Dodaj do ulubionych

samotność.....

27.11.05, 13:00
Samotnośc to strach, cierpienie, to milczenie, płacz w poduszkęi bicie głową
w ścianę. To szydercze spojrzenia zamężnych przyjaciółek, natrętne pytania
znajomych "czy juz sobie kogoś znalazłaś?". Ale to takze wolny wybór
mozliwość życia na własna rękę, bez oglądania się na nikogo i na nic, to
świadomość, że wszystko, co sie robi jest własna zasługa, to bycie od
początku do końca samodzielna i samowystarczalną. Twardą poprostu.
Co gorsze? Amoze co lepsze? Jak osłodzic samotność, jak ją pokonać, jak sobie
z nią poradzić? A może wcale nie trzeba? Moze to stan, w którym szczęście nie
jest niemożliwe?
ciekawi mnie co Wy myślicie o samotności.......
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: samotność..... 27.11.05, 13:26
      Mysle ze samotnosc jest strachem przed ludzmi. Zastanawiasz sie nad pozytywami
      samotnosci, nie ma takich, samotnosc prowadzi do depresji.
      Nie ma sily w samotnosci, zwykle samotnosc zadaje pytanie po co wlasciwie
      istniejemy. Nastepny krok to mysli samobojcze.
      Piszesz ze samotnosc prowadzi do zycia na wlasna reke, zwykle tak nie jest,
      samotnosc prowadzi do zaprzeczenia zyciu.
      Mozna zyc na wlasna reke majac wielu znajomych i przyjaciol, ludzie nie
      ograniczaja tego co zamierzam robic, czy mowic.
      Zwykle samotnosc oznacza wiele problemow ze soba, brak akceptacji ludzi oznacza
      brak akceptacji siebie.
      Od ludzi mozesz uciec i przez chwile mozna wierzyc ze problem zostal rozwiazany
      ale od nas samych nie mozna uciec.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • tristezza Re: samotność..... 27.11.05, 13:53
        _Dobre zycie w pojedynke_ Stephena Johnsona polecam (wyd.Santorski i s-ka)

        pozdrawiam
        t.
        • blue_a hm, czytałam 27.11.05, 14:34
          nie masz wrażenia, że ta książka jednak napisana dla amerykańskiego czytelnika?
          i raczej dla mężczyzny niż dla kobiety?

          sporo tam technicznych wskazówek, jak sobie radzić z utrzymaniem porządku w
          kawalerskim gospodarstwie i jak zapewnić sobie życie prywatno - seksualne...

          na pewno książka, która pozwala się uporać z żalem po rozwodzie

          (kupiłam tę książkę, gdy miałam chyba 17 lat, nie wiedziałam, co w środku)
          <śmiech>
          • tristezza Re: hm, czytałam 27.11.05, 15:03
            o kurcze, ale wpadka:)

            Stephen Johnson to bardzo madry facet. czesto siegam do jego dwoch
            ksiazek:_Humanizowanie narcystycznego stylu_ i _Przemiana charakterologiczna-
            cud ciezkiej pracy_. sa to podreczniki dla psychoterapeutow. zeby byla jasnosc-
            ja psychoterapeuta nie jestem.

            _Dobre zycie..._ lezy u mnie na polce, bo Santorski wysylal wszystko jak leci.
            niestety nie zyje w pojedynke wiec do ksiazki nie zagladalam. myslalam,ze moge
            polecic w ciemno...
            skoro jest tak jak piszesz, to cofam rekomendacje
            pozdrawiam
            t.
            • blue_a nie cofaj :) 27.11.05, 15:12
              to nie jest zła ksiązka, może być przydatna, ale warto zdawać sobie sprawę z
              tkwiących w niej ograniczeniach

              na pewno przyda się osobom, które są w przededniu (jak to się pisze?) rozwodu
      • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 14:12
        mskaiq napisał:

        > Od ludzi mozesz uciec i przez chwile mozna wierzyc ze problem zostal
        rozwiazany
        > ale od nas samych nie mozna uciec.
        To, co zwą samotnością, jest byciem ze sobą sam na sam, a więc w całkiem
        niezłym towarzystwie. Samotność nie jest norą ani bunkrem, lecz domem,
        naturalnym schronieniem. Można wyjść lub kogoś do wnętrza zaprosić, lecz dla
        ucieczki nie widzę żadnego racjonalnego uzasadnienia.
        • blue_a aha... tak 27.11.05, 14:37
          nawet życie z kimś nie chroni przecież przed samotnością w wymiare
          egzystencjalnym (wybaczcie patos), ta druga osoba nigdy do końca nie pojmie, o
          co nam chodzi, może najwyżej się do zrozumienia zbliżać

          • hasanet Re: aha... tak 27.11.05, 16:10
            Samotni nie tylko tworzą tłum, lecz także rodzinę, a nawet twarzą w twarz a
            jakże daleko.
            • martyna2525 Re: aha... tak 28.11.05, 13:14
              Samotność w rodzinie między bliskimi to musi boleć.Podoba mi sie tekst piosenki
              Rynkowskiego:
              " Powiedz mi,
              dlaczego z naszych domów wieje chłód?
              W dotyku klamek mieszka tylko lód?
              A ludzi bliskiech zamiast czułych słów
              Łączy tylko ...ten sam klucz.
              ...........
              Sycimy sie miłścią, która cudza jest,
              Grzejemy się w jej blasku, a ogniach obcych świec,
              A nam przez gardło w domu nie chcą przejść
              Zwykłe slowa: Kocham Cię"

              Czyli rodzina a jednak chyba nie rodzina :(

              • maciek_n1 Re: aha... tak 28.11.05, 13:23
                martyna2525 napisała:

                > A nam przez gardło w domu nie chcą przejść
                > Zwykłe slowa: Kocham Cię"
                Pewnie dlatego, że to kłamstwo.
                > Czyli rodzina a jednak chyba nie rodzina :(
                Na pewno nie.
                M.
                >
                • martyna2525 Re: aha... tak 28.11.05, 13:34
                  A da się obudzic w kimś uczucia ?( chodzi mi o rodzinę), Spawic by się wreszcie
                  obudzili? By dostrzegli to co chyba każdy widzi na swój sposób?


                  Zresztą chyba to już nie ma sensu - kiedyś tak dzisiaj już nie.
    • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 14:16
      Witaj.
      Mysle sobie na wlasny uzytek, ze najlepsza rzecza, jaka mozna zrobic z samotnoscia to
      zakumplowac sie z nia. Odrzucic pozory, falszywe tropy. Stanac samemu ze soba i miec przez
      jakis czas gdzies caly swiat. Mozna sobie wtedy dobrze popatrzec na siebie samego/sama, cos
      niecos o sobie dowiedziec.
      Moze bezwarunkowe pogodzenie sie z zamotnoscia jest pierwszym krokiem do wyjscia z niej?
      • martyna2525 Re: samotność..... 27.11.05, 14:26
        A jak komuś jest dobrze za murem , zdala od innych? jak świadomie nie chce
        wpuścić innych?
        • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 14:30
          Jest w tym pewien komfort, jesli dokonac takiego wyboru z wlasnej woli. Ale nie wiem, na jak
          dlugo go wystarcza.
          • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:16
            Wydaje mi się, że nie da się precyzyjnie odpowiedzieć, zależy od predyspozycji,
            nawet pewnej wprawy. Jak większość życiowych wyborów i ten weryfikuje czas.
            • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 16:21
              Proba rozpaczy twarza w twarz ze soba pomaga radzic sobie z tym, co czas przyniesie. Z
              akcentem na niczym nie lagodzona rozpacz.
              • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:30
                Nie wsiądziesz do pociągu, na ktory się spóźniłeś. Nie masz kasy na kolejny
                bilet. To są fakty. Nie widzę miejsca dla rozpaczy.
                • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 16:35
                  Raz dobrze przezyta daje ogromna sile. Unikasz zbednych pytan, idziesz do lekarza lub nie. Z
                  czasem wychodzisz z kazdej jamy, bo juz tam bylas/byles. Znasz droge.
                  • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 20:27
                    Na sobie mogę polegać. Wędrować przetartym szlakiem faktycznie nie jest
                    nadmiernie trudne. Ale nieznanym, to jest dopiero wyzwanie. Stać mnie na to,
                    żeby je podjąc, jestem przecież twardzielką. Za którąś z gór czeka na mnie
                    ostatnie odkrycie, więc nie ma miejsca na strach.
                    • cyria Re: samotność..... 28.11.05, 02:03
                      hasanet napisała:
                      Za którąś z gór czeka na mnie
                      > ostatnie odkrycie, więc nie ma miejsca na strach.

                      Akurat Tego własnie bym sie obawiała.
                      • hasanet Re: samotność..... 28.11.05, 07:01
                        Wszystko to fraszka...
                      • hasanet Re: samotność..... 28.11.05, 07:07
                        cyria napisała:

                        > Akurat Tego właśnie bym sie obawiała.
                        Ciekawość poznawcza przełamuje strach. Szukanie odpowiedzi na pytanie: co..co
                        jest za tą górą?... jest źródłem postępu. Poszukiwacze wyszli z plemiennej
                        wioski, opłynęli świat.
        • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:12
          Jego prawo, jego wybór.
      • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:11
        Mówisz o kwarantanie, mądrze.
    • anatemka Re: samotność..... 27.11.05, 14:25
      zawsze chciałam być samotna=niezależna, sama, z pracą i mieszkaniem. Tak więc
      ja Ci tej samotności trochę zazdroszczę.
      • martyna2525 Re: samotność..... 27.11.05, 14:45
        Ja potrzebuje ludzi wokół- nie wiem dlaczego , ale wiem juz że ich potrzebuję.
        Nie wiem czy potrafilabym życ bez nich, ale samotnym wśród ludzi- to nie jest
        chyba do przeskoczenia.
        • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 15:35
          Chyba da sie przeskoczyc, gdy sama ze soba nie jestes samotna i dasz rade ze soba sie
          dogadac. To moze byc pierwszy krok na zewnatrz. Inni tkwia w czyms podobnym. Pomysl, ze
          czasem nawet nie widza swojej samotnosci.
          • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:18
            slepowron4 napisał:

            > Inni tkwia w czyms podobnym. Po
            > mysl, ze
            > czasem nawet nie widza swojej samotnosci.
            Szczególnie ci, dla których jest to naturalny sposób na życie wyniesiony z
            rodzinnego domu.
    • another_story Re: samotność..... 27.11.05, 15:08
      Ja jestem pewna, że zawsze zostanę sama - ta świadomość chroni mnie
      przynajmniej przed złudzeniami. Fakty bolą z różnym natężeniem: czasami z żalu
      gryzę w nocy poduszki, czasem z kolei pocieszam się pozytywnymi sprawami, które
      mogą mnie jeszcze czekać w moim życiu singla. Ale wraz z upływem lat (jak to
      melancholijnie zabrzmiało ;)) coraz trudniej mi patrzeć na pary ściskające się
      po kątach.
      • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 16:16
        Ze chroni Cie przed zludzeniami, to calkiem sporo. Przy okazji wyprowadzi chyba w pelne,
        swiadome zycie.
        • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:20
          slepowron4 napisał:

          > Ze chroni Cie przed zludzeniami, to calkiem sporo.
          Samotność nie może być bunkrem. Bliskość pomiędzy ludźmi się zdarza. Nie wolno
          z góry czynić założenia, że to tylko ułuda.
          • slepowron4 Re: samotność..... 27.11.05, 16:23
            Chodzi mniej o twarde zalozenie, bardziej o zmysl krytyczny.
            • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:32
              Prawda. Dobrze, że czyta to Carla.
    • carlabruni Re: samotność..... 27.11.05, 15:17
      sama nie wiem co o tym myśleć. czasem mi dobrze sej, a czasem nie. wiem jednak,
      że nadszedł już moment w którym chciałabym mieć kogoś,ale się boję.już tyle
      razy sie zawiodłam. pozdrawiam.
      • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:21
        Jak Cię znam, uważaj.
    • martyna2525 Re: samotność..... 27.11.05, 15:50
      Cholernie ciężko to wszystko zrozumieć, niby mam obok ludzi , a czuje że nie
      zawsze mnie rozumieją , sama też nie bardzo siebie rozumiem.
      Ale chyba tak już musi być...
      • hasanet Re: samotność..... 27.11.05, 16:26
        martyna2525 napisała:

        > Cholernie ciężko to wszystko zrozumieć, niby mam obok ludzi , a czuje że nie
        > zawsze mnie rozumieją ,
        Jak często, to już jest dobrze. A jak w ogole chcą, to jeszcze lepiej. Potem
        małymi krokami i nic na siłę.
        > sama też nie bardzo siebie rozumiem.
        Od tego zacznij. To klucz do wszystkich drzwi.
        > Ale chyba tak już musi być...
        Wierzysz w siły nadprzyrodzone, wyroki ślepego losu?
        Próbuj coś zmienić. Jeśli się uda choć trochę, to już będzie dobrze. Potem
        pójdziesz dalej lub uznasz, że osiągnięty stan satysfakcjonuje Cię
        wystarczająco.
    • mskaiq Re: samotność..... 27.11.05, 16:41
      Hasanet napisała:

      >To, co zwą samotnością, jest byciem ze sobą sam na sam, a więc w całkiem
      >niezłym towarzystwie. Samotność nie jest norą ani bunkrem, lecz domem,
      >naturalnym schronieniem. Można wyjść lub kogoś do wnętrza zaprosić, lecz dla
      >ucieczki nie widzę żadnego racjonalnego uzasadnienia.

      To prawda ze samotnosc jest byciem ze soba sam na sam. Kiedy ten pobyt ze soba
      przynosi radosc, wtedy nie ma samotnosci bo wtedy jestes otwarta na innych
      ludzi tak samo jak na Siebie.
      Kiedy zaczynaja sie problemy ze soba, kiedy nie akceptujemy siebie wtedy nie
      akceptujemy innych. To wtedy jestesmy samotni, wlasne towarzystwo nie cieszy,
      nie mozna go zniesc.
      Tu na tym forum pisalo o tym wiele osob. Pisaly o ucieczce przed soba w sen, o
      nienawisci do siebie czy o braku rozumienia siebie.
      Serdeczne pozdrowienia.



    • kofeinanikotyna85 Re: samotność..... 27.11.05, 19:42
      Jakoś powoli uczę się radzić sobie z samotnością.Może tokwestia wyrobienia,lub
      przyzwyczajenia.
      Gdybyś chciała popisać na temat "samotności",napisz do mnie na e-mail.
      Pozdrawiam.
      • martyna2525 Re: samotność..... 28.11.05, 13:57
        Samotność na pustkowiu różni się od tej w tłumie tylko ciszą....
    • lesnyczlowiek Re: samotność..... 30.11.05, 01:19
      mysle ze jest wszystkim tym co opisalas.Ale jak sobie z nia radzic...nie mam
      pojecia.Nie radze sobie,moze to jest sposob?Bierny opor?
      Czasem umieram z samotnosci,a czasem mysle ze to calkiem mile,o wiele
      latwiejsze od bycia z kims...
      No i patent oklepany na maksa - czekam na swoja jedyna, cudowna milosc.. ktora
      zagoi wszystkie rany...
      Ciekawe czy szanse sa wieksze niz trafic 6 w totka?
      Chyba tak,przeciez na statystycznego faceta przypadaja 4 kobiety;)
      Wiec ta moja Arwena,juz czeka..:)
      No co,pytasz jak sobie radze,to pisze...:)
      A ze to naiwne...
      Pozdrawiam...
      I sie nie boj,nie jestes sama,jestes w towazystwie inteligetnego,wyrozumialego
      czlowieka,towazyszy Ci wszedzie... znacie sie od dziecka - to Ty :)
      Kozystaj i poznawaj siebie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka