o-ren_ishi
15.03.05, 13:09
Zauwazylam, ze na wiosne co 3 lata pieprzy mi sie nastroj i wpadam w to co
zwykle panowie w bialych fartuchach zwia nerwica.
Stan przewlekly trwa wowczas 7 ms, a pozniej wszystko wraca do poziomu
wyjsciowego, powoli wygrzebuje sie z blota, lize rany, oblepiam skore
woskiem, obcinam wlosy, pozbywam sie luszczacego sie naskorka.. ogolnie
nastepuje triumfalny come back to normalnosci.
Pisze o tym, bo wlasnie rozpoczyna sie kolejna wiosna, ta gesta wiosna,
wiosna po 3 dlugich latach. I powraca to czego sie tak balam.
Obnizyl mi sie koloryt rzeczywistosci, zaczynam czuc zdwojona nienawisc do
siebie i do swiata. Poczucie krzywdy, ten ogolny dramatyzm przerywany co
15minutowi wyjsciami do lazienki w celu umycia rak, badz wykonania innej
kompulsji.
Jako, ze jestem juz w tej sferze bardzo doswiadczona postaram sie zdusic
to gowno w zarodku. Narazie mi sie udaje. Stosuje techniki relaksacyjne, duzo
spie, zwiekszam tez dawki nauki (przynajmniej dzis zwieksze) poki jeszcze mam
sprawny umysl. Do lekarza nie pojde. Nie mam pieniedzy... :)
Czy wam takze spada nastroj na wiosne.. ? Czy to tylko moja przypadlosc..