04.12.05, 21:43
Witam
Zajrzałam na to forum bo po prostu potrzebuje się wygadać... potrzebuję
wsparcia... a na około nikogo...
Było juz ok- skończyłam studia i poszłam do pracy... wszystko jakoś szło
W domu sie w miare układało... niestety po powrocie z pięcioletnich dziennych
okazało się, że zostałam kompletnie sama... w tej chwili nie ma przy mnie
nikogo... żadnych znajomych... żadnego chłopaka... nic
Wcześniej jak miałam stany depresyjne był ktoś przy mnie... ktoś kto chociaż
wysłuchał... w sumie mam rodziców ale oni maja swoje problemy... nie chcę ich
martwić...
Trochę już w życiu przeszłam... przetoczyłam się przez różnego rodzaju środki
odurzające, spore ilości alkoholu i nie tych mężczyzn... zawsze czułam, że
coś ze mną nie tak... wiedziałam że świruje... jednak cały zas miałam jakąś
świadomość, że to nie ta prawdziwa JA... Zawsze po każdej imprezie, każdym
wyskoku czułam się strasznie... często nawet po rozmowie z kimś kiedy
traciłam panowanie nad sobą i mówiłam właściwie wszystko bez zachamowań
również wpadałam w depresję i potrafiłam sobie to później wypomonać przez
lata... zresztą tak jest do dzisiaj... Stopniowo wyeliminowałam z mojego
życia narkotyki, papierosy... został alkochol a z nim ciągle sporadycznie
faceci... gdzie po każdym spżyciu na drugi dzień koszmar... doskonale
wiedziałam, że alkohol mi nie służy, że nie mogę pić... przestawałam...
oczywiście do czasu i kiedy znowu sięgnęłam traciłam całkowicie kontrolę nad
sobą... mało tego że wtedy piłam na umór to zawsze przy okazji zrobie z
siebie idiotkę... świruje i ludzie to widzą Nikt nigdy nie okazuje wtedy
zrozumienia.. nie zastanawia się dlaczego... jest wtedy tylko ich śmiech ich
pogarda... Ja ciągle chcę się poprawić i ciągle powtarzam te same błędy... Ta
kontrola niesie ze sobą samotność... co jak się okazało że nie jest chyba
dobrym wyjściem bo jak wyjeżzam na weekendy na studia czuję taka potrzebe
mówienia, że powiedziałabym wszystko wszystkim bylebym tylko mogła mówic o
sobie a potem żałuje bo mówie to bylekomu i przewaznie efekt jest
przeciwny... znowu przez to deprecha... Faceci kiedy się nie pilnuje maja
mnie za idiokę... przez to co mówie... jaka jestem Dlatego ich też unikam...
potem gdy się napije i zapomne to przygarniam sobie kogos... przestaje to
tłumić i wtedy ja chce się przytulic a oni chca seksu... i znowu konflikt...
na szczeście dzis potrafie odmówić ale i tak potem czuje się parszywie, Ci
niezaspokojeni panowie zawsze maja mnie po tej przeprawie serdecznie dosyć a
mnie nie wiem dlaczego boli ich opinia... nie potrafie tego olać Często nawet
mysle wtedy o samobójstwie... Pewnie teraz jak to czytasz stwierdzasz że to
nie sa problemy... i ja tak uważam... sama wielokrotnie jak sie nad tym
zastanawiam tez nie rozumiem swoich reakcji... ale nie potrafie sobie z tym
poradzić Poważnie zastanawiam się nad psychologiem. Jestem atrakcyjna i sama
rzez to jaka jestem... dzisiaj tyle mi sie już samej udało Czasami mam nawet
wrażenie że to wkoncu przeszłość a potem znowu... Wczoraj właśnie na zjeździe
znowu pokazałam na co mnie stać mimo że ponad 4 miechy było wporządku... i
znowu nie chce mi się żyć... każdy dzien to walka a ja znowu przegrałam...
Jak długo jeszcze będe tak wszystko przeżywać... znowu utraciłam sens
życia... Chciałabym się z kimś związać kto by zrozumiał ale dopiero po tym
jak sama sobie z tym poradzę... nie chciałabym nikogo sobą obarczać...
chciałabym zdrowy normalny związek a z drugiej strony tak mi ciężko samej...
nie wiem co gorsze... i nie wiem czy potrafiłabym sie do tego wszystkiego
przyznac... zawsze jak kogoś poznaje staram się to ukryć a to oczywiście i
tak wychodzi... no i wiadomo co dalej... nic...
Obserwuj wątek
    • beno_2 Re: Bezradna 04.12.05, 22:10
      Niedawno się zastanawiałam, czy są ludzie stworzeni do życia w pojedynkę.
      Uważam, że tak. Rozpoznaję ten zyndrom u siebie. Godzę się z tym. Ba..sądzę, że
      to dla mnie najlepsze, bo to moja właściwa natura. Może też jesteś posiadaczką
      genu singlowania?
      • pomocnick Re: Bezradna 04.12.05, 22:14
        Krótki dowcip :

        Dlaczego beno_2 i hasanet wpisują się o tych samych porach?

        Bo nieszczęścia chodzą parami hehehehehe
      • diolka Re: Bezradna 05.12.05, 12:44
        Hej
        Dzieki za odpowiedź... Wiesz... jeszcze niedawno też tak myślałam, że będe sama
        i bedzie ok.
        I bylo dobrze... studia dzienne... życie towarzyskie, masa ludzi na okolo...
        Teraz to się skończylo, wróciłam do mniejszego miasta, zaczęłam pracę i to
        wszystko. Znajomi gdzieś daleko zajęci swoimi sprawami... nikogo bliskiego nie
        ma... no i rozglądam się a tu same pary... gdzies tam już tworza się rodziny...
        życie na około płynie innym torem niż mój... poszłam dalej na studia
        podyplomowe a na tych zjazdach to juz nie to... widzisz obcych ludzi dwa
        weekendy w miesiacu... i po prostu brakuje czegoś niezastąpionego... Piszesz
        o "genie singlowania"... na czym on polega? Ty nie czujesz tej pustki?
    • fusigi Re: Bezradna 05.12.05, 00:27
      Witaj diolka :)
      Wiesz, jak Cie czytam to w duzej mierze jakbym slyszala siebie sama. Mowisz ze
      powaznie zastanawiasz sie nad psychologiem. Zycze zebys dojrzala do tego by
      szukac fachowej pomocy. Ja chodze do psych. od ponad miesiaca, jak nie moglam
      juz wytrzymac siegnelam po telefon, zadzwonilam i umowilam sie (a telefon do
      pani doktor mialam od dawna). Depresje, stany depresyjne czy jak to inaczej
      nazwiesz mam od tamtej jesieni conajmniej. Teraz jest duzo gorzej wiec
      postanowilam sie leczyc, bo sie przestraszylam ze bedzie ze mna jeszcze gorzej.
      Moze trudno komus takiemu jak ja czy Ty zrobic cos dla siebie dobrego, ale
      sprobuj. Przyjdzie taki dzien ze zaczniesz szukac kogos, chwycisz za sluchawke
      i umowisz sie na spotkanie ktore moze zapoczatkowac odmiane w Twoim zyciu!!
      Nikt inny za Ciebie tego nie zrobi.
      Pozdrawiam, fusigi
      • diolka Re: Bezradna 05.12.05, 12:49
        Cześć
        Dzieki za odp:)
        Myśle że to wymaga dużej odwagi żeby w końcu chwycić za tą słuchawkę... ja cały
        czas myślę o tym i odwlekam... kiedy mam chwile że depresja przechodzi coś
        jakbym miala nadzieje, że może sobie poradzę... moze się mylę... może jest
        wszystko ok... może już wiecej tego nie będzie... Masz rację... nikt inny tego
        nie zrobi... A u Ciebie wizyty pomagają? Pozdrawiam:)
        • fusigi Re: Bezradna 05.12.05, 23:50
          Ja tez mialam nadzieje ze przejdzie, ale to sie nasililo. Wlasnie dzis bylam u
          terapeutki, stwierdzila (uprzedzajac moja chec rozmowy o tym) ze potrzebne sa
          leki. Dala numer do psychiatry, bo ona sama nie moze wypisywac recept. I znowu
          musialam zadzwonic, a uwierz bardzo nie lubie telefonowac! Po paru dnaich zlych
          mialam lepszy wieczor, to sie umowilam. Ide za dwa dni po recepte. Terapeutka
          sugerowala Effectin (nie wiem czy dobrze pisze). Boje sie brac, ale jak ja i
          ona nie widzimy innego wyjscia, to trzeba zaryzykowac, zeby bylo lepiej. Pani
          doktor stwierdzila w moim przypadku ze terapia nie bedzie przynosila dobrych
          efektow, bo w takim stanie nie slucham jej (jestem po 6 wizycie). Wiesz co mi
          daje ze do niej chodze? Poczucie ze nade mna czuwa.
          • hasanet Re: Bezradna 06.12.05, 05:20
            fusigi napisała:

            > Pani
            > doktor stwierdzila w moim przypadku ze terapia nie bedzie przynosila dobrych
            > efektow, bo w takim stanie nie slucham jej (jestem po 6 wizycie). Wiesz co mi
            > daje ze do niej chodze? Poczucie ze nade mna czuwa.
            Moje leczenie opiera się o współpracę. To działa. Co do efectinu, bez obawy, to
            dobry lek, choć na początku może wywoływać sensacje, żeby je zniwelować, w moim
            przypadku wystarczyło zmiejszyć dawkę początkową a zwiększanie jej rozłożyć w
            dłuższym czasie.
            • diolka Re: Bezradna 06.12.05, 13:36
              Hej
              Jestem ciekawa co to za "sensacje"?
              Jak to zadzialło?
              Pozdrawiam
    • mskaiq Re: Bezradna 05.12.05, 04:35
      Jestes bardzo dzielna, udalo Ci sie juz bardzo wiele, odstawilas narkotyki i
      papierosy.
      Zostal tylko alkohol, ale juz bez facetow, z alkoholem poradzisz Sobie rowniez.
      Wiesz co powoduje Twoje doly a to bardzo wazne.
      Piszesz o potrzebie innych ludzi, bez tego nie mozna zyc. To bardzo wazne,
      kazdy potrzebuje milosci dlatego Twoja potrzeba przytulenia sie do kogos jest
      wolaniem o nia.
      Wiele osob rozumie to jako seks, czesto za cene przytulenia sie do drugiej
      osoby gotowi jestesmy dac nawet seks, ale tak nie mozna.
      Seks bez milosci nie ma sensu, przynosi niesmak, dol, nienawisc do siebie. Nie
      ma nic gorszego niz nienawisc do siebie, to niszczy w nas caly swiat, jego
      radosc.
      Ty ciagle jednak wracasz, probujesz zmieniac czujesz ze potrzebna jest inna
      droga, znasz ja, nie pozwol alkoholowi prowadzic na manowce. On dziala
      przeciwko Tobie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • diolka Re: Bezradna 05.12.05, 12:59
        Dziękuje za te ciepłe słowa:)
        Dużo w nich siły i wiary... masz rację Nawet jak tego seksu nie ma czuję się
        potem strasznie... a co dopiero...
        Teraz znowu zbieram siły by dalej z tym walczyć... Twoja akceptacja naprawdę
        dużo mi dała...
        Pozdrawiam:)
    • edytunia86 Re: Bezradna 05.12.05, 17:36
      Radziłabym Ci umówić się na wizyte u psychologa. Może wizyty u psychologa by Ci
      pomogły. Wiem, że to co przeżywasz nie jest łatwe. Ja sama zaczęłam jeździć w
      czerwcu tego roku na terapie, ale nie z powodu depresji, ale dlatego, ze jak
      chodziłam do szkoły jak miałam, sprawdziany, kartkówki, ustne odpowiedzi i
      poprawki to cała drżałam, miałam nadciśnienie( nawet do 190, raz nawt jeszcze
      gorsze. W drugiej i trzeciej klasie liceum zdarzało mi się płakać. Jak się
      denerwowałam zdazało mi się też zapomnieć to czego się wcześniej uczyłam. W
      trzeciej kl. liceum jak sie tak denerwowałam i miałam nadciśnie robiło mi się
      słabo i nie mogłam sobie z tym poradzić. Zanim rozpoczęłam nauke w Gimnazjum
      wyglądałam już jak anorektyczka.
      Gdyby nie moi rodzice i pani doktor, do której zaczęłam jeździć w szóstej
      klasie Szkoły Podstawowej w związku ze swoją chorobą genetyczną to nie wiem czy
      do dnia dzisiejszego udałoby mi się z tego wyjść .OD 19 sierpnia jeżdże też do
      lekarza ponieważ już zanimj zaczęłam jeździć dolekqarza podejrzewałam, że moge
      mieć depresje, ale do dnia dzisiejszego jeszcze nie wiem czy napewno ją mam.
      Podczas drugiej wizyty lekarka przepisała mi delikatne leki i teraz jest
      lepiej. Jak byłam ostatni raz tej pani doktor to ona sama powiedzia, ze to jest
      dobra wiadomość, ze więcej sie śmieje jak jej o tym powiedziałam. Myslę, ze
      decyzja o tym, zeby umówić do lekarza, albo decyzja o rozpoczęciu terapii nie
      jest łatwo, ale myslę, ze jeżeli już ktoś trafii n a dobrego lekarza, albo
      umówi się na wizyte u terapeuty, albo u psychologa to też to moze pomóc.
      Chociaż chyba nie zawsze wystarczają same wizyty u terapeuty, czy psychologa.
    • lesnyczlowiek Re: Bezradna 05.12.05, 23:44
      rozumiem Cie...
      Nie wiem co prawda jak to do konca jest u kobiet, ale wiem ze u faceta taz jest
      ciezko...
      NIe wiem co Ci pisac...
      Trzymaj sie, kochaj, ciesz sie zyciem, lap tyle ile sie da...
      I sie nie poddawaj...
      Bo wszystko mozesz zrobic....
      Wystarczy wytrzymac i miec wysokie poczucie wlasnej wartosci....
      Pozdrawiam...
    • carlabruni Re: Bezradna 06.12.05, 12:24
      nawet nie wiesz jak ja Cię rozumię. może tylko tyle, że alkocholu nie pije zbyt
      dużo i facetów też za dużo nie miałam, a tak to jak bym osobie czytała.
      pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka