Dodaj do ulubionych

stracony czas

03.07.05, 22:29
Mam 25 lat. W moim zyciu stracilam bardzo duzo czasu co jest powodem mojej
depresji i narastajacej paranoi przed uciekajacym czasem. Mialam bardzo nudne
i szare zycie. W okresie, kiedy moi rówiesnicy chodzili na dyskoteki i
randki, ja siedzialam w domu, bo bylam chorobliwie niesmiala,zakompleksiona
pie...Z tego tez powodu jestem teraz samotna.Dopiero teraz zorientowalam
sie, co chce w zyciu robic, a do nauki jest bardzo duzo i nie wiem kiedy
zaczne robic to co chce. Teraz jestem bez pracy, bo nic nie umiem. To czego
do tej pory sie nauczylam( niewlasciwie soba kierujac) do niczego mi sie nie
przyda. Kiedy sobie pomysle ile moglam zrobic( zawodowo i towarzysko)
przechodza mnie ciarki. Teraz chce to nadrobic, ale jest ciezko, z powodu
braku wiary w siebie i strasznego dola. Chodze od jakiegos czasu po
psychologach, ale te wizyty niewiele daja i aby cos sie zmienilo trzeba sporo
czasu (a ja go nie mam). Bede wdzieczna za kazda pocieche.
Obserwuj wątek
    • lila01 Re: stracony czas 03.07.05, 23:33
      Dziewczyno, moglabym napisac taki sam post jak Ty, z tym, ze ja mam 33 lata,
      moze to cie pocieszy, ze inni sa jeszcze bardziej zaawansowani wiekowo, a
      osiagniec u nich brak, pracy brak, zycia osobistego brak, checi to zmiany
      instniejacego stanu rzeczy brak...
      • kored Re: stracony czas 04.07.05, 15:16
        Jak ja dobrze cie rozumiem... mam 26, mnostwo zmarnowanego czasu za sobą i doła
        od 4 miesięcy kiedy przyszlo opamietanie i zrozumialem co zrobiłem ze swoim zyciem a raczej czego nie zrobilem :-(
        Z jakichs powodow w wieku 15 lat wpadlem na jakiegos rodzaju nerwicowy jalowy bieg, reakcją na problemy była u mnie ucieczka (strach?), wszystko odkładalem na pozniej, myslalem ze mam jeszcze czas. Czas na imprezy, spotkania towarzyskie, dziewczyny, prace. Jedynym osiagnieciem mojego zycia sa skonczone studia ktore
        i tak nie gwarantują dobrej pracy (teraz nawet jakiejkolwiek).
        Kuzwa, najlepsze lata zycia przesiedzialem w domu, teraz wydaje mi sie ze na to wszystko jest juz za pózno. Niby znam juz przyczyny takiego stanu rzeczy
        (4 miesiące rozmyslan i dochodzenia do pewnych wnioskow) ale nadal nie rozumiem jak to sie mogło stac ze tak wszystko odpuscilem. Przeciez ludzie maja problemy, kompleksy ale jakos sobie radzą i prą do przodu. Czasem mysle ze to jakies fatum.
        Wyjscie z tej sytuacji wymaga chyba sily Tytana (usamodzielnienie sie, wyjscie do ludzi). Zaczynam walczyc o siebie bo to jedyne wyjscie z tej sytuacji. Nad innym tez myslalem ale juz mi przeszło.
        • vinxxx Re: stracony czas 04.07.05, 15:26
          doskonale cie rozumiem
          u mnie sie zaczelo jak mialam 19 lat. robilam wszystko na sile. pracowalam,
          zaczelam studia . z powodu potwornych lekow musialam zakonczyc 2 kierunki
          studiow. zostawilam tezprace bo nie bylam w stanie dalej tego ciagnac. mam mase
          przyjaciol ale spotkania z nimi nie ciesza mnie tylko stresuja. boje sie co
          bedzie dalej. przeciez wkoncu chcialabym miec normalne zycie ,dzieci itp.
          doskonale cie rozumiem. jedyne czym moge cie pocieszyc a co mi samej pomaga to
          postanownienie ze nie poddam sie i uda mi sie jeszcze wszystko. kup koniecznie
          książkę L.Hay "mozesz uleczyc swoje zycie". ta ksiazka tchnie w ciebie mase
          optymizmu i wiary. sprobuj !!!

          Bardzo gorąco cie pozdrawiam
    • calipso2 Re: stracony czas 04.07.05, 15:50
      Dziewczyno, 25 lat to w rzeczywistości bardzo młody wiek!
      Ty jeszcze wszystko możesz zrobić, wszystkiego co chcesz się nauczyć, zacząć
      normalne życie towarzyskie. Powtarzam, to naprawdę bardzo młody wiek, choć
      oczywiście jak miałam 25 lat też mi się wydawało, że to duuużo.
      Teraz mam 33 lat i niewiele się zmieniłam fizycznie od tamtego czasu, także
      mogę żyć jak wiele młodsza osoba... :->

      Powodzenia i nie trać czasu na zmartwienia. Tego naprawdę nie warto robić.
    • martwoj Re: stracony czas 04.07.05, 16:44
      dzieki edytka6,ze założyłaś ten wątek:) ja mam 22 lata i tez mam poczucie,ze
      tracę czas siedząc w domu.Jutro zaczynam terapię indywidualną i wierzę,ze choć
      trochę bardziej otworzę się na ludzi i zacznę wykorzysytywać te jezscze
      studenckie lata zycia:)
      Myslę ,ze calipo ma racje,że wszytsko jezscze przezd Tobą.Piszesz,ze nie masz
      czasu aby coś się zminiło.Rozumiem to,ale bez poświeconego na zmianę czasu
      niewiele zrobisz.
      Zyczę Ci duzo siły i wiary w lepsze jutro:)
      Pozdrawiam:)
      • zyrafa46 No, kochani młodzi...nie marudzić!!!!!!!! 05.07.05, 14:41
        Plecak, walicha, co tam jeszcze, może rower...Są wakacje. Czas na Was. Krem na
        nos, bo miłe oblazłe to sa tylko młode ziemniaczki - i hop na urlop czy wakacje.
        Albo spiknąć sie razem koleżeństwo fomurostwo(w kupie siła) i ławą do ludzi!!!
        Szmatką komputer potraktowac, niech nie zarośnie kurzem - i do słoneczka, do
        wody, do lasu do ludzi, do malinek i poziomek w lesie(MYĆ PRZED JEDZENIEM, bo
        różne bąblowice i inne tam).
        Tylko nie mówcie, że nie możecie. Na 2 dni zawsze można.
        Lecę ju8ż, pozdrówka, Żyrafa
    • edytka6 Re: stracony czas 04.07.05, 22:43
      Wielkie dzieki i tez wszystkich pozdrawiam
    • drugi_biegun Re: stracony czas 04.07.05, 23:00
      fajny tytuł tematu

      taki....ekonomiczno-ubezpieczeniowy

      a jakby jeszcze ująć problem praktycznie w działaniu czyli np.w poszukiwaniu
      straconego czasu-to mamy zadanie egzystencjalne na życie wszystkich pokoleń,
      które były przed wami
    • edytka6 Re: stracony czas 04.07.05, 23:19
      hahaha;-)))), ale mi nie jest za bardzo do smiechu;-(
      • zyrafa46 Re: stracony czas 04.07.05, 23:42
        To poszukaj takiego miejsca na Ziemi gdzie Ci BĘDZIE do śmiechu. Ono, to
        miejsce do Ciebie nie przyjdzie, ani nie przyjedzie na białym koniu, jak
        mawiała moja mama gdy 29 l. panienką byłam. Tak?
        Żyrafa
        • drugi_biegun Re: stracony czas 05.07.05, 07:08
          zyrafa46 napisała:

          > To poszukaj takiego miejsca na Ziemi gdzie Ci BĘDZIE do śmiechu. Ono, to
          > miejsce do Ciebie nie przyjdzie, ani nie przyjedzie na białym koniu, jak
          > mawiała moja mama gdy 29 l. panienką byłam. Tak?
          > Żyrafa

          polecasz poszukać "Wesołe miasteczko" w najbliższej okolicy?
          a w tym miasteczku "pokój krzywych luster" mentalnych jak to nasze forum?
          • zyrafa46 Re: stracony czas 05.07.05, 14:30
            Są wakacje. Kolegów, znajomych, koleżanki i znajome, potem jakaś przyjaźń -
            latem poznajemy, zima cementujemy. No tylko trzeba podnieść pupę ze stołka,
            zamknąć komputer i fruuuuuuuu.
            Wesołego miasteczka nie polecam. Nie lubie płacic za śmiech. Za darmo lepiej mi
            sie śmieje ;-)
            Pozdrawiam, znowu musze lecieć
            Żyrafa
    • rumiankowa Re: stracony czas 05.07.05, 15:01
      Kazdy kto choruje traci czas. Widzialas np w przychodniach taki plakat
      reklamujacy szczepienia p/zoltaczce. gdzie sa nogi facetow w garniturkach i
      jednego "zoltaka" w pizamie i kapciach? :) Z haslem "przerwa w zyciorysie" czy
      cos w tym rodzaju. I mozna albo wproawadzac sie w jeszcze wieksze doly
      rozpamietujac straty i dalej tracac czas, albo zabrac sie za zycie od tej
      chwili, od dzis, od teraz.
      • drugi_biegun Re: stracony czas 05.07.05, 19:36
        rumiankowa napisała:

        > Kazdy kto choruje traci czas.

        nie całkiem to prawda
        Rumiankowa
        pomyśl jeszcze trochę i nie trać czasu na oglądanie plakatów w przychodniach
        zdrowia i wysnuwanie takich jednostronnych wniosków
        bo wiesz jaakie to może być niebezpieczne?
        dziś chorego ubierzesz na plakaacie w garnitur więźnia a może jutro włożysz go
        do piecaa, bo to jeszcze taniej i nie marnuje się czasu na kopanie dołu naa
        trumnę.
        • rumiankowa Re: stracony czas 08.07.05, 14:52
          drugi_biegun napisała:

          > dziś chorego ubierzesz na plakaacie w garnitur więźnia a może jutro włożysz
          go
          > do piecaa, bo to jeszcze taniej i nie marnuje się czasu na kopanie dołu naa
          > trumnę.

          Sprobuj wypowiedziec sie w sposob bardziej komunikatywny.
    • edytka6 Re: stracony czas 05.07.05, 21:50
      no jasne,ze nie warto tracic czasu na rozpamietywanie tego co bylo i dolowanie
      sie. Nie jest to jednak takie proste i w tym caly problem. Mam wrazenie ze
      wszystkim jestem do tylu i to wpedza mnie w nerwice, szczegolnie gdy widze
      przebojowych, pewnych siebie ludzi którzy osiagneli i zrobili to co
      chcieli.Daleko mi do huraoptymizmu Zyrafy, bo ja z moimi problemami nie widze
      zycia tak rózowo.Co z tego, ze wyjde sobie do ludzi? na pewno nie znajde wsród
      nich odrazu przyjaciól, tym bardziej, ze dosc ciezko dogaduje sie z innymi
      ludzmi.Wiem,ze musze spróbowac,ale na nawiazanie jakis glebszych relacji tez
      trzeba czasu.Po prostu wiem, ze gdybym nie natracila tyle czasu i chetniej
      wychodzila do ludzi teraz moje zycie mogloby wygladac zupelnie inaczej. A tak
      musze zaczynac wszystko od zera, tym bardziej,ze wyjezdzam do innego miasta i
      tam bede zupelnie sama. Natomiast pracy moge szukac co nejwyzej w supermarkecie
      • drugi_biegun Re: stracony czas 05.07.05, 22:57
        edytka6 napisała:

        >Po prostu wiem, ze gdybym nie natracila tyle czasu i chetniej
        > wychodzila do ludzi teraz moje zycie mogloby wygladac zupelnie inaczej.

        na pewno wyglądałoby inaczej, ale czy lepiej?
        może mi łatwo tak napisać, bo gdy miałam tyle lat co WY nie miałam powodów do
        narzekania na brak towarzystwa na "imprezki",ale...dziś oddałabym (oddałam)
        całe to "towarzystwo" za jednego prawdziwego przyjaciela lub/i przyjaciółkę
        a tak jak miałam "towarzystwo" to jakoś zabrakło czasu na prawdziwe przyjaźnie.
        i to jest STRACONY czas


        > A tak
        > musze zaczynac wszystko od zera, tym bardziej,ze wyjezdzam do innego miasta i
        > tam bede zupelnie sama. Natomiast pracy moge szukac co nejwyzej w
        supermarkecie

        w supermarkecie też możzna znaleźć przyjaciół
        i tam nawet prędzej ich znajdziesz niż na nie wiadomo jak eksluzywnych salonach
        intelektualnych czy jakiś tam niby "lepszych"
        • zyrafa46 Re: stracony czas 06.07.05, 09:28
          Czytasz mi w myślach =__-. Mój post napisałam na kilka postów po tym co
          przeczytałam, tez PRZED Twoim.
          Poznałam w sklepie przyszła (potem) bratnia duszę.
          Ż.
          • kuba_halford zadziwiajace ale 06.07.05, 11:35
            przypominam sobie z etez tak kiedys mialem i wydawalo mi sie dokladnie jak wam
            nie wiem jak to sie stalo ze teraz tego w takim wymiarze nie mam poprostu jakos
            samo przeszlo i jak teraz sie zastanowie to wcale nie wydaje mi sie zebym
            wiecej niz inni siedzial w domu poprostu mialem przecietne zycie i takie pewnie
            wiekszosc ludzi ma a to co zauwazacie ze inni maja "lepiej inaczej" to podczas
            choroby widzicie tylko to co was drazni i idealizujecie to jako cos czego wy
            nie mozecie miec. Spojrzcie ze nie wszyscy na ulicy trzymaja sie za rece ani
            nie ida na impreze akurat to jakis maly ulamek tej ulicy akurat robia to w tej
            chwili a reszta co robi ?.
            Moze mam troche syndromu "straconego czasu" staram sie uczyc ciagle bo uwazam
            ze mam braki ktore byly wywolane tym z esie nie nauczylem w okresie dola wielu
            zeczy i wydaje mi sie ze to zutowalo na dalsze zycie i cos moze to jeszcze
            zmieni ale nie ejst to jakies nasilone i w malutkim stopniu.
            Moze poprostu macie zupelnie przecietne zycie jak inni ludzie i macie jakies
            tam wyobrazenie waszego szczescia na ktorego objawy u innych zwracacie uwage a
            na reszte ich zycia nie moze wszystkim to sie zdarza tylko tego nie zauwazacie.
            Zycze ci zeby ci przeszlo jak mi samo. Nie ty masz zle poprostu zyci jest takie
            ze jest przecietne a ty niemozesz do tego przywyknac.
            pzdr.
      • kored Re: stracony czas 05.07.05, 23:43
        Wiem jak ciezko jest zaakceptowac ten stan rzeczy. Kazde wyjscie z domu, gdy widze trzymające sie za rece pary licealistów i studentów lub grupki przyjaciół
        idących na impreze lub piwo, przypomina i budzi cholerną zazdrośc. To strasznie meczy, szczegolnie wieczorami, mysli o straconych szansach nie daja spokoju. Juz nie mowie o sprawach zawodowych, nic powaznego nie zrobilem i sie nie nauczylem choc zdolnosci nie brakuje. Nigdy nie mialem ustalonych priorytetów i to sie teraz msci. Po prostu zal tego wszystkiego.
        Szkoda ze ta dezintegracja pozytywna(tak to okreslam) nie nastapiła u mnie wczesniej, 5 czy 6 lat temu, co nieco było jeszcze do uratowania. Dziwne w tym wszystkim jest to, ze cały czas wydawało mi sie ze ja kontaktów towarzyskich nie potrzebuje, pewnie zadzialal u mnie jakis mechanizm obronny zwiazany z chorobliwa niesmialoscią i kompleksem nizszosci. Staram sie zmienic nastawienie do swiata i siebie, sposob myslenia o problemach(wyjscie im na przeciw a nie uniki). Wiem tez, ze akceptacja przeszłosci jest warunkiem koniecznym do zmian.
        Mam nadzieje ze poradze sobie sam, jesli nie, czeka mnie psychoterapia.
        Edytka6 jak widzisz mamy podobne odczucia. Ciekawy jestem jak ty sie zorientowałas ze cos bezpowrotnie tracisz, to byl jeden moment czy proces? A
        moze cały czas mialas to poczucie ale nie mialas odwagi nic zmienic? W kazdym razie pozdrawiam cie i wiedz, ze jest ktos, kto bardzo dobrze cie rozumie i zyczy ci siły, która pomoze odmienic twoje zycie.
        • drugi_biegun Re: stracony czas 06.07.05, 07:24
          bardzo ładnie opisałeś Kored ten problem "straconego czasu".
          jaa też przez to przechodzilam i też nazwałam swoje "przechodzenie" naa drugą
          stronę dezintegracją pozytywną. tylko, że w moim przypadku ten stracony czas to
          dużo więcej niż 5-6 lat i niestety za późno zorientowałam się co tak naprawdę
          mi dolega, aby moje życie uczynić bardziej szczęśliwym i normalniejszym.
          teraz mówię sobie w chwilach smutku-trudno, stało się i nie ma co płakać nad
          rozlaanym mlekiem. aale żaal za "straconym czasem" pozostał i myślę, że to
          naturalny sposób okazania pewnych emocji związanych z niepowetowaną stratą jaki
          ma miejsce po utracie bliskiej osoby, której nie dane było zażyć szczęściaa i
          radośsci w pełni sił młodzieńczego rozkwitu.
          no trudno.
          mogę się jedynie pocieszać faaktem, że lepiej późno niż wcale. przynaajmniej
          odejdę bardziej świaadoma pewnych spraw.czy to ma sens takie pocieszanie samej
          siebie? moim zdaniem ma sens z co najmniej dwóch powodów. po pierwsze może
          jednak Niebo istnieje Czyściec przeszłam już tu na Ziemi?
          oraz drugi powód-zanim odejdę to mniej narobię głupstw, bo o sobie i innych
          wiem więcej niż gdybym nie przeszła tej drogi, którą jednak częściowo wbrew
          swojej woli, podążałam.i inaaczej już pojmuję powiedzenie: "każdy jest kowalem
          własnego losu", bo to jednak TYLKO część prawdy o sobie i innych.
          mająac teraz inną samoświadomość wiele łatwiej jest mi wybaczać potknięcia
          swoje i innych.czyli....jednaak ten czas nie całkiem był stracony.
          i kończąc ten post
          uświaadomienie sobie pewnych prawd NIGDY nie jest czasem straconym.
      • zyrafa46 T może od dzis po troszku, po troszku........--> 06.07.05, 09:25
        Zawsze zaczyna się od 0!!!! Jednak 0+0=0!!!!! A 0+0,0001=już nie 0. Małymi
        kroczkami DO PRZODU. Pierwszy kroczek: wieczorem przed samym saśnięciem myśl
        taka: Jutro wejdę do spożywczego, kupie co tam mi trzeba i RADOŚNIE uśmiechne
        się do kogokolwiek, najprościej do kasjerki: "dziękuję :-)))))))". Poćwicz
        przedtem w lusterku ten uśmiech. Napiszcie jak wyszło. Nie chce więcej, tylko
        tyle ;-)))). Pa, juz nie moge czytac nawet dalszych postów. Tu sie zaytzymałam.
        Pozdrawiam, całuję, Jak sie coś robi, to sie zrobi (też mam swoje klocki do
        poustawiania, stosuję powyższą metodę) Liczę, a nawet juz to widzę, że jak sie
        cos robi systematycznie - rozpędzam się :-)))))
        Żyrafa

        No to do dzieła, kochani. Noski w górę :-O
        • drugi_biegun Re: T może od dzis po troszku, po troszku........ 06.07.05, 14:21
          zyrafa46 napisała:

          > Zawsze zaczyna się od 0!!!! Jednak 0+0=0!!!!! A 0+0,0001=już nie 0. Małymi
          > kroczkami DO PRZODU.

          ale weź Żyrafo pod uwagę, ze my depresyjni startujemy z drugiego bieguna tych
          dodatków plusowych po zerze neutralnym
          czy pamietasz choc troszke cos o limes zdazajacym do zera?
          nie,nie sprawdzam ciebie, bo sama mam w pamieci jedynie obrazek 0 z plusem i o0
          z minusem, ale to tu wystarczy
    • prowokatorek Re: stracony czas 06.07.05, 08:15
      Nie patrzcie na to ile straciliście czasu, tylko na to ile zyskujecie przestrzeni.

      Ech Wy.......niewolnicy cyferek. Wykrzesajcie w sobie odrobinę buntu przeciwko
      matematyce.

      odpowiednie CV
      odpowiednie wykształcenie względem wieku
      odpowiedni stan posiadania względem wieku

      odpowiednio prosta droga do trumny

      mieszczański mit funkcjonalonośc, wydajnośći i oszczędności
      • drugi_biegun Re: stracony czas 06.07.05, 08:28
        prowokatorek napisał:

        > Nie patrzcie na to ile straciliście czasu, tylko na to ile zyskujecie
        przestrze
        > ni.
        >
        > Ech Wy.......niewolnicy cyferek. Wykrzesajcie w sobie odrobinę buntu przeciwko
        > matematyce.
        >
        > odpowiednie CV
        > odpowiednie wykształcenie względem wieku
        > odpowiedni stan posiadania względem wieku
        >
        > odpowiednio prosta droga do trumny
        >
        > mieszczański mit funkcjonalonośc, wydajnośći i oszczędności

        nie ma to jak trochę filozofii w matematyce materialistycznej
        bardzo ładnie spuentowałeś Prowokatorku problem dwoistości "straconego czasu"
        na rzecz większej przestrzeni życiowej
        ileż w końcu można oglądać się by dogonić swój cień i wziąć go w objęcia
    • edytka6 Re: stracony czas 06.07.05, 20:06
      U mnie to byl proces. To nie bylo tak, ze z dnia na dzien zorientowalam sie, ze
      stracilam czas. Tyle ze nie wiedzialam co jest przyczyna tego, ze jestem sama i
      niezadowolona z zycia. Po prostu przez swoja niesmialosc czekalam na to, ze
      inni podadza mi reke, zabiora mnie gdzie trzeba i urozmaica mi zycie. Teraz juz
      wiem, ze to ja powinnam byla robic pierwszy krok, miec wiecej odwagi i bardziej
      sie starac a nie tylko czekac.Teraz chcialabym wyciagnac z tego nauke i
      zachowywac sie inaczej. Nadal jednak jestem niesmiala i nie jest mi latwo.
      Bardzo pocieszajace jest to co piszecie;-)
      • zyrafa46 Re: stracony czas 06.07.05, 21:05
        ...a jak poukładane już ladnie klocki się troche posypią... Właśnie zbieram.
        Tak ładnie było. Może będzie troszke inaczej, ale poukładam na nowo ;-(.
        Syzyf i tak miał gorzej. Ale nawet Syzyf piął sie do góry ze swoim kamykiem a
        nie lim zdążajacy do 0. No tak czy nie, droga +___-. Uczep sie lewej strony
        mojego pomysłu na graficzną postać Twojego nicka a na tę prawą elegancko sie
        (przepraszam) WYPNIJ.
        Pozdrawiam, Żyrafa
        • drugi_biegun Re: stracony czas 06.07.05, 21:47
          zyrafa46 napisała:

          > ...a jak poukładane już ladnie klocki się troche posypią... Właśnie zbieram.
          > Tak ładnie było. Może będzie troszke inaczej, ale poukładam na nowo ;-(.
          > Syzyf i tak miał gorzej. Ale nawet Syzyf piął sie do góry ze swoim kamykiem a
          > nie lim zdążajacy do 0. No tak czy nie, droga +___-. Uczep sie lewej strony
          > mojego pomysłu na graficzną postać Twojego nicka a na tę prawą elegancko sie
          > (przepraszam) WYPNIJ.
          > Pozdrawiam, Żyrafa

          wypinam się i wypinam, aa kończy się to moje wypinaanie jak w tym wierszyku o
          lokomotywie do której podeszło aż 1000 atletów i nie dało rady
          a mnie się jednak czasami udaje :)
          przynajmniej tyle, aby jak Syzyf nie zaczynać za kazdym razem od 0 bez
          chociaażz jednego maaalutkiego plusika przy nim
          • zyrafa46 Re: stracony czas 07.07.05, 19:13
            Dziś już mam troszkę większy stosik :-). Musze umocnić moją budowlę, bo taka
            jakaś ...No nie jest to opoka :-(
            Życzę Wam i sobie powodzenia, Żyrafa
      • kuba_halford Re: stracony czas 07.07.05, 10:28
        edytka6 napisała:

        > U mnie to byl proces. To nie bylo tak, ze z dnia na dzien zorientowalam sie,
        ze
        >
        > stracilam czas. Tyle ze nie wiedzialam co jest przyczyna tego, ze jestem sama
        i
        >
        > niezadowolona z zycia. Po prostu przez swoja niesmialosc czekalam na to, ze
        > inni podadza mi reke, zabiora mnie gdzie trzeba i urozmaica mi zycie. Teraz
        juz
        >
        > wiem, ze to ja powinnam byla robic pierwszy krok, miec wiecej odwagi i
        bardziej
        >
        > sie starac a nie tylko czekac.Teraz chcialabym wyciagnac z tego nauke i
        > zachowywac sie inaczej. Nadal jednak jestem niesmiala i nie jest mi latwo.
        > Bardzo pocieszajace jest to co piszecie;-)

        To co piszesz jez troche bez sensu bo to takie bldne kolo. Sama wiesz ze od
        depresyjnych bardzo bardzo czesto wszyscy odchodza odwracaja sie plecami. Nie
        mozesz zrobic tzw. pierwszego kroku bo na tyle widocznie jest z czlowiekiem nie
        wporzadku wtedy ze i tak sie nie uda bo juz sie odwrocili i jesli ten stan trwa
        nadal trudno zeby cos sie zmienilo pomimo naszego dzialania.
        Czekac na podanie reki tez mozna jak piszesz ale zwroc uwage na to co powyzej
        ze nikt do nas tej reki wtedy nie wyciagnie.
        Ch..owa prawda ale taka prawda - jest sie na przegranej pozycji i mozna tylko
        lezec i kwiczec badzmy obiektywni.
        Pzdr.
        • zyrafa46 Re: stracony czas 07.07.05, 19:19
          O o o!!!!!! Allllllle e to było budujące!!!!! Myślę o Twojej wypowiedzi Kubo!!!
          Ja nie zamierzam leżeć i kwiczeć. Zresztą żyrafy nie kwiczą !!!!!!!! Mam
          wyciągnąć szyję i poszukać słońca w Twoich okolicach? Sam nie widzisz?????
          Żyrafa :-)))))
          • kuba_halford Re: stracony czas 08.07.05, 11:32
            zyrafa46 napisała:

            > O o o!!!!!! Allllllle e to było budujące!!!!! Myślę o Twojej wypowiedzi
            Kubo!!!
            > Ja nie zamierzam leżeć i kwiczeć. Zresztą żyrafy nie kwiczą !!!!!!!! Mam
            > wyciągnąć szyję i poszukać słońca w Twoich okolicach? Sam nie widzisz?????
            > Żyrafa :-)))))

            Masz do mnie jakas pretensje moze ?. Bylem z toba szczery jesli oczekiwalas ze
            cie bede poklepywal po plecach i powiem ze ta depresja to nic takiego i masz
            dzieki niej wachlarz mozliwosci to trzeba bylo powiedziec. Napisalem szczerze
            jak uwazam a nie sciemnialem myslalem ze chcialas wlasnie takiej odpowiedzi.
            Nie oszukujmy sie depresja nie jest fajna a zyci z nia to nie bajka moze czas
            skonczyc z wyobrazeniem ze wszystko zalezy tylko od pozytywnego myslenia bo
            sama depresja juz popalila wiele mostow.
            pzdr.
            • zyrafa46 Re: stracony czas 09.07.05, 13:49
              Nie mam pretensji. Nie mam pretensji (napisałam 2x, by ktoś nie pomyślał, że to
              błąd w druku).
              Żyrafa
    • edytka6 Re: stracony czas 07.07.05, 10:40
      ale po mnie w ogóle nie widac, ze mam depresje. nikt sie nie domysla, ze mam
      jakies problemy. na zewnatrz jestem wesola osoba tyko w srodku jestem bardzo
      smutna, ale nie pokazuje tego. no chyba ,ze inni to wyczuwaja, ale nie sadze.
      • drugi_biegun Re: stracony czas 07.07.05, 12:16
        edytka6 napisała:

        > ale po mnie w ogóle nie widac, ze mam depresje. nikt sie nie domysla, ze mam
        > jakies problemy. na zewnatrz jestem wesola osoba tyko w srodku jestem bardzo
        > smutna, ale nie pokazuje tego. no chyba ,ze inni to wyczuwaja, ale nie sadze.

        Edytko
        może ty nie masz jednak depresji?
        napisałaś w pierwszym poście, że byłaś chorobliwie nieśmiała i zakompleksiona i
        dlatego unikałaś towarzystwa. może były jakieś czynniki "zewnętrzne", które
        powodowały twoje zakompleksienie i niesmiałosć, z którymi nie umiałaś sobie
        poradzić i twoja osobowośsć nie rozwijała się prawidłowo i masz obecnie objawy
        zaburzenia osobowości, którym jest też objaw depresyjny.
        objaw a nie choroba
    • edytka6 Re: stracony czas 07.07.05, 22:50
      na pewno nie jest to tak ciezki przypadek, zebym nie mogla wstac z lózka, czy
      wyjsc do ludzi.Ale czarne mysli, ciagly niepokój,koszmary senne, niezadowolenie
      z siebie bardzo utrudnieja zycie. Boje sie, ze w koncu moze sie to przerodzic w
      prawdziwa depresje. Jak nic sie nie zmieni to pewnie tak sie stanie.
      • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 08:32
        edytka6 napisała:

        > na pewno nie jest to tak ciezki przypadek, zebym nie mogla wstac z lózka, czy
        > wyjsc do ludzi.Ale czarne mysli, ciagly niepokój,koszmary senne,
        niezadowolenie
        >
        > z siebie bardzo utrudnieja zycie. Boje sie, ze w koncu moze sie to przerodzic
        w
        >
        > prawdziwa depresje. Jak nic sie nie zmieni to pewnie tak sie stanie.

        Edytko
        to nie trać już czasu i ....
        poznałaś już chyba swój problem i teraz czas, abyś zrobiła coś dla siebie w
        dobrym kierunku.
        wyjście z tego Twojego obecnego "dołka" jest zdecydowanie łatwiejsze niż
        późniejsze wyjście z depresji
        • zyrafa46 Re: stracony czas 09.07.05, 13:51
          Mi też sie podoba taka rada: Słyszyyyyyysz, +___-, to do Ciebie,
          Żyrafa
    • ogrom Re: stracony czas 08.07.05, 21:52
      czas stracony to prawie 7lat studiów na debilnej polibudzie warszawskiej ......
      teraz jestem bez chłopa bez pracy z dosw deprechy normalnie czuje smród w moim
      zyciu:((((((
      jak to się stało
      nigdy nie róbcie nic wbrew sobie i dla kogos bo np w imie miłosci ale jazda
      syfska!!!!!
      !!! bo to prowadzi do syfu
      • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 08:35
        ogrom napisała:

        > nigdy nie róbcie nic wbrew sobie i dla kogos bo np w imie miłosci ale jazda
        > syfska!!!!!
        > !!! bo to prowadzi do syfu

        mnie dojście do tej PRAWDY, że nie powinno robić się cokolwiek wbrew sobie
        zajęło dużo więcej niż 7 lat. jedną z najważniejszych decyzji życiowych -wybór
        partnera na tzw. całe życie-uczyniłam WBREW głosowi serca i....
        teraz tu piszę to co piszę
    • hobes3 Re: stracony czas 08.07.05, 23:44
      hej! mnie się wydaje, że każdy przechodzi takie stany. Każdy czegoś żałuje, ja
      np. że zbytnio balowałam zamiast się uczyć, tak już dawno miałabym skończone
      studia. ale z drugiej strony co z tego? życie to nie wyścig, nie trzeba się
      nigdzie spieszyć, nie trzeba ba! nawet nie wolno z nikim się porównywać,
      przecież ludzie stwarzają pozory. Dobrze będzie kiedy zaczniesz psychoterapię na
      pewno pomoże ci się do tego "straconego czasu" zdystansować. Uważam, że takie
      mysli jak ty teraz masz świadczą o tym że w pewien sposób dojrzewasz, nawet
      jeśli skorzystasz z pomocy specjalisty, po prostu widzisz popełnione błędy w
      przeszłości a to już dużo! wiesz mi, że nie każdy jest w stanie dostrzec takie
      błędy JUŻ w wieku 25 lat!!! POWODZENIA!!!!
      • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 08:37
        hobes3 napisała:

        >wierz mi, że nie każdy jest w stanie dostrzec takie
        > błędy JUŻ w wieku 25 lat!!! POWODZENIA!!!!

        i TO powinna autorka tego wątku policzyć sobie za SUKCES!!!
        • zyrafa46 Re: stracony czas 09.07.05, 13:53
          Czytam i potakuję ;-)
          Ż.
          • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 14:38
            zyrafa46 napisała:

            > Czytam i potakuję ;-)
            > Ż.

            Żyrafo
            czy Ty przypadkiem nie jesteś zaprzyjaźniona prywatnie z Angiebe?
            Gloom by się ucieszył.
            Już tak długo dopomina się choć odrobiny uwagi -bezskutecznie jak dotąd-od
            Angiebe.
            już mi jest Go żal naprawdę
            • zyrafa46 Re: stracony czas 09.07.05, 18:33
              Nie rozumiem o co chodzi. Prawda? :-(
              Żyrafa
              • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 18:45
                zyrafa46 napisała:

                > Nie rozumiem o co chodzi. Prawda? :-(
                > Żyrafa

                nie rozumiem o jaką prawdę pytasz.
                że Gloom nie może się doczekać odpowiedzi od Angiebe?
                bo z kim się prywatnie przyjaźnisz to przecieżz nie moja sprawa.
                lubię Cię za to co tu piszesz a nie za to z Kim się przyjaźnisz
                • zyrafa46 Do +___- 09.07.05, 18:51
                  zatkało mnie!!!!!!!!! A z kim ja sie przyjaźnię???????? Skąd to wiesz??????

                  A teraz moja wewnętrzna asertywność (nie znając jeszcze odpowiedzi na powyższe
                  pytania!!!!!!!!!!!) pisze: a (przepraszam) co Ci do tego z kim sie przyjażnie???


                  Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem :-(
                  Żyrafa
                  • drugi_biegun Re: Do +___- 09.07.05, 19:09
                    zyrafa46 napisała:

                    > zatkało mnie!!!!!!!!! A z kim ja sie przyjaźnię???????? Skąd to wiesz??????
                    >
                    > A teraz moja wewnętrzna asertywność (nie znając jeszcze odpowiedzi na
                    powyższe
                    > pytania!!!!!!!!!!!) pisze: a (przepraszam) co Ci do tego z kim sie
                    przyjażnie??
                    > ?
                    >
                    >
                    > Coraz mniej z tego wszystkiego rozumiem :-(
                    > Żyrafa

                    Żyrafo
                    zaczynasz być...nieprzyjemna
                    podobnie jak jeszcze niedawno Gloom w stosunku do mnie
                    ale nie mam zamiaru,póki co, zmienić nicka tylko dlatego, że Ciebie coś tam
                    zatyka a Ty nie wiesz co?
                    może zatyka Cię chęć nadmiernej kontroli tego co kto tu pisze a Ty czegoś tam
                    nie rozumiesz i przez to nierozumienie tracisz kontrolę nad ....
                    nie musisz mi odpowiadać jak nie rozumiesz o czym piszę
                    kulturalna i asertywna osoba w takiej sytuacji po prostu zadaje pytanie a
                    nie...domniewuje na głos w "co myśli druga strona" w tym przypadku drugi_biegun
                    • zyrafa46 Re: Do +___- 09.07.05, 19:14
                      Nadal nic z tego nie rozumiem.
                      • drugi_biegun Re: Do +___- 09.07.05, 19:22
                        zyrafa46 napisała:

                        > Nadal nic z tego nie rozumiem.

                        a musisz rozumieć?
                        ja chyba mam prawo pisać posty, których Ty nie rozumiesz?
                        możze piszę ot taak sobie i muzom?
                        jakim muzom?
                        może tej 10 tej albo 11 naawet
                        a może tworzę swoją?
                        taką subtelną, ze nikt ....
                        i mam złudzenie, że może jednak....
                        • zyrafa46 Re: Do +___- 09.07.05, 19:31
                          To ja już sobie pójdę :-(
                          Żyrafa :-(

                          sobie pójdę
                        • zyrafa46 do Żyrafy 09.07.05, 19:32
                          Żyrafo znikaj!!!!!!!
                          • zyrafa46 Re: do Żyrafy 09.07.05, 19:37
                            Szybko, smutek, echn nie chce pisać
                            • drugi_biegun Re: do Żyrafy 09.07.05, 19:40
                              zostań
                              lepiej jak ja zniknę
                  • drugi_biegun Re: Do +___- 09.07.05, 19:11
                    zyrafa46 napisała:

                    > zatkało mnie!!!!!!!!!

                    współczuję


                    >A z kim ja sie przyjaźnię????????

                    w realu czy na forum Depresja?

                    >Skąd to wiesz??????

                    co wiem?
                    konkretniej proszę
                    >
            • zyrafa46 Re: stracony czas 09.07.05, 18:42
              A jakie ładne wiersze pisze... (Gloom oczywiście :-))) Ona jest chyba głazem
              zimnym :-(. Odpowiedz na mój poprzedni post.
              Pozdra. Żyrafa
              • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 19:13
                zyrafa46 napisała:

                > A jakie ładne wiersze pisze... (Gloom oczywiście :-))) Ona jest chyba głazem
                > zimnym :-(. Odpowiedz na mój poprzedni post.
                > Pozdra. Żyrafa

                odpowiedziałam nawet dwomaa postami
                ładne wiersze to niekoniecznie też ładna (uprzejma) proza przy innej, mniej
                uduchowionej okazji
                • zyrafa46 Do +__- 09.07.05, 19:27
                  Chyba zaczynam rozumieć. Zaczynam. Nie spodobało Ci sie, (tak zrozumiałam), ze
                  przyjażnię się z Glonem (przepraszam, nie zapamietałam jego nicka a nie mam
                  skąd "przesunąć")?
                  Moja odp:
                  1 - nie przyjaźnie się z nim. Nie znam go. Przeczytałam wiersze dopiero PO
                  przeczytaniu Twoich postów.
                  2 - gdybym jednak sie z nim przyjażniła, to chyba mam do tego prawo?
                  3 -zdziwiło mnie to co piszesz, i zrobiło mi sie przykro :-(, nie ukrywam :-(.
                  jednak to jest forum, piszesz, co myślisz. Zresztą zawsze cenię sobie bardziej
                  szczerość niż słodycz. Słodka (powiedzmy sobie szczerze) obłuda - to to, czego
                  BARDZO NIE LUBIĘ, (przepraszam, nikt mnie nie pyta, co lubie, a czego nie)
                  pozdrawiam serdecznie, Żyrafa
                  • drugi_biegun Re: Do +__- 09.07.05, 19:39
                    zyrafa46 napisała:

                    > 1 - nie przyjaźnie się z nim. Nie znam go. Przeczytałam wiersze dopiero PO
                    > przeczytaniu Twoich postów.

                    ja nawiązywałam do przyjaźni z Angiebe a nie Glooma!
                    a przyjaźń z Angiebe-opiekunką tego forum-to jednak już inny kaliber przyjaźni
                    niż nas tu króliczków w zooz Żyrafą na wyżynie horyzontalnej

                    > 2 - gdybym jednak sie z nim przyjażniła, to chyba mam do tego prawo?

                    a pewnie, że masz
                    przecież napisałam moje gdybanie nie przez formę zazdrości czy zakazu

                    > 3 -zdziwiło mnie to co piszesz, i zrobiło mi sie przykro :-(, nie ukrywam :-
                    (.
                    > jednak to jest forum, piszesz, co myślisz.

                    wprawdzie piszę co myślę, aale nie piszę wszystkich swoich myśli
                    na szczęście dla wszystkich, a moje w szczególności :)

                    Zresztą zawsze cenię sobie bardziej
                    > szczerość niż słodycz.

                    mam podobnie

                    Słodka (powiedzmy sobie szczerze) obłuda - to to, czego
                    > BARDZO NIE LUBIĘ, (przepraszam, nikt mnie nie pyta, co lubie, a czego nie)
                    > pozdrawiam serdecznie, Żyrafa

                    OBŁUDY wprost się brzydzę, choć ....czy jakiekolwiek zachowanie
                    tzw.'polityczne' może być od obłudy wolne?
    • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 20:52
      hej ludzie nie klóccie sie!!!nie zbaczajcie z tematu.
      • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 21:09
        edytka6 napisała:

        > hej ludzie nie klóccie sie!!!nie zbaczajcie z tematu.

        to chyba jeszcze nie kłótnia, raczej nieporozumienie moje i Żyrafy
        nie lubię się kłócić, choć lubię mieć własne zdanie
        Edytko
        Ty napisałaś, ze straciłas iles tam laat swojego życia na skutek jaakby nie
        patrząc swojej winy jednak
        ja straciłam swój czas na życie, bo.....w pewnym wieku i bez pewnych osobistych
        doświadczeń nie mogłam mieć wiedzy, aby "stracony czas" tylko ode mnie zależał.
        nawet więcej powiem(napiszę)
        swój czas wykorzystałam maksymalnie ile tylko można aby nie nazwać go "czasem
        straconym"
        może dlatego jest we mnie jeszcze tyle żalu i goryczy a także pewnej dozy
        bezkompromisowości
        bo tego mojego "straconego czasu" nikt mi nie wróci
        • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 21:17
          ja chcialabym byc bardziej bezkompromisowa, nie przejmowac sie tak bardzo
          innymi. zbyt czesto jestem ulegla i za bardzo staram sie przypodobac innym, a
          to o ironio wcale nie poprawia moich stosunków z ludzmi ani nie zjednuje mi
          przyjaciol. wiem, ze pod wieloma wzgledami powinnam sie zmienic, bo jak ktos
          powiedzial nasz charakter to nasze przeznaczenie.
          • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 21:31
            edytka6 napisała:

            > ja chcialabym byc bardziej bezkompromisowa, nie przejmowac sie tak bardzo
            > innymi.

            być bezkompromisowym a nie przejmować się innymi to dwie różne rzeczy
            na ogół właśnie ci "ulegli" kompromisom tak naprawdę więcej mają naa uwadze
            swoje dobro i swój spokój niż dobro i spokój innych o których "kompromis"
            zabiegają


            zbyt czesto jestem ulegla i za bardzo staram sie przypodobac innym, a
            > to o ironio wcale nie poprawia moich stosunków z ludzmi ani nie zjednuje mi
            > przyjaciol.

            uległa jak pies wytresowany?
            "wytresowany" przez dalsze i bliższe otoczenie?
            a kto by zabiegał o przyjaźń kogoś już "wytresowanego"?
            chyba tylko inny też już "wytresowany"
            razem jakoś raźniej znosić dalszą tresurę społeczną lub się jej przeciwstawić
            nawet

            wiem, ze pod wieloma wzgledami powinnam sie zmienic, bo jak ktos
            > powiedzial nasz charakter to nasze przeznaczenie.

            podobno charakteru nie można zmienić
            ale mi się zdaje, żzze można nauczyć się oddzielać to co w nas niezmienne od
            tego co zmienić możemy jednak-jeśli bardzo tego chcemy
            chyba trudnośsć polega przede wszystkim na wiedzy o sobie samym, a tą nabywa
            się z czasem- nawet tym "czasem straconym" .
            • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 21:44
              'nie przejmowac sie innymi' chodzilo mi o to, aby byc soba i przestac zawracac
              sobie dupe tym, co mysla o mnie inni.
              • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 21:53
                edytka6 napisała:

                > 'nie przejmowac sie innymi' chodzilo mi o to, aby byc soba i przestac
                zawracac
                > sobie dupe tym, co mysla o mnie inni.

                TO O TO WŁAŚNIE CHODZI!!!
                nie bać się być sobą
                nawet kosztem utraty "niby przyjaciół"
                bycie sobą to komfort na który pozwolą Tobie TYLKO prawdziwi przyjaciele i
                naaprawdę BLISKIE osoby
      • lukasz1234567891 Re: stracony czas 09.07.05, 21:19
        Ja miałem podobny problem i podobne objawy, stały natłok myśli, rozmyślanie o
        przyszłości i przeszłości, wcześniej tak nie miałem. Podobnie jak u ciebie nikt
        nie orientował się, że coś mi jest. Cały czas czułem, że coś marnuję i coś
        tracę, tyle, że zupełnie sobie nie mogłem z tym poradzić. Nawet gdy zabierałem
        się żeby coć zmienić, paraliżowała mnie jakaś dziwna niemoc. W końcu przełamałem
        się i poszedłem do psychiatry. Dostałem Tranxene i Cital i po tygodniu terapii
        poczułęm się już wręcz znakomicie, wszystkie moje problemy zniknęły i wreszcie
        mogę poukładać wszystkie sprawy, za które nie mogłem się zabrać przedtem.
        Dlatego radzę, żebyś skonsultowała się z psychiatrą, gdyż myślę, że leczenie
        farmakologiczne może być skuteczniejsze najwyżej potem możesz pomyśleć o
        psychoterapii, która być może odkryje utajony powód i pozwoli pokonać
        nieśmiałość i trudności w komunikacji o której piszesz. Pozdrawiam (nie jestem
        przedstawicielem handlowym wyżej wymienionych leków :)
        • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 21:38
          boje sie brac takich lekow przy moim slabym zdrowiu. poza tym czulabym sie
          fatalnie wiedzac, ze moj dobry nastroj jest spowodowany jakims lekiem, a gdy go
          nie wezme bede miec zupelnie inne mysli i odczucia. po prostu mnie to
          przeraza.wolalabym najpierw sprobowac inaczej sie z tym uporac, a dopiero jak
          nic sie nie zmieni ewentualnie sprobowac. tym bardziej, ze mam wrazenie, ze
          najlepszym lekiem bylaby dla mnie przynajmniej jedna naprawde bliska osoba.
          • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 21:50
            edytka6 napisała:

            > boje sie brac takich lekow przy moim slabym zdrowiu. poza tym czulabym sie
            > fatalnie wiedzac, ze moj dobry nastroj jest spowodowany jakims lekiem, a gdy
            go
            >
            > nie wezme bede miec zupelnie inne mysli i odczucia. po prostu mnie to
            > przeraza.wolalabym najpierw sprobowac inaczej sie z tym uporac, a dopiero jak
            > nic sie nie zmieni ewentualnie sprobowac. tym bardziej, ze mam wrazenie, ze
            > najlepszym lekiem bylaby dla mnie przynajmniej jedna naprawde bliska osoba.

            jaako "starsza koleżanka" w problemie to TRZYMAJ się ... wiary, że sobie
            poradzisz z pomocą bliskich osób lub tej jednej bliskiej osoby.
            aa leki?
            dobry psycholog powinien umieć Ci doradzić kiedy po leki udać się pora do
            apteki
            • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 22:15
              tak jest. narazie nie kazal isc, wiec nie ide;-)
              • drugi_biegun Re: stracony czas 09.07.05, 22:29
                edytka6 napisała:

                > tak jest. narazie nie kazal isc, wiec nie ide;-)

                tylko że....
                niektórzy psycholodzy nie cierpią psychiatrów i odwrotnie
                pacjent staje się wtedy "przetargiem" w ich rękach i kieszeni
                ja bym Edytko na Twoim miejscy miała jednak ciut ograniczone zaufanie nawet do
                dobrego psychologa
                licho ich tam wie co jest tak naprawdęe ich priorytetami
                a pacent między psychoterapeutą a psychiatrą to jak między młotem a kowadłem.
                raz myślałam, ze jestem taka sprytna i poszukałam sobie psychiatrę z papierami
                psychoterapeuty
                i co?
                zbyt subtelna jestem aby w tym miejscu użyć odpowiedniego przeklęństwa
                ale mam nadzieję, że kiedyś noga mu sięe powinie dla dobra jego pacjentów
                oczywiście
          • lukasz1234567891 Re: stracony czas 09.07.05, 22:30
            Nie jestem, na szczęscie aż tak doświadczony jak pozostali forumowicze, więc nie
            chcę się tu wymądrzać a piszę tylko moje osobiste odczucia, bo teraz jeszcze
            biorę leki, więc nie wiem jak będzie gdy je odstawię, ale teraz czuje się
            świetnie i pomogły mi bardzo szybko. Do psychiatry poszedłem z tym nastawieniem,
            że skoro coś w moim móżgu nie funkcjonuje tak jak należy co wywołuje takie a nie
            inne objawy to leki powinny mi pomóc. Gdy boli mnie ząb ( wybacz za idiotyczne
            porónanie) to poczucie, że brak odczuwania bólu zależy od działania leku a nie
            ode mnie samego, od mojej woli itd, wcale nie przeraża. Traktuje to na podobnej
            zasadzie. Jeżeli chcesz to możemy pogadać mój numer GG 1510314, bo nie przepadam
            za dyskusjami na osobiste tematy na forum.
            Gorące pozdrowienia
            • edytka6 Re: stracony czas 09.07.05, 22:37
              to jest problem, znalezc ta granice kiedy mozna sobie pomoc, a kiedy juz trzeba
              cos wziasc.a co do czatu to chwilowo mam straszna awersje. stracilam przez
              niego bardzo duzo czasu i nerwow;-)) moze kiedys. tez pozdrawiam
    • negatywista eeeh.....znam to aż za dobrze 10.07.05, 02:27
      bosh jacy my wszyscy podobni, a wydaje się kazdemu, że jest sam w tym wszystkim
      i że tylko on ustawicznie daje d..y.
      jasne, ze mam dokladnie to samo co ty. Nie wyszalałem sie w młodosci na żadnym
      polu, o nie... i jeszcze to poczucie, że miałem takie duże możliwosci, tak
      ładnie się zapowiadałem... ;]
      Mysle, że nie powinnaś się zaperzać, sklonnosci nerwicowo-depresyjne to pewien
      rodzaj kalectwa, z którym trzeba się pogodzić. Jedni jeżdżą na wózku, inni są
      niewidomi lub głusi, a jeszcze inni mają skłonności nerwicowo-depresyjne.
      Myślę, że to jest nieuleczalne niepogodzenie ze sobą i ze światem.
      Psychoterapia raczej nic nie da, leki mogą pomóc, ale tylko trochę.
      Najważniejsze samemu się przegryźć przez najgorsze i dostosowac się do takich
      warunkow psychicznych. Powoli ucz się nie żałować straconego czasu i
      możliwosći. Pamiętaj, że żałując straconego czasu własnie tracisz czas:)
      Wtedy moze nie będzie w tobie tyle negatywnego napięcia i życie jakoś się
      będzie powolutku toczyć, moze nie rewelacyjnie, ale znośnie.
      • drugi_biegun Re: eeeh.....znam to aż za dobrze 10.07.05, 07:37
        negatywista napisał:

        > Pamiętaj, że żałując straconego czasu własnie tracisz czas:)
        > Wtedy moze nie będzie w tobie tyle negatywnego napięcia i życie jakoś się
        > będzie powolutku toczyć, moze nie rewelacyjnie, ale znośnie.
        >
        >

        to bardzo trudne do przeprowadzenia w czasach, kiedy społecznie premiowany jest
        wyścig do szczęścia na wszystkich płaszczyznach naszego życia.
        ale nie ma innego wyjścia jak zastosować rady Negatywisty, a z
        czasem....przecież po niżu przychodzi wyż, czyli chwile też i radosne-tak
        przynajmniej jest w naturze.
        my mamy tego pecha, że z jakiś tam przyczyn-zależnych i mniej zależnych i
        całkiem niezależnych od nas-padło na nas to życie w klimacie depresyjnym.
        ale nawet w takim "klimacie" nad wewnętrzną aurą można popracować aby negatywne
        myśli zamieniać w bardziej pozytywne myślenie. a z czasem....i pozytywne
        działanie.
        i w tym tkwi plus negatywistycznego myślenia
      • ria2 Re: eeeh.....znam to aż za dobrze 10.07.05, 07:45
        No tak, nic nowego pod słońcem ;). Znam to aż za dobrze, ale ludzie: gdzie Wy
        jesteście???? Jakiś w realu trudno znaleźć tych poszukujących "straconego
        czsu" :). Nic to, trzeba iść.

        Pozdrwiam, Ria

        P.S. Negatywista - makabryczny tekst ;), ale warstwa plastyczna strony -
        całkiem, całkiem. Barokowe rozbuchanie i ten wyczuwalny ciężar...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka