5maszka
14.04.15, 09:31
Witam was, nie jestem pewna, czy takiego wątku już nie ma, ale szczerze mówiąc nie mam nawet siły go szukać. W czerwcu postanowiłam (samodzielnie) odstawić leki antydepresyjne. Miałam najtrudniejsze chyba pół roku w życiu- wstawania z lękiem, motywowania się na siłę o wstania z łóżka, zawalonych spraw zawodowych i towarzyskich. Pół roku totalnego kanału, w Który zapadłam bez nadziei na lepszy czas. Od dwóch lat jestem w związku z chłopakiem, z którym mieszkam i którego kocham. W trakcie zmagania się ze swoją depresją, "uczepiłam się" swojego partnera, tylko w nim widząc oparcie. Roztrząsałam z nim i przy nim każdy swój problem, mówiłam mu o swoich stanach, złych myślach, raz nawet próbowałam wziąć przy nim dużą ilość jakichś leków. W tym samym czasie mój chłopak miał kilkumiesięczny okres bardzo wytężonej pracy (po kilkanaście godzin dziennie), więc wracał do domu zmęczony i zniechęcony. Muszę przyznać, że długo bardzo dzielnie znosił mnie i moją chorobę, jestem mu za to bardzo wdzięczna. Niestety, w momencie, kiedy ja postanowiłam coś ze sobą zrobić i rozpoczęłam terapię (z sesjami raz w tygodniu) i zaczęłam oswajać się ze znienawidzoną pracą, w moim chłopaku coś pękło. Tydzień temu powiedział, że nie cieszą go zawodowe plany na najbliższy czas (a miałby czym się cieszyć), nie czuje żadnego żaru w stosunku do mnie, zupełnie zaprzestał mnie dotykać, przytulać, właściwie rozmawiać. Mówi, że zaczął bać się ludzi i ma ochotę być sam. Chciał,żebyśmy mieszkali osobno, ale namówiłam go do zaczekania z tą decyzją, ze względu na nasze inne, pochłaniające czas i finanse zajęcia. Nie wiem, co robić. Czuję kamień w żołądku i widzę, jak na moich oczach i z mojej winy rozpada się świat. Potrzebuję konkretnych wskazówek, co mogę zrobić, żeby pomóc jemu, pomóc sobie i walczyć o związek.
Pozdrawiam Was.