socker1
08.03.07, 18:34
Witam
Urodziłem się 7 Marca 1989 roku. Mam obecnie 18 lat. Jestem juz od 21
miesięcy w depresji z powodu miłości.
Moje główny powód depresji rozpoczął się 21 maja 2005 roku. Do tego dnia
byłem szczęsliwym dzieckiem-nastolatkiem. Gdy miałem 4 lata moja mama
wyjechała do USA w celu zarobienia pieniędzy na dom. Ja zamieszkałem u mojej
babci ( 69km od domu rodzinnego ) z tego powodu iż mój tato jakby to ująć ma
problemy alkocholowe i mama nie chciała abym z nim mieszkał pod jednym dachem
przez ten okres gdy jej nie ma. W rodzinnym domu został tylko starszy brat (
wtedy 11 lat ) i siostra ( 12 lat ). Przez dwa lata znosili imprezy
alkocholowe wywoływane przez ojca w domu. Ja mieszkałem u babci, dziadka i
wujka ( ktorego traktowalem jako kuzyna, ponieważ miał zaledwie 16 lat ).
Babcia także jest alkocholiczką, ale nigdy przy mnie nie piła alkocholu tylko
to przede mną ukrywała. Chodziłem do przedszkola ( ktorego nieznosiłem ) a po
za zajęciami, uwielbiałem chodzić na działke i zbierać czereśnie ( jednym
słowem pomagać babci ). Gdy miałem 6 lat, moja mama wróciła do Polski i
zamieszkałem we własnym rodzinnym domu. Poszedłem do przedszkola ( zerówka )
gdzie nie chcieli mnie przepuścić do szkoły ( nie nauczyli mnie dziadkowie
kolorów, liczyć itd ). Ale Mama mnie bardzo szybko nauczyła podstaw i w ciagu
1 miesiaca byłem na poziomie każdego 6-latka. Potem poszedłem do podstawówki.
Uczniem byłem średnim. Otrzymywałem trójki i czwórki, najlepszy byłem z W-F i
matematyki. Wiele osób dziwiło się moimi umiejętnościami matematycznymi.
Rozwiązywałem zadania szybciej niż nauczycielka. Ktoś kiedyś zażartował iż
mam kalkulator w głowie. Myślę że coś w tym jest. W podstawówce wystartowałem
w konkursie matematycznym gdzie zdobyłem 2 miejsce w mieście ( 70-80
tysięcznym ) i 800 któreś w Polsce. Potem chodziłem do gimnazjum ( do tej
samej szkoły i z tymi samymi kolegami i koleżankami ). W pierwszej klasie
zapisałem się do klubu sportowego w piłke nożną. Byłem bardzo ambitny. Piłka
nożna sprawiała mi radość, chodziłem na każdy trening, a w szkole zawsze nie
mogłem się doczekać W-F. Przestałem jednak grać w piłke w 3 klasie gimnazjum
( w listopadzie ). Mimo tego iż ciągle trenowałem czułem się na boisku gorszy
od swoich rówieśników i to mnie podłamało. W listopadzie dostałem kontuzje (
1 palec u nogi złamany i 2 zbite ) i jakoś tak od tej pory nie chciałem już
wrócić do gry. Mimo to byłem szczęsliwy i żyłem codziennością. W szkole
często bywało iż dziewczyny się za mną oglądają. Nigdy mnie to nie
interesowało, ale też oczywiście byłem w pewnym stopniu z tego zadowolony.
Nie chciałem mieć dziewczyny, bo mnie najbardziej zawsze interesowała piłka
nożna, bilard przez internet i sport w TV. I w końcu przyszedł ten dzień - 21
Maj. Wtedy jechałem rano pociągiem do babci i słuchałem muzyki. Gdy widziałem
przez okna migające łąki, drzewa w lesie, zaczełem intensywniej myśleć o
miłości. Pomyślałem sobie, a może to już pora na dziewczyne, fajnie byłoby
mieć osobe która mnie kocha z całych swoich sił. Nie wiem dlaczego ale przez
tą szybkę w mojej wyobraźni zobaczyłem pewną dziewczynę o rok młodszą ode
mnie z mojej szkoły. Ona jest bardzo ładna i często w szkole na mnie
spoglądywała. Jednym słowem zapragnełem z nią być i od tej pory tylko o niej
myślałem. 21 Maj w 2005 roku to była sobota. Przez weekend myślalem o niej i
od poniedziałku szukałem jej w szkole. Widywałem ją na przerwach ale nigdy do
niej nie podszedłem. Zaczełem ciągle się za nią oglądać, a ona także bardziej
intensywniej na mnie spoglądała. Gdzieś tydzień później zdobyłem numer gg jej
koleżanki i spytałem jak ma na imię ( Patrycja ). Byłem już gotowy aby do
niej podejść, lecz od tej pory ona przestała na mnie patrzeć w szkole. Nie
miałem już tej pewności siebie. Czekałem ciągle na jakiś znak od niej. Bałem
się podejść, skoro przechodziła obok mnie obojętnie. Ciągle się łudziłem że
mi się tak wydaje, ale 20 czerwca zobaczyłem w niej taką niechęć do mnie, że
byłem już pewny iż to nie ma sensu. Ona miała mnie już gdzieś i od tej pory
tak naprawde zaczełem się zastanawiać czy w ogole kiedyś jej się podobałem.
Codziennie myślałem tylko o niej. 24 czerwa rozpoczeły się wakacje a ja
siedziałem ciągle w domu i słuchałem łagodnej muzyki o miłości. Wychodziłem
na dwór tylko na spacery. Miałem nadzieję, że ją spotkam gdzieś na mieście i
może coś z tego wyniknie. Widziałem ją na początku lipca w parku jak
siedziała z koleżankami i z kolegami. Ona siedziała na ławce obok jakiegoś
chłopaka. Nie trzymali się za ręce, ale mimo to miałem miliony myśli w
głowie. Zastanawiałem się czy on jej się podoba i czy mam jeszcze jakieś
najmniejsze szanse. Kolejną pamiętną datą jest 11 lipiec 2005 roku. Wtedy po
raz pierwszy płakałem z jej powodu. Przez 2 godziny nie mogłem się opanować,
tak strasznie cierpiałem z tego powodu. Ona jest dla mnie jak cud natury.
Bardzo śliczna i widze w jej oczach prawdziwego anioła. Różni się od innych
dziewczyn, ma w sobie coś czego nie ma żadna inna dziewczyna. Wszystkie inne
są dla mnie tylko cieniem spośród niej. Mógłbym dla niej zrobić wszystko, a
nie mogłem nic. Codziennie myślałem tylko niej. W końcu przyszedł 1 wrzesień
i nowy rok w szkole. Ona chodziła do gimnazjum a już do szkoły średniej. W
szkole myślałem ciągle o niej. Byłem ciekawy co teraz robi, czy ma chłopaka,
czy ja mam jeszcze jakieś szanse z nią być. Z dnia na dzień czułem się co raz
gorzej. Ponieważ to co kiedyś sprawiało mi radość w zupełności już mnie nie
cieszy. Każde drzewo, kazdy słup, każda ławka, każdy dźwięk, każdy blok,
każdy samochód, pogoda, ludzie --> wszystko przypominało mi Patrycje. Nie
mogłem spać po nocach bo ciągle o niej myślałem. Aż w końcu przyszedł 11
październik. W szkole zobaczyłem zdjęcia z dyskoteki na ktorej ona przytulała
się z jakimś chłopakiem. To był cios w serce. Wybiegłem z szkoły i poszedłem
na wagary. Płakałem gdzieś po parkach i nie mogłem się pozbierać. Od tej pory
było jeszcze gorzej i tak z dnia na dzień czułem że ten stan się powiększa.
Przestałem już w ogole się kolegować, rozmawiać z ludźmi i co raz częściej
wychodzić w miasto. Bo tam gdzie mi było dobrze, jest tylko mój dom. Po
szkole wracałem do domu i pierwsze co, to coś jadłem i kładłem się spać.
Ciało przykrywałem kołdrą a głowę poduszką. Starałem się aby światło nie
docierało przez żadną szparę. Kryłem się od całego świata, bo tylko wtedy
czułem się lepiej. Ciągle przebywałem w domu, leżąc w łóżku, lub siedząc na
komputerze i od czasu do czasu korzystałem z kuchni lub ubikacji. Mimo to
dalej intensywnie myślałem o niej i miałem nadzieje, że z nami jeszcze nie
jest koniec. Chciałem poczekać i myślałem że w końcu coś się stanie i z nią
będę. Każdego dnia jak kładłem się spać, wyobrażałem sobie że one leży obok
mnie, że mogę ją przytulić i dbać aby jej się dobrze spało. Dzięki temu
udawało mi się zasnąć. I tak żyłem każdego dnia. Codziennie miałem co raz
mniej sił na walke z moimi problemami. Zaczełem myśleć już o samobójstwie tak
pół żartem pól serio, bo żadna rzecz oprócz spania nie sprawiała mi
przyjemności. Na początku stycznia postanowiłem iż zaczne uprawiać joging.
Pomyślałem sobie, że muszę wreszcie coś zrobić, aby zdobyć energię do
codziennej walki. Dlatego co drugi dzień przed szkołą stawałem o 5 rano i
mimo zimna -5 stopni biegałem w ciemnościach po parkach. To mnie motywowało,
lecz po miesiącu przestało mi to już sprawiać radość. Pamiętam także 28 luty
w 2006 roku. Tydzień przed moimi urodzinami w szkole czułem się tak
potwornie, że trzasnełem drzwiami przed całą klasą i pobiegłem do kościoła
gdzie się modliłem przez 3 godziny. Z dnia na dzień mój stan ciągle się
pogarszał. Aż w końcu w kwietniu postanowiłem postawić wszystko na jedną
kartę. Znalazłem jej adres zamieszkania i postanowiłem wysłać szczery list.
Kupiłem bardzo ładny z