urszulka30
26.06.04, 21:48
Witam wszystkich.
Już od 4 lat cierpię na depresję. Towarzyszy jej lęk przed ludźmi, przed
samotnym podróżowaniem, przed śmiercią, natręctwa, paskudny nastrój,
rozdrażnienie, ale przede wszystkim - boję się, że zaraz zacznę się bać. Mam
wrażenie, że brakuje mi powietrza. Nie mogę oddychać. Sprawdzam sobie puls ze
zdziwieniem przyjmując do wiadomości, że jednak moje serce wciąż bije...
Miałam ataki panicznego lęku i - uwierzcie mi - jest to straszne. Czuję się
wtedy bezwolna, sparaliżowa, przerażona. Uwierzyłam, że psychika ma ogromny
wpływ na nasz organizm. Mnóstwo dolegliwości jest właśnie jej wytworem. Niby
o tym wiem, ale ... No właśnie ... niewiele pomaga mi ta wiedza. Kiedy mnie
ogarnia strach obce jest racjonalne myślenie. Liczy się wtedy jedna myśl -
"zaraz coś mi się stanie".
Brałam różne leki psychotropowe. Chodziłam jakiś czas na psychoterapię.
Starałam się zrobić coś, żeby sobie pomóc. Ale ta cała pomoc jest naprawdę
bardzo doraźna. Od miesiąca już nie jadę na farmakologii. Biorę tylko ziołowy
Persen. Nie chcę wracać do tych leków antydepresyjnych, ale jeżeli taki stan
potrwa jeszcze trochę to nie wiem, czy się nie złamię ...
Przez te 4 lata brania leków byłam jakby ciągle na haju. Niby poprawiła się
moja kondycja, ale tak naprawdę można by ten czas określić jako lewitację.
Przegrałam ten czas sama ze sobą.
Tracę nadzieję, że kiedyś jeszcze będę żyła normalnie ...