26.09.05, 22:01
tyle mam lat.mieszkam z rodzicami.częściej się nie dogadujemy,niż
dogadujemy.ale nie mam w sumie gdzie pójsc.nie chcę wynajmowac mieszkania czy
pokoju i siedziec tam sama,zresztą mam popieprzoną psychikę i jeśli za długo
siedziałabym tam sama,mogłoby to tylko pogorszy mój stan.znajomi rozjechali
się do różnych miejsc.nie mam więc znajomych na miejscu,nie będę nigdzie
wychodzic,zresztą i tak nie lubię.mam mnóstwo lęków,które utrudniają mi
normalne życie.mam pracę.i tak żyję - praca, dom.i internet.kiedyś żyłam
jakoś bardziej normalnie, nie wiem co się porobiło,że jest jak jest teraz.nie
widzę przed sobą nic pozytywnego.czasem są momenty gdy z czegoś się
cieszę,znalazłam sobie hobby - fotografia,ale już prawie nie wychodzę z domu
[ nie licząc pracy ], więc co mam fotografowac? generalnie rzecz biorąc mam
porąbane życie i nie wiem co dalej.czy jedynym ratunkiem dla mnie jest
psycholog,do czego stara się mnie przekonac przyjaciółka? [ przez
internet,tak na marginesie,bo mieszkamy daleko od siebie ].jakoś nie jestem
przeonana do psychologów, może się boję zmierzyc sama z sobą.jest dla mnie
jakaś nadzieja?
Obserwuj wątek
    • blue_a Re: 26 26.09.05, 22:28
      Pewnie. Nadzieja gaśnie ostatnia :)
      Przyznaję, że kiedyś tak miałam. Praca - dom - praca -

      Młodsza siostra mi zwróciła uwagę, że coś jest nie tak.

      Wiele się zmieniło, zauważyłam, że teraz to ona chciałaby żyć tak, jak ja
      (uffff :)

      Radzę zacząć stopniowo. I mocno wierzyć, że się uda.
      I uwierzyć też, że psycholog nie pogryzie ;) ale pozwoli wyjść Ci "na świat".
      Bo na razie sobie nie pozwalasz?

      Jeśli jeden Ci się nie spodoba, nie będzie Ci odpowiadał, szukaj następnego.

      Wierzę w Ciebie :)
      • rather.not.happy Re: 26 26.09.05, 22:52
        dzięki.jeszcze tylko ja muszę w siebie uwierzyc...
        • blue_a Re: 26 27.09.05, 19:44
          Ufność we własne możliwości rodzi się w działaniu. Najpierw udaje Ci się coś
          naprawdę niewielkiego, z czasem zaczynasz mierzyć wyżej. I udają Ci się kolejne
          zamierzenia, bo zaczynasz mieć wprawę. Jeśli się coś nie powiedzie, nie
          przejmujesz się zbytnio i mówisz sobie "ale próbowałam". Z akcentem
          na "próbowałam". I znowu idziesz. Jeśli odpoczywasz, to dlatego, że czas na
          odpczynek, nie jesteś zrezygnowana.
          • len_nad_leniami Re: 26 27.09.05, 19:54
            Ech... masakra, wspolczuje:/ Boze ja mam 20 lat i prawie nie wychodze z domu,
            nie mam z kim, nie mam gdzie. Majac 26 lat pewnie bede zamknieta w psychiatryku.
            • len_nad_leniami Re: 26 27.09.05, 19:55
              kurde znowu zlapalam leka:| ech do 26stki na sete nie dozyje, wiec nie mam sie
              co martwic.
              • hasanet Re: 26 27.09.05, 20:45
                Wybrańcy bogów umierają młodo. Cokolwiek by to nie znaczyło.
            • hasanet Re: 26 27.09.05, 20:45
              len_nad_leniami napisała:

              > mam 20 lat i prawie nie wychodze z domu,
              > nie mam z kim, nie mam gdzie. Majac 26 lat pewnie bede zamknieta w
              psychiatryku
              Gdyby psychiatryki miały pomieścić wszystkich samotników, ich sytuacja lokalowa
              byłaby gorsza niż w więzieniach.
              • len_nad_leniami Re: 26 27.09.05, 21:00
                ja nie chce byc samotnikiem, jestem samotnikiem z wyboru poniekad, ale juz nie
                chce nim byc.
                • rather.not.happy Re: 26 27.09.05, 21:46
                  ja mam zamiar życ bardzo długo. jednym z moich lęków jest strach [ totalny ]
                  przed śmiercią,więc nic sobie nie zrobie na pewno,nie chcę.chciałabym normalnie
                  życ,ale nie wiem jak się za to zabrac.dzien za dniem mija i wciaz jest tak
                  samo. beznadziejnie.pisze,ze chce zyc normalnie,ale w sumie to nawet nie wiem
                  jak mialoby to wygladac.tyle mam w sobie do naprawienia,ze chyba jest to
                  niewykonalne.
                  • len_nad_leniami Re: 26 27.09.05, 22:17
                    pomysl sobie, ze im pozniej zaczniesz zmieniac swoje zycie, tym bedzie Ci
                    trudniej, bo strach bedzie paralizujacy. masz prace, a to daje mozliwosci.
                    mozesz sie umowic z ludzmi, wsrod ktorych przebywasz na jakis wypad po pracy. u
                    was nie ma w zwyczaju czegos takiego? moze jest ktos na kim mozna oko zawiesic?
                    a poza tym zawsze mozesz zapisac sie na aerobik, kurs tanca, isc na basen czy
                    na lekcje jezyka. w tych miejscach jest przewaznie duzo ludzi, a to daje
                    mozliwosc zawarcia nowych znajomosci. a moze psycholog bylby dobrym
                    rozwiazaniem albo jakas grupa wsparcia, ktora nauczylaby Cie smialosci i
                    pewnosci siebie i latwosci wypowiadania wlasnego zdania, o ile masz z tym
                    jakies trudnosci.
                    • len_nad_leniami Re: 26 27.09.05, 22:18
                      wiem jak ciezko jest sie wziac w garsc, zwlaszcza, jak ma sie tyle planow i
                      brak mozliwosci ich zrealizowania, ale sprobuj, nic nie tracisz a mozesz duzo
                      zyskac.
            • blue_a Re: 26 27.09.05, 22:22
              A wieczorami? Gdy Cię nikt nie wiedz, nie mogłabyś wychodzić?
              O ile dobrze rozumiem słowo "nie wychodzić" ;)
              • blue_a Re: 26 27.09.05, 22:23
                Gdy Cię nikt nie widzi.
                (czarne klawiatury są dziwne...)
                • hasanet Re: 26 28.09.05, 02:12
                  Nie dla wszystkich są do przyjęcia. Trzeba mieć dobry wzrok.
              • rather.not.happy Re: 26 27.09.05, 23:28
                wlasnie problem w tym,ze ja nie lubie nigdzie chodzic,aerobik czy cos w tym
                rodzaju odpada,bo zrobilam sie jakas dzika i unikam ludzi...to jest dziwne,bo w
                pracy mam kontakt z roznymi osobami,czesto tych ludzi nie znam i jakos
                normalnie sie zachowuje i czuje,ale po pracy jakby wszystko gdzies znika i
                pojawia sie niepewnosc.to jest najglupsza "przypadlosc"z mozliwych-gdy
                powiedzmy ide gdzies,a ktos jest za mna i zaczyna sie smiac,ja jestem
                przekonana,ze ze mnie :(.w tym wieku takie chore sprawy?
                • blue_a Re: 26 27.09.05, 23:49
                  Urojenia paranoiczne? Bo przecież tak naprawdę nikt się z Ciebie nie śmieje...
                  A znajomych masz?

                  Wiesz? Dziś byłam u ludzi, których nie widziałam z 10 lat pewnie. Usłyszałam,
                  że nie wiedzieli, że jestem taka...fajna (no bo ja kiedyś ciągle się w swoim
                  pokoju chowałam...gdy oni przychodzili)

                  Co chcę przez to powiedzieć? Że zmiany są możliwe. Powoli, ale możliwe. To jak?
                  Spróbujesz na zewnątrz poszukać pomocy?
                  • rather.not.happy Re: 26 28.09.05, 15:47
                    blue_a,dzięki za wpisy.myślę,że nie mam urojeń,tylko mam kompleksy.
                    mam znajomych,na szczęście mam sprawdzonych znajomych,tyle,że tylko jedna
                    najbliższa mi osoba wie o moich problemach,przed resztą ukrywam,bo tylko by się
                    zdziwili,a pewnie nic by mi to nie dało,jakby wiedzieli.muszę chyba się jednak
                    zgłosić do psychologa,chociaż,żeby się przekonać,czy cos to da.tyle,że nie
                    wiem,czy będę się umiała otworzyć przed obcą osobą,twarzą w twarz.
    • rather.not.happy Re: 26 28.09.05, 16:03
      wszystkim dzieki za wpisy.
      chcialabym, proszę,żeby ktoś napisał,jak po wizytach u psychologa zmienilo się
      jego życie.czy ma sens podejmowanie terapii w sytuacji,gdy ktos zyje na
      zasadzie "dom-praca,praca-dom" i powoli zamyka sie we wlasnym swiecie? nie wiem
      czy leczenie w takich warunkach ma sens.
      • malarawka Re: 26 29.09.05, 17:13
        Hej ,wiesz..Nie chce cie jeszcze bardzij dołowac,ale przede wszytkim to ty
        musisz cos na poczatek sama ze soboa zrobic.Pocieszze cie ze ja jestem w takim
        samym stanie ,no moze jestem troche mlodsza(studiuje).Przez 2 ,5 miesiaca prawie
        nie wyszlam z domu...Wime ,ze to nie jest normalne,ale jakos tak...nie wiem ,po
        porstu totalna olewka na wszytko a najbardzij olewaka na siebie sama!!Bylam
        kilka razy u psychologa i psychiatry...szczerze mowaic za duzo mi to nie
        pomogło...bO tak naprawde chyba tego nie chcialam jakos i tak bylo nadal mi
        wszystko obojetne.Ale tu wina lezy tylko po mojej stronie!!!! musze tez cos z
        soaba zrobic, wiem o tym.Bedzie dobrze, moze kiedys i ze mna... pozdrawiam
        • rather.not.happy Re: 26 29.09.05, 18:23
          malarawka,dzieki.ja zaczynam watpic,ze u mnie sie cos zmieni,bo ja chyba tego
          po prostu nie chce,dlatego nic ze soba nie robie.ale tobie zycze, zebys
          znalazla checi do wjscia z dolka,pozdrawiam!
          • blue_a dwa i pół miesiąca bez wychodzenia? 29.09.05, 20:59
            Dłuugo...

            Zaliczyłam 14 dni bez wychodzenia. Dziś wiem, że to było bez sensu. Męczyłam
            się. Życie to jednak ruch, jeśli znieruchomienie, to na chwilę. Poza domem są
            ludzie. Nie ci netowi, bez twarzy, ale ludzie ciepli, "żywi", których można
            dotknąć, pogadać z nimi.

            Co zyskałam po terapii? Dziś po lektoracie z ang. usłyszałam "jesteś bardzo
            otwartą osobą". Kurde, to o mnie? Juhu!!!
            Po terapii lęk przed życiem jest mniejszy itd.

            Jestem z Wami.

            • rather.not.happy Re: dwa i pół miesiąca bez wychodzenia? 29.09.05, 22:40
              ja nie mam zaufania do ludzi,mam na mysli tych, ktorych nie znam.
              mam problemy z nawiazywaniem nowych znajomosci, nawet tutaj, gdzie wydawalo mi
              się,że wchodzę w środowisko podobnych do mnie ludzi.ale jestem inna, bo jak
              widze,wy cos ze soba robicie,probujecie z tego wyjsc, a ja jestem popieprzona w
              h...
              dzieki,blue_a.
              • blue_a głupoty opowiadasz ;) 30.09.05, 08:43
                zapytaj nas, jak długo zmagaliśmy się z tym, aby pójść do lekarza

                mówi ciocia blu ;) ja w Twoim wieku :)) to byłam mocno-mocno popieprzona (mam
                trochę więcej niż Ty)

                wniosek: Z CZASEM BĘDZIE LEPIEJ.


                Trzymaj się, chyba muszę lecieć do pracy :)
                Wyjdź dziś z domu, choć na troszeczkę. Tylko kurde zimno jak w psiarni :)

                • rather.not.happy Re: głupoty opowiadasz ;) 30.09.05, 13:03
                  przez tą pogodę pewnie nie będzie mi się chciało dzis wychodzic.
                  ale dzięki ci, blue_a, duzy usmiech dla ciebie :)
                  pozdrawiam.
                  • malarawka Re: do 26 30.09.05, 15:33
                    co tam slychac u Ciebie??

                    U mnie chyba jest tak samo i jeszcze ta pogoda..o Boże...Dobrze ze ja w
                    niedziele jadę bo chyba bym dostała rzeczewiscie fioła,siedząc tylko w domu.Bede
                    musiała przynajmniej wstawać...Bo tak jak teraz zyje ,to naprawde przebija
                    wszysko normalnie nic poza spadniem nie jestem w stanie robić.3maj sie cieplo
                    ,pozdrawiam
                    • rather.not.happy malarawka 30.09.05, 18:29

                      dzieki,ze sie do mnie odzywasz.u mnie bez zmian, pewnie dlugo tak jeszcze
                      bedzie.pogoda na razie jest bez wplywu na moje samopoczucie, ale u mnie
                      wszystko dzieje sie niespodziewanie.nigdy nie wiem,kiedy zaczne wpadac w
                      jeszcze gorszy dolek.oczywiscie bede dzis siedziec w domu,chociaz moglabym nie
                      siedziec...wczoraj znajomy zapraszal mnie,chcial,zebym dzis do niego
                      wpadla,napisalam do niego,ze nie moge... nie wiem czemu ja to robie,czemu sobie
                      to robie.
                      trzymaj sie, malarawka. tez pozdrawiam!
                      • mskaiq Re: malarawka 01.10.05, 01:02
                        To zdarza sie czesto, cos jest w nas co zatrzymuje, jest wbrew rozsadkowi, nie
                        pozwala wyjsc, propaguje negatywizm i dzialanie przeciwko sobie.
                        Za kazdym razem musialem pokonywac to cos. Nauczylem sie to pokonywac, wiem ze
                        na kazda moje dzialanie dysktowane rozsadkiem bedzie probowalo przekonac ze nie
                        powinienem tego zrobic. Pojawi sie nagle zmeczenie, zniechecenie, zlosc, cos
                        innego, itp. Znam to i nie pozwalam wiecej dyktowac sobie dzialan skierowanych
                        przeciwko mnie.
                        To cos jest coraz slabsze, ja za to staje sie coraz mocniejszy, to cos trzeba
                        przelamywac aby moc cieszyc sie zyciem. To cos, czesto nazywane nasza ciemna
                        strona, probuje przekonac ze nie istnieje sens, ze rozwiazaniem jest
                        unicestwienie.
                        Serdeczne pozdrowienia.
    • marla.singer Re: 26 02.10.05, 16:33
      wszyscy piszecie: idz do psychologa, psycholog ci pomoze. a ja mam takie
      pytanie: czy jest mozliwe wyjscie z depresji bez psychologa i bez lekow?
      bardziej sie boje psychologa. psychomanipulacji z jego strony. nie wierze, ze
      moze pomoc.
      • hasanet Re: 26 03.10.05, 00:15
        marla.singer napisała:

        > wszyscy piszecie: idz do psychologa, psycholog ci pomoze. a ja mam takie
        > pytanie: czy jest mozliwe wyjscie z depresji bez psychologa i bez lekow?
        Nie.
        > bardziej sie boje psychologa. psychomanipulacji z jego strony. nie wierze, ze
        > moze pomoc.
        Pokaże Ci kierunek, ale Ty sama musisz odwalić robotę. Czasem znacznie
        pomoże.Jest jeden konieczny warunek: Wierzę, że wiesz, co robisz, Panie.. Jakoś
        przeszło.. Uff..
        • marla.singer Re: 26 03.10.05, 06:55
          hasanet napisała:
          > Pokaże Ci kierunek, ale Ty sama musisz odwalić robotę. Czasem znacznie
          > pomoże.Jest jeden konieczny warunek: Wierzę, że wiesz, co robisz, Panie.. Jakoś
          >
          > przeszło.. Uff..

          skoro sama musze odwalic robote to po co mi psycholog? sama wiem co jest zle i
          co trzeba zmienic. nie chce mi sie wierzyc, ze grzebanie w przeszlosci ma sens.
          nie widze sensu opowiadania obcej osobie o swoich problemach skoro bliskim nie
          potrafie.
          a jak ci sie udalo zaufac? otworzyc? ta po prostu poszlas i zaczelas mowic?
      • hasanet Re: 26 03.10.05, 06:01
        Też niezły nick: konarmia, step, snajperki, politruk.
        Granada, Granada maja!
        No passaran!
        Komu bije dzwon?
        Co do tego ma Brando?
        Gdzie ja zawędrowałam? Myśli pędzą. Dokąd? Nie wiem.
        Do Częstochowy.. Przecież to słychać w rytmie podkutych butów.
        • marla.singer Re: 26 03.10.05, 06:56
          hasanet napisała:

          > Też niezły nick: konarmia, step, snajperki, politruk.
          > Granada, Granada maja!
          > No passaran!
          > Komu bije dzwon?
          > Co do tego ma Brando?
          > Gdzie ja zawędrowałam? Myśli pędzą. Dokąd? Nie wiem.
          > Do Częstochowy.. Przecież to słychać w rytmie podkutych butów.


          nie rozumiem :|
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka