Dodaj do ulubionych

mój tata ma depresję...

IP: *.pai.net.pl 03.06.01, 15:35
... a ja nie wiem jak postępować.
Ponieważ moi rodzice nie utrzymywali kontaktów z rodziną, nie mieli znajomych,
po śmierci mamy tata ma tylko mnie.
Mojemu tacie nic się nie chce robić, co dla mnie zdrowej osoby jest zwykłym
lenistwem (tym bardziej, że obraz nic nie robiącego ojca pozostał mi z
dzieciństwa). Poza tym cierpi na brak apetytu. Lekarze dobierają jakieś
lekarstwa, ale jak na razie bez powodzenia.
Czy ktoś może mi poradzić jak powinnam rozmawiać z tatą, który wciąż powtarza,
że nie widzi sensu życia (tata jest na rencie i nie pracuje). Jak powinnam się
zachowywać. Nie dam rady poświęcić się całkowicie tacie. Zresztą nie wiem czy
jest to dobre rozwiązanie, żebym za niego wszystko robiła.
Obserwuj wątek
    • Gość: Oicug Re: mój tata ma depresję... IP: 212.191.70.* 03.06.01, 16:06
      Ile lat ma tato ? Moze to byc dziedziczna sklonnosc do
      depresji. Jesli zawsze tak sie zachowywal to sprawa
      moze byc trudna . Jesli tylko po owdowieniu to juz
      lepiej . A moze posadz go przy komputerze i niech sobie
      poharcuje ? Niektorych to wciaga .
      • Gość: Iza Re: mój tata ma depresję... IP: *.pai.net.pl 03.06.01, 22:26
        Mój tata ma dopiero 54 lata. Kiedyś dużo czytał, grał
        w gry komputerowe, oglądał telewizję. Dzisiaj
        twierdzi, że na nic kompletnie nie ma ochoty.
        • Gość: Oicug Re: mój tata ma depresję... IP: 212.191.70.* 04.06.01, 08:44
          To jeszcze zupelnie mlody mezczyzna . Powinien sie
          koniecznie czyms zajac : uprawa dzialki . sportem ,
          fotografia albo i kobietami . W ostatnim przypadku
          zalecam jednak ostroznosc , ale skoro ma corke , to
          mozesz mu tutaj sluzyc rada w wyborze stosownego
          obiektu uczuc. Nowa milosc w tym wieku dziala ozywczo
          niczym kuracja hormonalna.
          • Gość: Iza Re: mój tata ma depresję... IP: *.pai.net.pl 04.06.01, 20:30
            Żeby tylko chciał... Już tyle razy namawiałam tatę, żeby kogoś poznał, ale on
            wciąż powtarza, że nie da rady, bo będzie porównywał z mamą. Tłumaczę mu, że
            nie musi się od razu żenić, że chodzi o to, by miał z kim miło spędzać czas.
            Niestety bez efektów.
            • Gość: Oicug Re: mój tata ma depresję... IP: 212.191.70.* 05.06.01, 18:23
              A gdyby tak zajal sie wnukami ? Mam nadzieje , ze majac
              corke moze miec i wnuki . Male dzieci i koniecznosc
              zajmowania sie nimi nadaja zyciu duzo uroku , daja
              nadzieje i tez moga postawic na nogi .
              • Gość: Iza Re: mój tata ma depresję... IP: *.pai.net.pl 05.06.01, 20:07
                Wyobraź sobie, że też o tym pomyślałam :-).
                Dlatego postanowiłam wziąć się do roboty :-)))
                • Gość: Oicug Re: mój tata ma depresję... IP: 212.191.70.* 05.06.01, 20:26
                  Zycze powodzenia !
    • Gość: zofia Re: mój tata ma depresję... IP: *.clmba1.mo.home.com 06.06.01, 04:28
      jezeli chcesz to napisze do ciebie jak sklonilam mojego meza do pojscia do
      psychiatry i na terapie. jest teraz innym czlowiekiem. jezeli chcesz mozesz
      pokazac ten list ojcu. jezeli ty chcesz go uszczesliwic na sile to mozesz
      wyladowac ze siebie unieszczesliwisz. nie tedy droga... co jest dobre dla
      ciebie jest rowniez dobre dla niego - tak to juz Bozia wymyslila. nie jest to
      wcale egoistyczne podejscie -wierz mi. jezeli zaczniesz prowadzic bardziej
      niezalezne zycie / niezalezne od niego- to on przestanie wisiec na twoich
      barkach i bedzie zmuszony cos z tym zyciem zrobic. ty za niego nie mozesz zyc
      jego zyciem... i co jak jedno dziecko nie wyrwie go z depresjii? jestes gotowa
      rodzic 6 aby sprawdzic czy moze nastepne bedzie dawalo wiecej nadziei? tanczyc
      na stole a on ci powie ze noge podnosisz za nisko?
      z tego co mowisz to mial depresje juz wczesniej. kluczem do jego wyzdrowienia
      niewatpliwie mozesz byc ty ale nie kosztem poswiecenia zycia.. to nei bedzie
      dobre ani dla ciebie ani dla niego. jego uzalezni jeszcze bardziej od ciebie-
      zrobisz z niego niemowlaka.. daj mu dorosnac..
      proponuje ksiazki na temat depresji i rozmowe z lekarzem , poradnia i szukac
      podpowiedzi od fachowcow ze szpitala psychiatrycznego- wcale nie
      zartuje..inaczej twoje zycie bedzie wiecznym winieniem siebie ze czegos nie
      zrobilas zeby uszczesliwic tatusia...to jest choroba a nie cyrk
      • Gość: Artur Re: mój tata ma depresję... IP: *.sasknet.sk.ca 06.06.01, 05:46
        Moze dobrze by bylo porozmawiac z lekarzem ojca (pewnie najlepiej za jego
        zgoda). Ale, z drugiej strony, moze bierzesz na siebie zbyt duzo. Jako corka
        masz obowiazek zapewnic ojcu podstawawa opieke tzn wikt i opierunek, nie jest
        twoim obowiazkiem uszczesliwianie go, choc jezeli to zrobisz to liczy sie to
        jako extra plus dla ciebie.
    • Gość: Iza Re: mój tata ma depresję... IP: 213.25.190.* 06.06.01, 21:14
      Dziękuję za rady. Generalnie staram się jak najmniej ingerować w życie taty,
      właśnie w tym celu by dać mu szansę dorosnąć i usamodzielnić się. Staram się
      ignorować narzekanie taty, że nie chce mu się nawet kurzu zetrzeć, ale ile
      można? A już zupełnie czuję się bezradna, jak mówi, że nie widzi sensu życia.
      Co ja mam wtedy odpowiadać??? Właśnie dlatego pomyślałam, że dziecko mogłoby
      wprowadzić do jego życia iskierkę. Chociaż może to tylko mnie się tak
      wydaje...
      • Gość: Ada Re: mój tata ma depresję... IP: 195.94.206.* 07.06.01, 16:18
        Izo oczywiście każdy przypadek jest indywidualny ale z własnego doświadczenia
        wiem, że dzieciątko nic nie zalatwi a wręcz nie powinniśmy tego oczekiwać. To
        jest nowe życie, które zasługuje na indywidualną historię.
        Ja mam podobną sytuację z mamą ale do tego jeszcze dochodzi agresja z jej
        strony i permanentne ponizanie bliskich. Jej zdaniem takie zachowanie jest
        usprawiedliwione ponieważ ona jest w depresji, miała nieudane życie, teraz też
        jej się nieukłada itd. itp.
        Pojawienie się wnuka w sumie tylko zaogniło sytuację. Była chwilowa radość ze
        strony Babci ale później zaczęły się awantury, sceny zazdrości, knucie intryg w
        mojej nowej rodzinie i wsystkie te straszne rzeczy, które okradają nawet
        dorosłe dziecko z sił i poczucia własnej wartości. Wtedy zrozumiałam, że nie
        jestem w stanie nic zrobić ponieważ nie mam na sytuację żadnego wpływu.
        Pozdrawiam gorąco . Trzymaj się i nie daj się.
      • Gość: zofia Re: mój tata ma depresję... IP: *.clmba1.mo.home.com 08.06.01, 18:39

        ta iskierke to on musi sam znalesc tak jak inni przedmowcy to podwierdzaja
        przykladami z wlasnego zycia. jak? jak on mowi ze zycie nie ma sensu to spytaj:
        hm naprawde? odwroc odpowiedzialnosc za takei stwierdzenie do niego . jak nie
        zaczniesz dyskusji na ten temat to zostawisz go z tym . jak sama mowisz jestes
        bezradna a wiec twoje rozmowy nie przynosza skutku tak? a wiec poco je
        kontynuowac? moze zmienic postepowanie aby zwrocic uwage taty na to co mowisz?
        czyli przestac dyskutowac.
        a jezeli masz watpliwosci czy dziecko pomoze to ich sluchaj i mysl nad tym. ktos
        do ciebie mowi wewnatrz moze warto tego kogos posluchac. wlasnego siebie a nie
        ojca?
        a kurz na meblach - czy za 5 lat on bedzie wazny czy twoja ilosc dzieci ktore
        splodzisz aby uszczesliwic tate?
        zawsze sobie zadaje pytanie czy to jest wazne w danym momencie- jak nie to
        odpuszczam- a wtym momencie sa inne sprawy wazne- zaloba na zona . moze mu pomoc
        w zalobie? dowiedziec sie preofesjonalistow jak? pozdrawiam
        Gość portalu: Iza napisał(a):

        > Dziękuję za rady. Generalnie staram się jak najmniej ingerować w życie taty,
        > właśnie w tym celu by dać mu szansę dorosnąć i usamodzielnić się. Staram się
        > ignorować narzekanie taty, że nie chce mu się nawet kurzu zetrzeć, ale ile
        > można? A już zupełnie czuję się bezradna, jak mówi, że nie widzi sensu życia.
        > Co ja mam wtedy odpowiadać??? Właśnie dlatego pomyślałam, że dziecko mogłoby
        > wprowadzić do jego życia iskierkę. Chociaż może to tylko mnie się tak
        > wydaje...

      • Gość: zofia Re: mój tata ma depresję... IP: *.clmba1.mo.home.com 08.06.01, 18:50
        nie zapominaj kto jest dzieckiem a kto ojcem. jezeli ty bedziesz od niego
        oczekiwala spelnienia roli ojca to on w nia powoli wskoczy. jak ty bedziesz
        jego rodzicem to on ci na to pozwoli- bedziesz mu gotowala i prala itd.. moze
        nawet 30 lat .bo przeciez moze zyc do 80 lat prawda? podoba ci sie ta
        perspektywa? bo przeciez to jest mlody mezszczyzna i znam takich ktorzy
        zaczynaja nowe zycie w tym wieku. niekoniecznie z nowa zona - kto powiedzial ze
        nowe zycie musi byc z nowym partnerem? daj mu na te zmiany troche czasu -
        jezeli go pamietasz takim to znaczy ze twoja mama utrwalila jego zaleznosc i to
        sie nie zmieni w ciagu nocy. tylko w JEGO CZASIE A NIE W TWOIM. DUZO
        CIERPLIWOSCI I ZAAKCEPTOWANIA . TO JEST CI POTRZEBNE A NIE JEMU . BO TO JEST
        DLUGI PROCES. MOWIMY O TYM ZE ON MUSI SIE NAUCZYC INACZEJ ZYC. CIERPLIWOSCI.
        POZDRAWIAM ZOFIA
        • Gość: Iza Re: mój tata ma depresję... IP: *.pai.net.pl 12.06.01, 23:21
          Jeszcze raz dziękuję wszystkim za cenne rady. Chyba moim największym problemem
          są własne wyrzuty sumienia (bo nie odwiedziłam taty, bo nie zadzwoniłam, bo nie
          pocieszyłam, bo... możnaby mnożyć w nieskończoność).
          Muszę rzeczywiście posłuchać Zofii i nauczyć się odbijać piłeczkę.
          • mariposa Re: mój tata ma depresję...-druga strona medalu 13.06.01, 09:15
            Izo, podziwiam Cie za sile i wytrwalosc - przeciez to nie tylko Twoj Tata
            stracil zone, ale Ty stracilas MATKE, a takze w pewien sposob takze ojca,
            ktorym sie opiekujesz.
            Ja mam jednak inne pytanie.
            CZY OSOBA CIERPIACA NA DEPRESJE MA PRAWO OBARCZAC SWOIM PRZYGNEBIENIEM INNYCH,
            NAJCZESCIEJ BLISKIE IM OSOBY?

            I JAK POMOC TAKIEJ OSOBIE? PRZECIEZ I TAK NIE UWIERZY, ZE ZYCIE JEST PIEKNE,
            SKORO WIDZI WSZYSTKO W CZARNYCH BARWACH.

            ZOSTAWIC JA SAMEJ SOBIE?

            zycze Ci duzo sily i pogody

            • Gość: zofia Re: mój tata ma depresję...-druga strona medalu IP: *.clmba1.mo.home.com 26.06.01, 00:00
              czy osoba chora na grype ma prawo prosic o pomoc rodzine? jezeli tak- to
              dlaczego nie jezeli jest w depresji? przeciez wtedy rodzina jest bardzo
              potrzebna aby pomogla zauwazyc nadchodzoce epizody i dala wsparcie odpowiednie
              do tej choroby. chyba nie pomoze jak rodzina bedzie wykrzykiwac rzeczy typu :
              no ty to wszystko masz i sie nie usmiechasz , jaka z ciebie krolewna
              wymagajaca ... cos w tym rodzaju..
              • Gość: Ada Re: mój tata ma depresję...-do Zosi IP: 195.94.206.* 28.06.01, 11:11
                Myslę,że problemem nie jest pytanie "czy pomagać?" ale "do jakiego stpnia
                pomagać?". Mam własne przykre doświadczenia i właśnie taki dylemat do
                rozwiązania. Postaram się w skrócie przedstawić problem.
                Moja mama od zawsze twierdziła ,że ma depresję. Wychowaliśmy się z braćmy w
                przeświadczeniu, że Mamusia jest biedna i ma do wszystkiego prawo. Wyroslismy w
                przkonaniu, że nasz ojciec jest zły i byliśmy używani do walki przeciwko niemu.
                Wiesz Zosiu, dziecko wierzy we wszystko co powie rodzic. Wiecznie słyszałam, że
                moja matka nie lubi dziewczynek a poza tym to w jej życiu zaczęło się
                szczególnie źle dziać od momentu jak ja się urodziłam. Byłam obarczana winą za
                jej zle humory, za to że jej wlosy ściemniały ( "zabralam jej kolor blond" )
                itd. itp. Nie obce jej były rękoczyny i wieczne straszenie nas samobójstwem.
                Całe moje dzieciństwo to było poczucie winy. Po 30 latach takiej męczarni
                powiedziałam dość w momencie jak matka doszła do wniosku, że ma prawa niszczyć
                moją nową rodzinę, którą założyłam , i ktora jest dla mnie jedyną przystanią na
                świecie. Dopiero teraz odzyskuję spokój ducha i doświadczam bezinteresownej
                miłości. Moja matka nie może patrzyć na moje szczęście (chociaż oficjalna
                wersja jest, że się cieszy) ponieważ zawsze twierdziła, że bedę miała
                męża "który będzie mnie lał bo na to zasługuję". W momencie jak matka próbowala
                uświadomić mojemu mężowi z "kim się ożenił" jak również dokładała wszelkich
                starań aby mi uświadomić, że na pewno nie uda mi się być dobrą matką dla mojego
                synka powiedziałam dość. Myślę, że mam do tego prawo ponieważ teraz jestem
                odpowiedzialna nie tylko za siebie ale także za moje dziecko, któremu mam
                nadzieję dać szczęśliwe dzieciństwo i akceptację, na które ja nie miałam szansy.
                • Gość: zofia DO ADY IP: *.clmba1.mo.home.com 30.06.01, 06:41
                  oczywiscie. mam taka zasade : CO JEST DOBRE DLA MNIE TO JEST DOBRE DLA NIEGO
                  ( NIEJ) na poczatku walczylam z ta zasada bo wydawala mi sie bardzo
                  egoistyczna. ale po pewnym czasie i wielu roznych sytuacjach gdzie zastosowalam
                  ja , stwierdzilam ze TO JEST TO!! ta zasada pomogla mi zbudowac granice mojej
                  osobowosci - gdzie ja sie zaczynam i koncze gdzie jest NIE a gdzie jest TAK.
                  moja poprzednia wypowiedz byla skierowana do Mariposy - nie podpisalam sorry.
                  uwazam ze trzeba wciagnac rodzine jak czlowiek ma juz kontakt z lekarzem i jest
                  w terapii aby otrzymac wsparcie. zakladam ze rodzina wezmie jakas literature
                  do reki a nie bedzie opierac swojego postepowania z chorym na bazie opowiadan
                  prababki.. bo przeciez na pewno by to zrobili gdyby to byla choroba zaladka i
                  musieli sie nauczyc czego chora nie moze jesc.
                  bardzo Cie podziwiam i ciesze sie Ada ze znalazlas droge aby wyrwac sie z tego
                  piekla ktore stworzyli ci rodzice. OBRAZ KTORY SIE WLACZA JAK UZYWAMY SLOWA
                  RODZICE jest nadal typu KOCHAJACY RODZICE. niestety prawda jest inna. znecanie
                  slowne , emocjonalne , fizyczne jest bardzo czeste. liczby sa zastraszajace.
                  nie wszystkie dzieci sa tak silne emocjonalnie aby przerwac i powiedziec NIE do
                  znecajacego sie . bo najczesciej jest to rodzic lub wspolmalzonek..
                  ja nie jestem zbyt popularna na grupach wspierajacych gdyz mowie to co ty:
                  ofiary sa niebezpieczne. jest to rola ktora ktora pozwala im kontrolowac zycie
                  innych i oniewaz wygaldaja lub brzmia tak "biednie " nikt sie najczesciej na
                  tym nie poznaja. uzurpuja sobie prawo to kontrolowania zycia swoich
                  najblizszych za pomoca nedznych metod wzbudzania w nich wspolczucia lub winy..
                  jak juz traca kontrole bo to juz nie dziala na dzieci ( bo dzieci sie orientuja
                  szybko ze musza zaczac wlasne zycie a nie zycie pod dyktando mamusi lub
                  tatusia.) to zamieniaja sie w monstra. czy pytalas kiedykowiek jakie twoja
                  mama miala dziecinstwo? moze takie samo jak zgotowala tobie ? dlatego nie
                  umiala inaczej? moze nia tez ktos manipulowal podobnymi metodami? taki wywiad w
                  rodzinie pomaga odpuscic wszystkie zale i niespelnione marzenia i oczekiwania w
                  stosunku do rodzicow, bo czlowiek nagle dokonuje odkrycia ze oni nie byli w
                  stanie wychowywac nas lepiej. bo przeciez takie uczucia nas zatruwaja i sa
                  przeszkoda do wlasnego spokoju ducha i do budowania ciszy i pokoju we wlasnej
                  rodzinie. zrozumienie takich mechanizmow przenioslo mnie do nastepnego etapu .
                  uwolnienia sie od szkieletow przeszlosci i zawarcia pokoju z przeszloscia.
                  blizej do wolnosci.
                  • Gość: Ada Re: DO Zosi IP: 195.94.206.* 10.07.01, 12:00
                    Zosiu. To dokładnie jest tak jak piszesz. Dzięki za uznanie ale myślę,że przede
                    mną jest jescze długa droga do osiągnięcia spokoju o którym mówisz. Wiesz,
                    czasem zastanawiam się czy to wogóle możliwe. Czy jest możliwe aby dziecko,
                    które zostało w ten sposób wychowane, ze przejmuje na siebie odpowiedzialność
                    za wszystkie nieszczęścia w otoczeniu osiągnęło spokój. Myślę, ze to bardzo
                    trudne bo przecież poza zdroworozsądkowym podejściem do życia kierują nami
                    podświadome reakcje a te mają niewiele do czynienia ze zrozumieniem sprawy.
                    Bardzo trafnie ujęłaś problem, ze rodzice, którzy znęcają się nad dziećmi
                    bardzo często zmieniają się w potwory jak dzieci chcą się wydostać spod
                    ich "troskliwej opieki". Moja sytuacja jest o tyle ciężka , że ja pochodzę z
                    tzw."dobrej rodziny", moja matka dla wielu ludzi z otoczenia jest autorytetem i
                    jej poza w rodzaju"patrzcie jakie mam niedobre dzieci a ja jestem taka
                    nieszczęśliwa" często znajduje wsparcie u zupełnie obcych ludzi. Poza tym moja
                    matka uczyniła sensem swojego życia przekonanie wszystkich jakie ma niedobre
                    dzieci i poświęca temu tyle czasu i energii, że nikt nie byłby w stanie jej
                    dorównać. Każdy nasz sukces oficjalnie jest jej sukcesem natomiast w praktyce
                    szaleje z zazdrości, że mam kochanego męża nawet, ze karmiłam swoje dziecko
                    piersią (potrafiła do mnie dzwonić trzy razy dziennie jak mój synek byla maly i
                    twierdzić, ze już niedlugo zabraknie mi mleka lub moje mleko jest zatrute i
                    podobne brednie). My jako dzieci oczywiście wszystko rozumiemy ale do czasu .
                    Do momentu jak widzisz, że taka osoba niszczy Ci życie i nie chce nic robic ze
                    swoimi zaburzeniami. W chwili obecnej jest dla mnie głównym problemem mój 17-
                    letni brat, który zostaje pod opieką mojej matki i na którym są testowane te
                    same metody a my jesteśmy bezsilni i nie wiemy co mozemy zrobić oprócz rozmowy
                    i cichego wsparcia.
                    Zosiu bardzo mi się podobają Twoje posty i będę wdzięczna jak napiszesz jeszcze
                    coś mądrego. Pozdrawiam
                    • Gość: zofia Re: DO Ady IP: *.clmba1.mo.home.com 14.07.01, 03:20
                      dzieki za list. osiagniecie pokoju . to jest bardzo dlugi i bolesny proces.
                      ktos kto ma odwage aby konfrontowac wszystkie bolesne sprawy przeszlosci i
                      terazniejszosci tak jak ty , to kiedys go zazna. wiec glowa do gory!wiekszosc
                      ludzi unika konfrontacji tego co jest bolesne i zaznaje neurotycznego
                      deluzyjnego spokoju w ktory wierzy. jak sie mialo tak nieracjonalna mame to sie
                      szuka faktow i rzeczywistosci prawda? to co myslisz ze jest niemozliwe jest
                      mozliwe Ada . wszystko zalezy od ciebie i od twojego nastawienia. od sily
                      twojej woli do zycia w spokoju . jezeli bedziesz sobie mowila ze to jest
                      niemozliwe to nic na ten temat nie zrobisz. jezeli sobie powiesz - ok, koniec z
                      przeszloscia , zamykam drzwi za nia i staram sie zbudowac cos co bedzie dla
                      mnie dobre. bylam ofiara nie z wlasnego wyboru ale juz nie musza nie byc bo
                      jestem dorosla. mam wybor. moge powiedziec jestem nadal albo moge powiedziec :
                      nie ,juz nia nie bede.
                      jezeli zdecydujesz nie byc ofiara to zaczniesz w tym kierunku dizalac. jak?
                      stawiac granice wokol siebie ktore beda cie bronic przed zranieniem, jezeli
                      twoja mama dzwoni do ciebie 3 razy dziennie i to ci przeszkadza bo jej telefony
                      sa negatywne, raniace, i niszcza cie to zastanow sie czy musisz z nia
                      rozmawiac? czy jak by byla obca osoba to bys rozmawiala z nia? widzisz wszystko
                      ma dwie strony. jak ty z nia rozmawiasz to jej sie wydaje ze ona jest ok- ze
                      jej styl rozmowy i krytykowanie ciebie ci nie przeszkadza i kontynuuje to.
                      kiedy ona ma szanse zmienic styl rozmowy i postepowanie ? jak myslisz ? jak nie
                      znajdze partnera do tych rozmow. oczywiste prawda? czyli powtarza sie moje
                      powiedzenie: CO JEST DOBRE DLA CIEBIE TO JEST DOBRE DLA NIEJ. ty jej nie
                      zmienisz ale mozesz zmienic swoje zachowanie wobec niej ktore moze miec(
                      a moze nie miec nie wiemy tego ) pozytywne skutki . pomysl ona dzwoni i
                      zaczyna swoje wciskanie nosa w nie swoje sprawy a co ty mowisz? przepraszam cie
                      mamo ale jestem zajeta musze odlozyc sluchawke. i grzecznie - do widzenia.
                      widzisz ona dzwonila 3 razy do ciebie bo ty 3 razy odbieralas telefon . co by
                      sie stalo jak bys nie odebrala? moze bys miala sokojna glowe prawda? nie
                      musialabys myslec nad tym co ona do ciebie powiedziala prawda? albo jaka jest
                      okrutna i cie niszczy prawda?
                      powiedzialas "Do momentu jak widzisz, że taka osoba niszczy Ci życie i nie chce
                      nic robic ze swoimi zaburzeniami". w zyciu jest tak ze nikt nas nie niszczy
                      tylko my pozwalamy ludziom sie niszczyc. do tanga trzeba zawsze dwojga. jezeli
                      ci sie wydaje ze to jest dziwne nie rozmawiac z mama lub nie odebrac telefonu
                      jak ona dzwoni to moze wychodzisz z tego stygmatycznego zalozenia ze rodzicow
                      trzeba szanowac . ale wiesz jakich rodzicow ? rodzicow ktorzy zasluzyli na
                      szacunek. a tacy ktorzy sa chorzy , lub znecaja sie nad nami to trzeba od nich
                      uciekac jak najdalej. ty ich nie wybieralas . ale teraz masz wybor i mozesz sie
                      chronic. i tylko od ciebie bedzie zalezec czy dasz sie zranic. czy ona cie
                      utrzymuje? czy daje cie jesc? czy daje ci wsparcie? chyba nie, wiec dlaczego
                      jej jeszcze sluchasz? dlaczego jej pozwalasz na oblewanie siebie pomyjami over
                      and over? twoja mama ma sadystyczne sklonnosci i niestety wychowuje masochistow
                      czyli to jest ta gra ktora ona gra z toba. jezeli nie bedziesz uczestniczyla w
                      tej grze to bedzie musiala grac w nia z kims innym.
                      to ze ma wspanialy image to jest naturalne dla manipulantek takich jak ona. dla
                      niej jest wazne abystworzyc taki obraz siebie zeby wszyscy uwierzyli jak ona
                      duzo dla ciebie robi i jak jest wspaniala. co sie stanie jak ty sie od niej
                      odwrocisz i twoj 17 brat ? moze ten obraz nie bedzie juz taki swietny?
                      jeszcze jedno- czy cie obchodzi to co ona wygaduje do ludzi czy wlasny spokoj?
                      we wlasnym domu? czy jestes w stanie stworzyc zupelnie inny system wsparcia
                      niezalezny od niej? kolezanki, rodzina meza itp? i dopuszczac ja tylko wtedy
                      kiedy sie zachowa dobrze a jak zle to byc szczera? przepraszam mamo ale bardzo
                      mnie zranilo to co powiedzialas .. mysle ze naleza mi sie przeprosiny.
                      jezeli zaczniesz od niej wymagac aby sie zachowywala z respektem do ciebie to
                      bedzie musiala albo ciebie straci. dignity - powtarzaj sobie szacunek,
                      szacunek . i wedlug tego dzialaj . wierz mi ze NIE czasem jest bardziej
                      efektywne niz- tak.
                      nie obawiaj sie powiedziec NIE i bronic siebie bo to jest twoj obowiazek byc
                      odpowiedzialnym wobec siebie. bo jak ty bedziesz zdrowa to rowniez twoja
                      rodzina. sciskam cie .
                      staram sie abys stworzyla zupelnie nowa postawe w stosunku do swojej mamay.
                      wyobraz sobie ze jest obca osoba i zstanow sie co bys powiedziala obcej
                      osobie. to ze jest twoja mama to nie daje jej zadnych szczegolnych wzgledow aby
                      byc dla ciebie okrutna- odwrotnie niech sie nauczy bo moze sie nauczyc byc
                      kochajaca i dobra. i to wszsytko mozesz jej powiedziec jak bedziesz gotowa.
                      • Gość: Ada Re: DO Zosi IP: 195.94.206.* 16.07.01, 17:17
                        Dzięki za mądre slowa. Myślę, ze jestem na dobrej drodze chociaz czeka mnie
                        jeszcze dużo wysiłków i lęku. Na całe szczęście mam wspaniałego męża, cudownego
                        synka, braci i nielicznych ale mądrych przyjaciół . Także myślę, że i tak
                        jestem w dobrej sytuacji. Tak napradę największą siłę muszę znaleźć w sobie i o
                        tym wiem. Staram się i czuję, że coraz lepiej mi to wychodzi.
                        Jeszcze raz dziękuję Ci za wspaniałe wypowiedzi i mam nadzieję, że się jeszcze
                        usłyszymy.
                        Pozdrawiam gorąco

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka