kaat24
26.12.17, 20:42
Każdy pomyśli, że to co napiszę to nie temat na to forum. Przynajmniej początek.
Maż sprzedał samochód. Długo szukaliśmy kupca. w końcu doszło do transakcji.
Od tego momentu w moim mężu coś pękło. Nie poznaję go od tego momentu. Najpierw strasznie się zezłościł że po co to zrobił. A teraz cały czas analizuje tą właśnie sprawę. jest smutny. przygaszony. ma dziwny, nieobecny wzrok. schudł. ma problemy trawienne
Od dłuższego czasu miał problemy ze spaniem. które dodatkowo nasiliły się właśnie przed transakcją. w najbardziej krytycznym momencie wstawał w nocy i budził się nad ranem
namówiłam go na wizytę u lekarza. stosował permolan po którym źle się czuł. brał 4-5 tygodnie poprawy nie było. zmieniliśmy lekarza- miał stosować perlazin . tez po nim się źle czuje. liczyłam, że wizyta u lekarza, pozwoli zrozumieć sytuację. a było tylko właściwie tylko leki.
Cały czas uważa, że sprzedanie tego samochodu to był błąd. wraca do sprawy obsesyjnie wręcz. cięgle i wciąż. Nie działają żadne argumenty. Uważa, że jeśli odzyska auto, to skończy się jego zły stan. zniknie stres. Że zacznie funkcjonować jak kiedyś. Przekonuje, że nie ma innego wyjścia.
dodam tylko, że auta, motoryzacja to jego wielka pasja. zamiłowanie.
Czy faktycznie gdyby odzyskać auto to da to kres złemu samopoczuciu i sprawa się skończy? czy sprawa ma drugie dno, którego nie rozumiem? co mogę jeszcze zrobić?
czuję się taka bezsilna :-( i zagubiona.