pestka71
04.04.06, 22:42
Jak to się dzieje, że nigdy nie mogę spotkać kogoś, z kim mogłabym razem iść
kawałek przez miasto? Jeśli już ktoś taki idzie, to zanim go dogonię on
skręca i już nici z towarzystwa. Dziś wracając z pracy kolejny raz miałam to
samo - szła znajoma ze "szkolnej ławki" i oczywiście musiała iść w innym
kierunku kiedy ją prawie dogoniłam. Po prostu super! A kiedy niedawno
wracałam z pracy i specjalnie czekałam na taką jedną "koleżankę" z pracy, to
podziękowała mi za to że ją przepuściłam (trzymałam drzwi żeby przeszła i
żeby z nią iść)i szybko oddaliła się z innym "kolegą" z pracy, zostawiając
mnie samą. Czy ja jestem trędowata??? Przecież mam męża, podobno jestem
niebrzydka, staram się "dbać o siebie", jestem życzliwa w stosunku do innych
ale takie sytuacje powodują, że przestaję szukać kontaktów z ludźmi skoro
jestem takim zerem że nawet nie można ze mną kawałek iść! A może to jakaś
klątwa!