suchyxxx
05.04.06, 13:04
moja znajoma z radomia umrała.Miała 53 lata i razem z jej mężem jeździliśmy na
wspólne wakacje.Była enerrgiczna i dbała o siebie.Ubierała się
młodzieżowo.Naprawdę ostra i energiczna kobieta ale fajkna zarazem bardzo.Mąż
wrócił na prima aprilis do domu i ona leżała w wannie nieprzytomna i już
martwa.W dodatku 1 kwietnia obchodziła imieniny i 30 lecie małżeństwa-narobiła
jedzenia i pozapraszała rodzinę.Niestety wygląda to na samobójstwo bo miała
podcięte żyły i wykrwawiła się w wannie.Ze śladów na umywalce wynika że
zmieniła zdanie i chciała żyć dalej ale nie zdołała wyjść z wanny.Brała jakieś
proszki na depresję bo miała bodajrze przekwit.Zastanawiam się czy tam nie
było seroxat bo on napędza niektórych ludzi do samobójstwa co udowodniono na
przykładzie kilkuset osób które brały ten paskudny lek.Żal mi jej i smutno:(
Napisała list pożegnalny że jest sobie winna i żeby nie mieli do niej żalu...