borysgierlinski
16.11.05, 17:51
...ale nie moge sie zabrac do niczego. Juz sie ucieszylem, ze jest lepiej,
cos zaczynalem robic. A tu znowu, moj "tygrys". Nie wiem jak to przelamac.
Czekam jak przejdzie, a w tym czasie nie moge nic.
Straszne to, boje sie, ze ktorys taki raz mnie zalatwi:(
I najgorsze to udawanie. No mam "komfort", nie ma wielu ludzi wokol mnie, ale
trzeba czasem wyjsc i wtedy jest niefajnie.
Zawsze sie balem samotnosci i braku pieniedzy - mam jedno i drugie...
Troche mi tu glupio pisac o takich sprawach. Tyle smutnych ludzi tu pisze...
Chcialbym pomoc, nie moge(staram sie).
A moje problemy wydaja sie takie "normalne".
Słysze - nie masz kasy, idz do pracy
- nie masz przyjaciół, idz do terapeuty
A ja bym chcial zyc z tych moich rzeźbek, obrazkow...
I chcialbym miec przyjacioł, takich do pogadania, pomarudzenia...Takich co w
trudnej chwili nie powiedza - narazie...
Naiwnosc prawda?
Moze przesadzam...
Smuci mnie ilu jest samotnych ludzi, bez sensu w zyciu.Chcialbym moc
powiedziec - wytrzymajcie, tez tak mialem i sie udalo.-
Ale mam coraz mniej siły.
I jeszcze ta pogoda...
Kiedys czytalem w... chyba scenariuszu do Dekalogu:
"...czulem sie tak, jakby ktos umyslnie obrzydzal mi swiat
tak aby mi go nie bylo zal..."
I tak sie czuje, niestety.
A i co tu robic?
Terapia odpada!! juz z gory pisze...:)
Pozdrawiam