jo_miekka
28.05.06, 09:24
Witajcie,
leczę sobie tę moja depresję. Cital działa i jest naprawdę lepiej. Reemisja objawów niemal całkowita.
Chodze na terapie od trzech miesięcy, dopiero co zaczęłysmy z terapeutką do czegoś dochodzic (dlugo musialam się przelamywac).
Az tu nagle... telefon, rozmowa kwalifikacyjna (zimą rozeslalam trochę CV) i szybka odpowiedz. IDĘ DO PRACY!
W pierwszej chwili baaaaardzo się ucieszyłam, pomyslałam, że praca to najlepsza terapia i to mnie najskuteczniej wyleczy z mojej chronicznej bezczynnosci, że poznam nowych ludzi, że będę tak zmęczona, że nie będę miała czasu myslec...
Ale teraz... cholernie się boję. Boję się, że nie dam rady i zawiodę, porażka mnie zabije.
Boje się tych nowych ludzi, tych nowych obowiązków..
Poza tym mam prace magisterską do napisania na jesień. Dotąd nic nie zrobiłam, mając tyle czasu, a teraz???!!
No i boję się przerwac terapię. Może nie było rewelacyjnie, ale teraz widze, że działało to jak "zawór bezpieczeństwa" (w razie czego mam terapeutę!)
A będę musiała przerwa, bo godziny pracy tego wymagają...
BOJE SIE!!!!!!
Wiem, gdybym była zdrowa, też bym się bała. Ale ja boję się tak, że mnie to paraliżuje strasznie, od czasu do czasu myślę sobie, żeby tam wcale jutro nie iśc (a jednoczesnie wiem, ze pójdę).
Dodam, że na rozmowie świetnie mi poszło: pewna siebie, energiczna, wesoła, młoda, ambitna, kulturalna osóbka. Kogo oni jutro zobaczą? Zastraszoną, nieśmiałą istotką, która cała drży...
Co robic? Jak ukoic nerwy? Jak się przekonac i zmobilizowac, żeby jutro miec tyle energii, żeby znów było dobrze...
Pocieszcie, proszę...
jo