Dodaj do ulubionych

Pytania o leczenie???

19.06.06, 18:58
Cześć!!! Minął 4 tydzień nawrotu natręctw i tak jakby troszke ustępowały. Ma
ktoś pomysł jakby tu się zabezpieczyć aby nie mieć tak silnych nawrotów w
przyszłości, które sprawiają, że nie jest się w stanie funkcjonować. Czy
psychoterapia ma sens, co wam najlepiej pomaga, czy są w Polsce jakieś
sanatoria gdzie prowadzą taki profil leczenia. Jednym słowem co zrobić aby
pozbyć sie tego guwna z siebie i zminimalizować szansę nawrotu??? Może ktoś
ma jakieś doświadczenia z psychoterapeutą ze śląska i mógby mi udzielić
takich namiarów.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • wiktor81 Re: Pytania o leczenie??? 19.06.06, 21:00
      Oprócz tego, co juz pisałem wcześniej,moge powiedzieć,że jak na razie leki mi
      nie pomagają,a wręcz odwrotnie. Brałem przez dwa tygodnie Anafranil - w moim
      przypadku kompletną pomyłką jest nazwanie tego gówna lekiem. Teraz biore od
      półtora miesiąca Rexetin - chcę mi się spać, jestem zamulony, a natręctwa jak
      były, tak są, czyli w sumie gorzej.
      • elmone Re: Pytania o leczenie??? 19.06.06, 22:29
        Drogi Wiktorze81. Jeśli o mnie chodzi to wiesz ja już mam za sobą 3 ataki
        choroby, które mi uniemożliwiały jakotakie funkcjonowanie. Teraz jest czwarty.
        Ja jestem leczony Seroxatem w dawce 40mg na dobe. Czy leki tego typu co Seroxat
        się u Ciebie nie sprawdziły? Są nieliczne skutki uboczne, przynajmniej u mnie.
        Tzn. te natręctwa u mnie są, ale przesuwaja mi się w głowie, a ja staram się na
        nie nie zwracać uwagi ale nie chcę się ich pozbyć na siłe. One same znikają a
        tego typu zabiegi(myślenie że nie będe o tym myślał) tylko pogłębiaja stres.
        Więc po co. Jest mi z tym ciężko ale cóż... Poza tym leki w przypadku NN
        niestety działają z opóźnionym zapłonem. Ta choroba wymaga cierpliwości, nie
        przejdzie w ciągu 2 dni. To nie grypa niestety:(
        Pozdrawiam.
        • wiktor81 Re: Pytania o leczenie??? 24.06.06, 20:29
          Przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam. W moim przypadku wygląda to tak:
          Leczę się dopiero od niecałych trzech miesięcy, chociaż pierwszy powazny atak
          choroby miałem 4 lata temu. Pierwszym moim lekiem, jak juz pisałem był
          Anafranil (1 tabletka na dobę). Brałem go przez dwa tygodnie, potem lekarz
          zdecydował o odstawieniu leku, ponieważ rano zawsze mocno mi biło serce,
          codziennie po obudzeniu miałem silne lęki, ze zaraz mnie zacznie coś męczyć i
          po chwili następował silny atak natręnych myśli. Ogólnie uważam te dwa tygodnie
          za "przerwę w życiorysie". Potem przeszedłem na Rexetin, który brałem ok. 2
          miesięcy (1 tabletkę) (nie biorę od trzech dni). Natręctwa były nadal, chociaż
          serce już mi tak nie biło,to zostało to, że rano miałem czasem te lęki (kiedys
          tego nie było). Ostatnio zmniejszyły się u mnie natrętne myśli kosztem
          kompulsji,chociaz są dni ze natrętne mysli są bardzo silne. Wolę juz te
          kompulsje niż myśli (obsesje). Teraz mam brac Stimuloton,a jezeli sie nie
          sprawdzi, mam przejsc na Seroxat. Jednak przez ostatnie 3 dni nie biorę leków i
          zauważyłem, że czuję się dużo lepiej niż w okresie brania tabletek. Zamierzam
          poczekać, co będzie dalej. Na razie odstawiam leki.
          Pozdro
          • elmone Re: Pytania o leczenie??? 24.06.06, 22:34
            Hej:) Rexetin to praktycznie to samo co seroxat. Dlaczego go odstawiłeś?
            dlaczego twój lekarz nie zwiększy Ci dawki? Zalecana dawka przy NN to 40 mg na
            dobę. Tych leków nie powinno się odstawiać nagle i tylko po 2 miesiacach
            stosowania tym bardziej że chyba nie sa bardzo upierdlliwe jak np anafranil?
            Zachęcam Cię do kontynuowania leczenia i bardzo ostrożnego odstawiania leków.
            Nie można po nich tak skakać. Pozdrawiam.
            • wiktor81 Re: Pytania o leczenie??? 25.06.06, 09:53
              Czytałem w ulotce, że zalecana dawka rexetinu w przypadku NN to dwie tabletki;
              czytałem też,że się nie odstawia od razu,ale jestem pod opieka lekarza,więc
              robiłem,jak mówił. Odstawienie leków w ogóle, to moja własna decyzja,lekarz na
              razie nie wie o tym. Dzis jest dzien czwarty i umiarkowanie dobry stan się
              utrzymuje. Zobacze, co bedzie dalej,mam wizyte za tydzien i skonsultuje jeszcze
              to wszystko. Pozdrawiam
    • ipresume Re: Pytania o leczenie??? 19.06.06, 22:24
      Według mnie psychoterapia to podstawa, niemniej zdaję sobie sprawę że nie
      każdemu jest w stanie pomóc. Zależy to od wielu czynników, ale zawsze warto
      spróbować. Praca nad sobą jest niezbędna, wymaga czasu, wytrwałości,
      poświęcenia, ale wierz mi że warto. Na początku dużo niepewności, ślepych
      zaułków, ale jak będziesz solidnie pracował to wszystko zacznie się klarować.
      Będą też trudne chwile, nawroty objawów i wszystko to jest naturalną
      konsekwencją tego procesu. W końcu wszystko zacznie się normować i zaczniesz
      łapać się na tym że jest OK. Zrozumiesz też że należy zmienić swoje podejście
      do wielu spraw, należy zacząć inaczej reagować, może należy zacząć inaczej żyć.
      Gotowej recepty nie otrzymasz, terapeuta pomoże prawidłowo ukierunkowac
      myślenie, ale najważniejszą pracę musisz wykonać Ty sam. Pozdrawiam
    • fallowa z tego sie wychodzi 21.06.06, 14:29
      nie wiem kim jesteś, i czy jesteś młodym człowiekiem, ale proponuje Ci siegnąć w
      przeszłość, kiedy poraz pierwszy cierpiałeś na natrętne myśli, jaką miały treść,
      czy doprowadzały Cie do depresji. Ja zaliczyłam chyba większość z możliwych
      lęków występujących u ludzi cierpiących na to i rozumiem je w pełni ale znam
      tylko jeden główny powód ich występowania u mnie. Dojście do tego było żmudną
      drogą, przewartościowaniem swoich autorytetów, było trudno ale wiem ze to
      niewłaściwe wychowanie moich rodziców jest winne wszystkiemu, ciągłe moje
      poczucie winy w dzieciństwie, obwinianie mnie o wszystko, wyśmiewanie i drwiny,
      krytyka, straszenie ze źle skończe(np. pod mostem lub na śmietniku) gdy ich nie
      posłucham, szantaż emocjonalny. Zmieniłam moje życie, trzymam ich na dystans od
      siebie, wyszłam za mąż wbrew ich woli, zaczęłam terapię u psnymychologa i powoli
      zaczynam wierzyć ze jestem normalnym człowiekiem a nie z zaburzeniami jak dotąd
      myślałam, ze ja też mam prawo do szczęścia i szczęśliwego życia, ze nie ma
      przesłanek ku temu zeby cos złego mnie spotało, żebym źle skończyła. Jedyne co
      mogę poradzić to przypomnij sobie przeszłość, dzieciństwo, ewentualnie
      skonfrontuj swoje wspomienia z przyjacielem, jeśłi twoje opowiesci dotyczące
      zachowania twoich rodziców jego zszokuja to znaczy ze nerwice wyniosłeś z domu,
      i koniecznie wybierz się do psychologa.
      • elmone Re: z tego sie wychodzi 21.06.06, 23:05
        Hej:) chyba jestem młody (mam 25 lat). Pierwsze moje myśli zaczeły się pojawiać
        w wieku 13lat. Tak doprowadzały mnie do depresji i dalej doprowadzają. Moja
        rodzina była "normalna" jezeli takie pojęcie istnieje;) ale bez przesady znam
        osoby, które miały i maja naprawde dziwne układy a jednak nie chorują. Wiesz
        przemyślałem powody, dla których choruję i szczerze dochodzę do wniosku, że to
        jest troche tak, że skłaniam się ku hipotezie, że jest to w gruncie rzeczy
        uwarunkowane biologicznie. Tylko zdrowe umysły sobie z nimi radzą a chore nie.
        Jedyne co wiem na pewno to, że wszyscy moji krewni są w jakiś sposób nerwowi i
        miewaja z tym problemy, nie jest to NN ale jednak. A ja od dziecka byłem
        nerwowy i obiawiało się to na różne sposoby. Ale walcze o normalność:) życzę
        zdrowia.
        • fallowa Re: z tego sie wychodzi 22.06.06, 10:46
          Chyba Cie nie przekonałam ale mimo wszystko podrąże ten temat. Ja też mam 25 lat
          wiec jestem raczej młoda, nn pojawiło sie u mnie w wieku 12lat. Chcę Ci
          powiedzieć że bardzo cięzko stwierdzić ze we własnej rodzinie było coś nie tak.
          Ja miałam wszystko co mi było potrzebne do życia, rodzice zapewniali ze mnie
          kochają, ze chcą dla mnie jak najlepiej, ze są moimi najlepszymi przyjaciółmi, a
          ja mialam koleżanki których rodzice byli alkoholikami, albo rozstali sie
          wcześniej, ja myślałam wówczas ze jestem w czepku urodzona. Zmieniłam pogląd gdy
          zaczęlam sie spotykać z jednym chłopakiem (mialam 22lata, byłam na studiach i to
          byl mój pierwszy chłopak) wtedy zobaczyłam ze są tyranami, kazali mi zerwać z
          nim, wyzywali od kurw, prosili zebym przejrzala na oczy, wmawiali ze jestem
          dzieckiem a on na pewno chce mnie wykorzystać. Chłopak powtarzał mi wielokrotnie
          ze nie mogę ciągle słuchać rodziców, aż w końcu nie wytrzymał i rzucił mnie.
          załamałam się a rodzice otoczyli mnie jeszcze wiekszą opieką, teraz juz zupełnie
          mowili mi co mam robić, a ja ich słuchałam żeby nie było awantur i niszczenia
          psychicznego, 2 lata spędziłam w domu jako odludek, uczyłam sie, pracowałam i
          modliłam zeby kiedyś mój los sie odmienił. Po dwóch latach wyszłam do ludzi
          bardzo niechętnie, pełna lęków i obaw i poznałam chłopaka, zakochaliśmy sie w
          sobie, on mi sie oświadczył a ja zakomunikowałam rodzicom ze jestem dorosła i
          mam prawo chodzić na randki, piekło sie zaczęlo na nowo, ale teraz pojawili sie
          moi przyjaciele którzy uparcie twierdzili ze dobrze robie i czas zerwać
          pępowinę. Pobraliśmy sie ale bez pomocy psychologa sie nie obeszło, on mi
          otworzył oczy na świat w którym dotad żyłam, na rodziców, to co odkryłam było
          szokujące dla mnie ale prawdziwe, autorytety upadły. Przekonał mnie ze człowiek
          nie nabawi sie nerwicy tylko przez uwarunkowania biologiczne, to mit, nerwice,
          depresje, schizofremia rodza sie przez niewłaściwe wychowanie, środowisko życia,
          człowiek może mieć słabszy charakter, większą wrażliwość (założe sie ze masz
          dusze artysty) ale to nie przesądza o tym ze bedzie cierpial w przyszłości na
          nerwice, pomysl jeszcze raz o tym. Ja nie chce osądzać twoich rodziców, moich
          też nie osądzam, oni po prostu nie wiedzieli ze żle robia, pewnie chcieli dla
          mnie jak najlepiej ale chyba nie wyszło. Pomyśl czy kiedykolwiek czułeś ze nie
          spełniasz ich oczekiwań, czy słyszałeś wyzwizka od nich. Widzisz, nerwica
          natręctw to takie paskudztwo które siedzi w podswiadomosci, podswiadomość
          podpowiada Ci że nie zasługujesz na miłość, przyjażń, sympatie i szacunek innych
          ludzi, na szczęście, że gdy tylko pojawia sie coś na czym Ci zależy -zdrowie,
          osoba która okazała Ci sympatię, pochwała od kogoś, to pojawia sie nerwica ze
          zrobisz coś co to zniszczy na przykład zrobisz komóś albo sobie krzywdę, czy
          masz problemy z lekiem ze nie zamknąłeś drzwi, nie zakręciłeś gaz,skąd to sie
          bierze- z lęku z dziecinstwa ze jakbys nie zamknął drzwi to bedzie awantura, ze
          jak ktos okradnie wasz dom to tylko twoja wina, czy myjesz sie czesto bo boisz
          sie ze bedziesz śmierdziec potem- bo boisz sie odrzucenia innych ludzi, bo masz
          niską samooceene i myslisz sobie-nie moze byc dobrze, nie mogą mnie lubic inni,
          napewno śmierdzę, czy natrętnie myjesz ręce - boisz sie ze sie czyms zarazisz i
          ze spotka Cie nieszczescie albo inni bedą sie Ciebie brzydzic nie beda Cie
          lubić, kochać, odrzucą Cie. Skad pojawiają sie takie lęki które są zagłebione w
          podświadomości - z niewłaściwym okazywaniu miłości i nieakceptacji w
          dzieciństwie, pomyśl jeszcze raz o tym, nie chcę Cie straszyć ale jak nie
          znajdziesz właściwej przyczyny tych lęków to nie wyjdziesz z nich, nie da rady.
          Apropos ludzi ktorzy mieli dziwne układy w rodzinach a są normalni - to nie
          dokonca moze tak byc-kto Ci sie przyzna ze Cierpi na nerwice.
          • natretna Re: z tego sie wychodzi 22.06.06, 11:39
            Coś w tym jest że nerwica ujawnia sie u osób ktore miały dziwne dziecnstwo. Ja
            miałam je "dośc" nerwowe. I tak rosłam, nie wiem kiedy dokladnie to sie zaczeło.
            Ale tez chyba koło 12 roku zycia.
            Ale na nerwice ma rownież wpływ fakt że w rodzinie byli inni chorzy na jakieś
            zaburzenia psychiczne. U mnie np babcia była chora, nie wiem dokladnie na co. Bo
            to ciezka sprawa dla mojej mamy, ale wiem że napewno lezała w szpitalu i umarła
            młodo ale też nie wiem z jakiego powodu :(
            Myslę że tak jak dziedziczy sie żylaki tak samo przechodzż nerwice i inne
            zaburzenia. Nie wiem do końca jak jest z moja mama bo ona nie uznaje chorób, ale
            też chyba ma nerwice na punkcie sprzątania. Jest słaba psychicznie a mimo to
            radzi sobie w trudnym życiu. Ale brak jej odwagi i asertywnosci.
            Ja jak juz wspominałam leczyłam sie kilka miesiecy ale odstawiłam leki.
            Jedyne co mineło to takie długie rytuały, typu godzinne modlenie sie. Ale
            pozostały wiecznie przychodzące mysli, ktore pojawiaja się przy wszystkich
            czynnosciach. Coś mi siedzi w glowie i wciaż mowie zrób to tak bo inaczej stanie
            sie to i to ..i tak w koło. I to przy każdej czynnosci, no może przy 3/4 czynnosci.
            To jest straszne że cos siedzi w głowie i wiecznie mnie do tego zmusza. I niby
            nie wierze że fakt nieposluchania sie nerwicy i wyjecia np innego widelca może
            przyniesc opłakane skutki. Ale zawsze kiedy, stawiam sie nerwicy ona udawadnia
            mi że jednak miała racje :( Zawsze sprowadza mnie na ziemie. I mimo że tłumacze
            sobie to jako zbieg okolicznosc to NN jest silniejsza.
            Nauczyłam sie nie kłocic z nia i jakos sobie wegetuje, czasem lepiej czasem
            gorzej. Ale pocieszające jest to o czym juz wspominałam że nie ma juz tych
            dlugich meczacych rytuałow ani ciaglej mani że na cos jestem chora.
          • elmone Re: z tego sie wychodzi 22.06.06, 16:03
            Hej:) wiesz fallowa to nie rodzina ode mnie duzo wymagała to ja sam od siebie
            za duzo wymagałem i wymagam, tylko wiedza o tym ma sie nijak do mojej nerwicy:(
            może faktycznie rodzina może być toksyczna, ale nie zwalał bym tego na swoją
            rodzinę akurat, może tylko tyle mam im do zarzucenia, że nie zauważyli że mam
            jakieś problemy, a ja wstydziłem się o tym powiedzieć. Wiem tylko tyle że swoje
            dzieci bedę baczniej obserwował. A stosowałaś jakieś leki? Czy przeszło tylko i
            wyłacznie dzięki psychoterapii? Pozdrawiam
          • ipresume Re: z tego sie wychodzi 22.06.06, 19:48
            "Fallowa" post super, pozdrawiam. Całkmowita racja - wszystko zaczyna się w
            dzieciństwie i nie chodzi bynajmniej o to by szukać winnych. Ważne jest
            uświadomienie sobie tego i zrozumienie jak to działa na MNIE, pełne przyznanie
            się przed samym sobą że nerwica to MÓJ problem i JA mam sobie z tym poradzić -
            niezbędne jest tutaj pogodzenie się z tym na poziomie uczuć; i dopiero to
            wszystko według mnie, otwiera furtkę do pełnego wyzdrowienia. Siłą rzeczy musi
            to trwać ale drogi na skróty nie ma.
          • wiktor81 Re: z tego sie wychodzi 25.06.06, 17:26
            Witaj fallowa. Może Ty masz (miałaś) nerwicę z tego powodu, który opisałaś, a
            może elmone z innego. To chyba nie jest dobry pomysł, żebysmy wszyscy
            stwierdzili, że nasza choroba to wina relacji w rodzinie. Ja mogę mieć nerwicę
            z jakiegoś powodu, Ty z innego, ktoś inny z jeszcze innego. Zgadzam się, że
            nerwica może mieć źródło w relacjach z rodziną, ale wg mnie przyczyna nerwicy
            może równie dobrze być inna.
    • wiktor81 Re: Pytania o leczenie??? 25.06.06, 17:41
      Nie zapominaj o modlitwie. Módl się, nawet jeśli to nie pomaga. Wytrwałośc w
      modlitwie jest bardzo ważna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka