Dodaj do ulubionych

Stosunek innych do Waszej depresji.

16.02.06, 10:05
Jaki jest stosunek innych ( bliskich,niekoniecznie bliskich ) do Waszej
depresji? Zastanawiam sie czy nie mialam tego paskudztwa juz od dziecinstwa
(smutna,ospala,malo energiczna),jako nastolatka,choc nie bylam u lekarza
mialam ja juz na pewno.Reakcja mojej rodziny: leniwa,nie ma co robic to
lezy,nawet nie imprezujesz,nie pracujesz,a sie nie uczysz,dodatkowo jeszcze z
toba mamy problemy ( matka tez miala depresje endogenna) itp. Na praktykach
(chodzilam do zawodowki ) tez slyszalam,ze jestem leniwa.Kolezanka wziela
mnie na impreze, a ja caly czas siedzilam przy stoliku nie majach ochoty
zatanczyc: Nie rob mi obciachu itp.A jak u Was?
Obserwuj wątek
    • karolinak12 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 10:09
      Aha.Jeszcze jedno:czy inni nie traktuja was jak osoby ,,dziwne,,? Niestety mam
      wrazenie,ze tak jestem traktowana,ostatnio kolezanka powiedziala,ze nasza
      wspolna kosmetyczka skarzyla jej sie,ze jestem jakas dziwna,zamknieta w
      sobie,nie pogadam itp. Na uczelni( oprocz jednej mojej kolezanki ) nikt do mnie
      nie podejdzie,nie zagada,nawet zauwazylam,ze jak sa 4 -osobowe lawki i ja w
      niej siedze,dopiero osoby,ktore przyszly jako ostatnie i nie ma miejsca nigdzie
      indziej dopiero wtedy sie przysiadaja(jestem potwornie niesmiala,sama od siebie
      raczej nie zagadam) Ostatnio na zajeciach z psychologii spolecznej robiono w
      8osobowych grupach socjogram (osoby,krore sie lubia i chca byc z soba w roznych
      sytuacjach lacza sie strzalkami ) Chyba nie musze mowic jak wypadlam:(
      • bialeoko Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 10:42
        przede wszystkim, zmień kosmetyczkę na profesjonalną; reszta, jeśli jest tak,
        jak piszesz - cóż, IMHO nic nie znaczy. Tzn nie warta jest przejmowania się
        • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 11:00
          miej to gdzieś w końcu żyjesz dla siebie,popracuj nad sobą,see ya :)
          • karolinak12 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:02
            Owszem-zyje dla siebie,ale niestety tez wsrod innych,ktorzy mnie nie
            akceptuja,uwazaja za dziwadlo.Ograniczam kontakty z innymi ( nie mam
            pracy ,studia zaoczne,rzadko sama od siebie gdzies wychodze ),ale to i tak nic
            nie daje.Na uczelni,chociaz sama na wlasne uszy nie slyszalam,wiem,ze uwazaja
            mnie za ,,inna,,,znajomi mojego faceta:,,dzikus,,,tesciowa siostry,ktora i tak
            rzadko widuje,,jakas dziwna,,, kosmtyczka,ktora widuje max.2 w miesiacu to
            samo.Co mam zrobic aby tak nie bylo?Dla mnie najgorsze wyzwisko to wlasnie
            okreslenie:,,dziwna,,:(
            • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:37
              i zapewniam Cie,ze wiem jak to jest.nie wiem jak bardzo w tej chwili ta depresja
              Ci przeszkadza ale najwazniejsze jest to ,ze mimo wszystko starasz sie z tym
              walczyc,czym predzej cos zrobisz z tym tym wieksza pewnoscs ,ze te problemy nie
              będa narastaly.
            • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:38
              karolinko, leczysz sie? .... wygladasz mi na przypadek fobii społecznej a nie depresjii, a moze depresja+fobia bo one czesta chodzą parami. "praca nad soba" w takich przypadkach niewiele pomoże.

              wiem doskonale jak się czujesz, niestety. ba! nawet rozwiazalem swój problem - ograniczylem kontakty z ludzmi do 0 :) ... mniej boli.

              3ym sie

              • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:47
                pokii ograniczenie nic nie daje,a co pracy nad soba to mialem na mysli leki na
                poczatku leczenia jesli objawy depresji przeszkadzaja oraz ewentualnie terapie
                dla rozwiazania pewnych kwesti.
              • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:48
                a to ze depresja sie laczy z lękami czyli np fobiami to wiem od dawna
              • karolinak12 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 08:43
                Witam!
                Dopiero teraz moglam odpisac.Niestety jest to i depresja i w dodatku polaczona
                z fobia (plus jeszcze bardzo ciezkie przezycia z dziecinstwa i wczesnej
                mlodosci,chyba nawet nadawalaby sie na film ) Bylam calkiem niedawno po raz
                pierwszy u psychiatry,leki mam zamiar brac od dzis (lekarka najpierw zapisala
                jedne,po kolejnej wizycie zdecydowala sie na inne )Teraz mam skontaktowac sie
                jeszcze z psychologiem dodatkowo ( tak zadecydowala pani psychiatra ) Szkoda,ze
                moj facet nie uwaza,ze praca nad soba niewiele pomoze-on uwaza,ze jestem zbyt
                leniwa i za bardzo lubie uzalac sie nad soba-jemu samemu w zyciu sie powiodlo
                (zdrowy,bogaty,szczesliwe dziecinstwo) wiec nie rozumie innych
                • laworder Karolino, ile masz lat? 20.02.06, 08:51
                  Ja mam córke z podobnym zestawem objawów, jak U ciebie. Ona ma 19 lat i jak ja
                  mam z nią rozmawiać? Sama nie wiem, bo co nie powiem to źle, i warczy wćiąz na
                  mnie. A leki nie wiem, sama, czy nie słabe, bo sa dni bardzo różne. Dobre i
                  okropne, jak dziś rano.
        • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:51
          karolina ,a poza tym co to opisalas wszystko to tak jak u mnie heh
          • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 17:43
            wiem ze izolacja nic nie daje... wprost przeciwnie, spycha w jeszcze wieksze bagienko - utrwala wszyskie chore nawyki, pogłębia fobie itd. itp. ... próbuje cos z tym robić u siebie, na początek wybieram sie do psychiatry.... od 2-3 lat :)

            ... a tekst o pracy nad sobą zabrzmiał troche jak sławetne "wez sie w garść" :P

            pozdro
            • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 18:22
              nie miał tak zabrzmieć naprawdę,oczywiscie wlasnie tak jest i czym dluzej sie z
              zwleka z leczeniem tych objawow tym pozniej trudniej jest wyjsc do ludzi,ze tak
              powiem :P
            • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 21:38
              Ja to się od cgyba 4 lat do psychiatry wybieram. JAk jest bardzo źle to nie ma
              szans żeby pójść, jak jest lepiej to po co. I tak na huśtawce od paru lat.
              Zresztą jakoś nie wierzę że mi lekarz pomoże...
              • bary14 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 21:45
                Ja też nie wierzę żeby pomógł mi lekarz albo ktokolwiek inny.
                • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 22:30
                  Lekarzom to wogóle nie wierzę - żadnym, dają tylko jakieś piguły na odczepnego a
                  i tak mają człowieka gdzieś - "kolejny przypadek" i tyle
                  • anatemka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 22:48
                    lekarze to szarlatani, nie idź! lepiej zapatrzeć się w ścianę na śmierć niż iść
                    i się wyleczyć!!!
                    • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 00:22
                      Byłam chyba dwa razy -bo więcej mi się nie udało - lekarz niespecjalnie chciał
                      mnie słuchać i dał tabletki po których czułam się podle. Ja po prostu nie mam
                      siły tłumaczyć lekarzowi swoich odczuć, a poza tym nie umiem ich ubrać w słowa.
                      Może po prostu trafiam nie trafiam na dobrych medyków?
                      • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 08:43
                        ry-bka napisała:

                        > Ja to się od cgyba 4 lat do psychiatry wybieram. JAk jest bardzo źle to nie ma
                        > szans żeby pójść, jak jest lepiej to po co. I tak na huśtawce od paru lat.
                        > Zresztą jakoś nie wierzę że mi lekarz pomoże...


                        Heh, mam dokladnie taki sam tok myślenia.

                        Mój problem to także skrzywione postrzeganie siebie samego,
                        a na to żadne pigłuki nie pomogą? Prawda?

                        Zapewne trzeba by skorzystać z jakiejś terapii, pewnie ze 2 razy w
                        tygodniu biegać, a czasem do osiedlowego sklepu ciężko się wybrać
                        .... hmmm ponad moje siły ;)

                        pzdr
                        • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 09:31
                          Ja do sklepu to jeszcze chodzę, ale np na imprezę do znajomych czy nawet kawę to
                          już często wymyślam cokolwiek żeby nie iść.
                          Doszłam już do etapu, że tylko chodzę do pracy. Mieszkam sama - więc przychodzę
                          i siedzę w pustym mieszkaniu. W pracy też siedzę sama. Czasem pojadę do rodziny.
                          Czasem ze znajomymi w góry. I tyle - wiem że trzeba by coś z tym zrobić ale nie
                          mam siły. Do dupy to wszystko....
                          • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 10:18
                            Ehhh, nie jest tak zle, w końcu widujesz jeszcze ludzi ;)

                            >Do dupy to wszystko....

                            pełna zgoda, trzeba by coś z tym zrobić.
                            BTW
                            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23191
                            nie wiem czy znasz? ja znalazlem dosc niedawno
                            mimo że lurkuje po gazeta.pl juz ładnych kilka lat ;)

                            pzdr

                            • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 19:46
                              > pełna zgoda, trzeba by coś z tym zrobić
                              tylko co? Masz jakąś koncepcję?

                              > nie wiem czy znasz?
                              nie znałam - a też siedzę to już trochę...
                              poczytam :)

                              Ja dopiero sobie uświadomiłam, że to "coś" to może być fobia. Nazwanie problemu
                              to już chyba jakiś sukces.

                              dzięki pokii!
                              pzdr
    • insignificant Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 16:36
      bo masz depresje to nie Twoja wina przeciez.czseto tak jest ,ze inni nie
      potrafai tego zrozumiec,przez to moze byc Ci trudniej ale nei jest tak,ze jestes
      dziwna albo inna bo co w tym takeigo dziwnego.to wszystko to tylko kwestia
      zrozumienia pewnych rzeczy.ale tak bywa,ze czesto osoby ktore nigdy nie mialy z
      czyms stycznosci tego nie rozumieją.na takim forum jak to znajdziesz zrozumienie
      jakies napewno,pozdr.
    • anatemka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 16.02.06, 22:35
      nikt nie wie, że mam depresję, pewnie myslą, że jestem zbyt złośliwa, zbyt
      zarozumiała i leniwa. Ale mam to daleko gdzieś.
      • kamila305 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 17.02.06, 22:08
        Ja pamietam tylko,ze inni patrzac na mnie w tym okresie powtarzali w kolko te
        same slogany ,czyli musisz wziac sie w garsc , co sie z toba dzieje
        dziewczyno.Jak to mozliwe,ze nic cie nie interesuje,ze boisz sie i nie wiesz
        czego.Powinnas wyjsc do ludzi,nie mozesz ciagle patrzec w dal i nic nie jesc to
        bylo haslo moich rodzicow z kolei,ktorzy nie mogli uwierzyc,ze cos takiego
        dopadlo ich corke.Do konca probowali abym jednak sie nie poddawala i sila woli
        oraz wyjazdami w gosci zwalczyla depresje.Dopiero kiedy sila pojechalam do
        znajomych i zobaczyli,ze ja rozmowna osobka siedzialam skulona w kacie i
        ostatkiem sil opanowywalam lek chyba troszke zmienili zdanie.
        • karolinak12 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 08:52
          Moim zdaniem lepiej nie wychodzic do ludzi przed zakonczeniem leczenia( moze
          ewentualnie jeszcze zaczac wychodzic tuz przed zakonczeniem leczenia ) A jak
          Wy myslicie? Kiedy do ludzi? Nie chodzi mi tu o spotkanie np. z najlepsza
          przyjaciolka,ale bardziej oficjalne ( np.impreza rodzinna lub firmowa Waszego
          narzeczonego/meza )itp. On ma do mnie pretensje,ze nie chce do nich
          wychodzic,zapewnia,ze te osoby sa mile,zyczliwe lub ze na spotkaniu bedzie
          np.tylko 6 osob,ze wszyscy z jego otoczenia chca mnie poznac (ludzie z firmy
          itp.,taka branza,ze wypada co jakis czas pojawic sie z ona),ma pretensje,ze nie
          chce spotkac sie w towarzystwie jego corek i ich chlopakow.Nie rozumie,ze to
          mnie przerasta.Kiedy zdecydowac sie na takie spotkanie?Chyba lepiej po
          zakonczeniu jakiejs terapii-leczenia.Dodam,ze raz mialam faceta z ktorym
          pokazywalam sie u jego znajomych,ale czulam sie tak podle(chociaz mili
          ludzie),ze wszyscy to widzieli i potem on byl bardzo zly na mnie o to.
          • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 09:00
            ...zmień faceta
            • karolinak12 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 10:51
              Poki co nie moge,poza tym nie chce.
          • kamila305 Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 18:57
            Nie mozesz sie zmuszac do takich spotkan teraz kiedy jestes chora i nie czujesz
            sie na silach,aby przebywac w towarzystwie.Ja pare razy bylam bo uleglam
            namowom i czulam sie koszmarnie.To tylko pogorszylo moj stan.Jesli chodzi o
            twojego chlopaka moze nie wiedziec na czym polega ta choroba i myslec ,ze
            wlasnie takie wyjscia cie z niej wyciagna i pomoga ci.Jesli go kochasz i ufasz
            mu popros ,aby wysluchal co to za choroba i jak moze ci pomoc.Na ogol
            komus ,kto nie przeszedl depresji trudno zrozumieci wczuc sie w to co czuje
            osoba chora.
          • bialeoko IMHO. +My tragic story. 21.02.06, 15:39
            karolinak12 napisała:

            > Kiedy do ludzi?
            Sama poczujesz, że MOŻESZ. Nie 'możesz bo wypada', ale 'możesz bo chcesz, bo
            dobrze się tam poczujesz'

            > On ma do mnie pretensje,ze nie chce do nich
            > wychodzic,
            to bardzo... nieładnie z jego strony. Chyba, że jest półgłówkiem, to
            rzeczywiście można mu wybaczyć... ale chodzić z półgłówkiem? 'Noo, sorry...'

            >Nie rozumie,ze to
            > mnie przerasta.
            aha, czyli jest inteligentny inaczej. Może się obrazisz, ale nie chce mi się
            owijać w bawełnę.
            > Dodam,ze raz mialam faceta z ktorym
            > pokazywalam sie u jego znajomych,ale czulam sie tak podle(chociaz mili
            > ludzie),ze wszyscy to widzieli i potem on byl bardzo zly na mnie o to.
            no wiesz, a ja bym mu powiedziała, żeby pocałował mnie w rowek.

            Sama kiedyś tak poszłam 'z wymuszenia' a raczej - choć facet wiedział, jakie
            mam jazdy ' żeby 'nie zawieść' znów, i łyknęłam sobie troszkę uspokajaczy.
            No i łyknęłam winka wernisażowego...
            Przez kwadrans było bardzo lajtowo, śmichu chichu, potem rano obudziłam się w
            domu - zapakowano mnie do taryfy z przyjaciółką, gdyż sądzono, że schlałam
            się albo naćpałam. Faktycznie, urwał mi się film. Pamiętam zawrót głowy,
            zachłyśnięcie się 'niebaniem' a potem podłoga jeb.nęła mnie w pysk.
            Podsumowując, niezwykle męczące to było party, bo najpierw parę dni
            przygotowań ('tak, na pewno tym razem pójdę'), potem rozterek ('znów nie dam
            rady'), potem płaczu ('jaka jestem beznadziejna, żałosna, nie mogę wyjść z
            domu jak człowiek...'), następnie ten krótki epizod 'pokazania się', no i
            opinia niezrównoważonej rozwydrzonej panny wśród 'licznie tam zgromadzonych'
            (pół biedy, że to w końcu artystyczny światek, więc i tak nie to, co na jakimś
            firmowym koktajlu)

            Nie wiem co Ty zrobisz, ale wydaje mi się, że masz powody, by siebie bardziej
            szanować.
            • karolinak12 Re: IMHO. +My tragic story. 22.02.06, 09:05
              Odnosnie mojego narzeczonego-nie jest polglowkiem,po prostu jak znaczna czesc
              spoleczenstwa nie mial do tej pory kontkatu z takimi problemami
              (depresja,socjofobia) To on mnie wyciagnal w koncu do psychiatry (pierwszy
              raz,wczesniej nie chodzilam) Zajal sie wyszukaniem dobrego
              specjalisty,sfinansowaniem go,za kazdym razem mnie tam podwozil tam,nawet
              wczesniej wychodzil z pracy,aby mnie tam podwiezc-potem jeszcze czekal na mnie(
              a do tej pani doktor do ktorej chodze przewaznie sa kolejki,wiec nieraz sie
              sporo naczekal,ale nigdy mi nie wypominal),niekiedy nawet gdy nie chcialam isc
              i tak mnie zawozil.Ma prawo tez sie ze mna pokazywac,za okolo 3 miesiace
              bierzemy slub,a za wyjatkiem jego Mamy nie znam nikogo z jego otoczenia,nawet
              jego corek(doroslych juz),wlasnie glownie z powodu mojego leku i socjofobii.A
              co do spotkam towarzyskich z moich eks do ktorych sie zmuszalam-nie dziwie sie
              jego znajomym,ze brali mnie za zle wychowana,niemila itp.Gdybyscie nie mieli
              takich klopotow jak macie co pomyslelibyscie o osobie ktora w towarzystwie sama
              od siebie kompletnie nic sie nie odzywa,na pytania odpowiada polglebkiem i
              golym okiem widac,ze towarzystwo ja drazni(nie jestem w stanie tego ukryc)Wiec
              nie zawsze mam pretensje do otoczenia
    • mskaiq Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 18.02.06, 04:09
      Nigdy nie rozmowialem z moimi bliskimi o mojej depresji ani schizofreni.
      Widzieli ze cos jest zle, moj Syn podejrzewal schizofrenie, podobnie moja Zona.
      Pozniej wynioslem sie z domu, moje kontakty rodzinne zaczely wracac kiedy
      zaczalem odzyskiwac kontrole nad moja depresja i schizofrenia.
      Dzisiaj potrafimy sobie pozartowac z tego co bylo, do dnia dzisiejszego nie
      wiedza co dzialo sie ze mna, jak blisko byl koniec.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ry-bka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 18.02.06, 20:10
        To w sumie straszne, że można być blisko osoby strasznie cierpiącej i właściwie
        o tym nie wiedzieć. Ale czy ktoś zdrowy może sobie wyobrazić co czuje chory?
        • anatemka Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 20.02.06, 21:45
          ry-bka napisała:

          > To w sumie straszne, że można być blisko osoby strasznie cierpiącej i
          właściwie
          > o tym nie wiedzieć. Ale czy ktoś zdrowy może sobie wyobrazić co czuje chory?



          nie
          • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 21.02.06, 10:42
            karolinko, mam podobne zdanie do kamilii...
            postaraj się wytłumaczyć swojemu partnerowi na czym
            polega Twoja choroba i uświadom mu jak bardzo cierpisz
            kiedy nalega/zmusza Cie do przebywania w sytłacjach
            w których czujesz się podle.

            Posadz go przed kompem i niech poczyta sobie forum.depresja
            a najlepiej jakieś zwiazane z fobią społeczną...
            powienien go to zmiękczyć. :)

            W każdym razie nie poprawiaj jego samopoczucia (pewnie głupio
            pokazywac mu sie samemu na jakichś imprezach) swoim kosztem.


            pzdr
            • pokii Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 21.02.06, 10:45
              > W każdym razie nie poprawiaj jego samopoczucia (pewnie głupio
              > pokazywac mu sie samemu na jakichś imprezach) swoim kosztem.
              >
              >

              ... no chyba że jesteś masochistką ;)
          • kontika82 dokladnie 21.02.06, 15:41
            Nie umie. i dlatego czasem nie warto sie uzewnetrzniac za bardzo..
    • magddiora Re: Stosunek innych do Waszej depresji. 30.03.06, 22:06
      u mnie to jest tak: nikt w rodzinie nie wie o mojej depresji oprocz
      siostry,mamy,taty,ciotki i wujka przez ktorego zalatwilam pobyt w
      psychiatryku.Poprostu wielkie tabu .Żaden z moich znajomych nie wie ze bylam w
      psychiatryku i ze chodze do psychologa oraz psychiatry.Ogolnie w Polsce ( nie
      wiem jak to jest w innych krajach)jest brak tolerancji wobec osob , ktore maja
      problemy z psychika i byly w psychiatryku, trudniej im o prace.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka