kuba_wojewodzki
24.01.05, 10:56
Choć moje życie nie jest mało barwne, ja nie jestem wyrzutkiem, mam
dziewczynę, to mimo wszystko stale borykam się z depresją. Trwa to kilka lat
albo nawet kilkanaście. Nie lecze się bo chemia podawana przez lekarza nie
jest rozwiązaniem, nie usunie przyczyny lecz zagłuszy objawy a następnie
uzależni mnie i wtedy kolejny powód do załamki. Sam staram się sobie pomóc i
szukam bodźców popychających mnie w melancholijne stany. Po wielu latach
obserwacji siebie doszedłem skąd u mnie takie skłonności. Otóż postawiłem
sobie za wysoką poprzeczkę jeśli chodzi o samorealizację i dalsze życie. W
trzech słowach... marzenia mnie przerosły. Czasem pocieszam się że wielcy
ludzie dawali się łapać w sidła depresji, dobry artysta nie mógł tworzyć
jeśli nie walczył ze smutkiem. Lecz ja nie czuję się artystą, a niskie stany
utrudniają mi funkcjonowanie w społeczeństwie (znajomi, studia,
rodzina...etc). Napiszcie mi proszę o waszych potyczkach w depresji, czasie
trwania, o tym jak sobie radzicie, co wam pomaga a przede wszystkim napiszcie
o waszych prywatnych spostrzeżeniach. Pozdrawiam.