny czlowiek ktory przebywa ze mna w biurze jest mi
        calkowicie obcy mentalnie i męczacy( chociaz sie lubimy). Warunki pracy b.złe.

        Moj chlopak nie wroci (chlopak to zle slowo, raczej mezczyzna ktory mial byc
        ojcem moich dzieci);nigdy nie ineresowal sie innymi kobietami wiec jezeli tak
        sie stalo- nie jest to przelotna znajomosc.
        Nie wiem jak to jest "byc pozytywnym" i "wierzyc ze wszystko sie zmieni". Nie
        umiem. Probuje, ale sama sobie nie wierze, jak kiepskiemu spowiednikowi. Jak to
        sie robi? Jak mam zaczac dzialac kiedy wszystko ciagnie mnie w dol?

    • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 09:52
      Moja droga nawet login "dobranoc" powinnas zmienić na "dzień dobry". Pamiętaj,
      że w każdym cierpieniu jest duzo mądrości, każde cierpienie uczy nas pokory. W
      moim 30 letnim życiu miałam wiele takich momentów jak Ty obecnie może i nawet
      dużo gorszych - ale nie poddałam się, bo wiedziałam że nic nie trwa wiecznie -
      moge sie męczyć pół roku ale wiem nie w 100 ale 200%, że po tym pół roku będzie
      rok szczęścia (warto to przeczekać - wiem, że jest trudno ale warto). Każdy
      dzień jest inny choc tak podobny do poprzedniego i choćbyśmy chcieli to i tak
      nie jesteśmy w stanie przewidzieć co nastepnego dnia się stanie. Czy z
      ciekawości co się jutro wydarzy nie warto żyć......i wierzyć?. Mi się to udało.
      I Tobie napewno też się uda. Jak chcesz pogawędzić pisz: lilith8@gazeta.pl.
    • fuzzystone Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 11:29
      Witaj, pzreczytalam uwaznie Twoja wiadomosc i mysle ze Cie rozumiem. Jestem
      wprawdzie od Ciebie mloda (mam 24 lata) ale.. Depresje znam bardzo dobrze.
      Mysle ze tak naprawde zawsze mialam do niej sklonnosci tylko ze sie odbrze
      maskowalam - izolowalam sie, oimimo pozornej otwartosci zamykalam sie w sobie,
      mozna powiedziec ze zylam za szyba. Moj zwiazek z ukochanym dla mnie
      czlowiekiem zakonczyl sie fatalnie. Nie bede tu opisywac w jakim bylam stanie.
      Teraz moje zycie to jedna wielka rozsypka - nie mam stalej pracy ( dorywczo
      tlumacze)praca magisterska lezy od roku i plesniej w kacie, krag znajomych to
      kilka osob. Nic nie osiagnelam, nie mam walsnego miejsca na tym swiecie. Na
      wsparcie morlane rodzicow nie ma co liczyc - deprsja to lenistwo i slabosc albo
      po protsu fanaberie mlodej panny. Chce mi sie rzygac od tego wyszystkiego.
      bardzo sie staram jakos trzymac ale przychodzi mi to z coraz wiekszym trudem.
      bylam u psychologa lae niezbyt doebrze moglismy sie porozumiec, drugi
      powiedzial ze mam derpesje i tyle. mysle nad pojsciem do jakiegos dobrego
      psychiatry - ale gdzie znalezc kogos kto podchodzi normalnie do chorego ?
      Jestem tak strasznie zmeczona mam wrazenie ze jak tak dalej pojdzie to skoncze
      ze soba. Dodam ze sie naprawde staram ale juz nie moge. A od gadania o wzieciu
      sie w grasc pojsciu na smieszny film albo wyjsciu do ludzi hcce mi sie wyc
      pozdrawiam
      Ania
      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 12:08
        Aniu,
        widzisz jak mialam 24 lata czulam sie tak samo, minelo 5 nastepnych
        lepszych/gorszych i co? dlatego nie bede ci mowic ze to minie i ze "znajdziesz
        swoje miejsce w zyciu"...sama tez takiej quasi buddyjskiej argumentacji nie
        przyjmuje, z tej prostej przyczyny ze nie zgadza sie ona z moim tzw "zyciowym
        doswiadczeniem". Moze nalezalo by sie leczyc...Czytam,szukam informacji i
        przestaje chciec. Czy mozna sie wyleczyc z 20 nieszczesliwych lat? To nie to
        samo co kliniczna depresja, chociaz granice sa chyba plynne.
        Oprocz wewnetrznego poczucia pustki i smutku prztlacza mnie coraz wiecej
        okolicznosci zewnetrznych; praca-płaca, presje towarzyskie i spoleczne (trudne
        zwlaszcza dla kobiety w okolicach 30stki)...Zapetlilam sie w to, i mimo ze tak
        samo jak ty swiadomie czy nieswiadomie cale zycie udawalam ze jestem kims innym,
        teraz kiedy wszystkie pióra i cekiny odpadły, zostalam sama ze soba. Nie
        pododba mi sie to kim jestem i co czuje. I nie umiem znalezc w sobie tego kogos
        kto "chcialby chciec" to zmienic.
        • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 12:50
          Ale po co leczyc się z 20 nieudanych lat? Te lata na szczęście masz za soba,
          nie nakręcaj się myśląc w kołko, że nastepne 20 tez beda porażką, bo będą.
          Pozytywne myslenie przyciąga pozytywne zdarzenia, to trudna sztuka ale
          opłacalna. Ja też mam 30 lat, kiepską pensję, kupe kredytów, ani jednego
          dziecka, ani jednego męża....... od 6 miesięcy pierwszego chłopaka i nerwice
          lękową, od tygodnia biorę tabletki, jestem po wizycie u psychiatry.......czekam
          na psychoterapię i mam nadzieję, wręcz jestem pewna, że wyzdrowieję. Uwierz w
          siebie, wiedz, że Bóg dając Ci życie miał w tym jakiś cel, jesli masz cierpieć -
          trudno - widocznie taka jego wola - ale żyjesz i wierz mi nie chciałabys
          umrzeć, bo za rok, dwa albo trzy lata możesz być szczęśliwą matką i żoną. Tego
          wszystkiego i jeszcze więcej Ci życzę.
          • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 13:24
            nie nakrecam sie, wierz mi. nie mysle o tym, ta obawa siedzi we mnie , nie daje
            mi spac. pozytywne myslenie- nie przekonuje mnie ta technika, nie umiem jej
            zastosowac. probuje co jakis czas, co kolejne wydarzenie, ale na dluzsza mete
            nie pomaga. jest taka stara prawde ze jak cos sie wydzarzylo raz to jest berdzo
            mozliwe ze juz nigdy sie wnie wydarzy, ale jak cos sie wydzarzylo dwa razy jest
            prawie pewne ze wydarzy sie po raz trzeci. moja depresja to nie tylko emocje
            wynikajace z utraty bliskiej osoby, to takze czysto racjonalne przeswiadczenie
            o moich uwarunkowaniach psychicznych rodzinnych i spolecznych, ktore mne w
            takim a nie innym miejscu sytuuja i daja mi takie a nie inne mozliwosci
            dzialania.
            upowszechniona przez amerykanska pop-psychologie bajka o tym ze kazdy moze
            osiagnac to co chce i kazdy ma swoja "droge" jest dla mnie naiwna i przez to
            nieskuteczna. nie moge leczyc sie czyms w co nie wierze. naprawde nie wiem w
            ktora strone sie obrocic...
            • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 13:41
              A powiedz mi czy bierzesz jakieś leki? byłas u psychiatry? Widzisz u mnie jest
              bardzo podobnie, 2 razy postawa stojąca, 60 razy upadek, pustka, życie bez
              celu, rutyna, bezsens........ale do diabła mamy do cholery tylko to jedno
              jedyne życie, później będzie tylko nicosc. Nie wiem jak Ciebie ale mnie (na
              pewno jest to egoistyczne) pociesza odrobinę fakt, że takich ludzi jak my jest
              jak widac z forum tysiące. Ja teraz zaczęłam brać SEROXAT - i powiem Ci, że
              zaczynam patrzec na życie z wieksym optymizmem. Nie wiem jak długo to potrwa
              ale udowodnie sobie, że dam radę. Też nie mam z kim porozmawiać, bo wszystkie
              moje koleżanki powychodziły za mąż i mają swoje własne problemy, popołudnia
              mnie dołują, bo nie mam co ze soba zrobić, siedzę w pustym domu i gadam do
              ścian i zlewu (to żart oczywiście) ale pewnie niedługo tak będzie. No istna
              tragedia. Tak więc od czasu do czasu powiedz co u Ciebie, bo wierzę że z każdym
              dniem będzie coraz lepiej - skoro ja wierzę to do diabła Ty też w to uwierz.
              • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 13:55
                wczoraj pierwszy raz wzielam lerivon 10tke i przynajmniej spalam cala
                noc...mialam trzy pelne opakowania w ktore wyposazyla mnie mama kiedy
                wyjezdzalam z nieznanym jej facetem do obcego miasta (mama stale sie boi ze
                skoncze jak moj ojciec):)
                wszystko o czym piszesz jest mi dobrze znane...innym plciom przedzialom
                wiekowym i konstrukcjom psychicznym (:-)) ciezko to zrozumiec...
                wybiore sie do poradni bo nie dam rady sama, nawet z lerivonem...
                dziekuje za wsparcie.
                • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 14:09
                  Czy ten Lerivon to lek antydepresyjny? Moja pani doktor powiedziała, że
                  działanie takich leków antydepresyjnych ma działanie dopiero po jakichś 2
                  tygodniach, ja biore dopiero ponad tydzień i albo to jakas autosugestia (raczej
                  na pewno) jest mi trochę lepiej. A do poradni idź koniecznie, bo przypuszczam
                  że faktycznie nie dasz sobie rady. Czasami zastanawiam się czy lepsze jest
                  kalectwo fizyczne czy psychiczne i dochodzę do wniosku, że amputowana noga nie
                  odronie, a sponiewieraną psychike można uzdrowić. A jak ojciec nie skończysz,
                  bo samobójstw sie nie dziedziczy, zresztą nie miałabyś odwagi i nie chcesz tego
                  prawda?.
                  • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 14:26
                    tak ale dziala wybitnie nasennie, nie odwazylabym sie brac go w zalecanej dawce
                    (60) bo w dzien w pracy musze normalnie funkcjonowac...i tak ledwo wstalam...
                    Z tego co wyczytalam na tym forum czesto przepisywana kombinacja jest Efectin
                    na dzien i Lerivon na noc...nie jestem zwolenniczka lekow, ale jak juz nie ma
                    innej rady...o samobojstwie myslalam czesto i zawsze wydawalo mi sie to kwestia
                    czasu...patrzac na wszystkich moich i nie moich bliskich, nauczylam sie ze
                    zycie jest cierpieniem ktore w miare uplywu lat nie maleje a rosnie...
                    • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 14:35
                      Nie no naprawde nie moge tego słuchac, moze poprostu masz źle dobrane leki, po
                      co brać kilka rodzajów leków na noc i na dzien jak mozna jedna tabletkę rano do
                      sniadania i po zawodach. Przez pierwsze dni też usypiałam w pracy ale po tych
                      kilku dniach objawy uboczne typu nudności i sennosc ustały. Tak bardzo bym
                      chciała, żebyś pewnego dnia napisała, że jest lepiej, coraz lepiej, że jest
                      inaczej i żądam tego, bo inaczej osobiście się z Tobą rozprawię (żart
                      oczywiście). Poproś lekarza o zmiane leku.
    • lilith8 Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 12:52
      Depresja to taka sama choroba jak wrzody i alergia - trzeba ją leczyć.
      • dobranoc74 Gdzie ci obiecani specjalisci? 19.05.04, 14:32
    • mskaiq Re: NIE DAM RADY 19.05.04, 16:22
      Mysle ze nie mozna leczyc proszkami czegos co jest problemem psychologicznym a
      nie fizjologicznym.
      Jest bardzo wiele filozofi w Tobie ktora prowadzi do samoniszczenia Siebie.
      Chcialabys byc szczesliwa ale nie akceptujesz bycia pozytywnym. Bardzo trudno
      byc wtedy szczesliwym bo wszystko na co napotykasz bedzie odrzucane przez
      Ciebie. Rozumiesz ze praca jest Ci potrzebna ale rownoczesnie odrzucasz ja. W
      takiej sytuacji trudno widziec sens. Automatycznie zakladasz ze nic dobrego nie
      moze Cie spotkac w zyciu bo masz juz trzydziesci lat. Ja mam wiecej ale wierze
      ze moje zycie przyniesie mi jeszcze wiele pieknych rzeczy i ze bede z osoba z
      ktora chce byc.
      To wszystko sa moje decyzje, szukam pozytywnych rozwiazan. Moglbym wybierac tak
      jak Ty ale wtedy wszystko byloby dla mnie bez sensu.
      Ty musisz zmienic sposob patrzenia jest to na wage odnalezienia szczescia a
      takze przetrwania.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 20.05.04, 09:25
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze nie mozna leczyc proszkami czegos co jest problemem psychologicznym
        a
        > nie fizjologicznym.
        > Jest bardzo wiele filozofi w Tobie ktora prowadzi do samoniszczenia Siebie.
        > Chcialabys byc szczesliwa ale nie akceptujesz bycia pozytywnym. Bardzo trudno
        > byc wtedy szczesliwym bo wszystko na co napotykasz bedzie odrzucane przez
        > Ciebie. Rozumiesz ze praca jest Ci potrzebna ale rownoczesnie odrzucasz ja. W
        > takiej sytuacji trudno widziec sens. Automatycznie zakladasz ze nic dobrego
        nie
        >
        > moze Cie spotkac w zyciu bo masz juz trzydziesci lat. Ja mam wiecej ale
        wierze
        > ze moje zycie przyniesie mi jeszcze wiele pieknych rzeczy i ze bede z osoba z
        > ktora chce byc.
        > To wszystko sa moje decyzje, szukam pozytywnych rozwiazan. Moglbym wybierac
        tak
        >
        > jak Ty ale wtedy wszystko byloby dla mnie bez sensu.
        > Ty musisz zmienic sposob patrzenia jest to na wage odnalezienia szczescia a
        > takze przetrwania.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        ja tez tak mysle , dlatego nie lecze sie proszkami, chociaz ostatni coraz
        czesciej waham sie czy wreszcie nie nalezaloby sprobowac. nigdy nie bylam u
        psychiatry , psychologa....wlasciwie u psychologa raz i dawno temu(zaciagnieta
        przez mame), ale natychmiast wyczulam ze pani psycholog jest tematem znudzona i
        wiecej nie poszlam.
        widzisz, ja nie mam zadnej programowej "filozofii", to wewnetrzne przekonanie
        ktorego nie moge zwalczyc , "zagadac". nie probuje nikogo do niej przekonywac,
        raczej szukam pomocy, nowej "filozofii", na tyle silnej i przekonywujacej zeby
        wyprzec te starą. tzw pozytywne myslenie juz przerabialam. wiele razy. i co?
        i to.
        oczywiscie to ze mam 30 lat nie jest przyczyna mojego samopoczucia, bo tak samo
        czuje sie od bardzo bardzo dawna. ale jest to okolicznosc ktora w tej sytuacji
        niewatpliwie troche mnie przytlacza.
        • lilith8 Re: NIE DAM RADY 20.05.04, 09:48
          Cześć ! Fajnie, że znowu jesteś. Ja dotąd też nigdy nie byłam u psychiatry ani
          psychologa. Spróbuj proszę może tabletki w Twojej sytuacji są niezbędne. Próba
          nic nie kosztuje za wyjątkiem ewentualnych leków, chociaz niektóre
          antydesperanty są darmowe. Moja kolezanka przez 10 lat cierpiała, jest prawie
          Twoim ksero i odrodziła się na nowo. Niedawno powiedziała mi: " słuchaj tysiące
          razy miałam mysli samobójcze, a dzisiaj mojemu psychiatrze zawdzięczam życie i
          dziękuję Bogu za każdy nowy dzień, czuję się ważna mimo, że jestem po wielu
          porażkach życiowych, żyję z przyjemności dla siebie, nie rozpamietuje juz
          każdego problemu po tysiąckroć, znam swoja wartosc i chce mi się żyć". Ale to
          nie stało się od razu, zaczeła leczyć się w styczniu - teraz jest maj więc
          trzeba duzo cierpliwości i samozaparcia. Pozdrawiam wrząco-gorąco- parząco
          • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 20.05.04, 10:20
            dziekuję:) potrzebuje takich przykladow bo w realu nie znam ich zbyt wiele:)
            wczoraj czulam sie juz troche lepiej, jeszcze w pracy zadzwonilam do poradni a
            potem odnalazlam siedzibe polecanej pani doktor i chce sie tam wybrac jak
            najszybciej. zasnelam o dziwo bez pomocy lerivonu, dzisiaj rano wprawdzie
            uronilam lze, ale teraz czuje sie prawie normalnie....zdaje sobie sprawe ze to
            moze chwilowa góra, po ktorej nastapi niejeden dół ,ale ciesze sie ze ten
            potworny smutek i lęk pierwszych dni juz mnie nie meczą. musze sie przygotowac
            na nadchodzace niepowodzenia, zeby tak mnie bezlitosnie nie tłukły.i zadbac o
            to zeby jak najmniej czasu spedzac samotnie. troche sie ludze ze to jeszcze nie
            koniec mojej historii z wyzej wspomnianym panem, ludze sie swiadomie, zeby
            sobie dawkowac rozczarowanie:)tak jest chyba latwiej...moze za jakis czas to
            zludzenie nie bedzie mi juz potrzebne? bede tu zagladac.
            musze przyznac ze istnienie tego forum ma gleboki sens (chociaz poczatkowo
            bylam sceptyczna) zwlaszcza ze na terapie trzeba czekac wiele
            tygodni...pozdrawiam:)
            • lilith8 Re: NIE DAM RADY 20.05.04, 10:33
              Niezmiernie ciesze się, że kolejny parszywy dzień minął i w każdy nowy jak
              zaczynam zauważać wkrada sie odrobina (mam nadzieję, że narazie odrobina a
              potem tona)optymizmu. Oczywiście, że idź do lekarza modląc sie o to by był to
              mądry lekarz, w moim malutkim mieście jest niestety niewielki "wybór" ale
              akurat jeden sposród czterech psychiatrów okazał się zupełnie miłym i spokojnym
              człowiekiem. Reszta bardziej zwichrowana ode mnie cytuję tekst do pacjentki
              (nie do mnie na szczęście i nie ten psychiatra):
              - Pani doktor potwornie wykańcza mnie myśl i lęk o to, że najprawdopodobniej
              mam guza pod pachą, a Pani doktor na to: na ch...u ma Pani guza, a nie pod
              pachą. Zaiste żałosne!!!!
              • aneta10ta Re: NIE DAM RADY 20.05.04, 20:42
                lilith8 napisała:

                > - Pani doktor potwornie wykańcza mnie myśl i lęk o to, że najprawdopodobniej
                > mam guza pod pachą, a Pani doktor na to: na ch...u ma Pani guza, a nie pod
                > pachą. Zaiste żałosne!!!!
                Normalka, pewnie psychia penetrowała jakiś obszar Twojej podświadomości.
                O co tu grać larum?
                Aneta
    • mskaiq Re: NIE DAM RADY 21.05.04, 06:00
      Mysle ze nie wystarczy przerobic pozytywne myslenie. Trzeba probowac dotad
      dopoki przezwyciezysz swoje negatywne myslenie. Mysle ze nasze problemu biora
      sie ze sposobu naszego myslenia a nie sa powodowane choroba. To wszystko mozna
      zmienic ale trzeba zmienic patrzenie na to co jest wokol nas. W tym zaden lek
      Ci nie pomoze bo takiego nie ma. My bardzo szybko potrafimy obnizac wartosc
      rzeczy i wtedy pojawia sie kryzys wartosci, wszystko nie ma sensu. Tutaj znow
      to tylko Twoja decyzja jak chcesz widziec Swoje zycie. Wszyscy chcielibysmy aby
      bylo szczesliwe, ciekawe i piekne. Problem jest w tym ze degraduje wartosci i
      nie zostaje zaden sens.
      Nasze dzialanie, otwartosc na ludzi zmienia zycie ale trzeba sie na to
      zdecydowac, zaakceptowac zmiany bez ktorych wszystko w zyciu gasnie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • o0oo Re: NIE DAM RADY 21.05.04, 07:47
        Ty chyba jestes grzeczna maską Romana G. Prawdopodobnie , zamiast do lekarza i
        psychologa wedle twych slow do ksiedza powinnismy chodzic zeby wyleczyl nas z
        urojen nihilistycznych. pozdrawiam Zastanowiles sie dlaczego dla jednych nic
        nie ma wartosci a dla innych ma? dlaczego jedni sa szczesliwi a inni czuja
        pustke? Pewnie dlatego ze se wmowili to bo lepiej miec pustke niz byc
        szczesliwym.
    • mskaiq Re: NIE DAM RADY 21.05.04, 08:08
      Ja tez kiedys mialem pustke ale ja wypelnilem. Niestety ta pustke trzeba
      wypelnic samemu. Byl taki czas ze probowalem ja zapelnic kosciolem i nie ma w
      tym nic zlego. Wiele osob zapelnia ja w taki sposob, dziala, pomaga innym.
      Zwykle wtedy odchodzi sie z depresji bo zmieniaja sie wartosci i jest silna
      wiara. Kazdy sposob jest dobry.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • dobranoc74 Re: NIE DAM RADY 24.05.04, 09:34
      juz bylo lepiej, normalny sen,sprawdzalam grafik szkól jogi (:-)), planowalam
      terapie...
      A wczoraj wieczorem kiedy tylko zostalam sama wszystko wrocilo. Nie mam sily
      nigdzie isc. W pracy gapie sie w komputer, czytam wypowiedzi na forum, nie
      obchodzi mnie czy ktos to widzi czy nie. Mogą nie zwolnic i tez mam to gdzies.
      Podswiadomie czekam na jakas katastrofe ktora mnie uwolni.
      • lucyna_n Re: NIE DAM RADY 24.05.04, 12:13
        Trzeba przyznac ze zycie Ci dokopalo i nie ma sie co dziwic ze w koncu dopadla
        Cie zmora. Zgadzam sie z tym co pisze Lillith , i chociaz tez uwazam ze
        lekarstwa to nie cukierki mysle ze jezeli nie chcesz sie z bliska przyjrzec jak
        wyglada dno to nie czekaj. Teraz jest duzo lekow ktore nie daja za bardzo
        skutkow ubocznych i nie spi sie po nich 24h na dobe. Co do psychoterapii pewnie
        jest pomocna ale trzeba miec chyba wyjatkowe szczescie zeby trafic na kogos
        sensownego, ja takowego nie mialam i zrezygnowalam jak mi pani kazala ulepic
        moj strach z plasteliny :))(miedzy innymi mam cos co sie nazywa zespol leku
        napadowego jak ktos wie cos na ten temat, jak sobie z tym radzic bylabym
        wdzieczna za maila lusia_n@wp.pl)
        Pozytywne myslenie no fajne i pozyteczne ale jak juz sie z depresji wyjdzie i
        czlowiek zaczyna na nowo te klocki ustawiac. Tekst "wez sie w garsc" no jest
        wrecz okrucienstwem w takim momencie. Blagam nie kombinuj z samoleczeniem a
        bedzie dobrze, dasz rade z pewnoscia i ze swiadomoscia ze (uwaga teraz bedzie
        banal ale z serca plynacy) nie jestes sama. pozdrawiam serdecznie
      • lucyna_n ostroznie z ta praca 24.05.04, 12:28
        dobranoc74 napisała:


        > A wczoraj wieczorem kiedy tylko zostalam sama wszystko wrocilo. Nie mam sily
        > nigdzie isc. W pracy gapie sie w komputer, czytam wypowiedzi na forum, nie
        > obchodzi mnie czy ktos to widzi czy nie. Mogą nie zwolnic i tez mam to
        gdzies.
        > Podswiadomie czekam na jakas katastrofe ktora mnie uwolni.

        Wiesz z ta praca to juz tak jest, praktycznie nie znam nikogo kto robilby to co
        naprawde lubi i jeszcze dostawal za to sensowne pieniadze. Nie rezygnuj z pracy
        nawet jesli wydaje ci sie nudna jak "niewiemco" bez tego jest jeszcze trudniej.
        pozdrawiam
        • eulogete Re: ostroznie z ta praca 24.05.04, 14:25
          Cześć
          Po pierwsze - są ludzie zadowoleni z pracy, mój znajomy napisał mi ostatnio, że
          trafił idealnie i nie wyobraza sobie zajęcia, które mogłoby mu bajdziej
          odpowiadać, praca zgodna z jego zainteresowaniami, charakterem itd. Zgadzam się
          że przeważnie wyglada to zupełnie inaczej, forum "praca"pełne jest negatywnych
          przykładów, ale jednak możliwa jest fajna praca za rozsądne pieniądze.
          A po drugie: jażeli żyć się odechciewa albo nie można sobie z samym sobą
          poradzić, to czas najwyższy podreptać do lekarza. Można próbować do psychologa,
          a jeśli chce sie skorzystać z naszej rozkosznej służby zdrowia (zawsze to
          trochę taniej), trzeba zacząć od psychiatry. Pierwszy raz wystartowałam dwa
          lata temu - namyślałam się i przeżywałam że ide do TAKIEGO lekarza, a okazało
          się że byłbardzo miły i ysmpatyczny... wtedy nie pomógł mi za bardzo, bo
          karmiłam dziecko piersią więc nie mogłam dostać leków, ale sama wizyta -Ok, nic
          strasznego. Ostatnio znów zawitałam u lekarza, tym razem miła pani, łykam
          moklar i sama się sobie dziwie że tak długo zwlekałam - gdybym się prełamała
          wcześniej, skończyłabym studia w terminie i z lepszymi wynikami , żyłabym przez
          pare ostatnich lat jak człowiek zamiast wegetować i zasypiac z nadzieją że się
          już nie obudzę i nie będę musiała przetrwać kolejnego dnia.
          Dobranocko, samobójstwo Ojca to tragedia z która ciężko sie samemu uporać,
          psycholog i /lub psychiatra mogą Ci pomóc. Leki potrafią przywrócić chęć do
          życia i działania, psychoterapia może "poukładac " emocje i wartości tak ,żeby
          Twoje życie w Twoich oczach było sensowne. Zasługujesz na to, żeby życie dawało
          Ci satysfakcję i w zaden sposób nie jesteś zdeterminowana charakterem czy
          postępowaniem swojego Ojca.
          Wierzę, że ći się uda.
          Pozdrawiam.
      • tanika Re: NIE DAM RADY 24.05.04, 14:31
        Dobranocko,
        współczuje, dokładnie znam ten stan
        budzisz sie rano i pierwsze co dociera do twojej swiadomości to strach,
        nicość i poczucie ze nigdy nie będzie lepiej
        mam to od 2 miesięcy
        kazdy dzien to walka z sobą zeby wstac, isc do pracy
        i starac sie "normalnie" przezyc kolejny koszmarny dzien
        ale trzeba, musisz walczyc
        wiesz co mnie mobilizuje,
        cholerny bunt przeciwko tej zasranej rzeczywistosc
        mam ochote krzyczec:
        ile jeszcze musze wycierpiec zanim bedzie lepiej ?!!!!
        O moim dzieciństwie nie chce nawet pamiętać,
        młodość to pasmo walki i upokorzeń,
        a dorołość (jesteśmy z tego samego rocznika, chyba)
        jeszcze dwa miesiące temu myślałam ze moze wreszcie
        znalazłam spokój i szczęście o którym marzyłam
        do czasu gdy mój M nie poszedł w tango z dziwkami na słuzbowym wyjeździe
        świat zawalił mi się na głowe...
        i chyba tylko iskierka buntu przeciwko tej niesprawiedliwości
        powstrzymała mnie przed opuszczeniem
        mieszkania oknem (a jest wysoooooko)
        Ale staram się walczyć, nie wiem
        na jak długo mi jeszcze starczy sił i teo buntu
        który trzyma mnie przy zyciu
        i malutkiej ale jeszcze gdzieś tam tlącej się iskierki
        nadzieji, ze przeciez wreszcie kiedyś musi być lepiej.......
        ściskam Cie mocno
        i pamiętaj nie jestes sama :)
        • dobranoc74 NIE DAM RADY 07.06.04, 12:55
          znowu tu jestem...
          dwa tyg temu moj pan przyszedl mi cos wyjasniac, przy okazji wyjasnien tak
          mnie "poranil" ze ledwo powstrzymalam lzy, zmitygowal sie troche, zorientowal
          ze potrzebuje pomocy...jako ze on tez, ustalilismy ze bedziemy sie towarzysko
          spotykac i wspierac...tak tez bylo przez cale dwa tygodnie; dlugie rozmowy,
          wspolnie obejrzane filmy, intymnie (chociaz platonicznie ) i przyjaznie.
          Poczulam ze jednak mu zalezy i odrazu zaczelam inaczej funkcjonowac, chcialo mi
          sie chciec, po prostu...Coraz blizej, coraz blizej, w koncu spedzilismy razem
          fantastyczne dwie, pelne pasji i czulosci (!) noce, po ktorych, w ten weekend,
          pojechal do swojej nowej dziewczyny (mieszka w innym miescie)...
          jestem zdezorientowana, jestem zrozpaczona, nie umiem sobie dac rady z ta
          sytuacja, nie potrafie sobie odmowic jego obecnosci, jego ciepla i zostac sama
          ze soba...
          wszystko na nic, za chwile zrobi sie niesmacznie, a ja kompletnie sie
          pogubilam...moje cierpienie nie ma w sobie niczego szlachetnego, jestem slaba
          glupia, niekonsekwentna, samotna.
          • shell_6 Re: NIE DAM RADY 07.06.04, 13:30
            moje cierpienie nie ma w sobie niczego szlachetnego, jestem slaba
            > glupia, niekonsekwentna, samotna.
            Chyba nikt z nas nie twierdzi ze jego cierpienie jest szlachetne. Wiekszosc
            czuje sie ponizona, odarta z godnosci i pelna wstydu. Z roznych powodow, w
            roznym stopniu.
            Jezeli pragnienie milosci jest oznaka glupoty, to same glupki chodza po tym
            swiecie, nie jestes sama :)
          • shell_6 Re: NIE DAM RADY 07.06.04, 13:34
            Mysle ze konsekwencji brakuje Twemu panu. Ty dązyłas do celu, chcialas mu
            pomoc. Trzymalas dystans. Konsekwentnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka