ilmatar
23.08.07, 12:35
Dawno tu nie zaglądałam, widzę że duch wisielczego dowcipkowania się
utrzymuje. I dobrze.
INTELIGENCJA - bez względu na definicję, niektórym wydaje się tak
ważna, że aż z powodu "tak błahego" jak jej obniżenie tracą życie.
Znany mi przypadek dotyczy dziewczyny, która nawet nie została
zdiagnozowana, ale po jej śmierci jakoś wiele osób wiedziało że
miała klasyczne objawy głębokiej depresji.
Była to absolwentka studiów filologicznych, zatrudniona jako
asystentka. Podobno na studiach była niezwykle zdolna i pracowita,
dlatego dostała etat. Tylko że tak się potwornie bała zajęć, że
nagle gubiła słowa, miała fatalny akcent, nie odpowiadała na
pytania, a wykład prowadziła bardzo nerwowo, wciąż zaglądając do
notatek, w których się plątała.
Drugie i trzecie zajęcia wyglądały podobnie, a na czwarte już nie
przyszła.
Więc nie mówcie, że depresja plus leki równa się obniżenie
inteligencji. Sama depresja wystarczy.
Pozdrowienia
Ilmatar