naranja
07.04.03, 19:33
dobry wieczor,
od dlugiego czasu,
ale ostatnio coraz czesciej i czesciej zdarza mi sie taki stan nad ktorym
nie moge zapanowac. placz zupelnie bez powodu wszedzie - moze to byc tramwaj
czy autobus pelen ludzi. smutek, smutek, smutek i przygnebienie. godziny
wpatrywania sie w sufit i sciany. godziny bezmyslnego wpatrrywania sie w
komputer. smutek rozkrecajacy sie jak spirala - jedna zla mysl i wpadam w
taki ciag, ktory konczy sie totalnym dolem. teraz od kilku dni jest zle,
zle, zle.
jeszcze lek. taki nieokreslony lek, strach niewiadomo przed czym. nie moge
zasnac, albo budze sie bardzo wczesnie rano.
ludzie. ludzie patrza na mnie i widza to co we mnie zlego. widza moje
kompleksy, widza moj smutek, moja slabosc. a ja to czuje bardzo.
ten stan nie jest staly. bo czasem jest dobrze, a wlasciwie bardzo dobrze.
optymistycznie i entuzjastycznie. ale to krotkie chwile raczej.
co sie dzieje?
naranja