kleopatra321
27.12.06, 22:55
Jestem czepialska, jestem zazdrosna , jestem nie taka jak byc powiinam.
Uciekam poraz setny i znow wracam poraz setny pierwszy i poraz setny pierwszy
znow zaluje. I topie sie w tym na wlasne zyczenie... nie nie na wlasne
zyczenie na zyczenie mojego uzaleznienia, mojej zazdrosci , niepokoju,
strachu. Pisze poraz ktorys tam na takim forum i blagam o pomoc postanawiam ze
juz niegdy nie wroce ze bede walczyc a puzniej uciekam i sie juz nie pojawiam.
Moze to ja jestem zla a moze to on. to juz dla mnie nie wazne nie chce z nim
byc ale nie moge nie potrafie bez niego nie wyobrazam sobie, on to moja sila
na zycie, ale jednczesnie ta sile mi odbiera. Chece go zniennawidzic chce by
byl mi obojetny nie on jest mi tak wazny tak przyciagajacy to takie trudne.
Leczennie mi nie pomaga , wiec co?! wiec co teraz... Przeciez nikt mi nie da
lekarstwa na zycie... Placze, nie mam zkim porozmawiac. Czasami mysle ze
przeciez lepiej ulzyc sobie.....Podziwiam tych ktorzy sie odwazyli...Dla mnie
nic juz nie ma sensu