Pani Iwono cz.4

14.09.03, 00:42
Wiec juz od jakiegos czasu lecze sie.
Biore teraz juz wieksze dawki lekow.
Czuje sie...dziwnie. niby lepiej. Ale nie spie po nocach.
Wciaz sie boje. Wciaz nie mam checi i sily do zycia, co odbija
sie na moim zdrowiu fizycznym. niestety, po rodzinie chyba odziedziczylam
raczej problemy, niz super zdrowie. A mnie, choc kocham plywac, ciezko jest
zmusic sie do wyjscia na basen czy na aerobic. To mnie meczy.
Ponadto wciaz spie. Budze sie nad ranem, jestem pelna sil,
zabieram sie za sprzatanie, a za jakis czas, najpozniej o 14 po prostu
jestem nie do zycia - chce tylko spac. niedlugo zaczyna sie rok akademicki
i ja zaczynam sie bac. co bedzie. czy bedzie dobrze. kiedys. nie wierze
nikomu i w nic. a sobie tez juz nie, bo zawodze sama siebie...

n.
    • iwona.grobel Re: Pani Iwono cz.4 18.09.03, 13:09
      Pisze pani, że czuje się "niby lepiej". Czyli cos drgneło, to dobrze, na resztę
      pewnie trzeba czasu. Pisze tez pani, że nie spi po nocach, a za
      chwilę, "ponadto wciąż śpię", a po 14.00 - "chcę tylko spać". Może trzeba
      zmienić pory przyjmowania leków, może dodać coś na noc? Proszę porozmawiać o
      tym z pani lekarzem.
      Pozdrawiam.
      • nadja Re: Pani Iwono cz.4 18.09.03, 16:17
        Lekarka mowi,ze jezeli nie jestem spiaca ok pol godziny czy godzine po
        przyjeciu lekarstw, to to nie jest ich kwestia. dziennie biore 450mg
        aurorixu plus dwa fluanxole na noc. no i xanax. wciaz nie mam checi ani sily do
        zycia. to potworne, bo przez to czuje sie winna, wydaje mi sie, ze wszyscy
        pomysla, ze to lenistwo...a ja tak uwielbialam cos robic, byc wciaz w ruchu,
        uczyc sie. wiele sie zmienilo. jak wrocic do poprzedniego stanu rzeczy?
        staram sie, probuje,ale czasem wydaje mi sie, ze ruszenie noga w celu
        wstania z lozka to zadanie wymagajace ogromnego nakladu sil. Czasem mam ochote
        po prostu to skonczyc,naprawde. Bo boje sie, ze tak juz zostanie, a
        wtedy...koszmar. jak tak zyc? jak maja zyc ci, ktorzy sa ze mna?
        Ale byc moze to kwestia czasu. Tylko ja jak zwykle nie mam go.
        Bo zblizaja sie studia, musze pracowac. A czuje, wiem, ze dopoki nie doprowadze
        siebie do porzadku, to to wszystko jest na nic. Moje zycie jest takie...
        poszarpane... Boje sie ludzi.Daje korepetycje z angielskiego,uwielbialam
        uczyc. Teraz pojscie do obcego domu,dzieci to dla mnie koszmar.
        Rezygnuje z jednej pracy,bo tamtej juz w ogole nie jestem w stanie zniesc.
        I co z tym wszystkim zrobic..........................


        pozdrawiam serdecznie
        n
Pełna wersja