blue_a
21.09.03, 14:18
Właściwie nie znajduję adekwatnej nazwy. Chcę porozmawiać o ludziach, którzy
samą swoją obecnością nas leczą. Tym, co dla nas robią też.
Moja Mama: "działa" lepiej niż stabilizator nastroju. Wyhamowuje moje
zwariowane pomysły.
Tata, niecierpliwiący się, że wciąż nadaję, gdy mam go w zasięgu wzroku, ale
już mu wytłumaczyłam, że ze ścianami naprawdę rozmawiać nie będę..A inni
ludzie? Znajomi? Cóż..zarzut, że jestem po narkotykach. Nieważne. I nie
jestem. Nie mam napisane na czole, że jestem cokolwiek odmieńcem.
Dlaczego ja o tym? Choćby dlatego, iż zdałam sobie sprawę z faktu, że gdybym
była zdana tylko i wyłącznie na leczącą mnie panią (jakkolwiek fajną), nie
byłoby ze mną najlepiej. To smutne - ostatnia wizyta: 5 minut. "Przerzuciłam
się" do tej samej pani, ale w państwowej służbie zdrowia. Oznajmiła mi, że
następna wizyta, to będzie po prostu wypisanie recepty.
Funny...
O.k., ja to pieprzę.
Ale lubię siebie na tyle, że wiem, że w takim razie tej pomocy trzeba szukać
gdzie indziej.
Tu. Choćby. Na przykład.
Kim dla Was są ludzie, którzy Was prawdziwie "leczą"?