megash
17.08.06, 00:41
Ciągle we mnie jest pustka i smutek. Cokolwiek robie, gdziekolwiek jestem,
zawsze czuje się źle. Dotego dochodzi ta samotność i przeszłość, z którą
bardzo ciężko jest sie pogodzić. W życiu codziennym, w kontaktach, do których
jestem zmuszony, ciągle udaje. Po pracy nie mam do kogo iść, nie mam
dziewczyny, nie mam jakichś wielkich przyjaciol, toteż ide do parku, czytam
gazete popijając piwko, które w jakimś stopniu uśnieża ból. W domu natomiast,
gdzie de facto odczuwam najwieksza pustke, zawsze mam pod ręką jakieś
benzodiazepiny - kulturalnie, zeby nie bylo, ze sie rozpijam. Robie to
wszystko po to aby wyciszyć to wszystko, co jest we mnie w środku. Nie
potrafie pokonać tego wszystkiego, co siedzi we mnie. To już mnie zniszczyło,
sprawiło - co może wydawać się śmieszne - że nie potrafię się cieszyć. Tak
normalnie, po prostu, śmiać się i cieszyć.
Dzisiaj byłem na spotkaniu DDA, ale niestety nie sądze żeby ta forma pomocy
okazała się w jakimkolwiek stopniu pomocna w moim przypadku.
Jakieś pomysły?