neuroleptyk
15.04.08, 15:09
Pewne podsumowanie po krótkim tu pobycie, składnia mnie do
napisania, iż, takie forum w obecnej formie RACZEJ służy do
promowania depresji (obojętnie czy uznajesz to za chorobę lub nie)
niż walki z nią poprzez defetyzm i nietolerancję innych poglądów niż
swoje własne (nie użyje tu słowa ksenofobia ku waszemu zmartwieniu)
Mam wrażenie, że jedyna radość życia CZĘŚĆI (niestety na razie
zdecydowanej większości) z tutejszych bywalców czerpie z czarno
wróżenia i diagnozowania innych. Czyli innymi słowy z prób
sprowadzenia ich poniżej poziomu morza, prób "wmówienia"
(najczęściej w formie zamaskowanych inwektyw tzw. "diagnozy") tobie,
jaki jesteś beznadziejny, głupi i że powinieneś się leczyć. Czyli
tak naprawdę przekonania ciebie, że oni są dla ciebie
niedoścignionym wzorem.
Niestety ja mam wrażenie, że ta ich (niektórych) depresja to nie
jest nawet cierpienie (albo to tylko cierpienie na pokaz) to po
prostu zwykła chamówa i brak świadomości własnych bledów.
..."A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim
nie dostrzegasz"..
...Jestem chory dajcie mi spokój... Jestem chory to mnie
sprawiedliwa... Jeśli sam nie umiesz być szczęśliwy to zrób to samo
innym i uczyń ich tez nieszczęśliwymi... To chyba jest "wam"
(niektórym) aż zanadto znane z autopsji
Możecie sobie chodzić po lekarzach to usranej śmierci i degustować
tabletki, możecie się zakwaterować w "hotelu dla chorych inaczej"
a nawet poddać się "terapii elektrowstrząsowej" czy zrobić sobie
samemu lobotomię i ja wam tego nie mogę zabronić to wasza sprawa i
nic mi do tego. Ale kiedy zaczynacie mnie personalnie atakować w
moich tematach i to zupełnie nie mając pojęcia, kim jestem (bo mnie
nie znacie, ale wy już po jednym zdaniu wiecie wszystko i macie
gotową diagnozę) to świadczy to tylko tyle, że wasza tzw. "depresja"
nie jest wyssana z palca i chyba sami sobie na nią ciężko
zapracowaliście. Ta ciężka choroba to jest nic innego jak ciężka do
zniesienia samoświadomość, ale jakoś ci "ciężko chorzy inaczej"
wyprani pozornie z sił i energii (...jak mi się strasznie nic nie
chce..) wykazują zadziwiającą energie i motywację w krytyce pod moim
adresem.
Możecie się dowoli egzaltować ze swoim cierpieniem, ja w wasze wątki
nie wnikam, nie interesują mnie one, jeśli nie macie nic
konstruktywnego do dodania to nie wnikajcie też w moje. Ja nie chcę
waszych rad, uwag, poradzę sobie bez nich.
Mimo wszystko życzę wam szczęścia, bo atakując mnie nie zyskacie nic
i nic wam to nie da poza chwilową satysfakcją dokopania
Neuroleptykowi, co się staje powoli tradycją.
Możecie sobie teraz zadać pytanie, czemu unika się
tzw. "depresyjnych", bo są oni dla ludzi groźni zupełnie tak jak dla
pływających ci, którzy się topią.