eskabis
29.01.07, 16:18
Jestem matką córki, która przeszła przez depresję, mam nadzieję, że przeszła,
bo właściwie jest ciągle w trakcie leczenia. zaczęło się, gdy miała 15 lat,
dziś będzie miała 20. Przeszliśmy z nią piekło, myśli samobójcze,
samookaleczenia, trudności ze wstawaniem, agresja posunięta do tego, że biła
własną matkę, niszczenie mebli, próby ucieczek z domu. Ale zawsze w dołku
szukała kontaktu ze mną, niby go nie chciała, ale zawsze do mnie dzwoniła, po
czym np. przerywała połączenie. A ja oddzwaniałam do skutku, aż odebrała i
zawsze udało mi się sprowadzić ją do domu. szczęśliwie uchroniłam ją przed
ucieczkami i innymi głupstwami i niebezpieczeństwami-
Tylko dzięki psychiatrze, psychologowi, wyrozumiałym nauczycielom z
prywatnego liceum, lekom antydepresyjnym, naszej z mężem determinacji, udało
nam się doprowadzić ją do matury i na wyższą uczelnię. Niestety, jeszcze nie
jest dobrze, ale jest znacznie lepiej. Ostatnio rycząc jak wół szła się
rzucić z mostu, bo nie zaliczyła przedmiotu - zamiast się porządnie nauczyć.
Ale przedtem oczywiście zadzwoniła do mnie. Jakoś udało mi się ją "opanować",
choć to strasznie trudne, wymaga olbrzymiej cierpliwości i wyczucia, kiedy
łagodnie, a kiedy przycisnąć.
Sama jestem po tej chorobie kłębkiem nerwów, wykończona psychicznie i
fizycznie. To jest choroba, która dotyka całą rodzinę. Na szczęście mąż
uczestniczył w terapii, rozumiał koniecznośść kontaktu z lekarzem, a lekarz
był na tyle mądry, że podkreślał i uzmysławiał mu, jakie jest ważne, abyśmy
przychodzili wspólnie. Tak naprawdę niczego nam nie zarzucał, dla niego ważne
były informacje o zachowaniu córki, o jej relacjach z nami, na podstawie
tego, co opowiadaliśmy stwierdził, że córka wybrała sobie matkę na ofiarę i
potrafił tak pokierować terapią, aby pomóc. Ojcowie, wasz udział w leczeniu
depresji u dzieci jesty nieodzowny!!!
Najważniejsze w tej chorobie to dobry kontakt z lekarzem prowadzącym,
psychologiem i stała obserwacja dziecka, kontakt z nim, nawet jak według nas
gada głupio i totalnie nie ma racji. Słucha-, słuchać i słuchać oraz znosić
upokorzenia, bluzgi i wszystko, co towarzyszy tej chorobie z nadzieją, że
bądzie lepiej. I bywa lepiej, po czym bywa gorzej.
Ostrzegam przed Zagórzem - tzw. domeczkiem czy jak mu tam. Umieszczona tam
moja córka nauczyła się aktów samoagresji, tolerancji dla narkomanów
itp....Polecam zespół ze szpitala przy Sobieskiego, choć umieścić dziecko do
leczenia w tej placówce graniczy z cudem. Zanim znalazłam wspaniałego lekarza
z tego szpitala, przeszłam przez wszystkie ośrodki warszawskie, to, co
słyszałam, to "konflikt z matką" - rzeczywiście, konflikt polegał na tym, że
nie pozwalałam 16-latce chodzić po nocnych klubach. Zamiast wytłumaczyć jej,
że to niestosowne, panie doktor-wszystkie ze spacjalizacją psychiatra
przekonywały mnie, że "młodzież tam chodzi". Dom wariatów. Dziś, moja
dwudziestolatka, przyznaje mi rację, że kluby to niewłaściwe miejsce dla
małolatów, ale wtedy czuła wsparcie pań doktor, którym za takie rady płaciłam
za wizytę po 100 PLN. na szczęście nie dałam się ogłupić, jeśli więc uznacie
Państwo, że nie odpowiada Wam kontakt z psychiatrą, szukajcie innego. Rynek
bardzo ograniczony, o państwowej służbie zdorwia nie ma co marzyć. Choroba
naszej córki kosztowała nas około 10 tys. złotych rocznie, zadłużyliśmy się
po uszy, ale co robić. teraz powoli spłacamy długi, nawet na urlopie nie
byliśmy, ale uratowaliśmy jak narazie nasze dziecko.
Dopiero wspomniany pan doktor uznał prawa rodziców do wychowywania dzieci, do
stosowania sensownych zakazów i pomógł nam wyprowadzić córkę z najgorszego.
Ale to jeszcze nie jest stan zdrowia, jej emocje są kruche, agresja na
wierzchu, jak tylko coś nie idzie po jej myśli. Po prostu jest słaba
psychicznie.I tak to już jest.
Wszystykim życzę zdrowia, a rodzicom siły dla przetrwania!!!